Odwrócona piramida

Dom jest w fatalnym stanie. Dach przecieka, stolarka gnije, tynk odpada, woda kapie z kranów. Ekipy remontowe i hydraulicy pouciekali. Zarządca, który jest dobrym gospodarzem, doskonale rozumie, że sytuacja jest poważna. A ponieważ nie wypadł sroce spod ogona, jest fachowcem pełną gębą, więc zaproponował przemyślne rozwiązania. W pierwszym rzędzie zwiększył nakłady na mopy i wiadra, ponieważ po każdym deszczu, zwłaszcza na wyższych piętrach, tworzyły się kałuże. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę — od tej pory woda zbierała się w wiadrach, a to co nakapało na podłogę szybko usuwano mopami. — Odwracamy piramidę problemów — tłumaczył zarządca. — Zatrudnimy i przeszkolimy operatorów mopów i opróżniaczy wiader dzięki temu kolejki po ręczniki i suche ubrania zmniejszą się radykalnie.
Cały wpis

Donald Tusk poleca

Żył był kiedyś prokurator generalny i mini ster od sprawiedliwości w jednym, który nie tolerował nieprawidłowości. Gdy w Polsce wybuchła rakieta osobiście polecił zająć się sprawą, o czym nie omieszkał poinformować na Facebooku:

Poleciłem Prokuratorowi Krajowemu objęcie osobistym nadzorem śledztwa w sprawie eksplozji rakiety i śmierci dwóch polskich obywateli. Na miejscu od kilku godzin pracuje zespół prokuratorów wraz z nadzorowanymi przez nich służbami i biegłymi.

Cały wpis

Program kontynuacyjny

Wczoraj odbyły się wybory. Wynikom towarzyszyły emocje niczym u Hitchcocka w radiu Erewań. Sytuację można porównać do wyścigów odbywających się w gęstej mgle. Tylko zgromadzeni na mecie sędziowie mogli naocznie przekonać się kto wygrał. Licznie zgromadzeni na trybunach dziennikarze i bookmacherzy dostrzegali jakieś zarysy postaci i na tej podstawie typowali zwycięzców. Wyszło im, że koń o dźwięcznej nazwie Poeta przybiegł pierwszy ze sporą przewagą, drugi był Pisarz, a trzeci Końdominium nazwany tak na cześć trzeciej rzeczy, bo pierwsza jest pospolita. Na tym etapie nie ważne były wyniki, ponieważ chodziło o zgromadzenie widzów przed ekranami. Gdyby nie było pracowni sondażowych, to poradzono by sobie inaczej zatrudniając jasnowidzów, wróżów, proroków i astrologów i omawiano by to, co ujrzeli we wnętrzu szklanych kul, fusach po kawie i wywnioskowali z ułożenia ciał niebieskich.
Cały wpis

Swoimi słowami w sposób krótki

Portal gazeta.pl wcielił w życie pomysł, który zasługuje na nagrodę jeśli nie Pulitzera, to na pewno równie prestiżową. Chodzi o tak zwany „Jeden news dziennie”. News (nie ma polskiego odpowiednika tego słowa — każdy przyzna, że ‚nowina’ brzmi niepoważnie) z 6 czerwca potwierdził to, co niektórzy podejrzewali od dawna, a mianowicie, że nie ma już chorób psychicznych, nie ma otyłości, nie ma bezdomnych, niezamężnych, niewidomych, głuchych, nie ma niczego. Są osoby w kryzysie zdrowia psychicznego, w kryzysie raka, zapalenia wyrostka robaczkowego, grypy, osoby w kryzysie nadwagi, bezdomności, bezpłodności, samotności, ślepoty, głuchoty, głupoty itp. kryzysów. Wynika to z faktu, że w dzisiejszych czasach nazywanie rzeczy po imieniu jest niedopuszczalne i nosi znamiona hejtu, zniewagi, poniżania, chamstwa i dyskryminacji.
Cały wpis

Psia starość, psie umieranie

Odeszła moja ukochana Sunia. Jej imię schroniskowe to Wega, ale od kiedy mój tata nazwał ją czule sunią, reagowała już tylko na „Sunię”. No i później na „Słoninę”, bo trochę się u nas upasła…

Miała być moja, ale wybrała, że będzie taty — to była szaleńcza miłość, od pierwszego wejrzenia. Dla Suni liczył się pan, potem jedzenie, potem długo, długo nic i dopiero na końcu: reszta rodzinnego stada.

Każdego ranka tańczyła. Moja mama śpiewała jej „Lambalunę” kabaretu OT.TO, a Sunia podskakiwała, kręciła się w kółko i szczekała. A oczyska jej się przy tym śmiały! Tańczyła tak nawet po amputacji nóżki.

Była kokietką. Mała brzydula z wytrzeszczem oczu — a każdego mężczyznę czarowała. I to z powodzeniem. Wszyscy nasi psi panowie, we wszystkim jej ustępowali i udawali, że pozwalają się terroryzować. A gdyby chcieli, mogliby ją pożreć jednym kłapnięciem. Za to ludzcy panowie „jedli jej z ręki” — a ona im.

Była jak każdy piesek — wyjątkowa, najukochańsza. Ale chcę, żeby ten tekst był nie tylko o niej. Podzielę się z Wami refleksjami na temat psiej starości, choroby i śmierci.
Cały wpis

Dlaczego rozczarował mnie kanał ZERO?

Kanał ZERO Krzysztofa Stanowskiego hucznie wystartował nieco ponad 4 miesiące temu. Może to jeszcze zbyt krótko by robić jakieś konkretne podsumowania, ale też wystarczająco długo by zauważyć pewne tendencje oraz kierunek w jakim cały projekt zmierza.

Po pierwsze muszę wyjaśnić, że nie jestem i nigdy nie byłam jakąś szczególną fanką Krzysztofa Stanowskiego. Nie raz mnie rozśmieszył, bo po prostu lubię takie lekko chamskie poczucie humoru. U pana Krzysztofa nie ma „bułkę przez bibułkę” a jego akcja z wystawieniem Marcina Najmana pod klubem Rakowa Częstochowa na zawsze przeszła już do kanonu polskich memów. Uważam też, że w swoim dość prześmiewczym, ale i dosadnym stylu poruszył kilka ważnych problemów społecznych jak promowanie prostytucji w mainstreamowych mediach oraz holistyczne scamy oferowane przez różnych współczesnych szamanów. Dużo nieukrywanej radości przysporzył mi też jego materiał o odejściu z Kanału Sportowego. Była to ponad godzina dobrej, ale i pouczającej rozrywki, zwłaszcza dla osoby, która już coś tam w życiu robiła, ale z wielkimi biznesami do czynienia nie miała.
Cały wpis

Wybory

Temat jest ważny sądzę. Nie można go przesunąć, ponieważ wkrótce rozpoczyna się uroczyście cisza wyborcza, a materiał winien ukazać się przed wyborami, więc dziś dwa wpisy, a w zasadzie wpis i kadłubek wpisu, którego treścią jest materiał Karola Modzelewskiego o Unii Europejskiej. Dla kogoś, kto rozumie otaczającą rzeczywistość to nic nowego, ale nie zaszkodzi utwierdzić się w przekonaniu, że głosowanie na hochsztaplerów, aferzystów i przestępców nie ma najmniejszego sensu. Oni ani nie będą dobrze reprezentować kraju, ani nie przyniosą mu chluby. Przy okazji polecam „Newsy bez wirusa”, bo ciekawe, choć czasem ponosi Karola kabaretowa fantazja.
Cały wpis

Kabaret

Na granicy z Białorusią został zraniony nożem żołnierz. Trąbiły o tym wszystkie media od prawa do lewa. Na granicę natychmiast pofatygował się premier, wicepremier oraz minister. Premier zbolałym głosem roztaczał wizję ciężkiej i odpowiedzialnej służby, zapewniał że łączy się w bólu i plótł nie gorzej niż jego poprzednik.

Dwóch mężczyzn zaatakowało nożem ochroniarza jednego ze szczecińskich klubów. Nie wspominał o tym nikt poza lokalnymi mediami. Na miejsce nie pofatygował się ani premier, ani wicepremier, ani minister.
Cały wpis

Piosenka na dziś czyli wątek techniczny

Do usunięcia za dni kilka.

Bardzo Was przepraszam, ale nie mam już siły stać w rozkroku dyskutując dany temat równocześnie na forum i na blogu. Zwłaszcza, że jak tutaj dłużej nie zaglądnę to muszę się przebijać przez swój profil do najnowszych komentarzy, bo w ogóle zauważyć co kto mi odpowiedział. Przykładowo przez to dopiero dzisiaj zauważyłem wpis Forni o Milly Vanilli dodany 2 dni temu.
Cały wpis

Dieta cud

Lato, sezon bikini, wszystkie kobiety mówią tylko o dietach! Żartuję, nie wszystkie, tylko te puste jak głowa Pięty.

Ale co tam, ja też należę do grona próżnych, więc też dziś Wam opowiem o moim patencie na figurę.

Otóż, nie jestem gruba, bo mnie nie stać. Spokojnie, rzecz nie w tym, że nie mam pieniędzy na jedzenie.
Cały wpis

Zaświadcza się, że pan/i…

W czasach minionych władza nie radziła sobie z wieloma rzeczami. Przez cały PRL nie udało się zorganizować skupu butelek, rok w rok brakowało sznurka do snopowiązałek, a „przejściowych trudności” w zaopatrzeniu w podstawowe produkty żywnościowe, szczególnie mięso i cukier, nawet wspominać nie warto. Z drugiej strony władza chciała mieć wszystko pod kontrolą, zwłaszcza obywateli. W tym celu, aby ich mieć na oku, wprowadzono obowiązek meldunkowy. Każdy obywatel musiał być zameldowany na stałe, a jeśli udawał się gdzieś na dłużej niż 3 dni miał obowiązek meldowania się w miejscu tymczasowego pobytu. Oczywiście wszyscy ten obowiązek lekceważyli, ale na przykład studentów, którzy mieszkali w akademiku, automatycznie meldowano w nim na pobyt czasowy.
Cały wpis

Podejmiemy taką decyzję

Jeśli czegoś jest dużo, to jest zdecydowanie lepiej niż wtedy, gdy jest mało. Wie to każdy chłop obdarzony przez naturę chłopskim rozumem. Na przykład na granicy postawiono płot i oddelegowano żołnierzy, by go chronili. Po drugiej stronie z kolei zgromadził się agresywny tłumek, który zaatakował ręcznie miotanymi pociskami dzielnych polskich funkcjonariuszy, których wyposażono co prawda w piękną, nowoczesną, śmiertelnie groźną broń, lecz zabroniono im jej używać. Rannych nie przenoszono w bezpieczne miejsce, lecz opatrywano w zasięgu rzutu, dając zadymiarzom po drugiej stronie sposobność poćwiczenia celności. Dlaczego? Bo tęgie pały wysokiej klasy płotem oddzielili Polskę od imigrantów, a zasiekami z drutu kolczastego żołnierzy od Polski. Polacy mogą więc uciekać albo uciekać na boki, wzdłuż płotu, albo polec na miejscu.
Cały wpis

„Eric”- hit Netflixa rozczarowuje

Będę dziś, jak typowy kibic piłkarski. Będę komentować z wygodnej kanapy (i z jeszcze wygodniejszej pozycji niekompetencji laika): to można było zrobić lepiej! Bo chociaż nie umiem grać w piłkę, przestrzelonego karnego przecież widzę. A tym właśnie jest dla mnie „Eric” Netflixa- zmarnowaniem stuprocentowej sytuacji. Była szansa na dobry mini serial, a wyszło coś, co chce się tylko wygwizdać.

Uwaga, będą spoilery!

Zacznijmy od tego, co w „Ericu” jest udane. Aktorstwo. Benedict Cumberbatch, jak zwykle daje radę. Wyciska z dosyć sztampowej roli-kochającego, lecz patologicznego ojca, ile się da. Główny bohater jest alkoholikiem, zdolnym artystą, beznadziejnym mężem, skrzywdzonym dzieckiem i dorosłym, który krzywdzi swoje dziecko, pomimo, że kocha je najbardziej na świecie. Postać tragiczna- ale nie męczennik ociekający patosem. Jest interesujący, wiarygodny w swoim zagubionym człowieczeństwie.

Żona głównego bohatera nie jest ciekawą postacią, ale przynajmniej, grająca ją Gaby Hoffmann ma w sobie dużo „scenicznego magnetyzmu”.

Reszta aktorów jest w moim odczuciu zaledwie poprawna.

To teraz przejdźmy do kiksów.

W „Ericu” mamy wiele wątków, które zostały spartaczone. Podziemne miasto bezdomnych- ciekawy pomysł, niestety nie rozwinięty. Społeczność bezdomnych „kretów” jest tylko tłem łzawej historyjki. Potraktowano ich postaci, jak kartonowe dekoracje. To już bezdomna w „Kevinie w Nowym Jorku” była lepsza… bo przymajmniej stworzona z sercem.

Wątku kryminalnego (skorumpowana policja, prostytucja nieletnich, narkotyki, skorumpowani politycy) nie czuję się na siłach skomentować. Nie jestem Mieciem-Masochistą i nie potrafię punktować szczegółowo fabularnych absurdów i niedociągnięć. Tam się tyle rzeczy nie klei, że głowa mała!

Powiem tylko, że szczególnie sfrustrowały mnie dwie rzeczy.

Po pierwsze: zachowanie matki zamordowanego nastolatka. Nie ma ani jednej sceny, w której okazałaby szok/rozpacz/niedowierzanie z tego powodu, że jej czternastoletni syn brał narkotyki i się prostytuował. Czternastoletnie(!) dziecko, obsługujące seksualnie, na zapleczu klubu, dorosłych mężczyzn. Zgroza, patologia, tragedia. A matka widzi tylko to, że policja i społeczeństwo nie szukały jej syna z takim samym staraniem, jak białego zaginionego chłopca… Cóż, może to psychologicznie prawdopodobne. Może ta kobieta wypierała prawdę, bo nie umiała jej udźwignąć. Może trawiły ją potworne wyrzuty sumienia.  Szkoda, że to nie zostało w żaden sposób pokazane. Szkoda, że ta postać jest tak antypatyczna i zadufana.

Druga sprawa, której nie mogłam podarować twórcom serialu, to dziwna relacja  dobrego policjanta z właścicielem klubu. Kiedyś coś ich łączyło, potem gliniarz przyczynił się do aresztowania kochanka- za stręczenie nieletnich. Ale po odsiadce, burdel-tata się zmienił (aha, jasne) i stał się dobry. Tak dobry, że przyłączył się do drużyny ścigającej pedofili, oraz skorumpowanych, morderczych gliniarzy… (Źli policjanci prowadzili interesy z pracownikami jego klubu, ale on o tym niby nie wiedział. Chyba jakoś tak.) Eeeee? No nieeeee! Ja przepraszam, ale dla mnie to jest głupsze, niż piękne love story w „Pretty woman”.

I na koniec jeszcze łyżeczka miodu w tej beczce dziegciu: tytułowy potworek Eric był spoko.

Tyle ode mnie, przepraszam, że się tak rozpisałam 😉

 

 

 

Realizacja koncepcji zapobiegania

Kogo obchodzi, kto obawia się o swoje bezpieczeństwo mając świadomość, że w pobliżu jest nielegalne wysypisko toksycznych odpadów czy śmieci? Bądźmy szczerzy — nikogo nie obchodzi i nikt się nie obawia! Nikt nie przejmuje się takimi bzdurami. Każdy wie, że składowisko odpadów nawet jak jest nielegalne i płonie, to nie zagraża ani życiu i zdrowiu mieszkańców, ani nie jest szkodliwe dla środowiska. Trzeba bowiem pamiętać, że nielegalne zwożenie i składowanie śmieci to bardzo intratny interes, który daje zatrudnienie wielu osobom i pozwala im godnie żyć. To prawda, że ustawodawca przewidział za takie praktyki stosunkowo surowe kary, ale słychać o licznych nielegalnych wysypiskach, ale nie słychać o licznych ukaranych. Zwłaszcza, że najpierw trzeba udowodnić, że odpady „mogą zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka” względnie „obniżyć jakość wody, powietrza lub powierzchni ziemi”. A stosowne służby jak dotąd nigdy nie potwierdziły skażania niezależnie od tego co się paliło. Kodeks karny, art. 183.
Cały wpis

Wio, koniku!

Długi weekend, piękna pogoda, ptaki śpiewają. Miałam szampański humor. Czas przeszły. Bo nastrój skwasił mi ten oto mędrzec:

Paweł Golec o transporcie konnym na Morskim Oku: „To zwierzęta mają służyć ludziom, A NIE NA ODWRÓT”

Nie będę tutaj pisać o ludzkiej znieczulicy i obojętności na okrucieństwo. Ani też o dorabianiu ideologii do zwykłej chciwości. Po co – jaki jest (udręczony) koń góralski – każdy widzi. Ale panu Golcowi chciałabym uświadomić, że człowiek też zwierzę. I chętnie bym pana Golca zaprzęgła do takiego wozu pełnego turystów, żeby sobie „powędrował”. A kto miałby pieścić go batem, żeby się nie lenił? Proponuję Dagmarę K. – ma kobieta wprawę w takich zabawach.
Cały wpis