Ona jest… czyli wstęp do filozofii Kalego

Ze słowem, kulturą w formie zapisów, książkami, na przestrzeni dziejów walczyli nie tylko barbarzyńcy, ale także fanatycy, ale przede wszystkim totalitarne reżimy. Nawet Biblia w przewrotny sposób daje do zrozumienia, że jak w kogoś wstąpi zły duch, to opętanemu może pomóc spalenie kilku książek1). Wynika to z faktu, że słowo pańskie nie lubi konkurencji innych słów.

Zły duch odpowiedział im: Znam Jezusa i wiem o Pawle, a wy coście za jedni? I rzucił się na nich człowiek, w którym był zły duch, powalił wszystkich i pobił tak, że nadzy i poranieni uciekli z owego domu. Dowiedzieli się o tym wszyscy Żydzi i Grecy, mieszkający w Efezie, i strach padł na wszystkich, i wysławiano imię Pana Jezusa. Przychodziło też wielu wierzących, wyznając i ujawniając swoje uczynki. I wielu też z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich. Wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy denarów w srebrze. Tak potężnie rosło i umacniało się słowo Pańskie.

Jest też przykład odwrotny, gdy sam Bóg nakazuje odtworzenie spalonego manuskryptu2).

Po spaleniu przez króla zwoju ze słowami, jakie Baruch spisał pod dyktando Jeremiasza, skierował Pan do Jeremiasza następujące słowo: Weź sobie inny zwój i spisz w nim wszystkie poprzednie słowa, jakie były w pierwszym zwoju, spalonym przez Jojakima, króla judzkiego.

Później nie było lepiej, palono hurtowo całe biblioteki. Świat, w którym strażacy nie zajmują się gaszeniem pożarów lecz paleniem książek, albowiem literatura to śmiertelny wróg ludzkości, opisał Ray Bradbury w swojej słynnej powieści „451 stopni Fahrenheita” (tytuł oryginalny Fahrenheit 451). 5 stycznia 1559 roku papież wydał bullę zakazującą wiernym czytania i rozpowszechniania ksiąg, które znalazły się na liście „Index librorum prohibitorum”. Nakładała także obowiązek donoszenia władzom, że pojawiły się w obiegu i oczywiście niszczenia ich. Wśród książek, których czytanie mogło skutkować zainfekowaniem czytelnika złym duchem była też… Biblia3)!

Bibie (la sainte), ou Ie vieux et le nouveau testament avec un commentaire littéral composé de notes choisies et lirées de divers auteurs anglois. Decr. mart. 1745. v. Chais, Charles. [Bibia (święta), czyli stary i nowy testament z dosłownym komentarzem złożonym z wybranych i przeczytanych notatek różnych autorów angielskich.]

Wydawać by się mogło, że skoro żyjemy w kraju wolnym, więc nikomu do głowy nie przyjdzie walczyć z literaturą, słowem pisanym i mówionym. Nic bardziej mylnego. Wszystkich, od prawa do lewa, wolność słowa uwiera. Logomachia nigdy nie osiągnęła tak wysokiego poziomu, nie była tak powszechna. Mało kto zwraca uwagę na meritum, istotę problemu, skupiając się wyłącznie na słowach. Pierwszy z brzegu przykład. Eliza Michalik na swoim vlogu bardzo sceptycznie podeszła do informacji o śmiertelnej chorobie Zbigniewa Ziobry. Oczywiście nie ma niczego niezwykłego w tym, że choroba spadła na niego jak grom z jasnego nieba zaraz po utracie władzy, bo choroba nie wybiera ani czasu, ani miejsca.

Przez bez mała 25 minut tłumaczyła dlaczego nie wierzy w chorobą Ziobry. Co z tego wywodu przedostało się do mediów? Według Radia Zet »Dziennikarka zszokowała internautów słowami o Ziobrze. “Jeśli umrze, przeproszꔫ. Portal wPolityce także nie ma żadnych wątpliwości, że to »Żałosne! Michalik brnie dalej: “Jest spore ryzyko, że rak przełyku Ziobry to kłamstwo”. Fala oburzenia w sieci. “Reprezentuje Pani absolutne dno”«. Najdalej jednak poszli Robert Mazurek, który jest dziennikarzem niezależnym oraz Krzysztof Stanowski, który jest osobą równie wybitną. Co panowie zrozumieli z wywodu Michalik? Nic, bo jako dziennikarze z górnej półki nie muszą nic rozumieć. Zwłaszcza, że nie chodzi o polemikę. Odniesienie się do tego, o czym mowa nie wchodzi w grę, albowiem celem jest wykazanie wyższości i okazanie pogardy.
Drodzy państwo, ale największą hejterką, jaką widziałem w ostatnich 48 godzinach przynajmniej, jest pani Eliza Michalik — zagaił Stanowski.
No to w ogóle nie jest śmieszne — oznajmił Mazurek i dodał — ale mówię teraz poważnie. To jest dramatyczny przypadek ja nie wiem czego. Ja to też widziałem niestety, tego się już później nie da odzobaczyć.
— No więc zrobimy to wam. Też musicie to zobaczyć, skoro my sobie to zrobiliśmy.
Jak powiedzieli, tak zrobili. Puścili kilkusekundowy fragmencik, w którym Eliza Michalik mówi, że jej zdaniem Ziobro jest tchórzem, tak uważam. On nie chce odpowiadać, odpowiedzieć za to, co zrobił. On nie chce ponieść odpowiedzialności za to, co zrobił i zrobi wszystko, żeby tego uniknąć. I właśnie to robi. Tym jest moim zdaniem ta zupełnie strategiczna choroba. Jeśli się mylę i Ziobro umrze, bardzo naprawdę przeproszę i nie będą to przeprosiny vlogowe. Ale nawet wtedy powiedziałabym, że jego wcześniejsza działalność dawała asumpt i podstawy do takich opinii, jakie wygłaszam dziś, no sorry. Po wyemitowaniu tego fragmentu Stanowski dokonał jego egzegezy.

A więc pani Eliza Michalik zaproponowała bardzo zdrowy układ panu Ziobrze: niech pan umrze i udowodni, że był pan chory to wtedy ja pana przeproszę. Jakie znaczenie ma to, że Michalik żadnego układu Ziobrze nie proponowała, a chorobę można udowodnić na wiele mniej śmiercionośnych sposobów? Dla gwiazd dziennikarstwa polskiego żadnego.
Nawet tak na poważnie pana przeproszę — uzupełnił wnioski Stanowskiego Mazurek.
Tak — przytaknął Stanowski. — Nie, że tylko na filmiku. Powiedziała, że nie tutaj, tylko w ogóle…
A co, pójdzie i złoży mu kwiaty na grobie? — dowcipnie przerwał Mazurek.
Nie wiem — Stanowski przyznał, że nie wszystko ogarnia. — Przeprosi go, wyściska. Nie! Nie wyściska!
— No raczej nie.
— Przeprosi.
I wtedy panowie zaczęli się śmiać, ponieważ do łez ich rozbawiło to, co mówili. Gdy nieco ochłonęli przeszli do omówienia postaci Elizy Michalik.
Eliza Michalik znana była dotychczas wyłącznie z tego, że, no, propagowała cudzą twórczość.
— Kseroliza miała ksywkę.
— Tak, bo propagowała ją w ten sposób, że przepisywała teksty innych autorów i podpisywała własnym nazwiskiem. To było w czasach, kiedy była jeszcze młodą, prawicową dziennikarką. Bardzo prawicową.
Niestety ani Mazurek ani Stanowski nie zdradzili co zamierzchła przeszłość dziennikarki ma wspólnego z Ziobrą i jego chorobą i przystąpili raźno do wdeptywania Elizy Michalik w ziemię. W końcu nikt nam nie dorówna — my ze spiżu, a nie z… mniejsza z tym.

Po pierwsze orzekli, że Michalik jest głupia i ma deficyty. Pierwszy, który Stanowskiemu najbardziej rzuca się w oczy, to deficyt intelektualny. Tutaj trzeba z całą mocą podkreślić, że omawianie deficytów innej osoby to nie hejt. Hejtem stałoby się dopiero wtedy, gdyby dotyczyło Stanowskiego i Mazurka. Oprócz deficytu mózgu Stanowski zdiagnozował u pacjentki także deficyt empatii. Na pytanie Mazurka o kolejny rozłożył bezradnie ręce powołując się na pewnego Żyda:
Jezu! Ona jest pierdolnięta! No co ci mam… no jak mam to ująć w deficytach, no?
Dziękujemy Ci Jezu wszechmogący, że uchroniłeś tych dwóch tuzów dziennikarstwa polskiego przed pierdolnięciem. Bo choć nie wiadomo, czy Stanowski rozstał się ze swymi kolegami dlatego, że także byli pierdolnięci, to poziom dziennikarstwa jaki prezentuje na swoim kanale Zero i w skeczach z Mazurkiem nie pozostawia wątpliwości, że cierpi na deficyt deficytów.

Miało być o walce ze słowem pisanym, a jest o mówionym. Czy u podnóża tego stanu rzeczy mogą stać liczne deficyty?

 

PS.
To pozwala zrozumieć po co Tusk najpierw umieścił na liście, a potem nagrodził stanowiskiem Michała Kołodziejczaka. Chciał uniknąć stuporu w jaki niewątpliwie wpadłaby spora część społeczeństwa widząc na szczytach władzy samych kulturalnych ludzi. Widzimy masę politycznych plew, które chcą się podłączyć do protestów rolniczych. Będę przed tym przestrzegał, żeby tego kapitału, który został zbudowany, nie roztrwonićpowiedział Kołodziejczak. Po konsultacjach z Mazurkiem i Stanowskim będzie mógł ujawnić listę deficytów cechujące owe plewy.


1) Dzieje Apostolskie 19:15-20
2) Księga Jeremiasza 36:27-28
3) Index librorum prohibitorum Leonis XIII sum. pont. auctoritate recognitus, s. 63

Dodaj komentarz


komentarze 2