Nieś swój krzyż, siostro

Pan Bóg powiedział był swego czasu: Ja jestem Pan, Bóg wasz! Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego. Biskupi i arcy biskupi uważają, że pan Bóg może im skoczyć. Oni będą robić co im się podoba, a jak pan Bóg będzie za bardzo podskakiwał, to go obłożą ekskomuniką.

Prezydium Konferencji Episkopatu Polski po podpisaniu przez Prezydenta RP ustawy dotyczącej procedury in vitro wysmażyło komunikat. W komunikacie buja jak rasowy bajarz.

Jeżeli chodzi o leczenie bezpłodności, nowe techniki medyczne powinny uszanować trzy podstawowe dobra: a) prawo do życia i do integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od poczęcia aż do naturalnej śmierci;

Dlaczego słudzy boży ograniczają się tylko do jednego aspektu, który zresztą z integralnością nie ma nic wspólnego? Jeśli tak bardzo im zależy na integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej, to powinni dążyć do delegalizacji chirurgii i transplantologii, czyli tych gałęzi medycyny, które brutalnie naruszają integralność i nietykalność cielesną człowieka. Bowiem dziecko urodzone w wyniku procedury in vitro jest takim samym człowiekiem jak biskup, czy arcy biskup. A może chodzi o to, że jest także niepokalanie poczęte jak Maryja, zawsze dziewica?

b) jedność małżeństwa, pociągającą za sobą wzajemne poszanowanie prawa małżonków do stania się ojcem i matką wyłącznie dzięki sobie;

Gdy decyduje nie nauka lecz widzimisię nieuka skutki są opłakane. Przywołajmy przykład prof. Chazana i uratowanego przez niego zintegrowanego fizycznie człowieka, któremu prawo do życia Bóg odebrał już w momencie poczęcia. Na jakiej podstawie biskupi i arcy biskupi twierdzą, że zdobycze nauki są Bogu niemiłe? Że nie stoi on za każdym lekarzem, który pomaga, a brzydzi się takich jak Chazan, którzy sprzeniewierzają się wiedzy, odrzucają dar, jakim jest rozum, rozsądek, doświadczenie, nauka i zwykła przyzwoitość oraz empatia?

Dziecko poczęte w wyniku procedury in vitro jak najbardziej cementuje jedność małżeństwa, „pociągając za sobą wzajemne poszanowanie prawa małżonków do stania się ojcem i matką”, cokolwiek to znaczy. Nieskończenie dobry Bóg, któremu podobno biskupi i arcybiskupi służą, uniemożliwił posiadanie dziecka „wyłącznie dzięki sobie”, ale dał rozum, który umożliwia pokonanie tej przeszkody. Metoda wymaga ogromnej cierpliwości i poświęcenia. A Bóg przecież nie tylko stworzył ludzi na swój obraz i podobieństwo, ale także — co sam przyznał — stali się mu równi pod względem wiedzy. Choć nastąpiło to wbrew jego woli, to tego faktu zanegować nie sposób (Pan Bóg rzekł: Oto człowiek stał się taki jak My). Dlaczego biskupi i arcy biskupi uważają, że skoro sami rozumu nie używają, to wszyscy inni też nie powinni? A może życie w celibacie sprawia, że w głowie im się kręci na samą myśl o „robieniu dzieci”?

c) specyficznie ludzkie wartości płciowości, które «wymagają, by przekazanie życia osobie ludzkiej nastąpiło jako owoc właściwego aktu małżeńskiego, aktu miłości między małżonkami». Techniki przedstawiane jako pomoc do przekazywania życia «nie dlatego są do odrzucenia, że są sztuczne. Jako takie świadczą o możliwościach sztuki medycznej, jednak powinno się je oceniać pod kątem moralnym w odniesieniu do godności osoby ludzkiej, wezwanej do realizacji powołania Bożego, w darze miłości i w darze z życia.

Czymże jeśli nie aktem miłości i odpowiedzialności jest chęć posiadania dziecka? Dziecko, które przychodzi na świat w wyniku starań i wyrzeczeń, wymarzone, wytęsknione, wyczekiwane, jest otaczane miłością. O jakiej godności bredzą — nie ma lepszego słowa na określenie dub smalonych, a te które są nie nadają się do użytku — bez przerwy bredzą biskupi i arcybiskupi? Człowiek poczęty na sianie w stodole, po pijaku na parkingu przed dyskoteką jest bardziej godny niż ten, którego poczęto w laboratorium? W którym miejscu? Gdzie? Z której strony?

Czy w ogóle powinni mówić o godności ci, którzy zachowują się, postępują niegodnie? Zaprawdę godne jest i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne wygadywanie kłamstw o bruzdach dotykowych i innych „skazach”, które jakoby są udziałem dzieci „z probówki”? Na ciele uratowanego przez Chazana „życia” żadnych „bruzd” i „skaz” nie było? Jakąż godność miało kalekie dziecko, które „naturalna śmierć” dosięgnęła kilka godzin po urodzeniu się? W imię czego nie oszczędzono ani kobiecie, ani jej dziecku cierpień i traumy? Nawiasem mówiąc lekarz, który zadowolony z siebie, bo oszukał matkę i zamiast w porę przerwać gehennę z uśmiechem przygląda się cierpieniu jej i jej dziecka powinien być bezwzględnie pozbawiony prawa wykonywania zawodu. A nawet nie przestał być recenzentem podręczników w ministerstwie edukacji (Adres: ul. Bruzdowa 109 c, 02-991 WARSZAWA).

Można zrozumieć targanych tłumionymi instynktami niezaspokojonych mężczyzn poprzebieranych w cudaczne szaty. Ale jeśli za nimi te banialuki bezmyślnie powtarzają kobiety, żony, matki, babcie, to tego już zrozumieć nie sposób. Czyżby panie, których problem już często nie dotyczy, chciały się zemścić na młodszych koleżankach za swoje nieudane życie? Ale przecież ono było nieudane właśnie dlatego, że zamiast u specjalistów porad zasięgały u hochsztaplerów. Kobieta też ma bowiem prawo być szczęśliwa. Nie musi znosić w nieskończoność razów i zniewag i zamiast pomocy, porady słyszeć tylko dobrotliwie wymamrotane pouczenie, że jej obowiązkiem jest „nieść ten krzyż”, bo co „Bóg złączył…” Wbrew temu co opowiadają śliniąc się duszpasterze nie ma też obowiązku bez słowa sprzeciwu zaspokajać mężowskich chuci na każde skinienie. Tyle, że o tym nie dowie się od księdza, lecz od psychologa, seksuologa, terapeuty…

Otwarte pozostaje pytanie czy to jest lenistwo umysłowe? A może inne przyczyny sprawiają, że parafianie nie zadają pytań, nie starają się dociekać, tylko bezkrytycznie przyjmują za pewnik wszystkie brednie serwowane przez duchownych?

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Wyrażają „głęboki ból”. A co ich tak boli, oprócz pychy? A może plemniki im spodnie rozsadzają? A, fe… panowie, a fe! A gdzie Wasza cnotliwość?

    Tak naprawdę to wszystko co ukryte pod babią kiecką jest niezwykle interesujące, prawda? Szkoda, że tylko tak musicie skończyć na wzdychaniu, rozpatrywaniu.