… zobowiązany jest uiścić kwotę opłaty tytułem zapłaty

Prawo to zbiór przepisów. Czy przepisy mogą być jasne, przejrzyste i zrozumiałe? Teoretycznie tak. Są na świecie kraje, w których oskarżony musi rozumieć nie tylko o co jest oskarżony, ale także sentencję wyroku. Ale w środku Europy panują inne zwyczaje. To miejsce szczególne, które przez ponad wiek nie miało nawet swojej nazwy. Zaborcom nie zależało na tym, by tubylcy rozumieli prawo, z kolei tubylcy nie kłopotali się zbytnio jego przestrzeganiem, koncentrując się raczej na jego łamaniu. Podobnie rzecz się miała z okupantami. Ponadto zamieszkująca te tereny nacja na skutek powstań, konfliktów zbrojnych, zrywów narodowych, wojen, regularnie traciła elity, które albo ginęły, albo wynaradawiały się. W końcu nastała władza ludowa, która zwieńczyła dzieło.

Władza ludowa to osobny, trwający dwa pokolenia rozdział w dziejach. Cechowała ją spora doza próżności, której źródłem były kompleksy. Towarzysze przeważnie rekrutowali się ze słabo wykształconych nizin społecznych, co usiłowali zatuszować napuszoną, wykwintną w ich mniemaniu mową. Stąd najbardziej oczywiste słowa zyskały nowe, opisowe określenia. Działacz nie mógł po prostu powiedzieć ‚dziś’, bo w oczach towarzyszy uchodziłby za prostaka. Zamiast tego mówił ‚w dniu dzisiejszym’. ‚Teraz’ zmieniło się w ‚na chwile obecną’. ‚Harmonogram’, słowo, którego najprawdopodobniej nawet nie zna, to ‚mapa drogowa’. Przykłady można mnożyć. Córki z kolei i synowie chłopów i robotników bynajmniej nie po to dzięki systemowi punktowemu kończyli studia, żeby posługiwać się językiem prostym i zrozumiałym dla swych własnych rodziców. Więc i przepisy i pisma urzędowe faszerowali (i faszerują) określeniami okrągłymi, opisowymi, wypełniaczami, które nic nie znaczą. To z kolei pociąga za sobą konieczność wydawania opasłych tomów interpretacji, wyjaśnień i wykładni. Sprawia także, że sam urzędnik nie rozumie o co chodzi w piśmie, które spłodził.

Tu dochodzimy do innego wyjaśnienia dlaczego prawo nie może być spójne, klarowne, jednoznaczne, zrozumiałe i — najważniejsze — przestrzegane. Nie może być, ponieważ w mętnej wodzie łatwiej ryby łowić. Zilustrujmy to przykładami. Nie sięgając do opasłych kodeksów, ale do uregulowań, z którymi wielu z nas ma do czynienia na co dzień. Weźmy na tapetę „przepisy porządkowe dotyczące przewozu osób i bagażu pojazdami komunikacji miejskiej”. W postanowieniach ogólnych czytamy, że

4. Opłatę za przejazd (należność przewozową) pasażer uiszcza poprzez zakup odpowiedniego biletu. […]
5. Pasażer jest zobowiązany do przestrzegania ustaleń w zakresie cen biletów i innych opłat, uprawnień do przejazdów bezpłatnych i ulgowych oraz przepisów taryfowych obowiązujących w Komunikacji miejskiej […].

Jasne? Jasne. Ale

Prowadzący pojazdy sprzedają wyłącznie bilety 60-minutowe normalne lub ulgowe. Sprzedaż biletów przez prowadzących pojazdy komunikacji miejskiej […] może odbywać się jedynie w przypadku braku lub awarii automatu do sprzedaży biletów w pojeździe […]

Czyli pasażer zobowiązany jest uiścić opłatę za przejazd poprzez zakup odpowiedniego biletu, ale przewoźnik z obowiązku sprzedaży pasażerowi odpowiedniego biletu został zwolniony. Innymi słowy pasażer jest karany za awarię automatu biletowego lub jego brak! Co na to wszelkie możliwe instytucje i urzędy stojące na straży przestrzegania prawa i praworządności? Nic.

Bilety czasowe to rozwiązanie pozwalające zaoszczędzić pieniądze, gdyż umożliwia jazdę kilkoma środkami komunikacji miejskiej w określonym czasie. Jednak w wielu miastach przewoźnicy postanowili powetować sobie poniesione w ten sposób straty i domagają się dopłat do podróży w sytuacji, gdy pojazd komunikacji miejskiej miast mknąć do celu stoi w korku. Warto jednak mieć świadomość, że w „Prawie przewozowym„, na które powołują się przewoźnicy w swych regulaminach, jest art. 18 pkt 1, który brzmi:

Jeżeli przed rozpoczęciem przewozu lub w czasie jego wykonywania zaistnieją okoliczności uniemożliwiające jego wykonanie zgodnie z treścią umowy, przewoźnik jest obowiązany niezwłocznie powiadomić o tym podróżnych oraz zapewnić im bez dodatkowej opłaty przewóz do miejsca przeznaczenia przy użyciu własnych lub obcych środków transportowych (przewóz zastępczy).

Zgodnie z regulaminem pasażer przy pierwszym przejeździe niezwłocznie po wejściu do pojazdu jest zobowiązany skasować bilet i zachować go na czas podróży. Aby to uczynić bilet musi posiadać. Nie zawsze może go kupić przed podróżą, więc zdany jest na przewoźnika. Jednak wsiadając do pojazdu, na którym widnieje informacja, że „zawiera” automat biletowy nie jest w stanie zgadnąć, że sprytny urzędnik samowolnie i całkowicie bezkarnie zmienił obowiązującą w Polsce walutę ze złotego na kartę. Pasażerowi bez biletu kierowca odmówi sprzedaży, bo „jest automat”. Automat odmówi sprzedaży, bo jest „na kartę”. Jedynie kontroler zacierając ręce nie odmówi sobie wypisania mandatu. Sytuacja jest kuriozalna, ponieważ jeśli pasażer ma drobne, a nie ma karty, to nie kupi biletu, a jeśli ma kartę, lecz nie ma drobnych, a automat uległ awarii, to też nie kupi biletu, ponieważ „prowadzący pojazdy komunikacji miejskiej” sprzedają bilety „wyłącznie podczas postoju pojazdu na przystanku za odliczoną kwotę”. Oczywiście urzędnicy nie widzą problemu, co nie powinno dziwić, bo oni nigdy nie widzą problemów do których powstania sami się przyczynili. I niesłychanie skorzy są do karania, sobie jednak nie mając nigdy nic do zarzucenia.

Aby obywatel mógł uznać państwo za swoje, za państwo prawa, nie ma prawa czuć się przez to państwo, jego organy i instytucje naciągany, okłamywany, oszukiwany.

Dodaj komentarz


komentarzy: 2

  1. Wspomniałeś o kolejach życia pokoleń Polaków. Często bywało tak, że aby przeżyć byli zmuszeni KOMBINOWAĆ. W tym słowie mieści się oszukać, naciągnąć, ukraść, pomówić, przywłaszczyć, zmniejszyć jakość. Takie zachowania ma Polak zakodowane w umyśle. NIE MOŻE BYĆ PROSTO, ZROZUMIALE. Musi, koniecznie musi być jakieś oszustwo. Oszustwa w polityce mamy od 1989r. Na niektórych oszustwach niektórzy politycy wzbogacili się. Zdobyli majątek, który mieli wygrać. I prokuratura uznała, że to możliwe, mimo że w miejscu gier nie stwierdzono takich wygranych.
    Za wygrane grający kupił sobie ponad 200 ha ziemi. Bez wydziwiania proszę, to była gorsza ziemia jakościowo, nadająca się pod sadzenie lasu. To lasy posadził, ludzi, sadzonki, ogrodzenie (wymagane przez dziwne unijne przepisy) opłacił. To prawdziwa „mała szkodliwość czynu”, bo przecież za lat 30 drzewa dadzą nam tlen.

    A Ty o jakimś głupawym naciągaczu w przewozach.
    Co możesz zrobić jako korzystający? ;-)))

    Przecież spotyka nas to na każdym kroku i w każdym miejscu, a dobra zmiana? Śpi snem obojętnym Przecież podobne „utwory” tworzy.

    1. Żyłem w tamtych czasach i mogę Cię z całą odpowiedzialnością zapewnić, że oszustw w polityce nie mamy od 1989 r., ale co najmniej od 1945, a jeśli wierzyć Boyowi Żeleńskiemu dożo wcześniej.

      Poza tym dostrzegam różnice między tym, kto kombinuje bo musi, bo chce żyć, a tym kto kombinuje bo może, bo ma władzę.

      PS.
      Proponuję pisać komentarz tu i wklejać tam. Bo tutaj nie trzeba robić łamańców wklejając linki (chyba, że jest ich hurtowa liczba, to zadziała filtr antyspamowy). Przykład — ciekawa rozmowa na interesujący Cię temat:

      http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-gen-marek-dukaczewski,6414164/