Zaświadcza się, że obywatel ma prawo…

Już 10 maja Polacy udadzą się do lokali wyborczych w celu oddania głosu. Głos oddadzą na jednego z dziesięciu kandydatów na prezydenta lub na jedyną kandydatkę. Ale uwaga! Wybory mogą zostać sfałszowane. Ba! Nie mogą, ale zostaną. Pewny tego jest nie tylko prezes największej partii opozycyjnej, ale też ex-satyryk i prezydent Polskiej Partii Przyjaciół Piwa Janusz Rewiński. Ja. Rewińskiego, odnotujmy dla porządku, nie widać ani na wizji w telewizji, ani w kinie. Dlaczego? Ponieważ Dzisiaj, niestety, zamordyzm jest niemal doskonały. A jeszcze rządzą ludzie mało lotni i wielu żartów po prostu nie rozumieją. Tym bardziej wolą nie ryzykować. W związku z powyższym wybory zostaną sfałszowane, ponieważ łatwość, z jaką można wpłynąć na wynik wyborów, jak zachachmęcić, zmanipulować, przeraża. Jeśli można unieważnić głos poprzez dostawienie jednego krzyżyka, to jest to zaproszenie do fałszerstwa.

Ale nie tylko tak można sfałszować wybory. Jest inny sposób, bardziej wyrafinowany. Wystarczą odpowiednie… długopisy, których tusz wyparowuje po kilku godzinach nie pozostawiając żadnego śladu. Na ślad afery zanim do niej doszło wpadła tak zwana niezależna.pl. Nie dociekajmy od czego niezależna. Długopis ze znikającym wkładem kosztuje około 10 zł — czytamy — więc jest stosunkowo tani, a dodatkowo przy zakupach hurtowych oferowane są zniżki. Wyobraźmy więc sobie, co by się działo, jeśli ktoś wpadłby na pomysł, aby takie długopisy, bez ponoszenia większych kosztów, powykładać tylko w niektórych lokalach wyborczych… Gdy już sobie wyobraziliśmy co by się działo, gdyby ktoś wpadł na pomysł, kontynuujmy wyobrażanie sobie i wyobraźmy sobie co będzie dalej. Oto fałszerz wyborczy sprawnie pozamieniał długopisy i zatarł ręce czekając na efekty. Wyborcy stawiali krzyżyki przy kandydatach, krzyżyki z arkuszy wyborczych parowały, więc komisja przystąpiwszy do liczenia głosów skonstatowała, że w jej okręgu wyborczym było… 100% nieważnych głosów! Kto na tym fałszerstwie zyska? Chyba tylko prezes, ponieważ jego żadne krzyki i płacze nie przekonają, że czarne jest czarne , a przegrana w wyborach to nie fałszerstwo, ale brak poparcia wyborców, którzy w większości ani go nie popierają, ani nie kochają.

Aż strach pomyśleć co będzie się działo gdy paranoja i obsesja okażą się zaraźliwe, rozniosą się i wszyscy wszystkich zaczną oskarżać o kłamstwa, fałszerstwa i matactwa. Ktoś wypełni kupon totalizatora, nada, nie wygra i już afera gotowa — wygrałem, ale oni sfałszowali losowanie! Sąd skazał oszusta? Sfałszowali dowody! Kierowca przekroczył szybkość? Policja fałszuje wskazania radarów. I tak dalej itd. Ale… Kto tak naprawdę może powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że wybory zostaną sfałszowane? Logiczne jest i chyba jest oczywiste dla każdego, że tylko ten, kto wybory faktycznie zamierza fałszować. Nie od dziś wiadomo, że najgłośniej „łapać złodzieja” ryczy właśnie… złodziej.

Z drugiej strony nie trzeba fałszować wyborów, by część wyborców, niewykluczone że sporą, maksymalnie zniechęcić. Należy do tego celu wykorzystać relikt pochodzący z czasów realnego socjalizmu — obowiązek meldunkowy. Głosować bez żadnych przeszkód i formalności mogą tylko ci, którzy są zameldowani na pobyt stały w miejscu głosowania. Pozostali muszą albo złożyć pisemny wniosek o dopisanie do spisu wyborców, albo w miejscu stałego zameldowania złożyć wniosek o wydanie zaświadczenia o prawie do głosowania. Oddajmy głos Państwowej Komisji Wyborczej:

Do spisów wyborców sporządzanych w związku z wyborami Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z urzędu zostaną wpisane tylko osoby ujęte w stałym rejestrze wyborców danej gminy, tj. osoby zameldowane na pobyt stały w danej gminie oraz osoby, które stale zamieszkują na obszarze danej gminy bez zameldowania na pobyt stały, lecz zostały wpisane do rejestru na swój wniosek. Oznacza to m. in., że osoby zameldowane na pobyt czasowy nie zostaną ujęte z urzędu w spisie wyborców w miejscu pobytu czasowego, lecz w miejscu zameldowania na pobyt stały. Natomiast osoby niezameldowane na pobyt stały w żadnej gminie nie zostaną w ogóle ujęte w spisie wyborców z urzędu. Osoby te w celu udziału w głosowaniu muszą złożyć wniosek o wpisanie do rejestru wyborców w gminie, w której stale zamieszkują lub złożyć wniosek o dopisanie do spisu w miejscu pobytu czasowego.

Głosującego można dopisać do listy tam, gdzie się zgłosi (warunkiem dopuszczenia do głosowania jest przecież okazanie dowodu osobistego) i telefoniczne powiadomienie o tym komisji w jego macierzystej gminie. Jeśli tak się nie da, bo nie, to dlaczego w XXI wieku, w dobie wszechobecnego Internetu nie da się wymaganego zaświadczenia załatwić drogą elektroniczną? Dlaczego obywatel musi biegać po urzędach jak za króla Ćwieczka i składać wnioski po to, by móc skorzystać ze swego konstytucyjnego prawa? Trudno oprzeć się wrażeniu, że PKW tkwi mentalnie w XIX wieku. I bardzo trudno oprzeć się wrażeniu, że nie za bardzo nad całym procesem panuje. A nie od dziś wiadomo, że w mętnej wodzie…

Ale, co ciekawe, nie wszyscy, którzy mieszkają nie tam, gdzie powinni, muszą uganiać się po urzędach. Nawet wyborcy dzielą się na zwykłych zameldowanych, zwykłych niezameldowanych i uprzywilejowanych:

Wyborcy, którzy będą przebywać w dniu wyborów w szpitalach, domach pomocy społecznej, zakładach karnych i aresztach śledczych zostaną wpisani do spisów wyborców sporządzonych dla obwodów głosowania utworzonych w tych jednostkach i będą mogli głosować w tych obwodach. Na takich samych zasadach będą mogli głosować wyborcy przebywający w domach studenckich lub zespołach domów studenckich, w których utworzono obwody głosowania. Wyborcy wpisani do spisu wyborców w wyżej wymienionych jednostkach zostaną z urzędu skreśleni ze spisu w miejscu stałego zamieszkania.

Dlaczego tak to nie działa w przypadku czasowego zameldowania? Po jasną cholerę utrzymywać ten idiotyczny wymóg, który jest fikcją, ułatwia pracę wyłącznie urzędnikom, a obywatelowi nie jest do niczego potrzebny?

Dodaj komentarz


komentarzy: 6

  1. I tak oto jak się dziwić czterdziestoletniemu obywatelowi Qielihowi, że już na wybory nie będzie uczęszczał?

    Tym bardziej chyba nie ma co się dziwić dwudziestolatkowi, który rozglądając się za pracą w UK albo gdzieś w Europie postanawia nie zawracać sobie głowy takimi zbędnościami jak polityka.

    W końcu tam przez cały czas bez zmian.

     

  2. FIKCJA !!!!

    Piszesz o fikcji, ułatwianiu życia urzędnikom. Ktoś jednak te przepisy tworzy, ktoś potem akt prawny podpisuje. A co robi Senat oprócz drzemania?

    Największym oszustwem, fikcją jest jednak wysyłanie wyborcy czyli szaremu, nic nie znaczącemu obywatelowi zawiadomień wymagających potwierdzenia, że zostały dostarczone.

    Teraz (już sporo czasu tak jest) wystarczy, że listonosz lub z nową nazwą dostarczyciel przesyłek odnotuje: dostarczone. Tzn włożone do skrzynki pocztowej. I załatwione. Na amen. Adresat mógł odwiedzić rodzinę w USA. Wyjechał na pół roku. Ale włożone, tzn, dostarczone i można prowadzić sprawy w sądzie, urzędzie skarbowym, nadawać im obowiązek wykonalności. Można tylko pojechać do sanatorium. A po powrocie mieszkanie zostało opieczętowane lub sprzedane lub coś jeszcze innego. Fikcja? Nie, rzeczywistość. A wszystko w glorii prawa, praworządności.

    Dlatego mnie jest całkiem obojętne kto będzie wygodnie siedział w fotelu pod żyrandolem. Nie ma żadnych gwarancji, by ktoś próbował coś zmienić. Zafałszują?

    W tym zafałszowaniu, oszustwie żyją prawie wszyscy (oprócz twórców ustaw) płatnicy składek na zdrowie. Płacą, a wiedzą za co? Jakie mają prawa? HA, HA, HA, HA….PRAWA? Nawet by dostać się do lekarza od pierwszego kontaktu, trzeba karnie stanąć w kolejce. Można w domu leżeć i churchlać. (Synonim do churchlać: charlać, churchać, kasłać, kaszleć, kaszlać, kaślać, churchać.)

    Więc kto będzie w pałacu się nadymał z własnej ważności jest mi obojętne. Może być nawet ten, co będzie za przodkami wołał na każdą ustawę VETO, VETO, VETO, VETO.

    Niech krzyczy, wetuje, nie składa podpisów, bo te ustawy i tak są gówno warte.
    Szara, nic nie znacząca dla polityków, OBYWATELKA RZECZPOSPOLITEJ