Usztywnione sztywniaki

Dzisiaj moje drogie i moi drodzy poznamy nowe pojęcie — ‚usztywnione stanowisko’. Omówimy je na przykładzie. Wyobraźmy sobie przedsiębiorstwo, w którym pracownicy bardzo mało zarabiali. Długo tolerowali ten stan rzeczy, ale w końcu powiedzieli „dość tego” i rozpoczęli strajk. Kierownictwo przystąpiło do rozmów proponując za każdym razem to samo. Strajkujący szukali rozwiązania, szli na ustępstwa, ograniczali żądania. Gdy zaproponowali na przykład podnoszenie wynagrodzeń w kilku etapach usłyszeli, że owszem, dostaną podwyżki, ale pod warunkiem, że będą więcej pracować. Uznanie tej propozycji — oznaczającej de facto obniżenie wynagrodzeń — za nie do przyjęcia jest właśnie „usztywnieniem stanowiska”.

Aby lepiej zrozumieć to skomplikowane zagadnienie należy mieć na względzie, że są dwie strony sporu — strona decyzyjna i strona roszczeniowa. Zwykle jest tak, że strona roszczeniowa przedstawia swoje roszczenia, a strona decyzyjna negocjuje, targuje się, stara się wypracować rozwiązanie najkorzystniejsze dla niej, ale satysfakcjonujące także drugą stronę. Tak odbywa się to w krajach cywilizowanych. Inaczej jest gdzie indziej. Tam, gdzie czekaliśmy dzisiaj z dużą nadzieją, ja nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłam gdy pojawiła się propozycja ze strony pani przewodniczącej, żeby spotkać się dzisiaj, ponieważ dochodziły sygnały, że związki zawodowe przychodzą z nową propozycją. Ale […] ta propozycja praktycznie jest taka sama jak poprzednio, stanowisko jest niestety mocno usztywnione, to na pewno nie ułatwia rozmów. Niemniej jednak my jesteśmy gotowi cały czas być tutaj w dialogu i chcemy rozmawiać, bo teraz najważniejsze jest po prostu przeprowadzenia matur. Ta wypowiedź nie pozostawia wątpliwości i chyba już wszyscy wiedzą i rozumieją na czym polega „usztywnione stanowisko” a nawet „mocno usztywnione stanowisko”.

Podsumujmy. Do obowiązków strony zgłaszającej roszczenia należy przedstawianie takich propozycji, które usatysfakcjonują władze. Rola władzy z kolei ogranicza się do pobytu w miejscu dialogu i gotowości do rozmów. Lecz, co należy z całą mocą podkreślić, nie oznacza to, że celem rozmów jest osiągnięcia porozumienia, wypracowanie kompromisu. W omawianym przykładowym przypadku celem nie jest osiągnięcie porozumienia „po prostu przeprowadzenia matur”. To jest najważniejsze. A gdy matury zostaną przeprowadzone nauczyciele mogą sobie strajkować jak długo zechcą. Pozbawieni wynagrodzenia szybko wezmą się do roboty.

Uzbrojeni w wiedzę możemy spróbować ocenić, czy stanowisko koalicji populistycznej jest sztywne, czy wręcz przeciwnie miękkie niczym substancja, którą można eufemistycznie zdefiniować jako coś, co nisko rośnie a wysoko pachnie. Jako przedstawiciele koalicji obywatelskiej jesteśmy tu po to, aby zaapelować o zakończenie tego protestu — lider mianowany nie pozostawił żadnych wątpliwości po co tu jest. Wyjaśnił także dukając jak nie może być. Otóż Nie może być tak, że ten strajk, ten protest nauczycieli, słuszny protest, będzie trwał przez święta do przez następne dni. I właśnie dlatego są tutaj. Dlatego jesteśmy tutaj, żeby zaapelować do rządu i do prezesa Kaczyńskiego o zamkniecie [nauczycieli?] o zakończenie tego protestu. Panu liderowi towarzyszyli sztywni jakby połknęli kije od szczotki liderzy pozostałych ugrupowanek, wśród których wyróżniał się długi do nieba lider ludowców. On też gadał tylko po to żeby gadać, a nie po to, żeby powiedzieć, ale przynajmniej robił to płynnie. Ci, którzy mieli wątpliwą przyjemność widzieć ten żenujący spektakl mogli żywic uzasadnioną obawę, że lada moment całe towarzystwo padnie na kolana i w tej pozycji zacznie błagać Kaczyńskiego by coś wreszcie zrobił z tym strajkiem. Co zaproponowali strajkującym? Oczywiście tylko pieniądze. O żadnych zmianach w oświacie nie ma mowy. Należy uszanować wysiłek i wkład Anny Zalewskie w zreformowanie oświaty. Dlatego nie ma sensu zastanawiać się jak zmieniać, bo zmieniać niczego nie ma potrzeby.

Czy to stanowisko można uznać za sztywne? Czy w ogóle ugrupowanie, którego lider podąża trzy kroki za partia rządzącą, rzuca się w kierunku wskazanego przez wyciągnięty palec i pracowicie obszczekuje to, co wskazał można uznać za alternatywę? Kaczyński rzucił pięć propozycji. Populistycznych, rujnujących finanse państwa. Co na to opozycja populistyczna? Z entuzjazmem poparła pomysł i dorzucając szósty punkt — podniesienie płac nauczycieli. I przedstawiła swoje. Nie, oczywiście nie propozycje, nie ma przecież nic do zaproponowania. Pytania przedstawiła. Do Kaczyńskiego. Jak Kaczyński odpowie, to płace wzrosną, ceny spadną, a Polska będzie rosła w siłę w zdwojonym tempie.

Niestety, przy urnie nie można będzie usztywnić stanowiska, ponieważ wybór jest tak, jaki jest. Mamy bowiem do dyspozycji ludzi, którzy postanowili przywłaszczyć sobie całe państwo z jednej strony i nieudaczników, miernoty z drugiej. Jak można mieć zaufanie do ludzi, którzy przekonują, że PiS osiągnął kres możliwości budżetu, że skrobie po dnie i zmierza wprost ku przepaści i… obiecują jeszcze więcej? Jak można mieć zaufanie do ludzi, którzy w obliczu kryzysu w oświacie dali się znowu ubiec czynnikom partyjno-rządowym, nie zaproponowali okrągłego stołu, nie zorganizowali burzy mózgów by wypracować rozwiązania, które można będzie zacząć wdrażać natychmiast po przejęciu władzy? Co mają do zaproponowania Schetyna wraz z pozostałymi populistami — Czarzastym, Lubnauer, Kosiniakiem-Kamyszem i Kossakowskim? Piątkę Kaczyńskiego Plus! Niejedną!

Skąd na to wszystko pieniądze? Chociażby z dokończenia rozpoczętej przez Platformę Obywatelską grabieży OFE, której lider koalicji populistycznej nie mówi ‚nie’. Wtedy ustawę o nacjonalizacji składek emerytalnych przyjęto w cztery dni. Operacja pod kryptonimem „skok na kasębyła trudna, ale konieczna. Musieliśmy ją podjąć, po prostu. Dzisiaj powiedzieliśmy: to jest ostatni czas, żeby podjąć trudne decyzje. Bierzemy za to polityczną odpowiedzialność. Los OFE to doskonały przykład korzyści jakie daje władzy marnej jakości edukacja. Niewyedukowany ciemny lud wszystko kupi, uwierzy w każdą bzdurę. Elementarna wiedza ekonomiczna i matematyka na poziomie szkoły podstawowej pozwala zrozumieć, że system działający w oparciu o zasady klasycznej piramidy finansowej, niewydolny, wymagający rosnących dotacji nie zapewni niczego na starość. Zarówno z powodów demograficznych jak i postępu technicznego w wyniku którego ludzi zaczną w coraz większym stopniu zastępować maszyny. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest wspierany i gwarantowany przez państwo system kapitałowy. I taki właśnie system stworzono, a po ponad dekadzie zniszczono ku uciesze nieuków i durniów. Zwykle ludzie, którzy stracą dziesięcioletnie oszczędności dostają histerii, wpadają w czarną rozpacz, domagają się rekompensat i odszkodowań. W tym jednak przypadku oszczędzający cieszą się, że państwo zabrało im ich oszczędności nie oferując niczego w zamian. Teraz PiS zamierza dokończyć dzieła rozmontowując kapitałowy system emerytalny do końca i w jego miejsce tworząc pseudo-kapitałową efemerydę, która nie zapewni niczego.

Demontaż systemu oświaty to początek upadku państwa. Chociażby dlatego, że w coraz większym stopniu będzie uzależnione od obcych specjalistów. Którzy za grosze świadczyć tu usług nie będą. W ilu klasach trzeba repetować, żeby uważać szkołę za instytucję zbędną a nauczycieli za pazernych obiboków, którym żadne podwyżki się nie należą, bo mają lekką i niezobowiązującą pracę i dużo wolnego. Ci ludzie, często z ogromnym trudem, nauczyli się czytać i pisać, ale z otaczającego świata rozumieją niewiele albo zgoła nic. Wiedzą, że będzie jak bóg zechce i to im w zupełności wystarcza. Im można bez trudu wmówić, że zastrzyki szkodzą, a suplementy diety nie, że sól wypadowa jest smaczna i zdrowa, że można powierzyć oszczędności całego życia instytucji nie sprawdziwszy jej nawet. Wystarczy, że obiecuje godziwy zysk. Ci ludzie bez trudu uwierzą, że system emerytalny, który gwarantuje emerytury umożliwiające przeżycie i niezależne od widzimisię polityków to oszustwo. I do samej śmierci będą przekonani, że niedouczeni inżynierowie będą w stanie projektować domy, których nie zdmuchnie lada podmuch, mosty, które nie zawalą się pod własnym ciężarem, samochody, które w ogóle ruszą z miejsca itd. itp.

Jeśli chodzi o samochody elektryczne to w Polsce odbyło się to w następujący sposób:

Decyzją nr 1 z dnia 30 marca 2017 r. Przewodniczący Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów powołał Zespół zadaniowy do spraw „Programu Rozwoju Elektromobilności”. Do najważniejszych zadań Zespołu należy m.in. przygotowanie i wypracowanie koncepcji rozwoju elektromobilności w Polsce oraz realizacja i koordynacja projektów w ramach Programu E-bus i E-car.

Utworzono ElectroMobility i za pieniądze państwowych gigantów przystąpiono do pracy nad samochodem elektrycznym. Wciąż nie ma jeżdżącego prototypu. W Niemczech natomiast nie ogłuszano żadnych planów, niczego nie powoływano. Mniej więcej w tym samym czasie prywatna spółka Sono Motors od inwestorów po prostu zebrała pieniądze na zaprojektowanie i produkcję samochodu elektrycznego i właśnie przedstawiła działający prototyp.

Czy nieuk jest w stanie zrozumieć, że bez edukacji, szkół, nauczycieli leczył go będzie duchowny poprzez nakładanie rąk i żarliwe modlitwy? Bo lekarzy, którzy potrafiliby prawidłowo zdiagnozować co mu dolega nie Bedzie miał kto wykształcić?

Dodaj komentarz


komentarze 2

  1. Dziś spotkania rodzinne. Także z nauczycielami. Opisany przez nich chaos w szkolnictwie, nie był nawet w 10% przedstawiony w mediach, nawet  tych „życzliwych”. Do opisania prawdy zwykła rozmowa to zbyt mało. Bo potrzebne  są fakty, znajomość problemów. Jeśli nauczyciele przegrają, to najwięcej stratni będą uczniowie!!!! To co z nauczaniem zrobiła dobra zmiana przypomina inwazję obcych, którzy mieli zamiar zdemolowania szkolnictwa.

    Tyle było poważnie. Teraz trochę plotek? Nauczyciele egzaminujący w latach poprzednich pracowali np. od godz 8:00 do 20:00. Nikt im nawet szklanki wody nie proponował, a nadgodziny nie były opłacane. Albo płacono w takim wypadku za dwie godziny stosując dziwne przeliczniki.

    Obecnie łamistrajkom proponuje się kawusię-herbatkę, a w czasie pory obiadowej posiłek. Jaki? Bo mamy dwa w ofercie? Podobno mają też płacone po 400+ zł.

    Jest też problem podobny do tego, jaki występuje wśród pielęgniarek. Brak chętnych do zawodu!!! Może nadejść taki czas, że oburzone mamusie i oburzeni tatusiowie będą sami swoje dzieci uczyć. Lub opłacać za naukę zakonnicę lub księdza. Moich wnucząt to raczej nie spotka, ale dzieci się rodzą, podobno 500+ spowodował cud narodzin.

    Na studiach są studenci matematyki, fizyki czy chemii. Ale absolutnie nie są zainteresowani by uczyć się pedagogiki. Nie powinno mnie to martwić, bo schyłek życia nie jest taki daleki. Problem w tym, że  w razie niedołężności, braku sił, choroby, która może przykuć do łóżka, na jakąkolwiek pomoc nie będzie niedługo można liczyć. Nawet na przyjęcie do umieralni, by w spokoju zakończyć żywot.

    Inżynier (z mocno dalszej rodziny) miał wyjazd służbowy na południe Polski. Jego firma świadczy usługi naprawdę bogatym ludziom. Po omówieniu spraw zawodowych usłyszał pytanie o wodowanie  zapowiadanego przez PIS i szanownego prezesa statku? Bo w tv już się tym chwalono!! Pytający był zdumiony, że w stoczni nic się nie robi, jest tylko bezrobotny, bardzo wysoko zarabiający  zarząd i tak samo wynagradzana rada nadzorcza. A ten niby statek, to był luksusowy jacht zbudowany w stoczni prywatnej.

    A poza tym? Dziś wyjątkowo ciepły dzień. Niebo bezchmurne, spacery były bardzo miłe. o godz.16:22 temp. 11 stopni, odczuwalna 11 stopni. W domu z okazji świat nikt nie chciał się obżerać wzorem polskich tłustych biskupów.