Siedzi nad rzeką i czyta gazetę. Któż to taki?

Są ludzie, którzy na długo zapadają w pamięć, są tacy, o których mało kto pamięta. I nie chodzi tu wcale o postaci pierwszoplanowe, premierów, prezydentów, przywódców partyjnych, ale zwykłych urzędników, jak rzecznicy prasowi. Konia z rzędem temu, kto jakiegokolwiek pamięta. Z jednym wyjątkiem. Praktycznie wszyscy pamiętają lub słyszeli o Jerzym Urbanie, rzeczniku prasowym kolejnych rządów w okresie od Stanu Wojennego do Okrągłego Stołu. Choć nominalnie pełnił funkcję rzecznika rządu, de facto był rzecznikiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która decyzją suwerena sprawowała niepodzielnie rządy w Polsce praktycznie od zakończenia II Wojny Światowej do wyborów, w których dopuszczono do kandydowania ludzi spoza niej. Wtedy okazało się, że poparcie na poziomie 99,99% brało się nie z tego, że tak wielu ją popierało, tylko z braku wyboru — nikt spoza „układu” na listach wyborczych nie miał możliwości zaistnieć.

Jerzy Urban był powszechnie znienawidzony. Całkowicie słusznie i zasłużenie. Urban, co warto przypomnieć, współpracował z tygodnikiem „Po prostu”, który przez władzę ludową został zamknięty, a w którym pierwsze kroki stawiało wielu znanych, jak Stefan Bratkowski,  czy Agnieszka Osiecka. Po rozwiązaniu tygodnika Urban dostał zakaz publikowania pod swoim nazwiskiem, a później w ogóle. Skąd nienawiść? Ano stąd, że jako człowiek niebywale inteligentny pracując na rzecz rządu de facto go ośmieszał. Ponieważ w Stanie Wojennym bardzo skrupulatnie zagłuszano zachodnie rozgłośnie nadające po polsku rzecznik rządu i jego regularne konferencje paradoksalnie stanowiły dla uważnego słuchacza jedyne źródło prawdziwych informacji. Przy czym był tak cyniczny, że nikt nie miał wątpliwości, że kłamie. Czy to prawda, brzmiało na przykład pytanie, że w całym kraju doszło do licznych strajków? Nie było żadnych strajków, brzmiała odpowiedź. W kilku zakładach pracy doszło do przestojów w pracy sprowokowanych przez elementy antysocjalistyczne, nie popierane przez klasę robotniczą. Zaś do historii przeszło słynne „Rząd się sam wyżywi” w odpowiedzi na sankcje wprowadzone przez Stany Zjednoczone.

Dziś mamy dwóch głównych rzeczników prasowych — rzecznika rządu (który uważa, że wyborcy nie muszą wiedzieć ile za jego fuchę płacą) i prezydenta. Rzecznikiem rządu jest Rafał Bochenek. Czym zajmuje się rzecznik rządu? Propagandą partyjną. Słuchając go wszystko mu można zarzucić, ale na pewno nie to, że jest niebywale inteligentny. Warto porównać konferencje obu rzeczników, Bochenka i Urbana. Sięgając głębiej po materiały archiwalne trudno nie zauważyć, że język propagandy współczesnej w zasadzie niczym nie różni się od języka propagandy ówczesnej. Obecna sprawia jednak wrażenie bardziej prymitywnej, choć równie bezczelnej. To trochę zaskakujące jeśli zważyć, że funkcję rzecznika rządu pełni absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, który jednak kariery prawniczej nie zrobił. I nie dziwota.

Równie nieporadny jest rzecznik prasowy prezydenta Krzysztof Łapiński. On dla odmiany na Uniwersytecie Warszawskim ukończył nauki polityczne oraz studia podyplomowe z zakresu public relations. Niedawno na konferencji prasowej zaprezentował dziennikarzom listę z nazwiskami 13 prawników, którzy wskazywali na możliwość stosowania prawa łaski w postaci indywidualnej abolicji, czyli przed prawomocnym skazaniem. Kilka publikacji pochodzi z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, a dwóch prawników oświadczyło, że powołanie się na ich prace jest nieporozumieniem. Na dodatek siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, najwyższej władzy sądowniczej w Rzeczpospolitej Polskiej uznało, że działania prezydenta nie mają podstaw prawnych. Występując Faktach po faktach Krzysztof Łapiński z szerokim uśmiechem przekonywał jednak, że nikt nie ma prawa ingerować w prerogatywy prezydenta, a prawo łaski jest nieograniczone. Przy okazji nie odpowiedział na żadne pytanie, jak na nowoczesnego rzecznika nowej daty przystało.

Słuchając uważnie komunistycznego rzecznika można się było dowiedzieć chociażby o wzroście cen, strajkach, czy przedłużającym się śledztwie w sprawie śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Nawiasem mówiąc to, co mówił wtedy Urban jako żywo przypomina to, co mówi się dziś o śledztwie w sprawie śmierci na komisariacie. Dzisiejsi rzecznicy prasowi są więc niczym Urban. Tyle, że kompletnie bez polotu zaklinają rzeczywistość przekonując, że czarne nie jest czarne. Urban robił to tak, że nawet dziś wzbudza skrajne emocje. Oni wzbudzają jedynie uśmiech politowania względnie wzruszenie ramion.

Mówi się, że historia lubi się powtarzać. Tyle, że powraca przeważnie w postaci farsy. Najlepszym dowodem na to, że mamy właśnie do czynienia z tym zjawiskiem jest oskarżenie Władysława Frasyniuka o „naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza” policji państwowej, który z narażeniem życia pacyfikował pokojową manifestację. Ale nie zawsze policja skarży się na naruszenie nietykalności, często nie reaguje gdy naruszana jest nietykalność obywateli, gdy obywatele nie mogą wsiąść do autobusu lub w inny są sposób napastowani i poniżani. Tylko czekać, aż powrócą „ścieżki zdrowia”…

Na koniec należy odnotować, że w obronie nietykalności cielesnej policjantów stanęła red. Dominika Wielowieyska. P. red. przyznała, że co prawda nie wie na czym polegało to naruszenie cielesności policjanta, ale widziałam, że rzeczywiście Frasyniuk szarpał się z policjantami. W PRL-u władza także apelowała o spokój i rozwagę, redaktorzy apelowali o odpowiedzialność, a milicja nawoływała do rozejścia się. Najwyższa pora uświadomić sobie, że zmian nie wymusza się protestując na ulicy, lecz w studio potępiając protestujących.


Rozwiązanie tytułowej zagadki. Prawidłowa odpowiedź brzmi: rzecznik prasowy.

Dodaj komentarz


komentarzy: 4

  1. Małe sprostowanie. PZPR powstał w 1948 r z połączenia dwóch partii. PPS, która istniała od czasów międzywojennych i PPR, założonej w celu utrwalania władzy.
    PPR.owców było mało, PPS dużo. To zorganizowano „ochocze” połączenie obu partii na kongresie. O tym by nie zostać członkiem PZPR nie było mowy. Groziło to ciężkim więzieniem albo i więcej.
    To tylko gaduły-fantaści plotą, co to by oni wtedy zrobili.

    Dodam, że podobnie jest z Wojskiem Polskim. Ludowe Wojsko Polskie zostało tak nazwane w 1952 r.

    Ilu naprawdę dobrych polityków zaistniało po 1989 r? Niewielu. A jak pokazali się z dobrej strony, to zaczęło się opluwanie, kłamanie, wszystkie naganne zachowania. Ale niekaralne. Bo niektórzy tak rozumieją demokrację, że wolno wszystko. Brakuje im rozumu by wiedzieć, że tylko w granicach obowiązującego prawa.
    Jak na razie jest coraz niebezpieczniej. Nożownikami w RP obrodziło jak grzybami w lesie.Napady, bijatyki, pijatyki już nawet dzieci.
    A niebożęta rzecznicy? To ciężka praca. Bo albo trzeba mieć posturę siłaczki i gadkę opluwaczki wiecznie z siebie zadowolonej, albo wypada się blado jak niedopieczony bochenek.

    Pani redaktor nie podobało się, że Frasyniuk niesiony wiercił się i szarpał? Może zmęczeni sytuacją i przymuszeni rozkazem policjanci opuścili Frasyniuka zbyt nisko i tarł d…pą po bruku. To się szarpał.
    Zawsze można mu nieść pomoc medyczną i przyklejać plastry, gdy oburzenie redaktor minie.

    1. Dziękuje za sprostowanie, choć nie bardzo rozumiem co sprostowałaś.

      Co do pani redaktor to wytłumaczenia są dwa. Albo mruga porozumiewawczo w kierunku władzy, albo sili się na absurdalny wręcz obiektywizm. Zgodnie z nim co prawda policja państwowa ochraniała partyjną uroczystość i oczyszczała trasę przemarszu orszaku, ale miała do tego prawo, bo jest państwowa, a poza tym jest napisane, że jak ktoś ci da pałą w lewy policzek, to powinieneś nadstawić prawy.

      W ogóle odnoszę wrażenie, że pierwsze radio informacyjne bardziej przypomina program I PR w okresie Stanu Wojennego, niż niezależne radio. Coraz więcej prawicowych oszołomów, jak Wróbel, coraz więcej asekuracji, coraz więcej takich deklaracji jak omawiana. W tym środowisku nie ma solidarności, za to jest sparaliżowane strachem. Bo na prawicy jeden za drugim stoi murem. Nawet jak któryś coś palnie głupiego, to reszta go nie potępia. Z tej strony zaś wystarczy, że ktoś coś powie, co się „środowisku” nie spodoba, to go wdepcze w błoto z bezwzględnością na jaką nawet Kurski sobie nie pozwala. Wystarczy wspomnieć Wojewódzkiego czy Siedlecką. To towarzystwo musi zostać przeczołgane inaczej jak odzyska władzę nas przeczołga lepiej niż PiS.

      1. To takie „czepianie się”. PZPR jako organizacja była od 1948 r, a nie od wojny.

        Zacytuję słowa uczestniczki sprzeciwu przeciw miesięcznicom. Pani ma 83 lata i jest inwalidką.
        „Władysław Frasyniuk porównał to co się działo w sobotę do wydarzeń ze stanu wojennego. Pani również miała takie skojarzenia?

        Absolutnie tak, bo w ten sam sposób wyciągano protestujących z tłumów. Jedyna różnica jest taka, że teraz, jak na razie, policja nie używa pałek i nie bije ludzi. Co najwyżej szarpią protestujących jeśli stawiają opór i nie dają się podnieść. A Frasyniuka widziałam jak go policjanci podnosili i wynosili. Nie pomagał im, ale też nie utrudniał.”

        A tu cała wypowiedź. I osobliwe życzenia bardzo „wiernej” katoliczki, obrończyni…szanownego prezesa
        https://wiadomosci.wp.pl/a-zebys-babo-zlamala-i-druga-noge-takie-slowa-uslyszala-82-latka-6132805094791297a

        1. Tak mi się zdawało, że „to takie czepianie się” ponieważ nie napisałem, że od PZPR rządziła od wojny.

          Frasyniuk porównał, a Wielowieyska potępiła. Wybacz, ale obrzydzenie mnie bierze na takich bezmyslnych moralistów. Nie mogę wyzbyć się skojarzeń z czasów strasznych. Oto AK walczy o wolność, a jakiś moralista poucza, że nie wolno szarpać się z Gestapo, bo ono wykonuje tylko swoją pracę. Wielowiejska najpierw gorliwie wraz z towarzyszami z PiS-u gnoiła Siedlecką, a teraz poucza Frasyniuka. Wstrętne.