Powodzenie, pomyślność, bezmyślność (wpis zawiera zdjęcia)

Myślenie ma przyszłość, mawiano niegdyś. Jednak nie w kraju nad Wisłą. Tu, w centrum Europy, choć na skraju cywilizowanego świata, znajduje się centrum bezmyślności. W tym miejscu należy się cofnąć w czasie, by zauważyć, że komuniści wśród wad mieli jedną zaletę. Otóż mianowicie ich idée fixe była oświata. Co prawda do wyedukowanych przez siebie specjalistów zaufania nie mieli za grosz, dlatego kupowali licencje na wszystko, leczyli się zagranicą, a niektóre towarzyszki nawet strzygły się na zachodzie, ale jednak oświata i wyrównanie szans (parytet) były ich oczkiem w głowie. Na przykład na początku lat sześćdziesiątych hasłem przewodnim było — w co dziś trudno uwierzyć — tysiąc szkół na tysiąclecie państwa polskiego. Nie świątyń ani domów partii. Szkół!

Komuny nie ma i jedynym idée fixe jest zdobycie i utrzymanie władzy oraz troska o to, by żyło się lepiej rodzinie i znajomym. Na edukacji postawiono krzyżyk, ponieważ dobrze wyedukowane społeczeństwo marnie sprawdza się w roli taniej siły roboczej. W trosce o nią postawiono na naukę klękania, bo tylko w takiej pozycji można wydajnie szorować podłogi czy przetykać zatkane klozety. Oczywiście w krajach cywilizowanych do takich czynności będą wykorzystywane roboty, a Polacy będą zatrudniani tylko przez biedotę, której na specjalizowane maszyny nie będzie stać.

Zostańmy jeszcze przez chwilę w przeszłości wspominając umieszczane na niemal wszystkich obiektach strategicznych, jak wygódki, kładki, płoty, tabliczkach z zakazem fotografowania. Teraz inne dobro jest chronione w tym kraju. Są nim śmieci. Śmieci są tu, w środku Europy tak cenne, że monitoruje się śmietniki! Takiego znaczenia nabrały po wielkiej reformie śmieciowej premiera Donalda Tuska. Dzięki światłym rozwiązaniom wywóz tego dobra stał się usługą luksusową i ekskluzywną, a śmieci często miesiąc czekają na transport. Gdy w wigilię szczury na chwilę posiadły zdolność mówienia, nie mogły się nachwalić tych prorodzinnych rozwiązań. Żałowały, że premier opuścił kraj, bo chciały go uczcić po królewsku, jak Popiela równie wdzięczne myszy.

Skarbiec narodowy

Wróćmy do czasów obecnych. Arłukowicz Bartosz, minister i lekarz, zagroził swym kolegom lekarzom, że opublikuje listę tych, którzy nie podpisali umów z NFZ. Jakby podpisywanie umów z tą organizacją było obowiązkiem i zaszczytem. Zdawać by się mogło, że taka lista to rzecz oczywista, a tu nic z tych rzeczy! Lista zamkniętych gabinetów nie jest informacją skierowaną do chorych, ale karą dla lekarzy! Oczywiście mowy nie ma o tym, że NFZ zwróci składki lub sfinansuje prywatne wizyty. Co to, to nie. Kasy, która wpadnie nam w łapy nie oddamy nigdy. Ale na tym minister nie poprzestał. Oznajmił pacjentom, że postawili (bo minister nigdy nie mówią o sobie w liczbie pojedynczej) na kilka elementów, z których jednym z ważniejszych jest wydłużenie czasu pracy nocnej opieki medycznej. Tak więc noc dla nocnej opieki medycznej będzie się zaczynała — zgodnie z tradycją — o 13:00 i kończyła w południe. Postawiliśmy na kilka elementów dostępu pacjentów do lekarza – po pierwsze, SOR-y, po drugie, izby przyjęć, po trzecie, wydłużony czas pracy nocnej opieki lekarskiej i po czwarte, tak naprawdę najważniejsze, maksymalne ułatwienie w przepisywaniu się do innego lekarza rodzinnego czy do innej przychodni. W tej sytuacji dla chorych będzie najlepiej, jak od razu wyzdrowieją. W przeciwnym razie minister poczują się zmuszeni znowu coś postawić. Na głowie.

Niestety, minister na postawieniu nie poprzestali i na tym co powiedzieli nie skończyli wyjaśniając, że oni, minister, to państwo są i oni jako państwo są szantażowani, a na to oni zgody nie dali. Dlatego postanowili zoperować te nieprawidłowości, bo by chcieli, żeby było lepiej niż jest. Należy w tym miejscu z całą mocą podkreślić, że władza, czyli oni, nigdy nie robi tego, co do niej należy, ale zawsze chce zrobić. Tak więc Celem tej trudnej operacji, którą przeprowadzamy w tej chwili, jest to, żeby zakończyć rokroczne grudniowo-styczniowe próby szantażowania państwa. Stworzyliśmy kilka różnych mechanizmów, ale chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji takiej, żeby te przychodnie lekarza rodzinnego, które podpisały umowy, mogły zwiększyć swoją działalność. Grabarze już zacierają ręce.

Z kolei PO premiera Kopacz Ewa postanowiła pobić na głowę swojego poprzednika w obiecywaniu gruszek na wierzbie. Ponieważ Tusk obiecywał Polakom w kraju p. Kopacz postanowiła wyjść poza sztywne ramy granic i zapowiedziała na początku grudnia, że do końca 2014 roku ze wschodu Ukrainy ewakuowanych zostanie około 100 osób polskiego pochodzenia. Nie można im tego odmówić — nie mogła sobie odmówić składania obietnic bez pokrycia p. premier usprawiedliwiając się, że Nie powinniśmy zapominać o naszych obywatelach. Niezależnie od tego, gdzie oni są. A teraz szczególnie potrzebują swojej Ojczyzny. Te około 100 osób w Donbasie to ludzie starsi. Niestety, tak pechowo się złożyło, że na Ukrainie nie działa ani NFZ, ani B. Arłukowicz nie jest ministrem. Ten nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że liczba chętnych wzrosła zamiast zmaleć. Żeby nikogo nie pominąć nikogo nie ewakuowano. Niewykluczone, że niedługo ewakuacja nie będzie potrzebna, bo zdesperowani sami przyjdą jak się zrobi cieplej.

Zostawmy rzeczy wielkie, wielką politykę i skoncentrujmy się na koniec na rzeczach przyziemnych. Oto ścieżynka rowerowa zaprojektowana tak przemyślnie, że pasażerowie wysiadłszy na przystanku w drodze do przejścia dla pieszych muszą ją przekraczać dwa razy. Za to rozwiązanie urzędnik odpowiedzialny powinien dostać nagrodę, premię, odprawę i wypowiedzenie. Przy czym pierwsze trzy elementy nie są obligatoryjne.

Piesi pierwsi

Drugi przykład to światła, które jak widać przepuszczają pieszych przez jezdnię, ale zatrzymują na środku przed torami tramwajowymi. Co się należy za takie rozwiązanie trudno powiedzieć, ale warto wspomnieć o tym, czego na zdjęciu nie widać, a raczej nie słychać. Otóż te światła wyposażono w urządzenie emitujące sygnał dźwiękowy dla niewidomych. Z tym, że sygnał emitują tylko sygnalizatory umieszczone przy jezdniach, a te przy torach nie. Być może to jest jeden ze sposobów walki ze skutkami ślepoty. Drugi polega na tym, że na jednym skrzyżowaniu sygnalizator gdacze szybko, gdy światło jest czerwone, a wolno, gdy zielone, a na innym odwrotnie.

Niby zielone, ale w głębi duszy czerwone

W zaistniałej sytuacji jedyne życzenia noworoczne jakie mają sens, to życzenie wszystkiego lepszego, ale broń boże polepszonego!

Dodaj komentarz