Po słowie

Kilka dni temu zastanawialiśmy się dlaczego słowa tracą swą komunikacyjną i informacyjną rolę. Odpowiedź znajduje się w Biblii. Opisano w niej mianowicie pewną krainę, której mieszkańcom powodziło się coraz lepiej, święcili triumfy na arenie międzynarodowej, a dzięki ciężkiej pracy rósł im dobrobyt. Widząc to Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć co oni robią i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego! Jak postanowił, tak uczynił. Odtąd jeden nie rozumiał drugiego i nie mogli się ze sobą dogadać.

To jedna strona medalu. Jest także i druga. To zdumiewający u wielu, bez względu na wykształcenie, brak umiejętności poprawnego posługiwania się mową ojczystą. I nie chodzi tu tylko o prawidłowe akcentowanie, bo to sztuka dla wielu, zwłaszcza prezenterów radiowych i telewizyjnych nieosiągalna, ale o prawidłowy dobór słownictwa.

Ktoś zapyta dla czego warto się poświęcać? Co odpowiemy? Że dla satysfakcji, dla idei, dla lepszego zrozumienia, dla ojczyzny? A gdy zapyta dlaczego? Odpowiedź będzie zgoła inna. Chociażby dlatego, że warto, że dziś ja poświecę się dla ciebie, jutro ty dla mnie. Ponieważ, jak postulował swego czasu poeta, chodzi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa. Przy czym warto postarać się, by zawsze, a nie tylko czasem, jak chce onże, był piękny jak aniołów mowa… Dlatego też należy zwracać uwagę na prawdę. To naprawdę bardzo ważne. Choć dziś o nią trudniej, bowiem mówiący często opacznie rozumie słowa, którymi operuje. Weźmy taki przykład. W parku biją się dwaj mężczyźni. Obok stoi kobieta. Oburzona. Nie dziwota, że jest oburzona, skoro się biją. Ale co z tego? Spróbujmy to wyjaśnić nie zmieniając ani na jotę wydźwięku żadnego słowa: W parku biją się dwaj mężczyźni. Obok stoi kobieta. Obu żona. I nagle przyczyna zatargu między obu panami staje się oczywista.

Niektóre słowa szczególną trudność sprawiają zwłaszcza korektorom z  firmy Horyzont z Krakowa, która odpowiada za korektę dzieł Karola Maya, Aleksandra Dumasa itp. Chodzi o to, że gdy mówimy „o to chodzi”, chodzi nam o coś zgoła innego, niż wtedy, gdy wskazujemy stojące w kącie urządzenie ze słowami „oto chodzik”. To niby drobiazg, ale czasem naprawdę trzeba dłuższą chwilę pomyśleć, żeby zrozumieć w czym rzecz. Na przykład niejaki Old Shatterhand złapał Indianina za gardło, zdzielił pięścią w głowę tak, że ten zwalił się bez przytomności na ziemię. Jasne? Jasne. A jeśli czytamy, że niejaki Old Shatterhand złapał Indianina za gardło, zdzielił pięścią w głowę, także ten zwalił się bez przytomności na ziemię? Gdyby tam był biały, który wcześniej także został pozbawiony przytomności problemu by nie było. Ale nie było.

Słów, które pisane łącznie znaczą co innego niż osobno jest sporo. Problemy mogą także sprawiać słowa, które mają wiele znaczeń. Niestety, większość ma. Na przykład droga może być nie tylko długa, ale i żona i benzyna. Z kolei nikt nie uwierzy, że posłowie do „Odprawy posłów greckich” napisali posłowie. Przy okazji można wspomnieć, że dawniej po słowie byli narzeczeni, a teraz są także ci, którzy wstępnie coś uzgodnili.

Poruszając problemy językowe nie można nie wspomnieć o nowej tendencji zamieniania ‚na’ na ‚w’ przy wskazywaniu celu podróży lub miejsca zamieszkania — w Białorusi, w Ukrainie, w Litwie itp. Podobno ma to związek z odzyskaniem przez te kraje niepodległości. Bowiem przyimek ‚na’ zwykle łączy się z nazwami regionów, np. na Śląsku, na Pomorzu. Niepodległość jednak nie tłumaczy formy „w uniwersytecie”, „w uczelni”.

Język oczywiście jest dla nas, czyli mas, rozwija się, ewoluuje. Ale jeśli z powodu nieuctwa będziemy dowolnie zmieniać i naginać reguły, wkrótce może przestać pełnić swoją komunikacyjną i informacyjną rolę. A to oznacza, że nie będzie się dało z jego pomocą porozumieć. Miejmy też wzgląd na przodków, którzy oddawali  zań życie. Byłoby czymś niewybaczalnym, gdybyśmy sami zniszczyli to, czego nie udało się zniszczyć zaborcom i okupantom.

Dodaj komentarz


komentarzy: 3

  1. Polska mowa – trudna mowa. A będzie jeszcze trudniej, gdy w użyciu znajdą się nowe słowa określające zawody lub zajęcia kobiet. Dlatego lepiej nich zostanie np. sędzia jako określenie zawodu kobiety, a zawód mężczyzny niech będzie sędź. Jak mieszać, to mieszać.
    W końcu kiedyś „kobieta” oznaczała wszelkie ujemne cechy niewiasty, potem poeta wyżywał się „kobieto, puchu marny”, to już za mojego bardzo młodziutkiego życia śpiewano:

    „A kobieta?!
    Kobieto, kobieto choć tyle masz wad
    Bez Ciebie cóż wart, cóż wart byłby świat?
    Kobieto, kobieto, gdy zrobić coś chcesz,
    Nie wahasz się użyć podstępu i łez.
    Kobieto w stu sklepach, sto spraw co dzień masz,
    Do męskiej kieszeni tysiące dróg znasz.
    Aha, aha,………Kobieto,kobieto………
    Kochając aniołem być możesz , gdy chcesz,
    Lecz w złości jak diabeł złą umiesz być też.
    Mistrzynią być w sporcie,w dal skaczesz i w wzwyż
    A zwykła malutka przeraża Cię mysz.
    Aha, aha,………………..
    Kobieto na wszystko Ty sposób swój masz,
    Gdy zechcesz potrafisz zatrzymać i czas. Mężczyzna starzeje się rad, czy nie rad,
    A Ty umiesz wiecznie trzydzieści mieć lat.
    Aha, aha,……………..
    Kobieto, kobieto, choć tyle masz wad
    Bez Ciebie cóż wart, cóż wart byłby świat?!”

    (autora słów nie znam)
    Być może zamiast „kobieto” będzie (…….) na coraz bardziej zbabiałych facetów.

    1. Problem jest dużo większy z kobietami niż nam się wydaje. I spędza sen z powiek feministkom. No bo jeśli ktoś poinformuje, że B. Misiewicz lub M. Środa piastuje intratne stanowisko lub pełni odpowiedzialną funkcję, to E. Michalik nie określi na pierwszy rzut oka czy mowa o gościu, czy gościni. A ta informacja jak wiadomo jest kluczowa z punktu widzenia równouprawnienia. Dlatego w trybie pilnym należy popracować nad końcówkami nazwisk. Można by zacząć od Środy. Bo nie wiadomo, czy Piątek jest żonaty.

      Żarty żartami ale problem jest poważny. Język zakłamywali także i komuniści, ale nie aż na taką skalę. Nie ma słowa, którego Kaczyński twórczo by nie dostosowało do przywalenia przeciwnikowi. Pucz, profanacja, morderstwo, krew na rekach – kto zrozumie, że miał na myśli okupowanie mównicy w sejmie, a mordercy to ci, którzy są winni wyimaginowanemu zamachowi smoleńskiemu.

       

      1. Podobno jest jakaś komisja dbająca o czystość języka polskiego. Nigdy nie przeczytałam o tym, że na zaśmiecanie mowy anglicyzmami zareagowali. Nigdy nie zaprotestowali na dokonywane zmiany znaczeń słów. Może jak siedzą cicho, to nadal „pracują”?

        Zgadzam się, że sprawa jest poważna. Napisałeś artykuł na ten temat. I odzew nie był taki jakiego można się spodziewać.Bylejakość razi na każdym kroku. U dziennikarzy, u lekarzy (choć dziś rozbawiłam na wizycie lekarza), u sprzedawców. Nie mówiąc już o hańbiącej jakości w polityce i prezydenturze. Nauczyli się tzw.mowy ciała i machają łapskami, machają. Tylko jak im uwierzyć, gdy ani prawdy, ani mądrości nie przekazują.