P… k… jak ch…

Nieszczęście zbliża się gigantycznymi krokami. A ponieważ nieszczęścia chodzą parami, więc zbliża się z obu stron. Na szczęście są jeszcze tacy, którzy robią co mogą, by nieszczęściu zapobiec. Ale gdy już nadejdzie, oj, to będzie się działo, oj będzie.

‚Cham’ to «człowiek ordynarny», czyli «wulgarny, prostacki». Z kolei ‚wulgarny’ to «ordynarny i nieprzyzwoity». I koło się zamyka. A ponieważ koło zamyka się z dwóch stron, to i nieszczęście gotowe. Wszystkie bowiem tego typu pojęcia są pojęciami umownymi, nieostrymi, uznaniowymi. Swego czasu wielki polityk stwierdził, że niebywałym chamstwem jest nazywanie bliźniaków braćmi*. Dlatego autorzy słownika winni jak najszybciej uaktualnić i znowelizować to pojęcie. Chamstwo to nie jest «cecha charakteryzująca chama», ale to, co zainteresowany za chamstwo uzna. W konsekwencji wulgarne słownictwo, plugawa mowa nie mogą być za nie poczytane w sytuacji, gdy służą mimikrze, a zniżanie się do poziomu okolicznych chamów ma jedynie na celu osiągnięcie porozumienia bądź uniknięcie nieporozumień. Jednak diametralnie inna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy tak samo lub nawet to samo mówi ktoś inny. Wtedy jak najbardziej można mówić o chamstwie i braku kultury.

Umownie przyjęło się, że pewne wyrazy są wulgarne, a ludzie kulturalni wystrzegają się ich. Dawniej było wiadomo dlaczego tak się dzieje. Były wulgarne bo posługiwał się nimi plebs i chamstwo, czyli chłopi. A dlaczego są wulgarne dziś, gdy ani plebsu ani chłopów już nie ma, bo wszyscy mają wykształcenie, nie ma parobków i dziewek, a rolę uprawiają rolnicy? Bo są. Bo tak się przyjęło. Bo musi być jakaś kontrast, linia podziału.

Wyrazy wulgarne nie są jakimiś wymyślnymi zbitkami sylab niczego nie oznaczających. To najnormalniejsze w świecie słowa określające najczęściej intymne części ciała, czynności seksualne, względnie sposób bycia lub prowadzenia się. Jeszcze w czasach nie tak znowu odległych nie wypadało na to, co poniżej pleców mówić ‚dupa’. Można było powiedzieć tyłek, pupa, ale dupa nie, bo to brzydko tak mówić. Choć przecież to dokładnie to samo. Być może właśnie ze względu na to, że akurat to słowo zostało wrzucone do kategorii „wulgarne” tym mianem zaczęto określać nie tylko atrakcyjne kobiety, ale także safandułów, przy czym najwyższy stopień nieudacznictwa określany bywa mianem ‚dupa wołowa’. W miarę upływu czasu ‚dupa’ upowszechniała się i dziś już mało kto zamiast niej używa dopuszczalnych form ‚pupa’, ‚tyłek’ czy ‚zadek’.

Inne będące w powszechnym użyciu słowo określa kobietę uprawiającą najstarszy zawód świata. I tutaj też synonimy, choć znaczą dokładnie to samo, wulgarne nie są. Powiedzenie o kimś, zwłaszcza o kobiecie, że jest ‚kurtyzaną’ względnie ‚prostytutką’ nie sprawi takiej przykrości, nie poniży tak, jak określenie mianem ‚kurwa’. Dlaczego? Bo tak się utarło. Wszyscy uznali, że to obraźliwe, niegodne słowo i należy się obrazić. A przecież jest powszechne stosowane, robi za znak przestankowy, wzmacniacz przekazu, uczuć podkreśla myśl. Można rzec, że stało się swego rodzaju werbalną emotikoną. Ponieważ legalnie nie możne być stosowane, więc doczekało się kulturalniejszej odmiany jak ‚kuźwa’, ‚kuchnia’, zaś na piśmie ‚k…’. Także pomysłowość ludzka w oszukiwaniu filtrów wyłapujących wulgaryzmy nie zna granic. Choć każdy wie o co chodzi, to napisać ‚kurwa’ nie wolno, ale ‚k…’ jak najbardziej mimo, iż to dokładnie to samo. Jednak puryści i moraliści czują się lepiej ze świadomością, że zachowali czujność, że czegoś zabronili, coś potępili, wyższość swą zaznaczyli. Dlatego w tekstach pisanych ‚dupa’ potrafi pojawić się już w pełnej krasie, a nie jako ‚d…’ ale na ‚kurwę’ pora jeszcze nie nadeszła.

Analogicznie ma się sprawa z męskim narządem płciowym. Spośród kilku określeń — ‚konar’, ‚panis’, ‚członek’ — tylko jeden, ‚chuj’ jest wulgarny. Dlaczego? Bo tak się utarło. Określenie ‚penis’ czy ‚członek’ nie wywrze takiego wrażenia jak ‚chuj’. Jakby tego było mało okazuje się, że nie każdy członek jest chujem. Więc tym bardziej trzeba uważać. No i należy pamiętać jak się to słowo pisze, ponieważ na murach często pojawia się z błędem.

Tych kilka przykładów ilustruje problem, ale nie daje odpowiedzi na nurtujące pytanie dlaczego jedne słowa uznawane są za wulgarne, a posługiwanie się nimi za chamstwo w sytuacji, gdy mało kto mówi ‚kobieta lekkich obyczajów mać’, a wszyscy mówią ‚kurwa mać’ nie zastanawiając się w jakim świetle stawiają rodzicielkę. Podobnie rzecz ma się ze słowem ‚skurwysyn’, które co prawda jest wyzwiskiem, ale jakże charakterystycznym. Sugeruje bowiem wprost, że określony tym mianem mężczyzna jest taki, jaki jest dlatego, że jego matka nie prowadziła się przyzwoicie, a ojcostwo ojca jest problematyczne.

W krajach anglosaskich i na wschodzie bardzo obraźliwe jest sugerowanie fuckania matki. Słowo ‚motherfucker’ tłumaczone jest jako ‚skurwysyn’, choć gołym okiem widać, że chodzi o faceta utrzymującego stosunki, i to bynajmniej nie towarzyskie, z matką, czyli ojca. Odmianą angielskiego ‚matkojebcy’ jest rosyjskie ‚ёб твою мать’, również tłumaczone na polski jako ‚kurwa twoja mać’, choć także gołym okiem widać, że chodzi o coś zupełnie innego.

Ktoś powiedział, że wielkość człowieka charakteryzuje to, co go obraża. Słabeusza obraża wszystko, mocarza nic. Jak pamiętamy Donald Tusk nie reagował na oskarżenia o zdradę, krew na rekach, morderstwo, a do sądu pognał gdy Urban w wymyślonym tekście primaaprilisowym zasugerował, że komentując mecz używa wulgarnych słów. Jak można się było domyślić polski niezależny sąd dokonał egzegezy satyry i wyszło mu, że Satyra może krytykować i wyszydzać, ale nie może poniżać. Droga dojścia do tej konkluzji  nie była usłana różami. Sędzia stawiał sobie fundamentalne pytania i starał się na nie odpowiedzieć. Czy dla osiągnięcia satyrycznego efektu było konieczne przypisanie mu tak wulgarnych słów? — zastanawiał się. W tym także o papieżu, Lechu Wałęsie i Aleksandrze Kwaśniewskim? — dociekał. Odpowiedź nasuwała się sama: Nawet jeśli jest prawdą, że sam powód przyznaje, że czasem klnie jak szewc, to nie ma powodów, by uznać, że czyni to w tak plugawy sposób, jaki przypisano mu w tym artykule. Istny Sherlock Holmes w todze. Rodzi się jednak pytanie, czy istnieje przepis, który stanowi, iż „Kto dla osiągnięcia satyrycznego efektu przypisuje komuś wulgarne słowa podlega karze…”, czy trzeba było nagiąć któryś z istniejących?

Podsumowując — słowa wulgarne, wulgaryzmy, są niezbędne, w przeciwnym razie nie dałoby się odróżnić chama od dobrze wychowanego człowieka kulturalnego. Dlatego, choć nieszczęścia zasygnalizowane na wstępie zbliżają się wielkimi krokami, na razie możemy spać spokojnie. Puryści, moraliści, czyli z angielska virtue signaling , nie pozwolą z ‚kurwy’ zrobić tak niewinnego słowa jak ‚kobieta’, które także w swoim czasie było wulgarne i obraźliwe. Mimo, że jest to słowo powszechnie używane i wręcz niezastąpione.

Co się stanie, gdy niektóre słowa przestaną być dyskryminowane, wywalczą sobie równość i jednakowe traktowanie, ze słowników zniknie stygmatyzujące określenie „wulg.”? Na pewno nie będzie się już dało kląć jak szewc, sądy nie będą miały dylematów, choć na pewno nie braknie filozofów zakreślających granice satyry, a przekleństwo znowu będzie oznaczało to, co oznaczało — życzenie wszystkiego najgorszego.

 

PS.
W telewizji jednego widza, zwanej z tego powodu Superstacją, myśli w programach bogato ilustrowanego Kuby Wątłego często zaznaczane są dłuższym lub krótszym piknięciem zagłuszającym uznane za nieprawomyslne słowa lub wyrażenia. W czasach gdy szalała cenzura nie sztuka było pisać tak, że większość tekstu była kwestionowana, a bywało, że całość lądowała w koszu. Sztuką prawdziwą było pisać tak, żeby powiedzieć to co się chce unikając ingerencji cenzora. Niestety, bogato ilustrowany redaktor tego nie rozumie i często mówi coś, co nadgorliwy wydawca uznaje za niedopuszczalne. Pytanie: Czy gospodarz audycji, który nie potrafi przekazywać myśli w sposób nie budzący zastrzeżeń, to dobry dziennikarz, publicysta, felietonista, komentator?


* W zamian za, no jednak użyję tego określenia, niebywałe chamstwo gratulacji nikt nikomu nie składa. W Polsce istnieje głowa państwa, pan prezydent Lech Kaczyński, a nie ma braci Kaczyńskich, bo bracia Kaczyńscy oczywiście są, jest takie zjawisko można powiedzieć biologiczne (konferencja prasowa, Warszawa,  24.10.2007)

Dodaj komentarz


komentarzy: 13

    1. Bardzo celny, merytoryczny komentarz. I jakże na czasie. Nie napiszę, że przechodzisz samego siebie, bo mogłoby to zostać uznane za atak osobisty i źle przyjęte. Bo wiesz, wojewodzie wolno więcej (w skrócie www i kropka)

      1. Oby.watel: nie skomentowałem a spytałem o zdrowie. Tego też nie wolno mi? To może po zablokowaniu możliwości pisania, zablokuj możliwość komentowania.
        Pozwól że zacytuję CIEBIE: to nie szkoła. Piszemy i komentujemy to co chcemy….no ale jak widać Tobie wolno więcej.

        1. Skamlesz czy kąsasz, bo pogubiłem się. Ktoś Ci czegoś zabronił? Czego konkretnie? Mając możliwość komentowania nie masz możliwości demolowania. A tylko o to chodziło. Gdyby dało się umożliwić pisanie i uniemożliwić kasowanie, to straciłbyś tylko możliwość usuwania wpisów, a nie pisania. Ale się nie da. Twórcy skryptu nie przewidzieli takiego przypadku.

          Cytując cytuj do końca. To nie szkoła, ale także i nie obora, gdzie pensjonariusze robią co chcą, a gospodarz jedynie zmienia wykładzinę. Dla Ciebie nie jest oczywiste, że gospodarz może więcej? No to będąc u kogoś w gościnie idź do sypialni, wyrzuć gospodarza z łóżka i sam się w nim połóż. Dobranoc.

    2. Naprawdę sądzisz, że możesz mnie obrazić?

      W odróżnieniu od Ciebie piszę tu, kiedy mnie coś zainteresuje, albo kiedy mam coś do powiedzenia. Nie rozkładam się w każdym miejscu jak psie gówno na każdym kawałku ziemi, która kiedyś była trawnikiem.

  1. Ciekawy wywód, a jeszcze ciekawsze jest pytanie. Trudno znaleźć odpowiedź i słowa, które obraziłyby „mówcę”. Może  dotknęłoby go słówko gentleness oznaczające subtelność, łagodność?

    Inną  sprawę jest sama redakcja, która zezwala na propagowanie słów, których nie powinni używać ludzie kulturalni. Zastanawiam się czy jeszcze istnieje komisja, która miała dbać o piękno języka polskiego. No i czy drżąconogi z KRRiT na takie drobiazgi zwracają uwagę.

    Walczący o Polskę, Polskę super katolicką, o zachowanie polskiej kultury, polskiej mowy, polskiego obyczaju, polskich stoczni, raczej problemu nie widzą, bo prostactwo to jest ich rozumienie być Polakiem.

    Zbyt dużo polskie, polskiego, polskich? Też tak uważam i moja św.pamięci polonistka wzięłaby mnie na osobistą rozmowę by wytłumaczyć…. Ale jak mają zrozumieć „prawdziwi”, gdy ich mowa zawiera duuużo  k….a ma być Polska,k….a tylko  Polska, itd….  a potem wywiozą ich na Brunatną Górę  po błogosławieństwo i ocenią „prawdziwi Polacy”

    Miałabym jedną uwagę. Kiedyś  nawet  chłopi  nie  mieli  w codziennym  użyciu aż  tak  wulgarnego  języka. Teraz prawie każdy  wykształciuch i  mniejszy wykształciuch musi głośno, dosadnie zaznaczyć, że gentle to on nie jest.
    Dodam, że kobiety, które kiedyś nie pozwalały sobie na wulgaryzmy, teraz często używają ich mnóstwo, by okazać, że i na tym polu są lepsze od mężczyzn.

    1. Ksiądz, gdym uczęszczał na lekcje religii uczył, że przeklinanie to grzech i należy się z tego grzechu wyspowiadać. Na stronie parafii farnej w dziale „Rachunek sumienia” przeklinanie i wulgarny język upchnięto na samym końcu dołączając do ósmego przykazania:

      VIII Przykazanie Boże „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”
      Kłamałem, obmawiałem, plotkowałem, oczerniałem, kłóciłem się, posądzałem.
      Wyrządzałem krzywdę swoim mówieniem, donosicielstwem, intrygami, obłudą, przysięganiem się, krytyką, naśmiewaniem się.
      Przeklinałem, wyrażałem się wulgarnie.

      Co ciekawe, o czym chciałem wspomnieć we wpisie, ale zrezygnowałem ze względu na jego długość, przekleństwo w rozumieniu tradycyjnym jest podczepione do drugiego przykazania:

      II Przykazanie Boże „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie”

      Przeklinałem (dzieci, pracę, bydło i innych).

      Przeklinanie, to życzenie komuś wszystkiego najgorszego, ze śmiercią włącznie. Ale to, co jest grzechem, z czego musi spowiadać się zwykły śmiertelnik biskup określa mianem modlitwy — modli się życząc swojemu zwierzchnikowi śmierci: modlę się o szybkie jego [papieża] odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska. Gdy Jerzy Urban niezbyt czołobitnie wyrażał się o papieżu, choć nawet on nie życzył mu śmierci, sprawa oparła się aż o niezależny Sąd Najwyższy, który wykazał się iście najwyższym kunsztem prawniczym, by wykazać, że Urban nie miał prawa.

      W roku 2004 Sąd Najwyższy orzekł był, że Urban naruszył dobra osobiste… nie, nie papieża. Księdza prałata Zdzisława Peszkowskiego.  Jak naruszył dobra osobiste księdza pisząc o papieżu? Ano normalnie — po prostu obraził jego, księdza uczucia religijne, a także osobistą przyjaźń między nim a papieżem. Sąd Najwyższy w swojej najwyższej mądrości przekonywał, że

      jest poza sporem, że powód jest powiązany z Papieżem Janem Pawłem II nie tylko uczuciowo, religijnie i światopoglądowo, lecz także funkcyjnie i hierarchicznie.  Uzyskał on honorowy tytuł Prałata Papieża Jana Pawła II, przez co zalicza się do  najbliższego otoczenia Papieża. Z tej racji ma szczególny obowiązek dbania o sprawy Kościoła i wiary. Powód jest również autorem książek poświęconych Papieżowi, nie ulega więc wątpliwości, że powoda łączą z Papieżem Janem Pawłem II szczególnie silne związki uczuciowe. To jest źródłem istnienia u niego dobra osobistego w postaci uczuć religijnych, a zarazem przyjaźni z Papieżem jako najwyższym autorytetem wiary i moralności.

      1. VIII Przykazanie Boże „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”
        Kłamałem, obmawiałem, plotkowałem, oczerniałem, kłóciłem się, posądzałem.
        Wyrządzałem krzywdę swoim mówieniem, donosicielstwem, intrygami, obłudą, przysięganiem się, krytyką, naśmiewaniem się.
        Przeklinałem, wyrażałem się wulgarnie.

        A później – puk, puk, i dostałem  rozgrzeszenie. Nawet przeklinanemu  nie  musiałem  powiedzieć:  wybacz,  przepraszam. Tacy to są  urzędnicy  Boga!

        1. Sądy wydają wyroki w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, a duchowni w imieniu boga wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi. A ponieważ „są tylko ludźmi”… Biznesowy majstersztyk — rodzisz się i masz grzech, który za  kilka srebrników zostaje zmyty. A potem wystarczy nie robić tego, co duchowni, żeby nie mieć się z czego spowiadać.

              1. Pamiętam  o  danych, które przekazał  KK. Mniej  niż  40% zarejestrowanych  (czyli  ochrzczonych)  nie  chodzi  na  msze, a tylko  15% bierze  komunię.

                Jeszcze więcej takich https://wiadomosci.onet.pl/kraj/awantura-w-kosciele-ksiadz-idz-sobie-glupia-babo/j4f1x16?utm_source=plista&utm_medium=synergy&utm_campaign=allonet_plista_n_desktop_wiadomomsci   prostaków  kościelnych,  a procenty  zmaleją.
                https://wiadomosci.wp.pl/ksiadz-klepal-uczniow-po-posladkach-sledczy-to-nie-bylo-molestowanie-6234407171586177a Poklepałabym ten sąd kijaszkiem po d…. Też byłby taki wyrozumiały?

                1. Z tego, że ktoś nie chodzi do kościoła nic nie wynika. Podobnie jak z tego, że coraz mniej osób chodzi do sklepu po alkohol, bo pędzi bimber w domu. Nie trzeba chodzić do kościoła, bo wystarczy religia w szkołach żeby zaczadzić umysły. Absencja w kościele to wyłącznie mniejsze wpływy z tacy. Z nawiązka rekompensowane przez budżet.

                  To dokładnie tak samo jak z poparciem dla PiS. Chwilowo maleje, po czym rośnie jak tylko PiS przemówi ludzkim głosem i uchwali coś co się spodoba.