Nie macie prawa

Z jednej strony nie wolno mówić tego, tamtego, tak, o tym . Z drugiej strony wolno wszystko. Jakie jest kryterium? My mamy prawo mówić to, co chcemy powiedzieć, oni maja obowiązek mówić to, co chcemy usłyszeć. Na przykład Platforma Obywatelska wraz z Komitetem Obrony Demokracji i Nowoczesną protestują przeciwko słowom wypowiedzianym na Lubelszczyźnie przez marszałka Sejmu. Marszałek sejmu mówił o odszczurzaniu i odgrzybianiu i są to słowa niedopuszczalne. KOD z PO porównywali współczesna Polskę do hitlerowskich Niemiec i to porównanie jest uprawnione. Cały czas mamy do czynienia z sytuacjami, w których ci, którzy nie popierają PiS-u są określani jako: gorszy sort, zdradzieckie mordy, kanalie, wdowy ubeckie, komuniści i złodzieje, i tak dalej — tłumaczy była mini ster sportu i płaczliwie dodaje: Mamy prawo do tego, by traktować nas jako tak samo dobrych obywateli państwa.

Niestety, wypowiedzi polityków opozycji i komentarze sympatyzujących z nią internautów nie wskazują, że jest jakąś nową jakością wyróżniająca się czymś na tle obozu władzy. Dlaczego? Bo polaryzacja, wrogość, antagonizmy są na rękę obu głównym siłom. Nie ma obawy, że ktoś inny przejmie władzę, bo nikogo innego nie ma. Wystarczy sięgnąć pamięcią do minionych lat, gdy rządziła obecna partia opozycyjna. Polityka ciepłej wody w kranie dotyczyła jedynie gospodarki. Jeśli chodzi o nastroje to te były regularnie podgrzewane, a animozje podsycane i eksponowane. Obie strony regularnie organizowały prowokacje, które dawały paliwo przeciwnikom i publikatorom. Gdy PiS pokorniał szpilę wbijał Tusk lub któryś z pretorianów, jak Palikot czy Niesiołowski, gdy Platforma siedziała cicho pod byle pretekstem rwetes podnosił Kaczyński.

Nie język jest groźny, ale towarzysząca mu zawziętość, zamykanie się na innych, brak dialogu, narzucanie swojej woli, traktowanie kompromisu jako porażki. Nienawiść, pogarda, lekceważenie, to uczucia towarzyszące człowiekowi od zarania. Nie da się ich wyeliminować, a tłumione siłą wybuchają z destrukcyjną siłą w sprzyjającym momencie. Można je jednak łagodzić, próbować rozbrajać. Trzeba tylko chcieć. Niestety, chęci nie ma po żadnej stronie. Jedni i drudzy uprawiają szermierkę słowną nastawiona na pognębienie, poniżenie przeciwnika, a nie na wypracowanie wspólnego stanowiska. Różnica między tym, co ma do powiedzenia opozycja na temat obozu rządzącego i obóz rządzący na temat opozycji polega na tym, że opozycja stara się mitygować, bardziej waży słowa. Co nie znaczy, że dąży do zbliżenia, używa argumentów, wyjaśnia, tłumaczy, polemizuje. Warto sobie przypomnieć co mówiła opozycja gdy była koalicją rządzącą, jakim posługiwała się językiem.

Już 400 lat temu Jan Zamoyski przekonywał, że Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Ale nie samo wychowanie, ponieważ tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli. Bowiem demony i zbrodnie budzi ciemnota. Człowiek wykształcony, inteligentny nie da wiary bredniom, nie da sobie wmówić, że sąsiad, z którym mieszka płot w płot od pokoleń jest jego śmiertelnym wrogiem i że to przez niego i takich jak on rząd źle rządzi.

Co ma do powiedzenia opozycja marszałkowi, któremu marzy się odszczurzanie i odgrzybianie, ale boi się, że podczas deratyzacji i demykologizacji zatrują się niewinni ludzie? Nic poza pouczeniami, połajankami i grymasami. Nie wyrażamy zgody na taki język i na taki styl rządzenia — oznajmia przedstawiciel KOD-u. Co wynika z tego, że nie wyrażają zgody? Nic, co nie przeszkadza brnąć dalej: Dość segregowania Polaków na sorty i traktowania nas jako wrogów. Od dwóch lat łamią Konstytucję, gwałcą prawo i robią co chcą, a KOD-owiec grzmi: Nie macie prawa do takiego stylu sprawowania władzy, nawet jeśli jakaś część Polaków będzie wam przyklaskiwać. Niestety, nie wiadomo w czyim imieniu wypowiada się przedstawiciel święcie oburzonej opozycji deklarując Nie oczekujemy przeprosin, chociaż podobno takie z pana ust padły, ale nawet lakoniczne „przepraszam” nie zmienia faktu, że jest to kanon waszego rządzenia od ponad dwóch lat. Wzywamy was do rezygnacji z tego stylu i z tego języka: języka pychy, która was zaślepia i języka arogancji.

Brzmi optymistycznie. Wystarczy, że obóz rządzący zrezygnuje z języka pychy, która go zaślepia i języka arogancji, aby przedstawiciel opozycji odtrąbił sukces i zajął się swoimi sprawami? Cóż bowiem z takiej paplaniny wynika? Jeśli kran cieknie, to przystępuje się do naprawy, a nie przemawia mu do rozsądku, zapewnia o swoim niezbywalnym prawie do korzystania z niecieknącego, ani nie urządza manifestacji protestacyjnych!

Dodaj komentarz


komentarzy: 13

  1. Bo chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co wymyślą następcy Goebbelsa.
    Język, jak pisze nasz Cybercośtam może być i jest groźny.Ma rację. Dowodem na strach przed , tym językiem,jest choćby blokowanie przez szajs-zbook kont, gdy napiszesz prawdę, ale ta prawda ich zaboli. Według rządzących język powinien służyć wyłącznie do lizania im dup.
    Każda banda rządząca boi się prawdziwie niezależnych wypowiedzi. Chcesz wiedzieć kto naprawdę rządzi? Zorientuj się kogo nie wolno krytykować.

    1. Przypuszczam, że nie zrozumiesz, ale spróbuję Ci wyjaśnić o co chodzi.

      O to mianowicie, że z osobą, która w swoich wypowiedziach prezentuje jawnie nienawistny, obraźliwy i często wręcz obelżywy ton… Z osobą, która w swoich wypowiedziach prezentuje twierdzenia nadzwyczaj absurdalne, pozbawione sensu i gwałcące zasady logiki… Z taką osobą większość normalnych ludzi nie chce mieć po prostu nic wspólnego.

      Niestety osobie takiej wydaje się, że jest odrzucana z zupełnie innych powodów niż nadmiernie wybujałego własnego ego, toteż zaczyna bredzić coś o tym, jak to jest prześladowana. Przez cały świat.

      1. Mam pomysł: masz bardzo” soczystą” wymowę, przy każdym słowie jakie się z Ciebie wydobywa plujesz. Może postaraj się zainstalować sobie jakieś błotniki?
        Tak, czytam twoje słowa i są dla mnie bez sensu zdania które z tych słów tworzysz.
        Przypisujesz mi swoje wady, lęki i właściwości niemyślenia.Twoje uprzedzenia zaprowadziły cię donikąd. Twoja nienawiść i pogarda są patologiczne, więc …
        Ładny mam avek?

  2. > „Nie język jest groźny, ale towarzysząca mu zawziętość, zamykanie się na innych, brak dialogu, narzucanie swojej woli, traktowanie kompromisu jako porażki.”

    Zmusiłeś mnie do zastanowienia i po przemyśleniu muszę zaznaczyć, że z tak postawioną tezą nie zgadzam się – w znacznym stopniu. Język sam w sobie też może być groźny.

    Wyobraźmy sobie pewną kobietę, która niedługo zanim została p.o. premiera rządu przekonywała wszystkich, że kraj, w którym żyje, jest w ruinie.  Nie czyniła tego językiem zawziętym czy narzucającym innym swoje zdanie, nie. Mówiła to językiem spokojnym i starała się podeprzeć swoje słowa jakąś sensowną argumentacją, na przykład obrazową – kiedy występowała na tle opuszczonej i zamkniętej fabryki tekstylnej.

    Wyobraźmy sobie teraz inną sytuację. Oto w zamkniętej przestrzeni, na przykład na sali kinowej, ktoś w pewnym momencie dla „kawału” mówi spokojnie, nawet nie krzyczy, „ludzie, tu jest bomba…” Ktoś obok to słyszy, powtarza dalej, wybucha panika, ludzie zaczynają uciekać w popłochu, kilka osób – w tym dzieci – ginie stratowanych przez tłum.

    W obu przypadkach mamy do czynienia z twierdzeniem będącym świadomym kłamstwem. W drugim przypadku skutki takiego kłamstwa są widoczne natychmiast i są zdecydowanie złe pod każdym możliwym względem. Także i pod takim, że gdyby w sali rzeczywiście była bomba, to niewywoływanie paniki mogłoby uratować życie wszystkim tam obecnym. W pierwszym przypadku natychmiastowych skutków kłamstwa nie widać. Zawołanie, że „kraj jest w ruinie” nie spowoduje, że jego mieszkańcy w panice zaczną z niego uciekać wzajemnie się tratując. Czy można jednak z całą pewnością powiedzieć, że używanie takiego języka nie jest groźne?

    Co jest ważne – w obu przypadkach nic nie daje odwoływanie się do zdrowego rozsądku, wzywanie do dialogu czy łagodzenie sytuacji. Nawet najlepsze chęci, wykazywanie fałszywości danych twierdzeń nic nie daje.

    Zatem w moim przekonaniu samo używanie języka też może być groźne. Przynajmniej potencjalnie, gdyż zagrożenie nie realizuje się natychmiast. W szczególności kiedy chodzi o propagandę.

    1. Nie język jest groźny, ale to, co mu towarzyszy. Także intencje.  Trudno mi jednak odnieść się do Twojego przykładów, bo kompletnie nie rozumiem czego miałyby dowodzić? Przecież jeśli ktoś proponuje „daj mi wszystkie pieniądze, jakie masz, a ja ci za miesiąc zwrócę dwa razy tyle”, opowiada o Polsce w ruinie czy bombie w kinie, to należy najpierw zweryfikować te informacje, oszacować ich prawdopodobieństwo, sprawdzić, czy nie kłamie. Właśnie do tego służy język, występujący wyłącznie u ludzi zdolność porozumiewania, ale także okłamywania się.

      Posługiwanie się narzędziem to jedno, a sposób wykorzystywania to zupełnie co innego. Każde narzędzie można wykorzystać jak broń, do wymuszania posłuchu.

      1. A czy w ogóle istnieje język używany bez intencji? Oczywiście nie mam tu na myśli organu.

        Postaram się wypowiedzieć możliwie jak najbardziej precyzyjnie. Nie chodzi o to, że podane przeze mnie przykłady czegoś dowodzą. Materia jest tak delikatna, że przeprowadzenie jakiegokolwiek dowodu nie wydaje mi się możliwe. Mało kto o tym wie, ale podczas procesu w Norymberdze nie udało się dowieść, że  artykuły Juliusa Streichera publikowane przez niego w „Der Stürmer” stanowiły inspirację dla Holocaustu. Żaden ze świadków nie wskazał na to, by to lektura tego pisma zmotywowała go lub kogoś mu znanego do dokonania jakiegoś konkretnego aktu przemocy. Streicher został ostatecznie skazany na śmierć nie na podstawie dowodów, ale na zdroworozsądkowym założeniu, że propaganda musiała się przyczynić do zaistnienia ludobójstwa. Z tego powodu czegokolwiek tu dalej bym nie napisał proszę nie traktować tego jako przeprowadzanie dowodu.

        Coś do poczytania po angielsku: http://www.princeton.edu/~artspol/conferences/Olzak.pdf Dla nieznających tego języka resume: praca ta jest podsumowaniem badań nad zjawiskiem przemocy wobec imigrantów w Niemczech, do jakiej dochodziło w latach 90-tych. Wynika z nich, że najczęstszymi ofiarami napaści nie były wcale osoby należące do grup stwarzających obiektywnie największe problemy społeczne, w rozumieniu – dla przykładu –  „zabierania” rodowitym Niemcom miejsc pracy, zajmowania mieszkań czy pobierania świadczeń socjalnych. Nie. Ofiarami przemocy najczęściej były te grupy, o których najwięcej się mówiło i pisało w mediach. Opracowanie, do którego link podałem wskazuje na to, że treści prezentowane w radiu, telewizji, tradycyjnej prasie, czy w internecie mogą przyczyniać się do takich zjawisk społecznych, jak przemoc wobec imigrantów. Przy czym użycie słowa „wskazuje” nie oznacza, że „dowodzi”. Tym niemniej znamienne jest, że pod koniec swojej drugiej kanclerskiej kadencji, podczas ubiegania się o trzecią, Helmut Kohl wyraził się publicznie w taki sposób: „wzrost liczby poszukiwaczy azylu przybrał formę kryzysu państwa”. Były to zapewne słowa skierowane do części potencjalnego elektoratu, słowa z pewnością nie nienawistne i nie nawołujące do stosowania przemocy, ale czy można z całą pewnością stwierdzić, że nie przysłużyły się one do wytworzenia bądź podgrzania atmosfery uprzedzeń wobec cudzoziemców przebywających w Niemczech? Choćby pośrednio i może nawet wbrew intencjom?

        Dlatego tak bardzo ważne jest to, o czym napisałeś: weryfikowanie informacji (powiedziałbym – przekazu), szacowanie prawdopodobieństwa, sprawdzanie.

        1. Rozumiem o co Ci chodzi, ale to nie ma żadnego związku z tym, co piszę. Abstrahując od tego, że każde narzędzie można wykorzystać w dobrym lub złym celu. Obrazowo mówiąc ja skupiam się na dwóch góralach, którzy pobili się ciupagami, a Ty na tłumie bitym przez policje na przykład. Chodzi o skalę. Twój przykład hitlerowskiego zbrodniarza jest trafny, ponieważ on uprawiał propagandę na masową skalę, a zbrodnia jego i jego mocodawców polegała na tym, że nie było możliwości weryfikacji tych treści. Bowiem jedynym lekarstwem na propagandę jest zdrowy rozsądek i możliwość weryfikacji. A to jest w reżimach totalitarnych nieosiągalne. Ale nawet tam, gdy jest pluralizm i (teoretyczna) wolność słowa propaganda jest skuteczna, jak w Anglii (berexist), w Stanach (Trump) czy w Polsce (przykładów jest zbyt dużo, żeby je wymieniać). Problem polega na tym, że propaganda musi trafić na podatny grunt, ludzie muszą jej dać wiarę, inaczej… nie ma o czym mówić, prawda?

          Podsumowując — ja skupiam się na pojedynczych przypadkach, takich jak Ty, czy ja. Na poglądach, czasem destrukcyjnych i niebezpiecznych, ale możliwych do skorygowania. Ty skupiasz się na broni masowego rażenia. Niejako stawiasz znak równości między poglądami, które głosimy w gronie przyjaciół, znajomych czy nawet w publicznej sieci, które docierają do niewielkiego grona osób, a poglądami głoszonymi przez media, od narodowych po postępowe (kilka wpisów poświęciłem propagandzie i manipulacji, więc odsyłam do nich: Hipokryzja, obłuda, propaganda, Promocja, propagacja, propaganda, manipulacja, Tam gdzie prawica nie wie co czyni lewica, Pisząc ‚a’ autor miał na myśli ‚b’, Koleiny etc.; ten ostatni polecam  — czy byłbyś w stanie odróżnić i wymienić portale  na obrazku?)

          Zadaniem mediów, dziennikarzy, polityków jest tłumaczenie, wyjaśnianie, uodpornianie na kłamstwa i propagandę. Niestety, media same ją uprawiają dla własnych korzyści. I to moim zdaniem jest groźniejsze niż wielbienie Hitlera czy szatana przez bezrozumną, niedouczoną młodzież.