Miłe złego początki

Przytłoczony dobrymi zmianami człowiek instynktownie zaczyna tęsknić za tym co było. Tęskniąc przeszukuje bezkresne otchłanie Internetu w poszukiwaniu czegoś odbiegającego od sztampy — rozmowy na poziomie, dyskusji, wymiany myśli. Odskocznią może być program Tomasza Lisa, dostępny na platformie vod, a także kilka programów Superstacji dostępnych na platformie ipla. Jednym z nich, choć kontrowersyjnym, było Krzywe zwierciadło, prowadzone przez Kubę Wątłego. Było, ponieważ prowadzący właśnie zrezygnował z dalszej współpracy ze stacją. Ciekawe są także audycje prowadzone przez Elizę Michalik: Nie ma żartów, Gilotyna i Szpile. I przy tym ostatnim zatrzymajmy się, bo… warto.

14 maja 2016 tematem audycji była między innymi wolność słowa w Polsce a gośćmi p. Elizy były Ewa Siedlecka i Renata Kim. Rozmowa osiągnęła wyżyny absurdu, których sam Tomasz Lis nie był w stanie pobić, choć się starał, domagając się kar dla tak zwanych hejterów. Oto Renata Kim w pewnym momencie zaczęła użalać się nad sobą, ponieważ za każdym razem kiedy ośmieli się nie tylko coś powiedzieć o dobrej zmianie krytycznego, ale na przykład o uchodźcach dostaje stek wyzwisk. Z dalszego ciągu wypowiedzi jednak wynikało, że problemem są nie tyle wyzwiska, ile kwestionowanie przymiotów intelektu i urody. A to sprawia, że człowiek jest całkowicie bezradny, jest mu przykro, nie wie jak z tym walczyć.

Kontynuując p. Renata Kim wyznała, że ten element zastraszania i zniechęcania do mówienia jest bardzo wyraźny właśnie przez wulgarność, przez bezceremonialność, przez niezwykle obcesową ocenę jaką się dostaje za każdą krytyczną opinię na tematy, które się nie… W tym miejscu prowadząca „weszła” mówiącej w słowo nie pozwalając  dokończyć. Ewa Siedlecka zaproponowała blokowanie IP komputera hejtera. Nie zdradziła jednak co w sytuacji, gdy z jednego IP korzysta cała sieć osiedlowa albo gdy użytkownik używa TORa.

Co w tej sytuacji należy zrobić? Ja od dawna uważam — oznajmiła Eliza Michalik — że jest na to prosta rada — koniec z anonimowością w internecie. Koniec! I nie widzę w tym nic złego. Od tego momentu napięcie narastało, aż osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy p. Eliza Michalik zaproponowała, żeby od komentujących administrator lub dostawca usług pobierał… odciski palców! Słuchająca tego p. Ewa Siedlecka, a wraz z nią zapewne wielu oglądających, mało z krzesła nie spadła. Potem nastąpił jak zwykle w takich sytuacjach rejwach jak na jarmarku, gdy wszystkie panie zgromadzone w studio w liczbie trzech zaczęły mówić jednocześnie. Wreszcie ponownie doszła do głosu p. Renata Kim i podzieliła się radą, jakiej jej udzielił znajomy policjant. Rada jest prosta — donoś kobieto na wszystkich do prokuratora, bo choć to będzie trwało miesiące, może kiedyś dojdzie do procesu, może ten ktoś dostanie oskarżenie i zacznie się bać. Jeśli inni się dowiedzą, że za to jest kara, że za to jest uciążliwość, będą się zastanawiali co piszą.

Szkoda, że p. prowadząca nie zapytała czy obecne w studio panie nie obrażają nikogo dlatego, że boją się prokuratora, czy z innych przyczyn? A jeśli z innych, to z jakich? Czy prawidłowe jest domniemanie, że taki wzorzec postępowania wyniosły z domu, ze szkoły? Że nie nie ze strachu nie pozwalają sobie na wszystko, ale dlatego, że uważają, iż pewnych rzeczy mówić po prostu nie wypada? I z drugiej strony — dlaczego „element zastraszania i zniechęcania” p. Renaty Kim jest godny potępienia, a „element zastraszania i zniechęcania” oponentów p. Renaty Kim jest godny pochwały? Inaczej — dlaczego panie w studio, Tomasz Lis i inni apologeci karania za słowo uważają, że brak kultury powinien być surowo karany?

Warto przypomnieć pani Kim, że na czele prokuratury, w której pokłada wielkie nadzieje, stoi p. Zbigniew Ziobro. A to oznacza, że za mowę nienawiści może nie zostać ukarany ten, kto nie zachwycił się ani jej urodą, ani intelektem, ale ona sama za krytyczną opinię, którą ktoś uznał za obraźliwą. Bo mowa nienawiści jest pojęciem równie rozmytym jak uczucia religijne czy — modna ostatnio — suwerenność.

Naprawdę p. Renata, piękna i mądra, chce karać głupców za to, że nie są w stanie jej dorównać pod żadnym względem? Z kundelkiem też polemizuje? A kiedy biegnie do prokuratury? Gdy na nią taki czworonożny osobnik bez krzty szacunku warczy, szczerzy kły czy dopiero wtedy, gdy obszczekuje? Drogie panie i Ty panie Lisie — jeśli establishment, elity to według PiS-u komuniści i złodzieje to kim są sympatycy PiS-u? Kogo chcecie karać?

 

PS.
Zmiany przygotowywane przez PiS wychodzą naprzeciw postulatom p. Elizy Michalik. Koniec anonimowości bliski. I nie tylko anonimowości.

Dodaj komentarz


komentarzy: 5

  1. Ciekawe te rozmowy. Właściwie ciekawe powinnam wziąć w cudzysłów. Nie spotkałam się nigdy z wyjaśnieniami dlaczego nastąpiły zmiany obyczajowe w kierunku tak masowego prostactwa. Co się stało, że przerywnik, przecinek, akcent w postaci słowa „ku.wa” rzadko już kogo razi. Kiedyś używany przez tzw. doły społeczne, był charakterystyczny dla pewnych grup zawodowych z prawem będących na bakier. Teraz słowo to stało się normą, nawet tam gdzie pracuje blisko 100% ludzi z wyższym wykształceniem. Co spowodowało taką „modę”? Co spowodowało taką agresję między ludźmi?

    Nie sądzę, że tylko stres związany z ewentualną utratą pracy. Biorąc czas po II WŚ ludzie byli po traumatycznych przeżyciach wojennych, po masowej stracie bliskich, majątków (nawet jeśli to była tylko chałupina), konieczności zmiany miejsca zamieszkania w odległości setek kilometrów od domu rodzinnego.

    Nastąpiła po wojnie ogromna zmiana obyczajów, praw, ale w sferze publicznej takiego chamstwa nie było. Nie byłoby zresztą akceptowane. Hejterzy w swych wulgarnych mowach są tylko lustrzanym odbiciem rzeczywistości.

    Kilka dni temu na TOK.u toczyła się dyskusja pod jednym z blogów. Jeden z komentujących używał takiego śmieciowego języka. Odpowiadała mu osoba uważająca się za światłą, postępową, wytyczającą innym co należy, co wolno, a czego nie i swój wpis zakończyła wyzwiskiem.

    Czy mam rozumieć, że w „słusznej sprawie” wolno używać przekleństw, wyzwisk, obelg? Czym jest takie zachowanie jakże podobne do tego nagannego? W dobrej sprawie wolno? To gdzie jest różnica między dwoma osobami dyskutującymi?

    Czy jest szansa na poprawę zachowań? Zdecydowanie nie. I niestety NIE!. Wyzywający sędziego kibole nie usłyszeli ani od polityków, księży, etyków, sponsorów; TAK NIE WOLNO!! Dlaczego mieli zwracać uwagę, gdy oni w pracy pomiatają ludźmi używając wulgaryzmów?

    Spytałam młodego (32) człowieka, który przyjechał odwiedzić rodzinę  czy wróci z GB do Polski? -NIE!, nigdy. I nie chodzi nawet o lepsze zarobki, a o to, że tam nikt mną nie pomiata, nikt nie gada o tym jaką to mi robi łaskę i daje pracę. Tam szacunek w miejscu pracy jest normą, której wszyscy przestrzegają.

    A w Polsce? Przypomnę dziennikarza najpierw TVP potem TVN, którego słowa puszczono na wizji. Widocznie pracownicy mieli  już serdecznie dość  tego słowa „ku.wa” i poszło. Przeprosił, ale nikt nie powiedział, że przeklinać przestał. Może jego przełożeni także stosują mowę „mocną”, „ostrą”, „wyrazistą”. Nikt nie pisze, że to prostactwo i chamstwo, w dodatku łamanie praw pracowniczych.

    Teraz kląć, wyzywać z okazji i bez okazji wolno. Wystarczy, że o swoim patriotyzmie głośno się wrzaśnie. A może patriotyzm polega na używaniu  polszczyzny bez epitetów?

    p.s.1/  Dziennikarka od brania odcisków palców może niedługo zostać usatysfakcjonowana nową ustawą. Skąd pewność, że ta ustawa jej nie dotknie? Wtedy zajęczy nad swoim losem i krzywdą?

    p.s.2/  Wśród komentujących artykuły na TOK już prawie nie ma tych, co nikomu słowem nie rzucają. W zdecydowanej przewadze są za to zwolennicy PIS. Może o to właśnie chodziło? Bo jeśli tylko klikanie się liczy?

    1. Rozumiem p. Kim, ale nie popieram. Rozumiem, bo na mniejszą skalę też tego doświadczam. I to od ludzi — zdawać by się mogło — na poziomie. Napisałem, że

      Problem i przekleństwo obecnej sytuacji polega na tym, że tak jak (podobno) PiS nie był dla PO żadną opozycją (słynne „nie mamy z kim przegrać” Tuska), tak dziś opozycja nie jest dla PiS-u żadnym wyzwaniem. Nie potrafi wykorzystać potknięć, przekłamań, ujada tam, gdzie ją PiS poszczuje. Modelowym przykładem była sprawa aborcji, która rozwiązuje się sama na naszych oczach, ustawy nie potrzeba. A opozycja cała w skowronkach uważa, że wygrała, bo procedować na razie zmiany ustawy PiS nie zamierza. To, że jej zapisy są wcielane w życie w szpitalach nikogo już nie podnieca i nawet jazgoczące na co dzień feministki spoczęły na laurach czy na czym one tam zwykle spoczywają. W każdym razie nie ma ich pod szpitalami, które otwarcie deklarują, że łamią prawo.

      Odpowiedź? Taka oto:

      Jak zwykle łgarstwo obraza i nic więcej. Po prostu pierdolisz smutki mizoginie

      Potem pada żądanie, żebym udowodnił, że oskarżenie jest bezzasadne. Czyli mam podlinkować do… spoczywających na laurach feministek, które nic w tej sprawie nie robią. Dlatego jestem przeciwny jakiejkolwiek formie cenzury. Bo nie każdy jest oczytany, elokwentny, kulturalny jak Ty, Eliza, Renata, Ewa, Zbigniew czy Tomasz*. Są tacy, którzy bardzo chcą, ale nie potrafią, jak Paweł czy Krystyna. Nie można wpędzać ich w jeszcze większe kompleksy, bo sfrustrowani mogą stać się groźni.

      *Z Tomaszem jest o tyle problem, że coś wyciekło. I trudno się oprzeć wrażeniu, że dwa lica Lisa nie przystają do siebie.

      1. Nie jestem za cenzurowaniem. Bo wtedy prawda przestaje być widoczna, bo brak spojrzenia z różnych stron. Chodzi o to, że brak jest umiejętności wymiany uwag i poglądów. Kto nie popiera ten wróg.

        Ten drugi cytat jest tak charakterystyczny, że można go przypisać jednej osobie. Tam nie padają słowa: mylisz się, nie masz racji, bo…., to zła ocena, itd. Tam pada wulgarne słowo jako argument. Tylko czego, na co?

        Co się takiego stało, że wulgaryzmy są metodą porozumiewania się. Niedługo dojdzie do tego, że witając dziewczyny, chłopak powie cześć k…y? A te zarechoczą rozanielone?

        Zrozumiałam, że jestem staroświecka, nieprzystosowana do obecnego życia, ale nie chce się zmieniać i tego nie zrobię. I tak naprawdę nie widzę większego sensu by udzielać się na TOK. Jestem tu, bo nie obawiam się, że coś spadnie mi na głowę, coś czego nie akceptuję.

        1. Brak cenzury wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Można się bowiem spotkać z niepochlebnymi opiniami, krytyką czy wręcz zniewagą. A to nigdy nie jest przyjemne. Z drugiej strony starożytni mawiali, że „ostrzeżony — uzbrojony”. Znając sposób argumentowania polemistów można się przygotować.

          Co z tego, że sprzed oczu zabierzemy niepochlebne opinie, skoro ludzie je głoszące pozostaną nie tylko przy swoim, ale z poczuciem krzywdy? Boi się, więc cenzuruje, usuwa wpisy, knebluje. Czyli mam rację.

          Stale przywołujesz słowa pewnego Zamoyskiego, że „takie będą Rzeczpospolite jak młodzieży chowanie”. Ale Zamoyski nie miał na myśli chowania głowy w piasek, zamiatania przejawów chamstwa i nieuctwa pod dywan. Jakie korzyści odniosą panie Kim i Michalik, panowie Lis i Hołdys z kasowania wpisów i karania ich autorów poza wzbudzeniem poczucia krzywdy i jeszcze większą nienawiścią? Oczywiście bezwzględnie ścigani powinni być autorzy wpisów wprost nawołujących do przemocy. Ale ścigać za kontestowanie urody czy inteligencji? Toż przecież pierwsza powinna być za to skazana Maria Czubaszek, która ani nie wpadała w zachwyt widząc swoje odbicie w lustrze, ani nie uważała się za osobę wybitnie inteligentną. A przecież wielu po cichu jej inteligencji zazdrościło.

          W czasach młodości kolega dobijał przeciwników pytaniem: „No i jak ci w uszach?” Załatwiał w ten sposób i dyskusję i polemistów. Oczywiście idąc za światłymi radami światłych rycerzy poprawności w piśmie, mowie i uczynku można było w odpowiednim czasie zatykać sobie uszy, jemu usta lub w porę brać nogi za pas, ale nikomu wtedy takie rozwiązania do głowy nie przychodziły. Mnie też swoim pytaniem kilka razy usadził. Aż wreszcie kiedyś usłyszał, że „zdecydowanie lepiej niż u ciebie pomiędzy”. Pomogło — przestał być zainteresowany stanem uszu rozmówcy.

          1. Na terenach przygranicznych toczy się życie mieszkających po obu stronach Odry. Może nie towarzyskie, ale i sportowe dla niesportowców, odtwarzane są bitwy, wystawy. Młodzi z Niemiec z ich mundurami Wermachtu i naszytymi na odznaczenie „SS” kawałkami materiału, nie mogli wyjść ze zdziwienia, że Polacy takie odznaczenia noszą jawnie. Jawnie mimo takiej hekatomby ludności ze strony hitlerowskiego wermachtu.

            W Niemczech zakazane są wszelkie symbole z czasów Niemiec hitlerowskich. A kary są i wysokie i nie ma tam czegoś takiego jak „w zawieszeniu”. Niemcy nie mogą się nadziwić, że w Polsce jest prawnie dozwolone pokazywanie znaków hitlerowskich. Także w zachowaniach.

            Należy docenić Merkel za jej ogromny wysiłek (bo tam też są pamiętający o dawnych czasach) by stosunek do Polski uległ tak radykalnej poprawie.

            Przypuszczam, że w niej jako Niemce jest poczucie potrzeby zniwelowania pruskiej buty i stąd taki stosunek do emigrantów. Może to jest nawet jakieś poczucie winy?

            Gówniarzeria polityczna z PIS nie pojmuje, że NATO i obecność Amerykanów w Niemczech, że Unia Europejska – to gwarancje pokoju dla Polski.

            Gdyby Niemcy znowu stali się agresorami, to jak USA ma pomóc Polsce? Pomoc może iść tylko przez terytorium Niemiec, więc może lepiej życzliwych po kostkach nie kopać.

            Na dawne ględzenie Kaczyńskiego o potrzebie odszkodowania powinien znaleźć odpowiedź w słowach byłego kanclerza: Polska otrzymała od Niemiec rekompensatę w postaci ziemi, miast, przemysłu, nieruchomości, jakie stały się stratą Niemiec.

            Gdyby tak porównać powierzchnię Polski bez ‚ziem odzyskanych” i bez tych zabranych przez Stalina, to jak wielkim powierzchniowo bylibyśmy krajem?

            Krzykacze wrzasną – odzyskaliśmy nasze. Nasze było kiedyś na zachodzie obecnej Polski (ile lat, wieków temu?). Na północy to były ziemie Słowian, ale nie Polaków. Na wschodzie, na wschodzie należałoby wytyczyć co było ziemiami litewskimi. A przedtem zastanowić się dlaczego Jagielle oprócz honoru, opłacało się zostać królem? Litwa wnosiła ziemię, a brakowało jej ludzi. Polska posiadała siłę i rycerstwo o wiele większe. Razem stworzono silne państwo.

            Według mnie największym królem z rodu Jagiełły był Kazimierz Jagiellończyk.

            p.s. „Chowanie”  znaczy wychowywanie, ale niektórzy mogą tak też rozumieć jak sugerujesz. ;-)))))) Zamoyski był jednym z najwybitniejszych strategów, polityków, myślicieli, kanclerzy, jakich Rzeczpospolita miała.

            Jasienica uważał, że tylko głupota i zawiść ówczesnych nie wyniosła go na tron królewski. Zamiast niego dostaliśmy Wazę ultra katolika i nastąpiła kontrreformacja, która trwa do dziś.