Jaki pan, taki plan

Polska, zwana Rzeczpospolitą Polską, czyli kraj leżący nad Wisłą, którego mieszkańcy posługują się na co dzień językiem polskim. Historia tego kraju to z początku pasmo większych lub mniejszych zwycięstw i sukcesów, a w miarę stawania się przedmurzem klęsk i pogromów. Polityka wysługiwania się królestwu niebieskiemu ze stolicą w Watykanie zaowocowała zniknięciem z map Europy i świata na czas jakiś.

Potem Polska, ów kraj nad Wisłą, odzyskała niepodległość. Odzyskanie niepodległości nie byłoby pełne i bezdyskusyjne bez ratyfikowania umowy wasalnej ze stolicą królestwa nieziemskiego, więc czym prędzej owąż podpisano. Potem już było z górki, jak zapewne wszyscy wiedzą. Taki jeden potępiony, odsądzony od czci i wiary, z bogiem na sztandarach spustoszył Europę, wraz z krajem nad Wisłą. W tym zbożnym dziele wspierał go drugi taki, również odsądzony od czci i wiary, bezbożnik, a mimo to nieźle mu szło. Potem się pożarli i okazało się, że bóg był jednak po stronie bezbożnika.

Gdy już kraj nad Wisłą odzyskał w pełni niepodległość, po pięćdziesięciu bez mała latach, czym prędzej przypieczętował ją tam, gdzie należało i w opiekę oddał się panu swemu. Po czym przystąpił do udowadniania, iż słowa pewnego polityka są prawdą najprawdziwszą. ów polityk mianowicie powiedział kiedyś, iż Polski nie ma sensu najeżdżać zbrojnie. Wystarczy dać Polakom pełną swobodę, a z zapałem sami się pozagryzają, doprowadzą kraj do ruiny i prędzej czy później poproszą o wsparcie. Jak poproszą, to się im pomocy udzieli, a jak nie poproszą, to też się udzieli bezinteresownie w trosce, żeby sobie krzywdy nadmiernej nie uczynili.

Nie czas jednak i nie miejsce, by prowadzić wykład histeryczny. Są osoby bardziej kompetentne. Choć ewidentnie niewiele zrozumieli z doświadczeń PRL-u i Gierka. Jedyna różnica miedzy nimi i nim to gest – Gierek zadłużył kraj na dziewiątki miliardów, oni na setki. No więc historię zostawmy tym, którzy się na niej znają, choć nie rozumieją i skupmy się na ostatnich pomysłach prawicy rozmodlonej. Otóż zaborca, a później okupant chciał Polaków wynarodowić, pozbawić mowy ojczystej. Jak wiadomo to mu się nie udało, a jego knowania spełzły na niczym. Wystarczyło jednak dwadzieścia lat swobody, samowoli, suwerenności, wolności i kilku światłych polityków reformujących oświatę, by młodzi Polacy gorzej mówili i pisali po polsku niż Chińczycy po dwutygodniowym kursie.

Ale zniszczenie języka to nie jedyny pomysł rozmodlonej prawicy. Skoro Targowica znajduje się poza granicami Polski, to mamy Targówek. Jeśli zaś wybranych w wyborach powszechnych władz nie da się obalić samodzielnie, to trzeba pomyśleć o innych metodach. Robert Winnicki, prezes Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej zapewnia solennie, że zrobimy wszystko, by tę władzę obalić, by system zbudowany w Polsce po roku 89 radykalnie zmienić. A wszystko to dlatego, że chcemy mieć, jako młodzi Polacy, nie tylko chwalebną przeszłość, ale i prawdziwie niepodległą przyszłość w naszej narodowej Ojczyźnie. I mamy świadomość faktu, że jeśli my o nią nie będziemy walczyć, to nikt inny za nas tego nie zrobi.

Jedna opcja to obalenie. Jak obalenie nie wypali, bo mało chętnych, by obalić, to trzeba pomyśleć o wyjściu awaryjnym. Tu można liczyć na sprawdzonego sojusznika i na strach przed nim powszechny. Aby cel zrealizować należy doprowadzić do sytuacji, by kraj obalił się sam. Jak? Sposób jest bosko prosty i niebiańsko skuteczny. Albo odwrotnie. Na czym polega wyjaśnia na przykład pan poseł Arkadiusz Mularczyk. Zaczyna od pytania, czy w naszym kraju istnieje przyzwolenie na to, by mogły rodzić się osoby niepełnosprawne? I odpowiada, że obowiązująca obecnie ustawa z 1993 r. zakłada legalność aborcji w sytuacji, gdy istnieje podejrzenie, że dziecko będzie niepełnosprawne. Komu eliminowanie niepełnosprawnych dzieci służy? Nikomu. Więc zasadne staje się pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć sami: Odpowiedzmy sobie sami, czy mamy prawo, my jako parlamentarzyści, decydować o tym, że taka aborcja będzie legalna? Kwestię czy mają prawo oni, jako parlamentarzyści, decydować o tym, że taka aborcja będzie nielegalna pozostawmy otwartą. Dalej poseł Mularczyk odsłania karty dochodząc do clou boskiego planu: Czy mamy prawo decydować o tym, że niepełnosprawne dziecko nie ma prawa do życia?

No właśnie, mają? Posłowi Mularczykowi Arkadiuszowi wtóruje poseł Górski Artur - Fundamentalną sprawą jest ochrona życia ludzkiego, w związku z tym pytanie powinno brzmieć nie – czy odbierać prawo kobietom zgwałconym do aborcji, ale – czy mamy prawo zabijać zdrowe dzieci poczęte w wyniku czynu zabronionego. I dalej Zadaniem państwa jest stworzyć takie warunki, żeby kobiety były objęte jak największą pomocą i ochroną ze strony państwa, aby mogły urodzić te dzieci. Tak. Ochrona jest sprawą fundamentalną. Zwłaszcza jeśli nic nie kosztuje chroniącego. Należy też zadbać o gwałcącego. W końcu jest dawcą życia, co powinno być okolicznością bardzo łagodzącą. A jeśli nawet bóg nie kierował jego krokami, to na pewno w jakimś celu wyposażył w możliwości.

Machiaweliczny plan zmiany Polski w państwo kalek może się powieść, czego dowodzą ostatnie głosowania w sejmie. W PO znajdzie się wystarczająco dużo inteligentnych po bożemu, żeby taki projekt przepchnąć. A nawet jeśli nie, to losy zgwałconej czternastolatki, która nie mogła przeprowadzić legalnej aborcji, a na straży doktryny stanął nawet sąd próbując odebrać prawa rodzicielskie matce, świadczą o tym, że plan awaryjny jest wcielany w życie. Dowodzi tego również opinia szpitala: U płodu nie stwierdza się ultrasonograficznie wad narządów wewnętrznych, a zespół Downa nie musi oznaczać ciężkiego upośledzenia ani nie jest zagrożeniem życia. Pani prof. Jana Skrzypczak, ordynatorka kliniki rozrodczości uważa, że Nigdy nie wiadomo, jak głęboko upośledzone będzie dziecko. Są takie, które bez problemów kończą szkołę specjalną. To dziecko nie miało wady serca, USG nie wykazało zmian w innych narządach wewnętrznych.

Dzieci, które bez większych problemów skończą szkołę specjalną oraz te, które nie skończą, to nasza nadzieja na przyszłość. Stworzą w środku Europy państwo mlekiem i miodem płynące. I chwalić będą pana na kolanach. Nawet bez pianki. Pytanie jednak pozostaje otwarte – co Kościołowi z parafian, którzy nie są w stanie docenić, dostrzec lub w ogóle zrozumieć jak wielki dar dostali od boga wszechmogącego i jak niemiłosiernie miłosierny jest on gwarantując im cierpienie przez całe życie?

Dodaj komentarz