EKG, czyli bloger pyta, redaktorzy…

Równo rok temu Premier Donald Tusk, podobnie jak dziś, zadeklarował, że bierze wszystko na siebie. I że jest gotów „zapłacić każdą cenę” za wprowadzenie zmian. - Ja jestem gotów zapłacić każdą cenę. Dedykuję te słowa moim najbardziej zagorzałym krytykom, którzy byli do niedawna kojarzeni z obozem politycznym, w którym jestem - zadedykował swoje słowa swoim najbardziej zagorzałym krytykom.

Przypomniał, że bez zmian narastałby deficyt budżetowy i trzeba by było ciąć wydatki i podnieść podatki. Odbiłoby się to szczególnie na dochodach między innymi emerytów i rencistów, co przed wyborami nie byłoby wskazane. – Jeżeli mam zapłacić cenę polityczną, to powiem otwarcie: wolę przegrać wybory niż powiedzieć podatnikom, że te 200  miliardów (tyle zyska budżet na zmianach – red.) będzie szukać się w ich kieszeni – stwierdził premier dając do zrozumienia, że 200 miliardów znalazł w swojej.

Udało się. „Reforma emerytalna” została przepchnięta i klepnięta, OFE zostały poskromione. Minął rok i pan Premier równie zdeterminowany i z równym pośpiechem przepycha kolejną „reformę emerytalną”.

Dlaczego radio Tok FM nabrało wody w usta w sprawie OFE? Dlaczego w każdym programie ekonomicznym można usłyszeć uzasadnienie „konieczności przedłużenia” wieku przechodzenia na emeryturę, a o jedynym sensownym, logicznym systemie, który uniezależnia emerytury od demografii i bezrobocia, który ten rząd rozmontował, cisza? Panie Mosz? Panie Głogowski? Po co zachęcacie do oszczędzania na starość? Żeby rząd miał na czym położyć łapę?

Dodaj komentarz