Dyktatura ewangelii Polsce potrzebna jest

Takie będą rzeczpospolite jak ich młodzieży chowanie.

Prawda. Ale niestety nie cała. Ponieważ takie będzie młodzieży chowanie, jakiej kadrze owo chowanie zlecone zostanie. A kadra jest już zwarta i gotowa i w czyn mozolnie przekuwa słowa.

Krzysztof Szczerski (ur. 1973) to doktor nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ oraz w Wyższej Szkole Biznesu National-Louis University w Nowym Sączu, członek Klubu Jagiellońskiego. Ostatnio wielką furorę robi cytat z jego publikacji. Tyle, że jest to wyimek większej, bardziej przerażającej całości. Przerażającej z tego względu, że wprowadzanej w życie na naszych oczach!  Warto więc najpierw rozejrzeć się wokół, przypomnieć sobie fakty i wydarzenia, a potem sięgnąć po scenariusz by skonstatować, że z jednej strony wszystko w porządku, że tak miało być, a z drugiej, by dowiedzieć się co będzie dalej. Aby wszystko było jasne cele zostały nakreślone w roku 2006. Czyli wtedy, gdy do władzy doszła prawica. Wielce wymowny jest też tytuł — Polska – republika wyznaniowa, III RP – 16 lat i wystarczy. Zapraszam do porażającej lektury.

Jednym z wątków debaty publicznej w Polsce, który, będąc bardzo głośnym u progu III Rzeczpospolitej1, obecnie zamarł i, jeżeli powraca, to jedynie w skarykaturyzowanej formie „od niechcenia i dla zasady”, jest kwestia miejsca religii i Kościoła w państwie. To duży błąd. Zagadnienie to bowiem staje się dziś znów bardzo aktualne i, w moim przekonaniu, jest fundamentalne dla debaty o dalszym rozwoju Polski.

Jeżeli uznajemy – a świadczą o tym wypowiedzi zarówno zwykłych ludzi, jak i uczonych analityków – że duża część problemów, jakie nękają III RP ma swoje podłoże w kryzysie postaw indywidualnych i społecznych, który jest w istocie kryzysem moralności, to nie ma powodu, by nie stwierdzić, iż również naprawa naszego państwa powinna nadejść poprzez radykalną i konsekwentną odnowę moralną sfery publicznej w Polsce. Odnowa taka jest możliwa jedynie poprzez odniesienie zasad działania sfery publicznej do porządku, który od jej decyzji jest w pełni niezależny, a który jednocześnie formułuje czytelne zalecenia co do jej funkcjonowania. Porządkiem takim jest religia. Powyższe stwierdzenia oznaczają, że dla przywrócenia ładu publicznego w demokracji niezbędne jest istotne ograniczenie przestrzeni politycznej z jej mechanizmem decydowania opartym o wolę większości. Wyłączone powinny z niej być obszary zasad fundamentalnych regulowanych przez wyższy porządek. Przestrzeń polityczna nie powinna bowiem decydować o swych własnych granicach, lecz być limitowana przez zewnętrzne źródło norm i wartości. Jednym z problemów współczesnej polityki jest bowiem jej niczym nieograniczana konkwista – zawłaszczanie coraz to nowych obszarów i poddawanie ich regułom dyskursu politycznego. Jednocześnie prawo tworzone i wykonywane przez instytucje państwa nie powinno opierać się na dysonansie pomiędzy normami kodeksowymi a normami moralnymi. Organy władzy publicznej swą pierwszą i najistotniejszą legitymizację czerpać powinny nie tyle z wypełnienia wymogów proceduralnych i posiadania matematycznej większości w jednostkowym głosowaniu w odpowiedniej izbie parlamentu, lecz z gwarancji wypełniania moralnych powinności wobec narodu czy wspólnoty lokalnej. Najważniejszą z tych powinności jest dbałość o dobro wspólne poprzez mobilizację ludzi do działania na rzecz własnego rozwoju i współdziałania w tym zakresie z innymi i tym samym tworzenia dobra nadrzędnego.

Powyższe uwagi prowadzą do wniosku, że najważniejszą rolą religii w życiu publicznym jest gwarantowanie wolności politycznej poprzez przeciwstawianie się uzurpacji większości. Bariery takiej nie stawia żaden z porządków tworzonych przez samych ludzi – od Deklaracji Praw Człowieka po Kartę Narodów Zjednoczonych czy państwowe konstytucje. Wszystkie one bowiem czerpią swą moc ze zgody proceduralnej i w takim też trybie mogą być modyfikowane przez przypadkową większość. Wszystkie odwołują się do gwarancji wypływającej z kruchej zgody żyjących tu i teraz co do ich ważności, która to zgoda może być łatwo zburzona na przykład przez nadejście kolejnego pokolenia posiadającego liczebną większość lub zmian w składzie etnicznym danej społeczności. Nowa większość może zmienić zasady działania na niekorzyść starej i to w taki sposób, że twórcy ancient ordre’u mogą zostać w imię tych zasad całkowicie fizycznie wyeliminowani. Na tym polega choćby zagrożenie regulowania dopuszczalności eutanazji przez zdrowych i młodych obywateli, dysponujących większością głosów, co już dziś powoduje, zauważalny statystycznie, exodus chorych starców z Holandii do Niemiec w obawie, że w kraju tulipanów zostaną zgładzeni przez demokratyczną większość złożoną z ich dzieci i wnuków. Debata o znaczeniu wartości w demokracji przestała być już subtelnym zniuansowanym problemem troski filozofów, lecz brutalnie wkroczyła w ludzkie życie. Demokracja albo będzie religijna, albo nie będzie jej w ogóle.

O ile zgodzimy się co do tezy o podstawowym znaczeniu religii dla kształtowania współczesnej demokracji, to kolejnym krokiem rozważań powinno być pytanie: co oznacza to dla Polski? Otóż odpowiedź może być, moim zdaniem, tylko jedna. Polska jako państwo i Polacy jako naród w swej przytłaczającej większości są w stanie odczytać (czyli zrozumieć) nakazy i porządek płynący jedynie z chrześcijaństwa. Z tego też powodu to moralność chrześcijańska, kodyfikowana przez Kościół katolicki, jest jedynym dostępnym powszechnemu doświadczeniu Polaków zbiorem zasad, które mogą regulować sferę publiczną. Tu nie ma miejsca na żadne dywagacje. Nie chodzi o fundamentalizm, ale o zdrowy rozsądek. Jedynie siłą można próbować socjalizować Polaków do życia w innym porządku wartości, ale zaiste nie sądzę by nawet współczesne środki masowego przekazu, zadufane w przekonaniu o swej wszechmocy, były w stanie dokonać tu znaczącego przekształcenia duchowego wnętrza Narodu. Jest tak choćby dlatego, że przekształcenia na taką skalę dokonać może tylko siła, która sama ma bogaty świat wartości, tymczasem ze strony pop-kultury otrzymujemy w ofercie jedynie powierzchowny przekaz prostych zasad sprowadzających się do hedonizmu opartego na instynkcie posiadania.

Jednocześnie, dla każdego, kto bez uprzedzeń zapoznał się z moralnymi nakazami katolicyzmu odnoszącymi się do przestrzeni publicznej, zwłaszcza tymi głoszonymi po II Soborze Watykańskim i w nauczaniu papieża Jana Pawła II, jasne jest, że nie jest to zestaw zasad, który kogokolwiek z gruntu by wykluczał, poniżał czy pozbawiał praw, co nie oznacza, że nie przekazuje on ścisłych pozytywnych nakazów zachowania. Z tego właśnie punktu widzenia może się on stać podstawą ładu publicznego w państwie. Trudno w tym miejscu o jakikolwiek rozsądny i pełny wykład nauczania społecznego Kościoła. Warto jednak pamiętać, że żaden z programów politycznych demokracji nie głosi tak konsekwentnie postulatu solidarności z bezbronnymi, współodpowiedzialności społecznej czy wolności wynikającej z godności każdej osoby ludzkiej. Jednocześnie jest to program, który pozwala jasno oddzielić zachowania budujące ład społeczny od tych, którego mogą go naruszyć w imię dóbr partykularnych.

Postulat wprowadzenia w Polsce radykalizmu cnót chrześcijańskich w sferze publicznej nie oznacza stworzenia państwa wyznaniowego w rozumieniu ustroju, w którym całość spraw prywatnych i państwowych jest regulowana przez prawo kościelne. Postulat ten oznacza uczynienie z Polski republiki wyznaniowej. Przez pojęcie to rozumiem połączenie zasad republikanizmu (w tym wolności indywidualnej) z obowiązkiem bezwzględnego przestrzegania ładu moralnego w sferze publicznej, nad czym pieczę sprawować powinno prawo państwowe.

Republika wyznaniowa to kraj, w którym nie istnieje w sferze publicznej rozróżnienie między zachowaniami niemoralnymi a karalnymi, bo to co niemoralne jest karalne. Republika wyznaniowa to kraj, w którym nakazem władz publicznych jest kierowanie się w praktyce polityki tym, co Jan Paweł II nazywa „zmysłem moralnym”, dla którego podłożem jest zmysł religij ny. Jego nakazy to: uczciwość w kontaktach między rządzącymi i rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bez stronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę2. Budowa republiki wyznaniowej to nie program fundamentalizmu religijnego, lecz fundamentalizmu moralnego i taka też powinna być polityka polska.

Polsce w sferze publicznej potrzebna jest dziś dyktatura Ewangelii, która radykalnie zaprzeczy wizji państwa opartej o całkowitą „przejrzystość aksjologiczną” i oparcie jej wyłącznie o konstrukcję proceduralno-instytucjonalną, gdyż III RP jest dramatycznym dowodem na to, że taka konstrukcja jest skazana na liczne patologie i w efekcie na krach. Model państwa aksjologicznie neutralnego, opartego o demokratyczną zgodę proceduralną i społeczeństwa wolnych jednostek, opartego o wewnętrzną konkurencję, posiłkującego się kulturą masową dostarczaną przez media, nie funkcjonuje. Krach ten nie jest jednak bezbolesny, bo szkody, które zostały w tym czasie wyrządzone, będą trudne do naprawienia.

Bez radykalizmu ewangelicznego pogłębiać się będzie obecny stan, w którym w społeczeństwie puszczają szwy ostatnich więzi, bo polskie życie publiczne jest głęboko poranione, gdyż nie ma w nim autorytetów, świadomości historii, zdolności do odróżnienia honoru i zdrady, dumy narodowej, patriotyzmu czyli miłości Ojczyzny i solidarności. W warstwie społecznej bardzo często powracamy do „stanu natury Hobbesa”, w którym naturalnym zjawiskiem jest nieufność i zaniepokojenie obecnością drugiej osoby, którą postrzegamy jako konkurenta lub wprost potencjalnego bandytę. Bez radykalizmu ewangelicznego pozostaniemy państwem, w którym z dużym trudem, ale coraz skuteczniej, politycy wmawiają obywatelom absurdalną pod względem logicznym tezę, że przyzwoitość i niekaralność to to samo, czyli, że dopóki ktoś nie zostaje skazany prawomocnym wyrokiem (czyli po wszystkich apelacjach i zagrywkach kruczkami prawnymi), to nie ma powodów, by go publicznie strofować za zachowanie i wyciągać wobec niego konsekwencje polityczne.

Republika wyznaniowa jest Polsce potrzebna także z powodu kondycji społecznej i materialnej naszych obywateli. Tylko radykalizm cnót ewangelicznych, wpisany w ustrój państwa, stanowić może gwarancję zaangażowania władz publicznych w troskę o los najuboższych i tych, którzy – jak to się eufemistycznie mówi – „przegrali w procesie transformacji”. Kraj, w którym istnieje przeszło 20% realne bezrobocie nie może być krajem neutralnego porządku publicznego, gdzie władze przez lornetkę oglądają poczynania obywateli i wzbraniają się przed ingerencją w ich los, uznając za ważniejszy odpowiedni poziom deficytu budżetowego. Reforma finansów publicznych powinna być reformą ewangeliczną, opartą o solidarność i uczciwość, a nie przetargiem interesów różnych grup nacisku. W przeciwnym razie, w ramach dynamiki dyskursu politycznego, głosy osób, które są pozbawione szans w nowym oligarchicznym modelu gospodarki polskiej, przechodzą na ugrupowania populistyczne. Bo też i populizm jest karykaturalnie wykrzywionym obliczem wołających o minimum zaangażowania władzy w los obywateli i współodczuwania ich trosk. Nie oznacza to, że republika wyznaniowa to państwo etatystyczne. Wręcz odwrotnie – to państwo pomocnicze, czyli takie, które jest gwarantem dóbr a nie koniecznie ich bezpośrednim dostarczycielem.

Potrzeba zatem dziś Polsce radykalnej odnowy moralnej. Nadszedł czas rewolucji fundamentalistycznej. Musimy przywrócić ład w sferze publicznej wedle dziesięciu podstawowych wartości: patriotyzmu i szacunku do tradycji, prawdy i honoru, solidarności i godności człowieka czyli zaangażowania, sprawiedliwości, jawności i uczciwości oraz odpowiedzialności.

 

_____________________

1 Pełne omówienie tej debaty przedstawia Jarosław Gowin, Kościół po komunizmie, Kraków-Warszawa 1995, szokujące dziś cytaty z ówczesnych wypowiedzi znanych autorytetów można znaleźć w zbiorze Spór o Polskę 1989-99, pod red. Pawła Śpiewaka, Warszawa 2000, s. 363-480.
2 Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 101, tekst wydania polskiego: Wrocław 1994, s. 151.

Myślę, że tyle na raz wystarczy. Jeśli ktoś jest nienasycony i chce więcej całość znajdzie tutaj. Jeszcze tylko dla porządku odnotujmy robiący furorę wyimek wstawiając go z powrotem w kontekst:

Republika wyznaniowa nie potrzebuje zmian instytucjonalnych w systemie politycznym, bo to nie system, a ludzie mogą być niemoralni. Zatem postulaty reformy ustrojowych należy sprowadzić do trzech jedynie elementów.

Po pierwsze należy przeprowadzić konsekwentną reformę prawa – w tym kodeksowego, które zaczęłoby egzekwować wartości wynikające z katalogu cnót chrześcijańskich. Zgodnie z zasadami republikańskimi nie będzie to oznaczać nakazów religijnych praktyk w życiu prywatnym obywateli, ale będzie wymagać realizacji wynikających z religii zasad moralnych w sferze publicznej, która obejmuje także takie kwestie, jak życie ludzkie, kultura, funkcja socjalna państwa itp.

Po drugie należy wprowadzić nowe ustawodawstwo wspomagające moralne zaangażowanie sfery publicznej. Przykładami mogą tu być przepisy regulujące automatyczną utratę mandatu politycznego przez osoby działające niemoralnie w sferze publicznej (czego przykładem jest choćby głosowanie na dwie ręce, które dziś nie powoduje żadnych konsekwencji, a posłowie którzy w ten sposób oszukiwali, są obecnie ważnym ogniwem parlamentarnej arytmetycznej większości rządzącej), czy też przepisy chroniące dzieci przed nieprzyzwoitym przekazem w środkach masowego komunikowania wyrządzającym nieodwracalne szkody psychiczne (dziś ochrona ta jest fikcją, a obywatelski projekt ustawy w tej sprawie ślimaczy się wobec braku zainteresowania nim ze strony instytucji państwa).

Po trzecie, w wymiarze instytucjonalnym, należy przekształcić izbę wyższą parlamentu w reprezentację osób zaufania publicznego, w tym przedstawicieli kościołów chrześcijańskich z dominującą reprezentacją Episkopatu Kościoła katolickiego.

Republika wyznaniowa to nie nowy konstruktywizm ani utopijny projekt. To zwycięstwo rozsądku nad uzurpacją rozszalałej demokracji. Droga do niej nie wiedzie przez rewolucję hufców religijnych, lecz przez uświadomienie sobie przez Polaków potrzeby takiego uporządkowania sfery publicznej, który gwarantowałby jej stabilny ład poprzez odwołanie się do zasad wyższych niż zmienne preferencje demosu i sprawne manipulacje współczesnych trybunów ludowych. Powstanie republiki wyznaniowej to, w pewnym skrócie, kwestia wynalezienia kamienia filozoficznego, który zamieniłby dzisiejszą „zasadę pierwszą” polityki, składającą się ze wspomagających się kultów: pieniądza (posiadania) i nagiej siły, na nową „zasadę pierwszą”, dzięki której te same instytucje ustrojowe działałyby wedle kultu cnót ewangelicznych. W moim przekonaniu nie jest to zadanie niemożliwe do wykonania, a jego spełnienie leży w rękach pokolenia obecnych młodych profesjonalistów o duchowości religijnej ukształtowanej przez nauczanie Jana Pawła II. Potrafią oni łączyć wysoki poziom kompetencji z ładem wewnętrznym. Republika wyznaniowa może być dla nich „projektem pokoleniowym” także dlatego, że tylko ona gwarantuje, w swym bardzo pragmatycznym wymiarze, to, że dzięki przejrzystości i uczciwości zwyciężają najlepsi.

Zaznajomiwszy się z wytycznymi łatwiej zrozumieć otaczającą rzeczywistość. Łatwiej także zrozumieć i przyjąć do wiadomości, że tak jak budowa socjalizmu trwała aż do całkowitego zrujnowania kraju, tak i budowa republiki wyznaniowej będzie trwała tak długo, jak się da. Kadry już są, a do parlamentu także dostają się ludzie starannie wyselekcjonowani, który z wytyczonej drogi nie zejdą. Tych zaś, którzy próbowaliby szybko sprowadzi się na dobrą drogę w wypróbowany sposób, który niejednokrotnie sprawdził się przy rozbijaniu antysocjalistycznego i antyklerykalnego fermentu. Ostatnio po mistrzowsku rozegrano i rozbito Ruch Palikota, przy okazji zmuszając lidera do przeprosin za „zbyt radykalną” względem Kościoła Katolickiego postawę. Innym sposobem na marginalizację antyklerykalnej lewicy są byli ministranci w kręgach kierowniczych. Na przykład członek biura politycznego KC PZPR w kilka lat partię cieszącą się sporym poparciem i regularnie wygrywającą wybory sprawnie przekształcił w ugrupowanie bez znaczenia, które ma duże szanse całkowicie zniknąć ze sceny.

Dodaj komentarz


komentarzy: 2

  1. Czy oprócz uczestników debat, rozwiązań prawnych, przyjaciół – polityków, przyjaciół – dziennikarzy obywatele Rzeczpospolitej wiedzą o tych knowaniach? Nie mam takiego wrażenia.

    Czy w jakimkolwiek medium zrobiono analizę głosowań posłów pod ustawami, gdzie chodziło o interes Kk? Czy wyborcy mają świadomość jak reprezentujący ich poseł działa na szkodę państwa? Jak reprezentuje swoją „wiarę”, a nie ich interesy?

    Problemem jest to, że nie ma medium nie ukierunkowanego. Nie ma podającego osobno wiadomości, a osobno komentarze podpisane. Teraz jest wszechobecna papka medialna.Kiedyś kupowałam Przegląd. Teraz czasami wchodzę na ich stronę. I gdy czytam Bronisława Łagowskiego, to wydaje mi się, że wsiadłam w wehikuł czasu i pojechałam wstecz.

    Rozumiem, że dziennikarz prezentuje swoje poglądy.Ale nie chcę czytać ich agitek. Prawo dziennikarskie chroni ich z innego powodu. Jak na razie jest w ogóle niepotrzebne, bo to tylko partyjni stronnicy.

    A ten nowotwór słowny republika wyznaniowa ma wartość jak demokracja ludowa, ale wyznaniowa jest bardziej opresyjna. Można zrozumieć skąd te głosy o potrzebie zmiany Konstytucji. Można spodziewać się dużej aktywności kleru. Bo jak nawet jakiś ksiądz nie zechce brać w tych hockach-klockach udziału, to czeka go los Lemańskiego.

    Miałam intuicyjne obawy. Pokazałeś realne powody by się bać.

    Czy nie powinieneś tego wpisu umieścić na TOK? Ze względu na ważny temat?

    Ilu ludziom zechce się wytężyć umysł i przeczytać? Lepiej posłuchać wyjaśnień, objaśnień. I wszystko ku chwale bożej, obowiązkach katolika, by potem „ze spokojem sumienia” zagłosować. Narzekanie przecież nie jest zakazane. Jeszcze nie.

    Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie…” I Rzeczpospolita ma swoje wychowane dzieci na potrzeby kleru…..Wychowane bez sprzeciwu swoich obywateli.