Spalmy na stosach… gotowe czekają

Jeśli to nie są książki typowo historyczne, to w czytaniu innych największą przyjemność sprawiają mi opisy obyczajów. Nawet gdy są tylko tłem, to dają wyobrażenie jak wygląda rzeczywistość w innych krajach. Ostatnio czytałam książkę Eleny Ferrante o dwóch bohaterkach urodzonych w 1944 r w Neapolu, w biednej dzielnicy. Porównując naszą PRL.owską rzeczywistość do tego co było w południowych Włoszech, to powiem, że u nas nie było aż tak źle. A możliwości zdobycia wykształcenia były nieporównanie łatwiejsze. Południe a północ Włoch to dwa różne kraje. O innej kulturze dnia codziennego, wysokiej kulturze, innej obyczajowości. W Polsce są różnice, ale nigdy nie były aż tak wielkie. Dam przykład. W 1980 r językiem jakim porozumiewano się we wspomnianej dzielnicy była gwara.Niezrozumiała dla innych spoza tego obszaru.  A język literacki nie był w codziennym użytkowaniu. Brutalność obyczajów, przemoc domowa, niższa ranga kobiet, zależność od męża, konieczność wyjścia za mąż by nie żyć w pogardzie od otoczenia, jakże różniła się od życia kobiet w PRL.

Imigranci i ich życie w Szwecji przedstawiane są jako wzorcowe. Wprawdzie są doniesienia, że umieszczono ich w biednych (dla Szwedów) dzielnicach, że straż pożarna albo pogotowie tam nie wjedzie z obawy o swoje życie, ale poza tym niewiele wiadomo o stosunku do nich szarego Szweda. Donosi się, że nie stwarza się im możliwości integracji. Nie wymusza przez nauczanie języka, prawa i znajomości obyczajów. Pisarka kryminałów Camilla Lackberg w książce Czarownica napisała takie słowa: „”Poczuł się zniechęcony. Znał swoich ziomków. Nigdy nie przyjmowali z otwartymi ramionami obcych czy choćby innych pod jakimś względem”  Szwedzi znani są ze swojego zamknięcia się na sąsiadów z ościennych krajów. Autorka mieszka w małym miasteczku Fjallbacka i tam umieszcza akcję. Samo przestępstwo jest jakby tylko powodem by pokazać naturę Szwedów. Ich niechęć, wrogość do przybyszów, co uniemożliwia im aklimatyzację w nowym, obcym kulturowo, klimatycznie, obyczajowo miejscu. Nie ma żadnych przesłanek by imigrantów podejrzewać o cokolwiek, ale nawet ich pomoc w poszukiwaniu zaginionego dziecka, obracana jest przeciwko nim. To imigranci są winni. Ośrodek na podstawie plotek został podpalony.

Wczoraj narodowcy demonstrowali. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie umieszczone hasła na transparentach. Na wielu z nich było nawoływanie do rozwiązania problemu, hasła pełne nienawiści. Zresztą to była reakcja na co najmniej „dziwne” finansowe powody żądań Izraelitów. Stosunek do imigrantów jest znany. I rządu i sternika dusz KK i większości obywateli przypomina ten z cytatu z książki Lackberg. W sferze niechęci do obcego Polacy są podobni. By sięgnąć do obyczajów dalszych, to chłopak z obcej wsi starający się o pannę, by wrogiem, był złodziejem, przywłaszczycielem, którego należało co najmniej zniechęcić przez obicie go.

Europejczycy uważają się społeczeństwa nowoczesne, światłe, wykształcone. jednak w obyczajowości pozostało wiele z dawnych pra plemiennych obyczajów. Jeśli mężczyzny nie brano jako jeńca, to kobiety i dzieci chętnie. Kobiety rodziły dzieci już w nowym plemieniu, dzieci były wychowywane według plemiennych zasad na swoje. To było wieki temu i w wielu wypadkach pozostało.

Czy gdyby była szansa na bezkarność za spalenie innych na stosach, to zapłonęłyby one, czy nie?  Przecież w różnych grupach „prawdziwych” też są niesione hasła lub wznoszone okrzyki: „spalić ich”!!! „do pieca z nimi, spalić ich”. 73 lata temu zakończyła się jedna z najokrutniejszych wojen.  Społeczeństwa miały możliwości kształcenia się, zdobywania dostępności do zarobkowania. Dlaczego powstaje niespokojność, ferment, a obcy to dobry pretekst by go rozdmuchać? Czy to tylko spłycenie zasad, czy potrzeba….. wojny?

Dodaj komentarz


komentarzy: 14

  1. Zresztą to była reakcja na co najmniej „dziwne” finansowe powody żądań Izraelitów.

    Uwierz mi że kasa to podstawa tej hucpy. No i kolejny raz powtarzam: to nie IZRAELICI. Obywatelami Israel są także. np. Palestyńczycy.Jak wiele osób nieśmiało twierdzi, to oni mogą być potomkami Hebrajczyków zmuszonymi do przejścia na islam groźbą śmierci. Pisząc o Izraelitach, popełniasz taki sam błąd jakbyś używała określenia Polanie, gdy piszesz o obywatelach Polski.
    ps. Gdy nasi północni znajomi wymyślili sobie hasło „poznaj swojego sąsiada” przyniosło to dość nieoczekiwane skutki.

  2. Hmm…

    Odnośnie Szwecji – nie wiem na ile mieszkańcy Fjallbacka są reprezentatywni dla całego kraju, ale interesującym faktem może być to, rządząca krajem dynastia monarsza to też pokolenie imigrantów. Ba, jej założyciel nie miał nawet arystokratycznych korzeni. Nazywał się Jean Baptiste Jules Bernadotte i wywodził się z drobnego mieszczaństwa, z niewielkiego Pau u stóp Pirenejów. Wybił się tylko i wyłącznie dzięki rewolucji francuskiej. Został generałem w armii napoleońskiej, co przed rewolucją dla mieszczanina było czymś nieosiągalnym. 

    W 1810 roku do Paryża przybyło szwedzkie poselstwo. Wśród delegatów był pułkownik Carl Otto Morner, który zadał Akwitańczykowi pytanie: „czy nie zechciałbyś panie zostać królem Szwecji…” Niektórzy to naprawdę mają w życiu mnóstwo szczęścia, czyż nie?

    Odnośnie demonstracji tak zwanych „narodowców” – pojawił się na niej transparent o treści „zdejmij jarmułkę, podpisz ustawę”. Czy przypadkiem nie ma tu obrazy państwa polskiego?

    1. Czy mieszkańcy miasteczka są reprezentatywni? Przypuszczam, że tak, bo autorka chciała przedstawić problem imigrantów. Z innych źródeł wiem, że niechęć do migrantów wzrasta. Już nawet politycy, którzy dbają o poprawność, zaczynają mówić, że przyjęto ich zbyt dużo. Nie istnieje (w znacznej części) integracja. Policjant, który przyjechał do Szwecji jako dziecko z rodzicami, wziął kilka dni urlopu by z młodzieżą po arabsku rozmawiać o perspektywach. Ubrany w mundur był wzorem, że można zmienić swój los. A młodzi patrzyli, podziwiali, że można zmienić swój los. Takich propozycji z urzędu nie było.

      Szwedzi to bardzo zamknięte społeczeństwo. Pierwsi wprowadzili rodziny dwupokoleniowe i…..samotność starych. O ile poprzednie pokolenie odwiedzało rodziców w domach opieki (łatwo, bez problemów dostaje się miejsce), to już obecni młodzi stwierdzają, że: mają dobrą opiekę, nie trzeba ich odwiedzać. „Nie ma róży bez kolców”, a „raj na ziemi nie jest niebiański”

      Co do obrazy prezydenta to …..są wyjątkowi, którym wolno i ci karani, którym waadza się nie podoba ;-))

      1. > „Czy mieszkańcy miasteczka są reprezentatywni? Przypuszczam, że tak, bo autorka chciała przedstawić problem imigrantów.”

        Przypuszczam, że jednak nie, bo własnie przeczytałem, że miejscowość nie liczy nawet tysiąca mieszkańców…

        1. Dla portalu oko.press 1000 to wystarczająca liczba, żeby wyciągać daleko idące wnioski, a dla pisarki miałoby być za mało? Odnoszę wrażenie, że szukasz dziury w całym. Tezą wywodu było, że nikt nie lubi imigrantów, a niektórzy sobie z nimi nie radzą. I akurat to jest prawda. Jeśli nie chce mieć kłopotów się, to nie należy ludzi zamykać w gettach i dopuszczać do tego, by nie znali nawet języka kraju, w którym przyszło im żyć.

        2. Miejsce akcji to nie miejsce problemów. Bo podpaleń siedzib emigrantów było dużo. Może stąd ta książka skupiająca się na zdarzeniu jakim jest wrogość do migrantów sporej części społeczeństwa. Przecież literatura to nie dokument. Akcja mogłaby być tam, gdzie mieszka sto osób. Ważny jest poruszany problem.

          Z mojej strony to nie jest krytykowanie Szwedów, a wskazanie podobieństw zachowań społeczności w różnych państwach. W tym wypadku bardzo różnych. Niby są inni, a też mają swojego wroga. Też mają czarownice do spalenia na stosie.

          Gazeta Skanska Dagbladet: „Lackberg uświadamia nam wstrząsającą prawdę, że każda epoka ma swoje procesy czarownic.”

          Czy swoistym procesem czarownic nie było skazanie organizatorki marszu w Polsce?

          1. > „Bo podpaleń siedzib emigrantów było dużo.”

            Dużo to moja ulubiona liczba.  ;)

            Pewna doza ostrożności wobec przekazu medialnego zawsze jest wskazana. Podam tutaj przykład dziennikarki, pani Magdaleny Rigamonti, piszącej dla „Dziennika Gazeta Prawna”. Poważnego i szanowanego medium. Także samą dziennikarkę uważam generalnie za obiektywną – no, uważałem za taką do niedawna, bowiem dała się straszliwie wkręcić i popisała się skrajną nierzetelnością. Chodzi o poniższy artykuł:

            Podpalenia i swastyki. Niemiecka prowincja przeciwko uchodźcom [WYWIAD DGP]

            Artykuł wywołał burzę, szczególnie na portalach tak zwanych „prawicowych”, ale tylko do momentu, aż znalazła inna dziennikarka, pani Ewa Wanat, która postanowiła udać się do Bawarii i na miejscu zweryfikować jego treść. Tekst został opublikowany w – moim zdaniem – najbardziej obiektywnym i najbardziej rzetelnym medium prasowym w Polsce, w „Tygodniku Powszechnym”:

            Uchodźcy z niemieckiego raju

            Paczesny twierdzi, że w 2015 r. było w okolicy 600 podpaleń. Sprawdzam w Federalnym Urzędzie Kryminalnym. W całych Niemczech w 2015 r. było 95 podpaleń. Bardzo dużo, pięć razy więcej niż rok wcześniej. Ale to wciąż nie jest „600 w samej Bawarii”. Najbliżej w Vorra, cztery kilometry od Rupprechtstegen, dwa lata temu płonął świeżo wyremontowany dom. Na ścianie ktoś namalował swastykę i hasło „azylanci won”. Po półtora roku policja złapała właściciela i pracownika firmy, która dom remontowała i nie skończyła go w terminie. Firmie groziła kara finansowa. Podpalili więc dom i podrzucili policji fałszywy trop. Co ciekawe, właściciel firmy też był uchodźcą, z Bałkanów. Kara doprowadziłaby go do bankructwa.

            Gdyby jeszcze pani Rigamonti potrafiła się przyznać do błędu , że zbyt łatwo zaufała swojej rozmówczyni, że nie dopełniła staranności w zachowaniu rzetelności i obiektywizmu, można byłoby jej tę wtopę wybaczyć. Niestety, postanowiła się całkiem pogrążyć:

            Tygodnik Powszechny i Ewa Wanat atakują Magdalenę Rigamonti. Ślepakami

            W odpowiedzi pani Wanat pokazała Rigamonti czym jest odpowiedzialność za słowo…

            Cała nieprawda o uchodźcach

            … słowo, które kształtuje opinię w społeczeństwie, z czego ta druga najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy. Ot, napisać coś tylko i odebrać wierszówkę, a motłoch niech się cieszy, że może przeczytać coś co chce przeczytać.

              1. Się mi wydawało, że nie można wymyślić gorszego systemu komentarzy od tego z Tok. Ale ten edytorek bije wszystko na głowę. Na przykład wkleisz coś z TVN-u i… zniknie. Musisz wysłać, kliknąć Edytuj, wywalić formatowanie (div itp.) i skopiowany tekst pojawi się. Z kolei komentarz zawierający dużo linków nie ukazuje się, bo jest blokowany przez system antyspamowy i muszę go ręcznie zatwierdzać.

              2. Jeśli mam zająć stanowisko, to trudno porównać to co napisała każda z pań. Jedna była tam kilka dni, druga mieszkała dłużej. Co do spadku wartości nieruchomości, to mnie nie dziwi. Tak jak napisałam, ludzie obojętnie z jakiego kraju, ludzie boją się obcego. To, że jest to strach irracjonalny? Państwo lub jego urzędnicy nie przeprowadzili rozmów ze społecznością, która pamięta i Sylwestra w Berlinie i inne napastliwości przybyszów. To jest strach przed utratą spokoju, bezpieczeństwa. I nie należy mu się dziwić i oburzać. Trzeba rozmawiać, informować. Także przybyszów. W książce Lackberg opisuje też drugą stronę. uchodźcy z Syrii, którzy uciekli przed wojną, okrucieństwem i przybyli do Szwecji by tu znaleźć swoje miejsce spotkali się z pozostawieniem samym sobie. Dostali mieszkanie, jedzenie i ….. nudę bezczynności. Ośrodek został podpalony przez szweda, ale inni Szwedzi pogorzelcom przyszli z pomocą, dając im ubrania, zapewniając dach nad głową. Przybysze nie rozumieli tak różnych postaw. Oni znali inne obyczaje, inne normy.

                Przytoczone artykuły pokazują, że to państwo nie stanęło na wysokości zadania. Ani w stosunku do tuziemców, a niw stosunku do przybyszów. Jeśli chodzi o zaludnienie miasteczka przybyszami, to nie byłoby ono pierwsze. Widziałam film z takiej miejscowości, gdzie po ulicach chodzili przede wszystkim Arabowie, kobiety w swoich strojach, a „biały” szedł rzadko, co jakiś dłuższy czas.

                Kto według mnie dał prawdziwszą relację? Nie przychyliłabym się jednak do zdania p.Wanat. Trudno przyjąć jednoznaczność, gdy doświadczenia są inne, strat wartości majątku też ma tu niebagatelne znaczenie.

                1. Na czym polega prawdziwe dziennikarstwo? Należy pojechać do obcego kraju. W obcym kraju należy wyszukać krajana. Z krajanem należy przeprowadzić wywiad nie próbując zweryfikować bajek, które opowiada. Na końcu należy udać się do kasy po należną jak psu micha premię.

                  To potwierdza to, co napisałem o koźle ofiarnym. Owszem, Magdalena Rigamonti dała popis nierzetelnego dziennikarstwa najgorszej próby. A czego popis dali jej przełożeni? Oczywiście nie można mieć pretensji do wydawcy, że wydaje barachło. To jego święte prawo. Gdy swego czasu naczelny Dziennika uznał, że powinien zaproponować czytelnikom, żeby go w dupę pocałowali, to udało się uratować gazetę łącząc ją z Gazetą Prawną.