Bóg się rodzi, moc truchleje…

„… pała na wysokości” jak śpiewa czterolatek. I ma to odniesienie do polskiej rzeczywistości. Pała z lekka łysiejąca rządzi. Rano dzwoniłam do znajomych bliższych i dalszych, czasami samotnych, dla których były to jedyne życzenia. Wszystkie były przyjmowane z radością. To już tak drugi rok z rzędu. Rozmowa, życzenia zamiast kartek. Przy okazji pytałam o znajomych, z którymi nie mam kontaktu. Opiszę dwie osoby mi znane.

S. jest emerytką, kiedyś była wykształcenia podstawowego. Właściwie długo z nią się nie porozmawia, bo brakuje wspólnych tematów. Miała rodzeństwo. Brat zachorował na raka, wtedy żona go zostawiła. O wiele bogatsza i lepiej wykształcona siostra „nie miała warunków” by się nim zaopiekować. S.wzięła brata do domu i otoczyła opieką. Na słowa nawet nie podziwu, a okazania jej szacunku, powiedziała: ot, to nic takiego. Trzeba było mu pomóc, to brat. Nigdy nie słyszałam jej mówiącej o wierze, o swojej wierze.

R. prezentował się jako religijny, co niedziela obowiązkowo w kościele, modlitwy, procesje, duża taca. Jak okazało się oszukiwał wspólników, doprowadził do upadłości wspólną firmę, przedtem przeprowadzając rozdzielność majątkową z żoną. Niedawno widziano go w kościele, gdy z pokornie pochyloną głową szedł do komunii, a potem komunikant brał na ręce. I tu zastanawia jedno: wyspowiadał się uczciwie? a może otrzymał rozgrzeszenie puk puk i idź i nie grzesz więcej. Bo raczej nie wygląda na to by kazano mu naprawić krzywdy wyrządzone innym. Skrzywdzone osoby tym się nie pochwaliły, Raczej o swoich kłopotach związanych z upadłą firmą mówiły.

Takie dwie osoby. Dwie postawy. Do R nie dzwoniłam z życzeniami. Nie cierpię obłudników.

Wszystkim życzę zdrowia, „oby nam się dobrze działo”, *nadziei na poprawę rzeczywistości i rzeczywistą jej poprawę. Szczęścia i wszystkiego najlepszego.

* urywek życzeń, które składał mój Ojciec, bo dla mnie Wigilia to także czas wspomnień z dzieciństwa i wspomnień rodzinnych.

Dodaj komentarz


komentarzy: 5

        1. Spotkałam w życiu tylko JEDNĄ osobę o naprawdę wielkiej, prawdziwej wierze. To moja Mama. Zasady wiary stosowała w życiu. Mnie – niedowiarka już nastoletniego – nigdy nie potępiała, nie straszyła piekłem czy diabłem. Dla niej religia i wiara nie miała różnic. Dzięki Mamie mam tak duże zrozumienie potrzeb duchowych wynikających u innych z wiary.

          Co ciekawe żaden biskup, żaden święty tak mnie nie ukierunkował. Jeśli religia odgrywa w życiu społeczeństwa tak ogromną, siłą narzucaną religię, to trzeba o tym pogadać w dniu świętym. Dodam, że otrzymałam oprócz słownych życzeń, także potem życzenia w treści jakby głoszone przez księdza, a wysłane po pasterce. I w podobnej formie dziś na nie odpowiedziałam. Osoba wysyłająca zna moje poglądy, ja znam jej silny związek z KK, ale „niech się święci…. dzień Bożego Narodzenia” ważne dla wierzących. Dla mnie to tylko tradycja, wspomnienia domu rodzinnego z dzieciństwa.

    1. A wiara – lody, rytuały, kler – śledzie, nie są wymieszane.? Opisałam dwoje znanych mi ludzi. R znałam lepiej i nigdy, nigdy nie spodziewałam się, że dopuści się oszustw doprowadzających do upadku firmy. Zrobił to tak sprytnie (jak każdy oszust), że dwie wspólniczki S.i J mają płacić, bo on jest biedny.