Zburzyliśmy dom, bo kran ciekł

Czy można poważnie traktować specjalistę, który z uśmiechem na twarzy w jednym zdaniu mówi, że aby ugasić pożar nie należy podsycać ognia, a w drugim stwierdza, że „ale skoro się obiecało…”? 14. emerytura. Jeżeli było rzeczywiście obiecane w budżecie, to bym powiedział ‚tak!’ Trzeba dotrzymywać obietnic. Jednak ważniejsze od dotrzymywania obietnic jest mówienie prawdy. Ale przede wszystkim nie można kłamać. Znaczy trzeba powiedzieć wprost, że dosypywanie pieniędzy na transfery społeczne powoduje inflację. Więc nie można mówić, że to jest putinflacja, że inflacje spowodował Putin albo polityka klimatyczna Unii Europejskiej.

Powtórzmy sobie, bo aż wierzyć się nie chce. Doradca ekonomiczny Szymona Hołowni, prof. Paweł Wojciechowski, z szerokim uśmiechem mówi, że dosypywanie pieniędzy napędza inflację, ale można dosypywać i napędzać jeśli się wcześniej obiecało. Czy to oznacza, że po przejęciu władzy Hołownia będzie kontynuował nieodpowiedzialną politykę rządu PiS? Oczywiście nie będzie zwalał na Putina i Unię Europejską, lecz na rząd PiS-u, no bo przecież „to PiS obiecało”, więc on miał związane ręce. Jak wysokiej klasy specjalistą-ekonomistą jest prof. Wojciechowski świadczy jego wypowiedz z maja. Dopóki inflacja będzie napędzana przez nieodpowiedzialną politykę rządu, polegającą na stymulacji popytu rządowego, czyli wydatków rządowych, bo zapominamy, że to nie chodzi tylko o popyt konsumpcyjny, ale przede wszystkim ogromne wydatki rządowe, to rozpasanie, to do tego czasu, kiedy te stopy procentowe nie zduszą gospodarki, to inflacja będzie w dalszym ciągu wysoka i apogeum osiągnie na poziomie 15% tuż po wakacjach. Sam Hołownia zdaje się nie mieć pojęcia, co wygaduje jego własny doradca. Przypominam państwu narrację naszych jaśnie oświeconych rządzących, Mateusza Morawieckiego, ale też tego mistrza świata od ekonomii, który tutaj niedaleko urzęduje, jak opowiadali, że inflacja jest zjawiskiem przejściowym. I jak już się okazało, że nie jest przejściowym to mówili, że latem będzie lepiej. Ten mistrz świata od ekonomii to doradca ekonomiczny Szymona Hołowni prof. Wojciechowski?

Nie trzeba być profesorem ani spoglądać w szklaną kulę, wystarczy zerknąć na dane GUS-u żeby wiedzieć, że inflacja tuż przed wakacjami przekroczyła 15%, a do apogeum daleko. Oczywiście niesłychanie trudno przewidzieć przyszłość, ale doradca, który nie dostrzega tego, co dostrzegają nawet dyletanci, jest równie wiarygodny i kompetentny jak prof. Glapiński, który w maju także zapewniał, że szczyt inflacji będzie miał miejsce w czerwcu-lipcu tego roku. Czy doradca Hołowni od klimatu, też będzie wieszczył, że globalne ocieplenie osiągnie apogeum na przełomie września i października, po czym nastąpi ochłodzenie?

Wydawać by się mogło, że opozycja ma wymarzoną sytuację. Skoro rząd popełnia błędy, prowadzi coraz bardziej nieskuteczną politykę przynoszącą efekty odwrotne od zamierzonych, to z jednej strony wystarczy tylko punktować, wytykać potknięcia, a z drugiej objaśniać dlaczego to, co robi nigdy nie działało, nie działa i nie będzie działało i co trzeba zrobić, żeby wywinąć się z opresji jak najmniejszym kosztem. Tymczasem nic z tych rzeczy. Liderzy opozycyjni peregrynują po kraju i plotą jak Piekarski na mękach, że da się zdusić inflację i wyprowadzić kraj na prostą kontynuując politykę rozdawnictwa. Najbardziej jednak boli, przeraża i dołuje, że czołowy polski polityk, wydawać by się mogło światowego formatu, Donald Tusk, im śmielej mija się z prawdą, tym bardziej karleje. Zamiast wykorzystać okazję, żeby stać się prawdziwym mężem stanu, któremu na sercu leży wyłącznie dobro kraju śmieszy, tumani, przestrasza.

W zeszłym roku podczas czatu zostało mu zadane pytanie: Czy nadal pan uważa, że pieniądze z OFE oraz ZUS nie są Polaków? Tak pan powiedział w 2015 roku. W odpowiedzi Tusk stwierdził, że to jest nieporozumienie, znaczy nie, nie, nie, nie będą przypominał i i i i, znaczy do, dokładnych sformułowań z 2015 roku. Chciałem tylko powiedzieć, i powtórzę to z pełnym przekonaniem, pieniądze, które z OFE przesunęliśmy do ZUS-u są nadal zapisane na kontach wszystkich przyszłych emerytów. Ta interpretacja, że my zabraliśmy Polakom pieniądze z OFE jest nieprawdziwa, niezgodna z faktami. Czy można bezczelniej kłamać? Po pierwsze nie ma mowy o żadnym nieporozumieniu. Tusk uzasadniając nacjonalizację bez odszkodowania zgromadzonych w OFE pieniędzy mówił wprost, expressis verbis, że pieniądze, które są w OFE nie są własnością Polaków. Gdyby były własnością Polaków to każdy mógłby wycofać pieniądze z OFE. Tak jak pieniądze w ZUS-ie nie są własnością Polaków.

Po drugie jeśli tylko „przesunęli”, a nie zabrali, to jakim cudem dług spadł o równowartość „przesunięcia”? Jeśli rodzicom syn zabiera pieniądze i spłaca nimi swoje zadłużenie, a im zostawia „zapis”, to z której by strony na sprawę nie spojrzeć oni tych pieniędzy już nie mają. I nigdy nie będą mieli, bo dochody syna są zbyt niskie i dopłacają do jego utrzymania, co oznacza, że „zapis” ma wartość mniejszą niż nośnik, na którym został sporządzony. Żeby jeszcze dobrowolnie przekazali mu te pieniądze, to pół biedy, ale on ich o zdanie nie pytał. Przyszedł pewnego dnia i po prostu sobie wziął. Wcześniej prośbami i groźbami wymusił na nich, że oszczędności będą trzymali w skarpecie, a nie w banku.  Geniusz tej operacji polega na tym, że pieniądze zostały „przesunięte” teraz, a emeryci dopiero za kilkadziesiąt lat dowiedzą się, że zostali oskubani.

Mimo to Tusk brnie dalej. W czerwcu tego roku, a więc niedawno, uświadamiał swoich zwolenników: Chciałbym też uświadomić państwu, że operacja dotycząca OFE nie zmieniła w niczym sytuacji ubezpieczonych. Ta operacja na OFE doprowadziła do tego, że gigantyczne pieniądze przestały wyciekać do pośredników. Bo prawdziwym problemem wówczas było to, że gigantyczne kwoty zżerali ci, którzy organizowali yy y OFE. Jacy pośrednicy? Jedynym pośrednikiem był… ZUS! Poza tym jeśli naprawdę pośrednicy zżerali gigantyczne kwoty, to wystarczyło zmienić zasady żeby przestali. Tyle, że prawdziwym celem operacji było pokrycie kosztów nieudolnych rządów — pieniądze gromadzone przez Polaków na indywidualnych kontach były „za dużym obciążeniem dla budżetu”!

Po trzecie w 2011 roku już raz „reformował” OFE: zmniejszamy składkę wpłacaną do OFE z siedmiu przecinek trzy do docelowo (sic!) trzy przecinek pięć, ale zaczynamy od poziomu dwa przecinek trzy i później, do roku 2017 rok po roku te dwa przecinek trzy zwiększa się do trzy przecinek pięć i to jest ta zdefiniowana składka jaką płacimy na OFE. Rok później, w 2012 deklarował, że na tym dewastowanie systemu emerytalnego zostanie zakończone — rząd nie pracuje nad zmianami systemu emerytalnego w II filarze i nie planuje takich zmian w najbliższej przyszłości. Mija kolejny rok i następuje skok na 50% zgromadzonych składek. Jeśli Morawiecki zasługuje na ksywkę Pinokio, to jakim mianem określić Tuska?

Prawdziwy mąż stanu nie boi się prawdy, nie kłamie, bo nie musi, otwarcie przyznaje się do błędów. Nie da się mu zarzucić ani kłamstwa, ani że nie wyciąga wniosków ze swoich potknięć. To stanowi jego siłę i sprawia, że cieszy się zaufaniem. Tusk mimo europejskiego i światowego szlifu pozostał małym krętaczem. Jak zamierza wykorzystać zbudowane na kłamstwie zwycięstwo? Zjednoczy opozycję wokół hazsła „wiemy jak nie robiąc nic zrobić wszystko”?

Dodaj komentarz