Z głowy na nogi chcę

Gdy ktoś kichnie, beknie, powie, albo przeciwnie, nie puści pary z ust, ale dziennikarze ujawnią, że co prawda nie powiedział, ale miał powiedzieć, media natychmiast zamawiają sondaże w celu wysondowania opinii publicznej. Po aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie RMF FM zamówiło badanie, które wykazało, iż

47 proc. badanych uznaje konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za aferę w Szpitalu Południowym za niewystar­cza­jące.

Te wyniki okazały się mało satysfakcjonujące, więc tygodnik „Wprost” postanowił nieco je doprecyzować i ukierunkować. Udało się znakomicie i

22,7 proc. ankietowanych chce dymisji zarówno premiera Donalda Tuska, jak i wszystkich ministrów […] Ponadto 21,2 proc. respondentów sondażu uważa, że stanowisko powinien stracić prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Za odwołaniem samej minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy jest 14,4 proc. pytanych, natomiast 3,9 proc. wybrało odpowiedź, że „ktoś inny” powinien podać się do dymisji.

Puśćmy na chwilę wodze fantazji i spróbujmy sobie wyobrazić co by się stało, gdyby do dymisji podał się rząd Donalda Tuska oraz prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Kogo mająca większość koalicja paździerzowa wskazałby na stanowisko premiera? Czarnka? Mentzena? A może Bosaka? Czy Nawrocki, który miał zostać prezydentem, zgodziłby się powołać wybranego przez Sejm kandydata, skoro nie zgadza się na powołanie wskazanych przez Sejm sędziów? Czy nie skończyłoby się to totalnym chaosem i koniecznością rozpisania nowych wyborów? W jaki sposób przyczyniłoby się to do rozwiązania palących problemów ochrony zdrowia?

Media zlecają sondażowniom badania, sondażownie zadają głupie pytania i dostają równie mądre odpowiedzi. Co z tych badań wynika, jaką mają wartość poznawczą? Ogromną, ponieważ można omówienie ich przyozdobić reklamami niczym choinkę. A tymczasem

Pacjent dostaje skierowanie na rezonans magnetyczny (MRI) w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Słupsku (podajemy dane z 17 czerwca 2026 r.). Lekarz zaznacza: tryb pilny. Termin badania? 1 kwietnia 2027 roku, a więc za ponad dziewięć miesięcy. Jeśli tryb jest „stabilny” – pacjent czeka do 14 czerwca 2027 roku, czyli blisko rok.

Takie terminy to sztandarowy pomysł Tuska, który postanowił nieco zaoszczędzić, żeby móc więcej roztrwonić. W marcu zapowiedział, że nie będzie ograniczeń w badaniach diagnostycznych, ale w tym roku dołożymy do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia 20–30 mld zł, więcej już nie. Szacuje się, że zabraknie aż 90 mld zł. Chcę, żeby ten system nie stał na głowie, tylko znowu stanął na nogach — zadeklarował. Nie „dołożę starań”, „zreformuję”, „zmienię”. Chcę!

Zwykle chcieć to móc, ale nie w przypadku Tuska, który na chceniu zwykle poprzestaje. Potwierdziło się to już w czerwcu gdy okazało się, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane i że populiści stawiają bardzo trafne diagnozy. Ten system rzeczywiście stoi na głowie. Niestety, samo chcenie nie sprawi, że stanie na nogach. Nie pierwszy raz Tusk próbował przeczekać na zasadzie „jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy”, bo „jakoś to będzie”.

Nie tylko w ochronie zdrowia tchórzliwe przeczekiwanie pogłębia kryzys. Zapewnienia o „braku zgody” na przemoc to za mało, trzeba wyciągać konsekwencje, a tych nie ma. Władza przymyka oko na coraz liczniejsze akty agresji. Z jednej strony jest niebywale wyrozumiała dla sprawców pobić, z drugiej jest niebywale surowa dla popełniających drobne wykroczenia Ukraińców. Daje w ten sposób do zrozumienia, że Konfederacja i PiS mają rację i imigrantów trzeba się jak najszybciej pozbyć. Z kolei jeśli żaden przekręt pisowskiej władzy nie został rozliczony i osądzony, to oznacza, że żadnych przekrętów nie było, a oskarżenia są wyssane z palca. W ten sam sposób zresztą argumentowali przedstawiciele Platformy gdy byli w opozycji. Dowodem na to, że to kraj nawet nie z dykty, lecz z substancji wykorzystywanej przez mieszkańców Czarnego Lądu do budowy lepianek jest Trybunał Konstytucyjny, na którym władza nie potrafi wymusić przestrzeganie prawa.

Wyobraźmy sobie, że światek przestępczy przejmuje jakąś instytucję państwową umieszczając w niej swoich ludzi z pogwałceniem prawa. W państwie prawa uzurpatorzy zostaliby wyprowadzeni siłą i zastąpieni legalnymi pracownikami. Tusk czeka cierpliwie, aż minie kadencja uzurpatorów i nie reaguje, gdy ci nie chcą dopuścić legalnych pracowników do pracy. Odpowiedź na pytanie dlaczego państwo Tuska jest sparaliżowane, bezradne i gnije jest bajecznie prosta. Otóż Tusk nigdy nie popełnia błędów, nikt mu nie wmówi, że jest inaczej niż mu się wydaje, a jak ktoś się ośmieli, to będzie miał problemy i musi się liczyć z utratą stanowiska. A ponieważ nigdy nie wiadomo co mu się nie spodoba, więc lepiej się nie wychylać.

Beata Szydło, Mateusz Morawiecki nie wahali się brać odpowiedzialności za decyzje podejmowane przez swoich ministrów i stawali w ich obronie. Dla Tuska nie ma najmniejszego znaczenia czy minister samodzielnie podejmuje decyzje, czy nie, bo jego łaska na bardzo pstrym koniu jeździ. Zdymisjonowany zostanie zarówno ten, który coś próbował zdziałać, jak i ten, który nie wysilał się.

W grudniu zeszłego roku Tusk zarządził szukanie oszczędności, więc

W odpowiedzi na prośbę Ministerstwa Finansów o wskazanie obszarów, w których możliwe byłoby zmniejszenie wydatków NFZ, resort zdrowia przedstawił pakiet działań dających potencjalnie 10,3 mld zł oszczędności. Pozwoliłoby to ograniczyć budżetową lukę do 12,9 mld zł.

Jak widać hojny rząd jedną ręką zabrał 13 mld, a drugą łaskawie podarował 20-30 mld i ani grosza więcej. A przecież od dawna nie było tajemnicą, że w niektórych placówkach koszt wynagrodzeń dobija do 100% ich budżetu. Już w lutym 2024 roku można się było dowiedzieć z mediów, że

Nowy rok dla dyrektorów szpitali to ogromne wyzwanie budżetowe. Finansowe skutki ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia oszacowano na 8 mld zł. Do tego dochodzi 10 mld zł w związku z obywatelskim projektem o wypłatach w podmiotach leczniczych. Te kwoty powinny być dodane do planu finansowego NFZ, żeby jakkolwiek sfinansować działanie podmiotów.

Naprawdę nie była dla Tuska szokującą informacja, że na podwyżki dla medyków trzeba przeznaczyć aż 18 miliardów złotych? Pierwszy napotkany uczeń szkoły podstawowej bez trudu policzyłby w mig, że to ponad 100.000 na każdego ze 170 tysięcy lekarzy pracujących w Polsce. Działające w swoim interesie PiS chcąc mieć święty spokój z ciągle niezadowolonymi lekarzami poszło im na rękę, a Tusk niczym niemowlę dał się wpuścić na minę. Z drugiej strony nic zaskakującego, bo to jego modus operandi — najpierw nie robimy nic, potem nie robimy nic, a gdy szambo wybije czekamy aż przyschnie. Gdy nie przysycha, wyskakujemy niczym Filip z konopi wyładowujemy złość na kozłach ofiarnych i zapowiadamy podjęcie stanowczych kroków. Po czym znowu zapadamy się pod ziemię i nie robimy nic.

Państwo sobie gnije jak gdyby nigdy nic, a zdesperowani Polacy rozglądają się za kimś, kto będzie coś robił, a nie tylko obiecywał, że zrobi.

Dodaj komentarz


komentarze 2

  1. W skeczu SĘK Dziewoński pyta Michnikowskiego czy ma do zainwestowania dwa-trzy tysiące. MAM MIEĆ – odpowiada ten drugi. Tusk co rusz wypowiada się w podobnym stylu – BĘDĘ CHCIAŁ! Ze skeczu można było się pośmiać. Tusk to jedno wielkie nieporozumienie…