Doskonałym przykładem postępów koalicji paździerzowej w przywracaniu praworządności jest umorzenie śledztwa w sprawie afery „dwóch wież” i 50.000 zł łapówki i kontynuacja śledztwa w sprawie zwrotu 770 zł podatku VAT przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz w czasie gdy była ambasadorką w Moskwie dekadę temu. Podejrzaną przesłuchano w charakterze świadka, co ją zdziwiło i zbulwersowało. Niesłusznie, bo to od jakiegoś czasu powszechna praktyka. Podejrzany lub oskarżony może odmówić składania zeznań i kłamać, świadek nie może ani kłamać, ani odmówić zeznań, a jedynie odpowiedzi na konkretne pytania. Istnieje więc szansa, że powie coś, co będzie można zinterpretować na jego niekorzyść, wykorzystać przeciwko niemu i postawić zarzuty. Praworządność powraca pospiesznie.
Premier przeczytał w Sejmie fragmenty zeznań świadka. Po co? Żeby nikt nie miał wątpliwości, że umie czytać? A może chciał się pochwalić, że ma dostęp do materiałów niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika? Co osiągnął? Tyle, że zamiast skupić się na problemie musi tłumaczyć, że nie złamał prawa ujawniając materiały ze śledztwa. Szkoda, że wicepremier z partii chłopskiej nie powiedział premierowi z Kaszub, że krowa, która dużo ryczy mało mleka daje. Tusk w mediach robi za komentatora, szydercę, a wręcz satyryka. Ma rozbudowany do granic możliwości gabinet, a mimo to wszystko komentuje sam, nikogo nie dopuszcza do głosu, acz bywa, że nie ma odwagi zmierzyć się z przedstawicielami mediów. Na Campusie Polska Przyszłości rozmawiał z uczestnikami, ale z dziennikarzami nie. Nie poradził sobie także z Mają Drzewiecką z telewizji Republika. Wzorem swego wielkiego imiennika zza oceanu zarzucił jej brak kultury i schronił w kancelarii.
Po wygranej AfD w Niemieckim landzie na iksie premier zamieścił wpis, w którym poinformował, że
W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech. Trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS.
Ponieważ pod rządami koalicji paździerzowej zdrajcy mogą się cieszyć bezkarnością, więc się cieszą, że wygrali pogrobowcy Hitlera. Przed II wojną światową także byli tacy, którzy cieszyli się z dojścia Führera do władzy. Ich radości nie zakłóciły nawet bomby spadające na Warszawę. Cieszy się także niewątpliwie Grzegorz Braun, nad którym rozciągnięto parasol ochronny dzięki czemu będzie mógł kandydować do Sejmu w nadchodzących wyborach i — jeśli jakimś cudem wygra koalicja paździerzowa — spektakl zatytułowany „stawianie Grzegorzowi Braunowi zarzutów i pozbawianie immunitetu” potrwa kolejne cztery lata.
Trudno nie odczuwać frustracji słuchając premiera, którego aktywność sprowadza się wyłącznie do pohukiwania, komentowania, krytykowania i biadolenia. Politycy i media potrafią bić pianę o wszystko, nawet o obiady na stołówkach. Prawica jest tak konserwatywna, że każda najdrobniejsza zmiana wytrąca ją z równowagi. Jak zwykle niezawodny/a Dziennik Gazeta Prawna kroczy w awangardzie malkontentów ubolewając, że
Nowy model żywienia dzieci i młodzieży budzi niezadowolenie części rodziców. Samorządowcy wskazują na konieczność zwiększenia opłat za posiłki oraz zapewnienia odpowiednich warunków w stołówkach i szkolnych kuchniach.
Solą w oku samorządów jest zapewnianie warunków. Dotąd nie musiały ich zapewniać i wszyscy byli szczęśliwi. Portal niedziela.pl (dostęp do artykułu o coraz bardziej problematycznych szkolnych obiadach jest płatny) pisze, że
Jak mówi „DGP” Anna Skierska-Badura, dyrektor Zakładu Ekonomiczno-Administracyjnego w Łowiczu, cena posiłku wzrosła z 6 zł za jednodaniowy obiad w poprzednim roku szkolnym do planowanych 10 zł za posiłek dwudaniowy. W jednej ze szkół konieczny był zakup pieca konwekcyjno-parowego po audycie żywieniowym i opracowaniu nowego jadłospisu.
Skandal, hucpa, afera, zbrodnia! Mieli gówniarze jedno danie za 6 zł, po co im drugie za dodatkowe 4 zł? Kto to widział żądać od rodziców, żeby płacili za wyżywienie swoich dzieci? Trzeba to wreszcie powiedzieć szczerze i wprost — wzrost cen za PiS-u wynoszący kilka złotych miesięcznie nie był problemem, problemem jest wzrost o kilka złotych rocznie!
Na koniec z zupełnie innej beczki. Co to jest poligon? To wydzielony teren służący do ćwiczenia i testowania nowych broni. Co to jest Grupa WB?
GRUPA WB to obecnie największy, polski producent oferujący technologie łączności i dowodzenia i zaawansowane rozwiązania dla sił zbrojnych z całego świata
Otóż Grupa WB oferuje bezzałogowy system rozpoznawczo-uderzeniowy GLADIUS. Ostatnio opracowała i zaprezentowała GLADIUS 2 (WARMATE 30).
bezzałogowy GLADIUS 2 (WARMATE 30) wyróżnia obniżona wykrywalność radarowa i termiczna. Efektor wyposażony jest w wymienną 30-kg głowicę bojową. Zastosowanie napędu turboodrzutowego pozwala na bardzo szybkie osiągnięcie wyznaczonego rejonu działania. Bezzałogowiec może startować z kontenera lub wozu-wyrzutni. WARMATE 30 jest zintegrowany z systemem rozpoznawczo-uderzeniowym #GLADIUS.
Uzbrojeniem zainteresowane jest polskie wojsko, które już dwa lata temu zakupiło cztery moduły bezzałogowych systemów poszukiwawczo-uderzeniowych Gladius wraz z pakietami szkoleniowym oraz logistycznym za około 2 mld zł. Teraz,
W maju 2026 roku Agencja Uzbrojenia zamówiła w ramach instrumentu SAFE 12 bateryjnych modułów ogniowych systemu Gladius za ok. 9,3 mld zł. Kontrakt obejmuje także nowe efektory, właśnie Gladius 2, kompatybilne z obecnymi wyrzutniami. Dostawy zaplanowano do 2030 roku.
Jaki jest związek poligonu z Grupą WB? Ano taki, że najlepszym poligonem jest Ukraina i tam w pierwszym rzędzie powinny trafić te systemy w celu sprawdzenia, jak sobie radzą w warunkach bojowych. By w kluczowym momencie nie okazało się, że coś nie działa, nie spełnia oczekiwań, zawodzi, jest nieskuteczne. Żaden poligon nie umożliwi przeprowadzenia tak skutecznych, kompleksowych testów. Na razie, póki „idioci albo zdrajcy” nie doprowadzą do tego, że i na zachodzie pojawi się wróg, można skuteczność testować sprzęt na jednym, który teraz nam zagraża. Francja, Anglia to robią, co pozwala im udoskonalać uzbrojenie. Oczywiście można inaczej. Można zamiast inwestować w rozwój rodzimej technologii pożyczać pieniądze finansując rozwój cudzej.
Mini ster o!brony pochwalił się właśnie, że przedwczoraj podpisaliśmy kolejną szóstą już umowę FMF dotyczącą finansowania zbrojeń dla polskiej armii, gwarancji kredytowych udzielanych nam przez rząd Stanów Zjednoczonych, wsparcia w zakupie najlepszego amerykańskiego sprzętu, który zakontraktowaliśmy w ostatnich latach i który będziemy kontraktować. F-35, Abrams, Apache, a także sprzęt związany z rozpoznaniem, jak zaawansowane drony czy areostaty Barbara. To umożliwi dalszy rozwój amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a także wzmocni tamtejszy sektor bankowy.
Nic tak nie podnosi bezpieczeństwa jak uzależnienie od dostaw sprzętu wojskowego z zagranicy i rosnące zadłużenie, które sprawia, że jedna dobrze wymierzona bomba może doprowadzić kraj do bankructwa, bo braknie pieniędzy na odbudowę.
Dywagacje