Tysiące km, miliardy zł

We czwartek rano Donald Tusk, który chciał być premierem, udał się na dworzec kolejowy Warszawa Zachodnia, żeby snuć opowieść. To jest wielka opowieść o polskiej kolei. Nazywamy nasz program nasza kolej, bo to jest nasz czas, to jest czas yy polski [względnie Polski], polskiej kolei. Bo budujemy najnowocześniejszą sieć kolejową w Europie. I nie ma w tym słowa przesady. Ach, słysząc to westchnęli pacjenci oczekujący na zabieg już piąty miesiąc, gdybyż tak nasz ukochany premier zechciał wreszcie zbudować najnowocześniejszą służbę zdrowia w Europie. Ale nie, on woli za pożyczone pieniądze rozwijać przemysł zbrojeniowy, budować najsilniejszą w Europie armię, statek kosmiczny, a teraz przyszła kolej na kolej. Nie chodzi bowiem o zaspokajanie potrzeb, lecz ambicji.

Każde wystąpienie Władysław Gomułka, a potem Edward Gierek, ilustrowali danymi statystycznymi. Także Tusk sypie nimi jak z rękawa uświadamiając skalę kolejnego przedsięwzięcia. Mówimy o kolejach dużych prędkości, 2700 km w nowej linii, o nowych konwencjonalnych liniach kolejowych, ponad 2000 km, o zmodernizowanych, istniejących liniach kolejowych 5600 km. Każdy powiat w Polsce będzie włączony w sieć połączeń dalekobieżnych. Żeby nie powtórzyła się sytuacja z lekarzami od razu został określony górny limit prędkości najnowocześniejszych w Europie pociągów. Prędkość jaką zakładamy, tą maksymalną kolei dużych prędkości, to 300 do 350 km na godzinę. Największe wrażenie robią koszty, bo program zintegrowanej sieci kolejowej to są… Już właściwie można powiedzieć setki miliardów złotych.

Opowieści premiera jak zwykle są fascynujące. I jak zwykle chełpi się tym, co zrobi, a nie tym, co zrobił. Roztaczając wizję wydania setek miliardów złotych w celu zbudowania tysięcy nowych linii kolejowych ani słowem nie wspomniał czym zasili huty stali produkujące szyny i wszystkie pociągi pomykające po wyprodukowanych w nich torach z zawrotną szybkością w porywach dochodzącą do 350 km/h. Dla zwykłego zjadacza chleba jednak dużo ważniejsze od możliwości szybszego dojechania nad morze czy w góry w 2050 roku jest ile zapłaci za prąd teraz. Inwestycjami w sieci przesyłowe i nowoczesne elektrownie premier się nie chwali, a logicznie rzecz biorąc od tego powinien zacząć. Najpierw stawia się fundamenty, a na nich osadza resztę, a nie odwrotnie.

W czasie okupacji hitlerowskiej (portal radia RMF poinformował, że Hitler zyskuje dziś nową funkcję) przez okupowaną Polskę także pomykały pociągi. A ponieważ wtedy dzielono ludzi na zwykłych i niezwykłych, czyli nadludzi (Übermenschen), więc wprowadzono wagony tylko dla owych nadludzi, czyli Niemców (nur für Deutsche). Donaldowi Tuskowi, który ubolewa nad podziałami i potępia stygmatyzowanie, przez gardło nie przejdzie neutralne pojęcie — mieszkańcy, pasażerowie, użytkownicy. Przy każdej okazji używa zwrotów „naród polski”, „Polki i Polacy”. Podobnie jest w przypadku pomykających po Polsce pociągów. Chce doprowadzić do tego, by polskie pociągi poruszające się po polskich torach woziły tylko polskich pasażerów, same Polki i samych Polaków. Doprowadzimy do tego, jesteśmy już blisko, że podróż koleją będzie najbardziej preferowanym sposobem przemieszczania się yy yy dla Polek i Polaków.

Co to oznacza? To oznacza że kiedy zakończymy ten wielki projekt zintegrowanej sieci kolejowej, to w ciągu roku powinniśmy przewieźć blisko 800 milionów pasażerów tu w Polsce, ale już w tej chwili przewozimy ee polskimi kolejami prawie tyle ludzi, ile liczy sobie cała Unia Europejska, więc naprawdę są to liczby imponujące. Czy to oznacza, że jeśli chętnych do podróży koleją będzie zbyt mało, to będą urządzane łapanki? Naprawdę epatowanie wydawaniem setek miliardów robi wrażenie na Polkach i Polakach otrzymujących coraz wyższe rachunki za prąd i czekających w wielomiesięcznej kolejce na zabieg? Pytanie brzmi, czy po cofnięciu przez Tuska reformy emerytalnej Buzka i znacjonalizowaniu składek bez odszkodowania polskie emerytki i polskich emerytów będzie w ogóle stać na bilet kolejowy?

A co z komunikacją publiczną w miejsco­wościach, z których nie da się wydostać, ponieważ nie kursuje tam nic teraz i nie będzie kursowało w przyszłości? W jaki sposób miliardy złotych wpompowane w kolej rozwiążą problem wykluczenia komunikacyjnego? Według UNICEF-u aż 30% badanych uważa, że w ich miejscu zamieszkania dostęp do komunikacji publicznej jest problemem. Gigantomania Tuska, przywodząca na myśl gigantomanię Gierka, jest żenująca. Jak oni (PiS) dawali wam 500 zł na drugie, a potem na każde dziecko, to my (koalicja paździerzowa) damy 800 zł. Jak oni chcieli zbudować 2000 km linii kolejowych, to my zbudujemy 5700 km. Jak oni ogłosili program „Mieszkanie Plus” skierowany do osób bez zdolności kredytowych, to my też przeznaczymy miliardy na budownictwo i dodatkowo wybudujemy całe osiedle dla amerykańskich żołdaków. Jak oni obiecali „Bezpieczny Kredyt 2%”, to my obiecamy 0%.

Mini ster od finansów Andrzej Domański, który niedawno szukał oszczędności w ochronie zdrowia teraz zapewnia, że polskie mieszkalnictwo wejdzie na zupełnie nowy poziom. Przeznaczamy na nie rekordowe środki, ale chcemy, by te pieniądze były wykorzystane efektywnie, a rozwój budownictwa mieszkaniowego dawał impuls dla wielu gałęzi gospodarki. Te miliardy przekładają się bezpośrednio na większą liczbę dostępnych czynszowo mieszkań. Nasz rząd w latach 2024-2026 zapewnił środki na budowę i remonty ponad 35 tysięcy mieszkań komunalnych i społecznych. To mieszkania, na które czekają młodzi ludzie w Polsce.

Jak widać w Polsce wszyscy muszą na coś czekać. Młodzi czekają na mieszkania, starzy czekają na lekarza, a wszyscy czekają na rząd, który zacznie rozwiązywać najbardziej palące problemy. Co ciekawe nawet z pozoru rozsądni publicyści zdają się cierpieć na rozdwojenie jaźni. Przekonują, że jeśli ma się do czynienia z bandytą, to należy obchodzić się z nim stanowczo, nie apelować, lecz wymusić posłuszeństwo, po czym sami sobie przeczą twierdząc, że państwo należy naprawiać praworządnymi metodami. Skutek jest taki, że zbliżają się kolejne wybory, a nic nie zostało załatwione, poprawione, rozliczone. Bałagan prawny, bezprawie pogłębia się.

Oczywiście rząd ma także na koncie sporo sukcesów, jednak wóc naczelny uznał, że nie ma o czym mówić. Skoro tak, to media mówią o porażkach, zaniechaniach i aferach. Sam premier też zdaje się nie być pewny co jest sukcesem a co porażką, więc ze swadą opowiada co zrobi, a przeważnie milczy o tym co zrobił. O sukcesach mówi niechętnie i bez przekonania, nie eksponując korzyści, lecz liczbę wydanych milionów czy miliardów. Przypomina ojca, który chełpi się, że dzięki pożyczce z zakładu pracy zwiększył wydatki na dobra konsumpcyjne. Nie wspomniał, że głównie na piwo, wino, wódkę i papierosy.

W nadchodzących wyborach wielu może nie stawiać sobie pytania na kogo głosować, lecz po co?

Dodaj komentarz


komentarzy: 1