
W tym roku wyjątkowo dobrze się składa, ponieważ oba święta, Wszystkich Świętych i Święto Zmarłych są dniami wolnymi od pracy. Trudno zgadnąć dlaczego komuniści dniem wolnym uczynili Wszystkich Świętych, czyli 1 listopada, a nie bardziej egalitarne Święto Zmarłych, czyli 2 listopada. A różnica jest spora, ponieważ Wszystkich Świętych to święto tych, którzy dostali się do nieba, czyli głównie wyniesionych na ołtarze.
Dzisiaj Kościół daje nam przykład licznych świętych. Większość z nich to papieże, kapłani, osoby zakonne, założyciele zgromadzeń zakonnych, męczennicy. Jednak wśród nich są także święci, którzy nie byli zakonnikami, lecz żyli tak jak większość z nas — normalnym, prostym życiem rodzinnym. Obchodzimy Uroczystość Wszystkich Świętych i spoglądamy na rzeszę świętych wypełniających niebo.
Wbrew pozorom Wszystkich Świętych to wcale nie jest dzień smutku. Wręcz przeciwnie. Ksiądz Tomasz Grala z parafii katedralnej pod wezwaniem św. Michała Archanioła przypomina, że to jest dzień radości, spojrzenia ku niebu, ku świętości. Spojrzenia na żywoty świętych, na tych, którzy, tak jak my, borykali się z różnymi problemami, trudnościami, troskami, radościami, ale trwali przy Chrystusie i tę drogę nam utorowali, pokazali.
Wiernym kompletnie nie przeszkadza związany z tymi dwoma świętami galimatias. Wierzą, że postępują prawidłowo i żyją zgodnie z zasadami. Z jednej strony nie chcą do siebie dopuścić myśli, że gdy umrą, to nie będą żyli, nie pójdą nigdzie, ani do nieba, ani do piekła, po prostu ich już nie będzie. Z drugiej nie dowierzają także samemu Jezusowi, który zaleca1)
Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną.
Kto stosuje się do tych zaleceń? Teoretycznie w życie wieczne po śmierci wierni wierzą głęboko i bez zastrzeżeń. Przynajmniej tak deklarują obnosząc się ze swoją wiarą. Jednak w głębi duszy najwyraźniej nie dowierzają, wątpią. Może dlatego, że nie mają pojęcia o jakie skarby chodzi, co da się w niebie zgromadzić, jak to tam dostarczyć i w ogóle gdzie jest niebo. Poza tym po zakończeniu doczesnego żywota wszystko co zgromadzą odziedziczą przecież spadkobiercy, więc istnieje realne niebezpieczeństwo, że życie wieczne rozpoczną z niczym. Na wszelki wypadek, mając ku temu sposobność, wolą gromadzić dobra doczesne, korzystać z życia tu i teraz, niż opływać w patykiem na wodzie pisane luksusy po śmierci.
Jutrzejsze Święto Zmarłych, inaczej Dzień Zaduszny, to czas modlitw za dusze nieżyjących bliskich. Przejdźmy Do Rzeczy:
Genezy Zaduszek trzeba szukać w średniowiecznej Francji. 2 listopada 998 roku święty Odilon (Odylon), opat benedyktyński z opactwa Cluny, zarządził rozpoczęcie modlitw za dusze wszystkich zmarłych. Jego idea szybko rozprzestrzeniła się w całej Francji, a później w innych europejskich państwach. Od XIII wieku 2 listopada był już niemal w całym Kościele obchodzony jako Święto Zmarłych. Do Polski Święto Zmarłych trafiło w wieku XII za sprawą cystersów. W 1311 roku Dzień Zaduszny został wprowadzony na stałe do kalendarza kościelnego przez Stolicę Apostolską.
Commemoratio Omnium Fidelium Defunctorum, czyli Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, popularnie zwane Zaduszkami, Dniem Zadusznym czy Świętem Zmarłych w Kościele Katolickim obchodzi się każdego roku w dniu 2 listopada. Dzień ten poświęcony został wszystkim duszom, które w Czyśćcu przygotowują się do wejścia do chwały Nieba. Dzień Zaduszny jest wyrazem przekonania o zmartwychwstaniu ciał, życiu wiecznym oraz skuteczności modlitwy wstawienniczej za dusze zmarłych.
Trudno nie zauważyć, że mętlik jest wielowymiarowy i nawet w Piśmie Świętym zastanawiano się2)
A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele?
Można sobie wyobrazić odtworzenie ciał ze szczątków, zwłaszcza kości, bo one są zadziwiająco trwałe. Nie czekając na Boga próbują to czynić naukowcy usiłując przywrócić do życia dawno wymarłe gatunki. Pytanie o ciało staje się zasadne dlatego, że wielu chrześcijan decyduje się czekać na zmartwychwstanie w formie instant, czyli w postaci sproszkowanej. Liczą na to, że wystarczy dolać wody, zamieszać, tchnąć duszę i już? Może mają rację, zważywszy, że3)
Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.
Jeśli zamiast prochu ziemi Bóg zastosuje proch pochodzący z doczesnych szczątków, to z dużym prawdopodobieństwem odtworzy konkretną osobę. Problem pojawi się wtedy, gdy jakiś kataklizm spowoduje, że urna rozszczelni się, jej zawartość albo uniesie wiatr, albo wypłucze woda. Wtedy najprawdopodobniej zostanie zastosowany tryb awaryjny, o którym wspomina Paweł w drugim liście to Koryntian4)
Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie.
Wszystko było proste, jasne i zrozumiałe dopóki nie wmieszała się nauka. Wtedy okazało się, że biblijne niebo to wcale nie sklepienie równie solidne jak powierzchnia (płaskiej) ziemi5), tyle, że idealnie przejrzyste6) .
Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze.
Wspaniałość wysokości, sklepienie o przezroczystej jasności, tak wygląda niebo — przepiękny widok.
Dziś, gdy wiadomo, że niebo nie jest stałym sklepieniem, kryształową barierą i rozciąga się na kwintyliony kilometrów w każdą stronę, przestrzeń kosmiczna jest zimna i pusta, zaś Ziemia jest jedną z niezliczonej ilości planet okrążających gwiazdy, trudno sobie wyobrazić określone miejsce, gdzie trafi dusza, by żyć wiecznie. Bardziej prawdopodobne, że będzie się w nieskończoność tułać poszukując nieba. Tego nie da się pogodzić, więc lepiej o tym nie myśleć i skupić na tych, którzy nas opuścili, odeszli od nas w ten czy inny sposób, mniej lub bardziej nagle.
Bo dziś, w dobie zakłamywania rzeczywistości, ucieczki od bolesnej prawdy, nie nazywa się już rzeczy i zjawisk po imieniu, lecz stosuje coraz wymyślniejsze określenia. Zwierzę nie zdycha ku rozpaczy właściciela, człowiek nie umiera ku rozpaczy bliskich. Wszyscy, i zwierzęta, i ludzie, po prostu odchodzą.
Jedno wiadomo z całą pewnością — stamtąd już się nie wraca. Nigdy.
Dywagacje