Szok kulturowy

Najpierw Onet, a po nim gazeta.pl podały mrożącą krew w żyłach wiadomość. Według Onetu pewna japonka goszcząc w Polsce przeżyła szok, a według Gazety także oniemiała. »Japonka przeżyła szok kulturowy w polskim sklepie. „Niesamowite”« — donosi Onet. »Influencerka z Japonii oniemiała, gdy zobaczyła to w polskim sklepie. „Szok kulturowy”« — wtóruje gazeta.pl. Cóż takiego zobaczyła w polskim sklepie, o czym należało poinformować na głównych stronach, że doznała szoku i odjęło jej mowę? Otóż

Influencerka skierowała się od razu do działu z warzywami i owocami. — Niesamowite! Ciekawe, ale szok kulturowy — przyznała, wskazując na leżącą na półce główkę słonecznika. — Sprzedają słoneczniki z pestkami, tak po prostu — mówiła do kamery. — I potem samemu w domu je wyłuskujesz? — dopytywała partnera. — Ale super, niesamowite.

Warto dodać, że materiał Gazety został zilustrowany filmem „Zobacz wideo: Co myśli o influencerach wkraczających na rynek muzyczny?” Nie chodzi o myśli influencerki z Japonii ponieważ ona w szoku będąc zaniemówiła.

Korzystając z okazji wspomnieć wypada o szoku jaki przeżył pewien uczeń szkoły podstawowej, który został przez mamę wysłany do klepu po mleko. Ponieważ z lekcji dowiedział się, że mleko dają różne zwierzęta, nie tylko krowy, więc upewnił się, że mamie na pewno chodzi o mleko krowie, ale do domu wrócił z mlekiem kozim. Na pytanie dlaczego nie kupił zwykłego, krowiego odparł, że mleka krowiego w sklepie nie było. Widząc zdziwienie mamy wyjaśnił, że było mleko łowickie, łaciate, wiejskie, wypasione, polskie, UHT, uchate, zambrowskie, ale krowiego nie było nigdzie, więc kupił kozie. — Sama mi pokazywałaś, że w syropie o smaku malinowym jest śladowa ilość soku z malin, a reszta to sok z aronii i czarnej marchwi. Ja wiem z czego te wszystkie mleka robią?

W innym miejscu, choć również na głównej stronie, Onet poinformował o zdarzeniu, do którego doszło w Tatrach. Otóż

Niedźwiedzia rodzina pojawiła się w minioną sobotę na niezwykle popularnym szlaku w Dolinie Chochołowskiej. Ponieważ był to ciepły i słoneczny dzień, na trasie wędrowały tłumy turystów.

Co w tym niezwykłego? Ano to, że tym razem nie pojawił się wpis premiera żądającego od podwładnych podjęcia natychmiastowych działań, wyciągnięcia surowych konsekwencji i deportacji, ponieważ niedźwiedzica nie jechała samochodem lecz szła piechotą i była tutejsza, nie opuściła w popłochu Ukrainy uciekając z dziećmi przed wojną. W uzupełnieniu tej informacji warto dodać, o czym nie wszyscy zapewne wiedzą, a na co zwrócił uwagę Onet, że

Wakacje to czas, kiedy na tatrzańskich szlakach pojawiają się tłumy turystów. Przyroda żyje jednak własnym życiem, dlatego też niedźwiedzie po zimowym gawrowaniu i intensywnie żerują, a matki prowadzą swoje młode, które urodziły się zimą w gawrze.

W gwarze zwierzęta się kocą, w gawrze rodzą, a niektóre mają paść. Niestety, nie wiadomo kogo. Być może kozy. Otóż

na trasie do Morskiego Oka miał w sobotę (8 sierpnia) paść koń pracujący przy przewozie turystów. Aktywiści oskarżają służby o brak reakcji i zapowiadają dalsze protesty. Policja jednak nie potwierdza tych informacji i podkreśla, że sprawa jest weryfikowana. Pojawiło się też oświadczenie fiakrów: „doszło do potknięcia”.

Polska policja państwowa bada sprawę, bo — jak tłumaczy asp. sztab. Roman Wieczorek z policji w Zakopanem — Dotarło do nas takie zgłoszenie od organizacji z Dolnego Śląska. Jest ono w tej chwili przez nas weryfikowane, czy faktycznie miało miejsce i czy doszło do niego dzisiaj, czy wczoraj, czy przedwczoraj? Czy to jest film sprzed kilku lat, zmanipulowany i wprowadzony do sieci? Nie wiem. My to teraz sprawdzamy. Można domniemywać, że po długim i żmudnym sprawdzaniu, przesłuchaniu setek turystów ustalą, że śledztwo trzeba umorzyć z powodu niewykrycia padliny. Kiedyś zastanawiano się dlaczego policjanci chodzą parami. Odpowiedź była bajecznie prosta — po prostu dlatego, że uzupełniają się wzajemnie — jeden umie pisać, drugi czytać. Trafiło na takiego, który umie mówić, dlatego nie przeczytał co napisali sami fiakrzy:

O godz. 9:35 na trasie Włosienica – Palenica Białczańska doszło do potknięcia się konia. Koń został niezwłocznie wyprzęgnięty, po czym samodzielnie wstał. Następnie został ponownie zaprzęgnięty i zjechał na dół. Będzie przebadany przez prowadzącego go lekarza weterynarii.

Obecnie widać jedynie bardzo lekkie otarcie. Stan konia nie budzi niepokoju, ale badania i tak się odbędą. Działania związane ze zdarzeniem były podejmowane zgodnie z określonymi procedurami.

No i łyso wam teraz obrońcy stworzeń bożych wszelakich, naszych braci mniejszych, co? W polskich Tatrach polskie konie polskim Góralom padają zgodnie z procedurami wożąc polskich turystów po polskim asfalcie, na którym ślizgają się końskie kopyta podkute polskimi podkowami!

Dodaj komentarz