Szczekam z miłości do Polski

Niektórzy od dawna wskazywali, że polska klasa polityczna schodzi na psy i ubolewali nad tym. Potwierdzenie niespodziewanie nadeszło kilka dni temu. Otóż

Podczas piątkowego przemówienia szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza jedna z posłanek PiS zaczęła szczekać.

Niewykluczone, że szczekanie przeszłoby w skowyt, gdyby politycy koalicji na czele z premierem i wicepremierami mniej gadali o tym co zrobią, a więcej robili i opowiadali o tym, co zrobili. Należy dodać, że szczekała Dominika Chorosińska, ministerka kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie Mateusza Morawieckiego. Na iksie wyjaśniła, że

Jedyny język jaki rozumieją @donaldtusk i @KosiniakKamysz to szczekanie psów z Kłodzka

Ponieważ ona także biegle włada tym językiem, więc posługując się nim przekazała im wyrazy uznania.

Gdy politycy PiS-u zapewniają „będziecie siedzieć”, to można im wierzyć, bowiem ich nie krepuje prawo, które albo wprost łamią przekonując, że mają do tego prawo, albo — jeśli dysponują określoną większością — po prostu dostosowują do swoich potrzeb. Nie działa to w przypadku przedstawicieli koalicji paździerzowej, która deklaruje przestrzeganie prawa. Zapewnienia premiera czy ministra od sprawiedliwości, że ten czy ów zostanie rozliczony i pociągnięty do odpowiedzialności są niewiarygodne, ponieważ o tym, kto zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, ukarany i pójdzie siedzieć w państwie prawa decyduje sąd, a nie premier czy minister. Choć buńczuczne zapowiedzi wielokrotnie kończyły się blamażem, bo albo prokuratura zapomniała o immunitecie, albo nie potrafiła należycie uzasadnić wniosku o areszt, sformułować zarzutów, to niczego to ani Żurka, ani Tuska nie nauczyło.

Dwaj czołowi polscy politycy są historykami. Tu dygresja. To PSL ręka w rękę z PiS-em przeforsowało Nawrockiego na szefa IPN-u, a teraz popiera kolejnego kontrowersyjnego protegowanego PiS-u. Posądzenie chłopków-roztropków o rozsądek, przyzwoitość, lojalność wobec koalicjantów, kierowanie się interesem kraju, a nie własnym, ewidentnie jest dla nich uwłaczające. Koniec dygresji. Czy można mówić o kompetencjach historycznych człowieka, który miał zostać prezydentem, a który sławi bohaterstwo obrońców Monte Cassino, gloryfikuje kolaborującą z Niemcami Brygadę Świętokrzyską, traktuje Order Orła Białego jak puchar przechodni, który się daje i odbiera i jednocześnie odznacza ludzi niegodnych sprowadzając to odznaczenie do roli niewiele wartego kawałka metalu z wstążeczką? Z drugiej strony znając przeszłość Nawrockiego trudno oczekiwać, że będzie potrafił coś więcej niż stawanie okoniem, robienie wbrew, gloryfikowanie miernot i uniewinnianie kolesi.

Podczas gdy od Nawrockiego nie można oczekiwać, że będzie potrafił wznieść się ponad swoje ograniczenia i odciąć od środowiska, które go ukształtowało, to trudno przejść do porządku dziennego nad poczynaniami drugiego historyka, który ewidentnie ani nie wyciąga lekcji z historii, ani nie uczy się na własnych błędach. Podczas prezydenckiej kampanii wyborczej media i politycy koalicji paździerzowej co i rusz wyciągali kandydatowi obywatelskiemu z ramienia PiS-u coraz to nowe, wstydliwe epizody z przeszłości. Ich liczba doprowadziła do zobojętnienia i łatwiej było przekonywać, że to wszystko nagonka, kłamstwo, że oskarżają kryształowego kandydata, bo się go boją. Inni stawiali sobie jakże zasadne i jakże logiczne pytanie: jeśli Nawrocki faktycznie wszedł w kolizję z prawem, to czemu nie są mu stawiane zarzuty? Dlaczego prokuratura działa tak opieszale? Tłumaczenie, że została obsadzona przez ludzi PiS-u wywołuje tylko uśmiech politowania — PiS „zabetonowało” prokuraturę, a wy nieudacznicy nie potraficie sobie z tym poradzić? Przywracacie praworządność rękami pisowskich nominatów?

Koalicjant, wice premier i mini ster od o!brony, kosztem miliardów złotych przygotowuje się do wojny, która już była, a nie do tej, która lada chwila może wybuchnąć. Co z tego, że przez umocnienia i zapory czołgi nie przejadą, przez pola minowe piechota nie przejdzie, skoro spustoszenie będą siać rakiety i drony? Co z tego, że codziennie jest ujawniana jakaś afera, skoro żadna nie ma dalszego ciągu, żadna nie jest doprowadzana do końca? Pokrzykiwaniom przedstawicieli koalicji paździerzowej o surowych konsekwencjach towarzyszy obstrukcja wymiaru sprawiedliwości, na czele z podległą prokuratorowi generalnemu prokuraturą. Ziobro zastępców mu wyznaczył, a on, biedaczyna, nie potrafi się ich pozbyć. Ziobro „przywrócił praworządność” na drugi dzień po objęciu władzy, Bodnar i Żurek przez trzy lata nie potrafią się z tym uporać. Jeśli facet atakuje siekierą, to się nie szlocha, że prawo nie pozwala na naruszanie nietykalności cielesnej, lecz się go obezwładnia.

Z jednej strony jest bezradność, z drugiej co i rusz ujawniane są informacje ze śledztw, co przekierowuje dyskusję z problemu łamania prawa przez przestępców na bezprawny dostęp do zeznań przez polityków. Na dodatek wszystkie błędy i potknięcia koalicji punktują zarówno media nieprzychylne władzy, jak i jej sprzyjające. Jeśli Tusk nadal będzie uważał się za alfę i omegę, zapoznanego geniusza, nie będzie chciał przyjąć do wiadomości, że są od niego mądrzejsi, lepiej znający się na rzeczy i miast oprzeć kampanię wyborczą na fachowcach znowu postawi na kolesiów, zwycięstwo prawicy jest pewne. Żyjemy w czasach mediów społecznościowych. Nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze z nią dotrzeć do użytkowników i przekonać ich do niej. Jeśli leniwi nieudacznicy z koalicji paździerzowej znowu będą odżegnywać się od wspólnej listy i przekonywać, że na pewno wygrają, bo przecież nikt nie zdecyduje się oddać Polski w łapy prawicy, to mogą rozczarować się bardziej niż Trzaskowski.

Na koniec kilka słów o Macieju Berku. Przejście bezpośrednio z ław rządowych nie nosi znamion obiecanego odpolitycznienia Trybunału Konstytucyjnego. Tyle, że sytuacja nie jest normalna i potrzebny tam jest człowiek otrzaskany w polityce, który poradzi sobie, nie ugnie się pod presją i wytrzyma falę krytycznych komentarzy i pomówień, która się na niego wyleje. Co zdziałaliby Matczak, Zoll, Safjan krytykujący kandydaturę Berka? Staliby przed bramą Trybunału i ubolewali, że nie są wpuszczani do środka? Co z tego, że na przykład Zoll nie wszedł do Trybunału prosto z polityki, skoro wszedł prosto z kruchty? Nie potrafił wznieść się ponad wiernopoddańcze przywiązanie do Kościoła i uznał, że wprowadzenie religii do szkół zwykłym rozporządzeniem wydanym po przegłosowanym przez parlament votum nieufności do rządu, a także finansowanie jej z budżetu państwa jest zgodne z konstytucją?

Jest jeszcze jedna kwestia. Co by nie mówić o obecnej ekipie, to jednak zgłaszane przez nią kandydatury, niestety przeważnie z wyjątkiem tych, za którymi stoi PSL, to ludzie na zdecydowanie wyższym poziomie niż Przyłębska, Piotrowicz, Pawłowicz, Święczkowski, Manowska i inni. Krytycy kandydatury Berka najpierw krytykowali wprowadzone przez PiS zmiany, a teraz razem z PiS-em bronią status quo.

Dodaj komentarz