Rządowy zespół zarządzania

Przez Polskę przetaczają się nawałnice powodując zniszczenia. Straty są olbrzymie, idą w miliony. Czego to dowodzi? Ano tego, że nie stać nas na walkę z globalnym ociepleniem, ponieważ musimy przeznaczać coraz większe środki na walkę z jego skutkami. Poza tym nie dajmy się zwariować ani nabierać. Nie ma w ogóle żadnego globalnego ocieplenia. To spisek żydów, masonów i Niemców, którzy wmawiają ludzią (ci co się znają tak wymawiają) zmiany klimatu i na tym zarabiają. Klimat zawsze się zmieniał, zawsze w lecie było gorąco, padało i grzmiało. Dlatego żadnych działań, żadnych Zielonych Ładów, bo nas na to nie stać. Niech lepiej rząd wypłaca większe odszkodowania i rekompensaty za straty.

Mamy przed sobą 48 bardzo trudnych godzinoznajmił szef MSWiA po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. W najbardziej zagrożone rejony wysyła się wojsko, przygotowują się też strażacy. Donald Tusk już nie zamierza uspokajać przekonując, że te prognozy — a łączyliśmy się z prognostykami — nie są przesadnie alarmujące. Tym razem są alarmujące i dlatego my, Tusk, już nie będziemy optymistami odnośnie do tych prognoz. Biorąc pod uwagę powódź z ubiegłego roku, bardzo bym prosił, żebyśmy sobie nie pozwalali na optymistyczne interpretacje prognoz, które w tej chwili nie brzmią alarmująco, ale wtedy pamiętacie państwo, dosłownie na dobę przed dramatem te prognozy nie brzmiały wówczas pesymistycznie.

Czy to nie przerażające, że politycy zwracają uwagę na drobiazgi, fragmenty, a nie chcą dostrzec całości? Dlaczego uruchamiają ich prognozy dotyczące ekstremalnych zjawisk pogodowych, a nie robią na nich żadnego wrażenia badania i ostrzeżenia naukowców mówiące o tym, że będzie coraz gorzej, że zniszczenia będą coraz większe, a liczba ofiar śmiertelnych będzie coraz większa? Nie tak dawno,

W nocy z czwartku na piątek (z 5 na 6 czerwca) przez południe Polski przeszła nawałnica, jakiej nie widziano od lat. Potężne burze pojawiły się nad Małopolską i województwem świętokrzyskim, a oprócz ulewnego deszczu i silnego wiatru z nieba spadł też grad. Jak można zobaczyć w mediach społecznościowych gradowe kule były ogromne – czasem wielkości piłeczek ping-pongowych.

Rolnicy nie powinni narzekać. Zaoszczędzili na kosztach walki z globalnym ociepleniem, to mają z czego pokrywać powodowane przez nie straty. Mimo to bardzo trudno zrozumieć dlaczego nieudolne rządy, bo przecież nie chodzi tylko o polski, nie skupiają się na przyczynach, lecz koncentrują wyłącznie na skutkach. A skutki będą coraz tragiczniejsze. Jednym z najgroźniejszych zjawisk, zwłaszcza dla rolników, jest grad. Okazuje się, że rejon Europy Środkowej jest narażony na gradobicia gradzinami o średnicach przekraczających 5 cm.

Zjawisko, które można określić jako „dichotomię gradu”, opisał w 2024 roku zespół Vittorio Gensiniego w czasopiśmie „Climate and Atmospheric Science”. Badacze użyli regionalnych modeli klimatycznych do prognozowania zmian do końca XXI wieku. Wnioski są jasne: liczba dni z drobnym gradem spadnie o 25%, ale największe gradziny – powyżej 5 cm – pojawią się nawet o 75% częściej.

Czy ktoś słyszał, żeby rząd polski przygotowywał się i społeczeństwo na to zagrożenie? Przecież gradziny tej wielkości nie tylko będą rozbijać dachówki, panele słoneczne, wybijać szyby, obierać samochody z lakieru, a mogą także zabijać. Na dodatek

Coraz częstsze są przypadki, w których straty ubezpieczeniowe towarzyszące pojedynczej burzy przekraczają 300 milionów dolarów — jak miało to miejsce choćby w Stambule w 2017 roku.

A to przecież tylko jedna strona medalu. Jest i druga, równie groźna — brak wody. W dawniejszych czasach to przemysł bezkarnie zatruwał środowisko. Jakoś sobie z tym poradzono. Jest jednak branża, która od dziesięcioleci bezkarnie dewastuje i zanieczyszcza środowisko. Tą branżą jest rolnictwo. Nie dość, że wody zaczyna dramatycznie brakować, to

Zanieczyszczenia rolnicze wpływają na prawie jedną trzecią wód gruntowych i powierzchniowych, a szczególne znaczenie mają tu azotany zawarte w nawozach i oborniku. Doprowadzają do wzrostu glonów, które następnie wyczerpują poziom tlenu w wodzie, w wyniku czego tworzą się „martwe strefy”. Z kolei, jeśli azotany znajdą się w wodzie pitnej, to mogą powodować raka. Zagrożenie powodują też PFAS, czyli tzw. „wieczne chemikalia”, które nie występują w naturze i bardzo trudno je usunąć.

Unia proponuje strategię odporności wodnej.

Rozwiązaniem kryzysu wodnego miałyby być poważne zmiany w stylu życia i systemie gospodarczym Europy. Wskazuje się przy tym rolnictwo, jako głównego użytkownika netto wody, ale również ten dział gospodarki, który najmocniej przyczynia się do jej zatrucia i kryzysu. Sektor odpowiadał za 60 proc. zużycia słodkiej wody netto w UE, a popyt ze względu na zmiany klimatyczne jeszcze może wzrosnąć.

Można sobie bez trudu wyobrazić z jakim entuzjazmem PSL podejdzie do proponowanych przez Unię rozwiązań. Chłop swój chłopski rozum ma i lepiej wie, że nie wolno mi narzucać żadnych ograniczeń i wymogów. Rolnik nie zna takich pojęć jak „nie wolno”, „zakazane”. Jeśli już, to nie wolno mu niczego zakazywać.

Najnowszy test Fundacji Pro-Test wykazał, że w czereśniach z polskich upraw znajdowała się największa liczba pestycydów – było ich aż osiem. Mało tego! Są wśród nich substancje zakazane w uprawach czereśni w Unii Europejskiej. Jeden ze związków, ometoat, już dawno został wycofany z obrotu.

Trujące? Nie szkodzi. Przecież to nie do jedzenia tylko na sprzedaż. Chłop potęgą jest i basta. Żaden premier mu nie podskoczy, a już na pewno nie premier Tusk.

Dodaj komentarz