Rząd się wyżywi

Jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pisarze, zwłaszcza z tak zwanych demoludów, snuli wizje szczęśliwej ludzkości. W ich powieściach ludzie przestali toczyć wojny, dostęp do wszelakich dóbr jest powszechny, podróże kosmiczne były codziennością, a klimat pod kontrolą. Dobrobyt zapewnił oczywiście komunizm, ustrój, w którym wszyscy są właścicielami wszystkiego i wszyscy są równi. Za ujarzmianie przyrody zabrał się praktycznie cały świat, ale to głównie kraje socjalistyczne odnosiły na tym polu spektakularne sukcesy. W Polsce udało się praktycznie całkowicie osuszyć bagna, a w Rosji, a ściślej w Związku Radzieckim, doprowadzić do katastrofy ekologicznej w Azji Środkowej. Tamtejsi towarzysze umyślili sobie, że skierują wody dwóch rzek — Amu-Darii i Syr-Darii — na pola bawełny, czym przyczynią się do rozwoju przemysłu tekstylnego. W rezultacie jezioro Aralskie wyschło zmieniając się w pustynię aralską.

W innych rejonach świata ludzie też nie szczędząc sił i środków czynili sobie ziemię poddaną zmieniając bieg rzek i „regulując” je. Skutek jest taki, że z jednej strony powodzie mają coraz bardziej katastrofalne skutki, z drugiej wody zaczyna brakować. Rządy niektórych krajów poszły już po rozum do głowy. Także częściowo i polski — wygaszając prace regulacyjne na Odrze. Jednak premier nie chce słyszeć o odbudowie zasobów przyrodniczych (Nature Restoration Law), która jest kompleksowym planem odbudowy europejskiej przyrody zakładającym, że do 2030 r. 20% lasów, terenów podmokłych, rzek i ekosystemów morskich zostanie objętych różnymi formami ochrony, a do 2050 r. zostaną odtworzone wszystkie. Nie można zwlekać, ponieważ według oficjalnych danych sytuacja jest krytyczna — aż 81% chronionych prawem siedlisk przyrodniczych oraz 63% gatunków znajduje się w złym stanie. Tymczasem Donald Tusk wraz ze swymi przyjaciółmi z Finlandii, Holandii, Szwecji, Węgier i Włoch stanęli okoniem.

Urban miał tylko częściowo rację. Tak, rząd się sam wyżywi, bo nawet jak żywność drastycznie podrożeje i zacznie jej brakować, to sobie to zrekompensuje i zapewni dostawy dla VIP-ów. W czasach minionych dygnitarze partyjni mieli swoje dobrze zaopatrzone sklepy i stołówki. Społeczeństwo z kolei pocieszało się myślą, że już wkrótce w Polsce będzie jak w raju — wszyscy będą chodzić nago i jeść korzonki. Niestety, nie udało się — komuniści oddali władzę. To co nie do końca wyszło w Polsce i w krajach demokracji ludowej z powodzeniem realizuje Korea Północna. Tamtejszemu rządowi brakuje jedynie ptasiego mleczka, lud zaś przymiera głodem. Wielka szkoda, że przywódca światowego formatu jakim jest Donald Tusk nie ma odwagi stanąć chociażby przed rolnikami i wytłumaczyć im, że świat pędzi na spotkanie wodospadu, więc przeciwstawianie się próbom zmiany kursu, jakimi są wszelkie działania mające opóźnić katastrofę, to po prostu samobójstwo.

Polska klasa polityczna może sobie jeszcze pozwolić na bezmyślny, tchórzliwy populizm. Jednak tchórzostwo premiera, który lubi chełpić się jakie to on twarde, odważne i niepopularne decyzje podejmuje, po prostu poraża. Wielkimi krokami zbliża się katastrofa, a on w populistycznym amoku „ratuje polskie rolnictwo”. Dlaczego nikt go nie zapyta przed kim? Coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę, że ponoszą straty, tracą zbiory, dobytek, czasem dorobek życia i coraz częściej życie, właśnie dzięki takim przywódcom jak Tusk, Orbán, Trump, Jinping, Putin i innym, którzy własny interes polityczny przedkładają nad interes ogółu. Coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać, że przez durnych przywódców płacą coraz więcej. Raz za drożejącą żywność, dwa za straty spowodowane ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, trzy rolnikom, za to, że stracili plony i niczego nie wyprodukowali przyczyniając się do wzrostu cen.

Dach

Przez Polskę przewalił się niedawno front atmosferyczny. Przed nami kolejne. Niektóre miejscowości wyglądały jak po bombardowaniu. Na Podkarpaciu spadł grad o średnicy ponad 5 cm. Czy produkowana zgodnie z polską normą dachówka wytrzyma bombardowanie takimi kulami lodu? Zdjęcie podkarpackiego domu sugeruje, że raczej nie. Po sobotnich nawałnicach pięć i pół tysiąca gospodarstw na Podkarpaciu nie miało prądu, poważnym uszkodzeniom uległy samochody, budynki mieszkalne, uprawy rolne. Kto ludziom zrekompensuje straty? Nie Tusk ani nie Kaczyński, sami zainteresowani będą musieli zapłacić, a dorzucą się podatnicy. Policzmy.

Wojewoda podkarpacki Teresa Kubas-Hul dzień wcześniej poinformowała, że poszkodowanym przysługują trzy zasiłki. Na pomoc doraźną w wysokości do 6 tys. zł, na remont budynku gospodarczego do 100 tys. zł, a na pomoc w odbudowie domu do 200 tys. zł. „Jesteśmy gotowi uruchomić pomoc z dnia na dzień” — mówiła wojewoda. Sugerowała też, żeby samorządy nie czekały zanim zbiorą wszystkie protokoły. „Wystarczy nam komplet dokumentów od pojedynczych osób i natychmiast przekażemy płatności dla mieszkańców” – mówiła.

W Harcie w gminie Dynów uszkodzeniu uległo 700 domów o zasiewach nie wspominając. Licząc po 100.000 zł na odbudowę jednego dostajemy 70.000.000 zł (jednego Sasina). A pamiętać trzeba, że to tylko jedna miejscowość i początek lata. Jak można twierdzić, że „nie stać nas” na inwestowanie milionów na walkę z katastrofą klimatyczną i jednocześnie lekką ręką przeznaczać miliardy na rekompensowanie jej skutków?

Tak czy owak trzeba Tuskowi przyznać, że jest nieziemsko wręcz odważny. Polska została objęta procedurą nadmiernego deficytu i trzeba będzie nieco przykrócić rozbuchane wydatki. To oznacza, że jeśli liczba osób, którym nawałnice wyrządzą szkody będzie znaczna, trzeba je będzie pozostawić bez żadnego wsparcia, bo po prostu skończą się pieniądze. Co zrobi rząd gdy zdesperowani ludzie masowo wyjdą na ulice?

Dodaj komentarz