Rząd blisko stłumienia inflacji

Jakże często media donoszą o bliskości. Blisko jest do wielu rzeczy i zjawisk, ale szczególnie do odkryć bądź wynalazków. Na przykład »Naukowcy z RPA są bliscy reprodukcji szczepionki mRNA firmy Moderna«, »Polscy naukowcy bliscy przełomowego odkrycia«, »Naukowcy z UWM bliscy zrozumienia przyczyn stwardnienia rozsianego«, czy tchnąca optymizmem bliskość ponownego odkrycia eliksiru młodości — »Naukowcy są bliscy odkrycia eliksiru młodości!« Co ciekawe odkrycie, lub właściwość, trudno powiedzieć, o przełomowym znaczeniu zostaje wspomniane mimochodem.

Jedna z wielu możliwości, którą wielu chciałoby posiadać jest umiejetność czytania w myślach.  I oto zupełnie bez rozgłosu, jak coś zupełnie oczywistego i powszechnego poinformowano, że czytanie w myślach jest już faktem. Na pierwszy ogień, co raczej nie powinno dziwić w obecnej sytuacji, poszły myśli Putina. Otóż »Putin uważa, że „całe NATO to jeden wielki blef, który w praktyce nie istnieje”. Myśli, że „nikt nie będzie walczył za Polskꔫ. Dla porządku należy odnotować, że godną podziwu i zazdrości umiejętność czytania w myślach posiadł p. , z wykształcenia socjolog i politolog, z zawodu dziennikarz, a z zamiłowania pasjonat.

Co by się stało, jak zareagowałby świat, gdyby jakiś kraj zaatakował statek, pociąg, ciężarówkę wiozącą zboże, żywność do innego kraju? Tymczasem Putin wzorując się na Stalinie, który doprowadził do śmierci głodowej milionów Ukraińców, chce w ten sam sposób postąpić z setkami milionów ludzi na całym świecie. Jeśli to nie jest swego rodzaju wojna światowa, to co nią jest? Bogatym krajom i bogatym ludziom głód (na razie) nie grozi, ale kto lubi jak mu się stopa życiowa obniża? Na to właśnie liczy Rosja, że szantażem wymusi na gnuśnych społeczeństwach zachodnich zmuszenie swych rządów do podporządkowania się jej woli i przymykania oka na agresywną politykę. Tu i ówdzie już dostrzeżono to zagrożenie, ale czy uda się przekonać ludzi, że warto zacisnąć pasa?

Zachodni analitycy już wprost oskarżają Kreml o to, że dąży do wywołania na świecie fali głodu i olbrzymich wzrostów cen żywności, bo to wywoła destabilizację polityczną państw demokratycznych i kolejne olbrzymie fale migracyjne, w konsekwencji pomagając Rosjanom zrealizować cele polityczne.

Jeśli chodzi o ceny to Donald Tusk ujawnił, że inflacja jest wyższa niż „oni podają”. Na Twitterze napisał, że

Rano Polacy dowiedzieli się, że prawdziwa inflacja to 22 procent. Kilka godzin później jej twórca, Adam Glapiński, został ponownie głosami PiS szefem tego bałaganu. PISDROŻYZNA.

Portal sprawdzający fakty i prowadzący dziennikarskie śledztwa stwierdził autorytatywnie, że Donald Tusk mija się z prawdą, bo inflacja to jest to, co podaje państwowy GUS i nic innego.

FAŁSZ. Szef PO mówi o indeksie cen detalicznych w sklepach, to inne badanie i nie równa się wskaźnikowi inflacji, który wynosi 12,4 proc.

Z inflacją jest ten problem, że w ekonomi tym mianem określa się zgoła co innego, niż potocznie rozumie. Potocznie to zwykły, prozaiczny wzrost cen. Problem w tym, że ceny w gospodarce rynkowej zmieniają się ustawicznie, a nie każdy wzrost cen jest inflacją. Portal, o którym mowa wyjaśnia:

W Polsce mamy jeden główny wskaźnik inflacji — to obliczany przez Główny Urząd Statystyczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych. GUS jest urzędem centralnej administracji rządowej, ale nie jest ramieniem zbrojnym PiS, lecz nudną, przewidywalną instytucją, która robi, co do niej należy: dostarcza nam dane na temat naszego życia gospodarczego i społecznego publikując zawsze obszerną metodologię ich zbierania.

Nawiasem mówiąc tak żarliwej obrony państwowego organu przed posądzeniem go o sprzyjanie partii rządzącej nie powstydziłaby się nawet telewizja publiczna. Portal wyjaśnia, że inflacja

To — podręcznikowo — „proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce”. Słowo „przeciętny” jest tutaj kluczowe – żeby inflację zmierzyć, trzeba skonstruować przeciętny koszyk konsumpcyjny. Czyli zbadać, na co przez miesiąc — i w jakich proporcjach — wydaje pieniądze przeciętne gospodarstwo domowe. Następnie trzeba porównać, ile za taki przeciętny koszyk nasza teoretyczna rodzina płaciła rok temu, a ile płaci teraz. Ten właśnie wzrost to wskaźnik inflacji.

Posługując się instrumentarium portalu można stwierdzić, że to fałsz i to na wielu płaszczyznach. Po pierwsze „podręcznikowo” inflację zdefiniował jakiś czas temu, ok. 500 lat temu, Mikołaj Kopernik zauważając, że wzrost ilości pieniądza w obiegu jest najczęstszą przyczyną obniżenia jego wartości. Innymi słowy inflacja to nadwyżka podaży pieniądza nad podażą towarów.

W minionych czasach obowiązkowym przedmiotem na każdym kierunku była ekonomia polityczna socjalizmu. Koncentrowała się oczywiście na najlepszym, najsprawiedliwszym z ustrojów, ale zawierała także krótką wzmiankę o gnijącym kapitalizmie i jego bolączkach, z których jedną była właśnie inflacja. W socjalizmie nie do pomyślenia, bo przecież wszystko jest nasze. Wywody autora sugerują, że dziś na studiach tego nie uczą, a szkoda, by się głupot nie wypisywało. Podsumowując: Inflacja jest zawsze spowodowana przez nadmierną w stosunku do potrzeb obrotu towarowego podażą pieniądza. Rząd i bank centralny, instytucje, które — podążając za autorem — nie są ramieniem zbrojnym PiS, lecz nudnymi, przewidywalnymi instytucjami, zasiliły rynek setkami miliardów złotych. Między innymi przez programy socjalne, wychwalane pod niebiosa przez portal sprawdzający fakty i prowadzący dziennikarskie śledztwa. Potem wybuchła epidemia i emisja pustego pieniądza wzrosła niebotycznie.

Po drugie Tusk ma poniekąd rację, ponieważ ceny podstawowych artykułów wzrosły średnio powyżej 20%. W czasach minionych, czego Autor pamiętać nie może, śmiano się z podawanych przez władzę wskaźników. Owszem, masło podrożało o 56%, chleb o 73%, a mięso o 95%, ale w tym samym czasie lokomotywy i podkłady kolejowe staniały, więc średni wzrost cen rzeczywiście nie przekroczył 18,36%. Podobnie jest w tym przypadku. Koszyk konsumpcyjny, o którym mówi autor jest inny dla różnych grup społecznych. Dla pracownika inflacja ogółem w kwietniu 2022 roku w porównaniu z kwietniem 2021 roku wyniosła 112,2%, a dla rolnika 115,0%. Jeśli wziąć pod uwagę tylko żywność, to oba wskaźniki wynoszą odpowiednio 113,1% i 113,6%, zaś dla nośników energii 126,8% i 143,6%. Autor długo i zawile tłumaczy, że inflację wylicza GUS i tylko GUS, a Tusk powołuje się na indeks cen. A nie powinien, bo to nie to samo. Ale przecież w sklepach rosną ceny towarów, a nie inflacja, i to tylko o wskaźnik podany przez GUS.

Do znanych win Tuska Autor, Jakub Szymczak, dopisał kolejną — „podsycanie nieufności i oczekiwań inflacyjnych”. Na koniec zauważa szyderczo, że

Indeks zwykle jest powyżej gusowskiego wskaźnika inflacji, ale nie zawsze. Np. w październiku 2021 roku GUS notował inflację na poziomie 6,8 proc., a indeks – 4,4 proc. Wówczas jednak Donald Tusk nie tweetował, że „prawdziwa inflacja” jest mniejsza niż „oficjalna”.

Lista faktów, których portal nie sprawdził i śledztw, których nie przeprowadził byłaby imponująca. Tylko… co z tego? Argumentacja na poziomie… powiedzmy gazetki szkolnej… Takie „sprawdzanie faktów” jest, oględnie mówiąc, niewiele warte.

Dodaj komentarz