Każda akcja społeczna, zwłaszcza udana, uruchamia tych, którzy wszystko wiedzą lepiej z jednej strony i tych, którzy wzruszają z pogardą ramionami z drugiej. Pierwsi nie mają wątpliwości, że zamiast akcji, w której każdy bierze udział dobrowolnie, robi to, co potrafi lub wpłaca tyle, ile może, lepiej nie robić nic i pozwolić państwu by się tym zajęło. Pytanie dlaczego nie zajęło się dotąd i zmusza do brania spraw w swoje ręce jest nie na miejscu. Drudzy przekonują, że taka akcja to nie tylko żadne osiągnięcie, ale najprawdopodobniej przekręt, a pieniądze wcale nie trafią do potrzebujących, lecz do kieszeni organizatorów. Takie zarzuty formułują głównie sympatycy środowisk słynących z wałków, przekrętów i malwersacji. Oni doskonale wiedzą o czym mówią.
Akcja obrzydzania akcji nie udałaby się bez mediów, które nagłośnią i skomentują każdy jej aspekt, zacytują każdą wypowiedź, tym skwapliwiej im głupsza lub kontrowersyjniejsza. Portal O2, należący do słynącej z wirtualnych dziennikarzy Wirtualnej Polski przytoczył na przykład youtubera, który oszacował zyski z reklam.
Youtuber Dominik Bos z kanału Awizo TV policzył, ile Łatwogang zarobił na w pełni zmonetyzowanym streamie. — Sto milionów wyświetleń to jest, kurde, ja nie wiem, wydaje mi się, że to jest kasa idąca w miliony już z AdSense — uważa Bos.
Dlaczego to takie ważne? Ponieważ wydaje się, że Łatwogang na reklamach zarobił więcej niż Wirtualna Polska na tekstach nieistniejących dziennikarzy wychwalających pod niebiosa dokonania ministra Zbigniewa Ziobry.
Do grona wiedzących najlepiej zaliczają się populiści, komuniści i dziennikarze. Jeśli chodzi o ochronę zdrowia, to nic ich nie przekona, że czarne nie jest białe, że rozwiązania rodem z realnego socjalizmu jak nie działały wtedy, tak tym bardziej nie będą działać teraz. Wierzą głęboko, że jeśli dach przecieka, to absolutnie nie ma potrzeby go remontować. Wystarczy zwiększyć nakłady na mopy, ścierki i wiadra.

Aleksandra Kasprzak to „dziennikarka Krytyki Politycznej, pisarka i slamerka, która zdobywała doświadczenie zawodowe jako memiara i redaktorka naczelna ASZdziennika”. Wywody o akcji Łatwoganga i ogólnie stanie ochrony zdrowia w Polsce rozpoczęła od od zarysowania obsady i miejsca akcji.
Scena historyczna: dwaj młodzi mężczyźni siedzą na tle kartonów i wyginają ręce nad głowami, tworząc kształt serca. Jeden to influencer Łatwogang, który jeszcze niedawno publikował rolki w stroju z cebuli, drugi – raper Bedoes, który podczas transmisji telewizyjnej przeklina i zapewnia, że cała zebrana kwota zostanie przeznaczona na Fundację Cancer Fighters. Katarzyna Nosowska, Blanka Lipińska i inne celebrytki golą głowy na łyso. Dzwonią Robert Lewandowski i Adam Małysz. Małgorzata Kożuchowska taranuje kartony, nawiązując do słynnej sceny z M jak Miłość, gdzie jej postać zginęła w taki właśnie sposób. Politycy chcieliby wkroczyć, ale nie mogą.
Aleksandra Kasprzak mogłaby wkroczyć, ale byłoby jej łyso, ponieważ
nagle przez sufit wpada Adrian Zandberg, rapuje o opodatkowaniu milionerów i robi zdjęcie bogaczom w koszulkach. Zdjęcie zdobywa więcej polubień niż stopa Łatwoganga. Friz błaga o koszulkę, ale dla niego jest specjalna, taka z napisem „Tax Me Harder”. Zyski z merchu idą, oczywiście, na ochronę zdrowia. Dzieci na czacie piszą, że jak będą duże, to chcą być bogate, by odprowadzać duże podatki jak ich idole.
Dlaczego Zandberg wpada przez sufit? Bo też uważa, że pecunia non olet.
Po 200 tys. zł, czyli po ponad 16,5 tys. zł miesięcznie — tyle z kasy partii dostali w 2019 r. posłowie Razem Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Maciej Konieczny i Paulina Matysiak.
Nic nie przekona wyznawców Marksa, Engelsa i Lenina, że grabienie zagrabionego, czyli zabieranie bogatym, nigdy i nigdzie nie przyczyniło się do powstania dobrobytu. Przecież ochronę zdrowia w Polsce tow. Łapiński wraz z rządzącymi wtedy neobolszewikami oparł na rozwiązaniach rodem z realnego socjalizmu. Od tego czasu funkcjonuje z roku na rok coraz gorzej i dobrze by było, gdyby ktoś zbadał ile osób zmarło lub zostało okaleczonych, ponieważ barbarzyński system nie był w stanie udzielić im właściwej pomocy na czas. Mimo bowiem ciągłego „zwiększania nakładów” wpompowywania coraz to większych środków pieniędzy ciągle brakuje, a to znaczy, że wadliwy jest niewydolny, marnotrawny system.
Powspominajmy. Mateusz Morawiecki: Co roku zwiększamy środki z budżetu państwa na ochronę zdrowia — w 2024 r. zaplanowaliśmy rekordową kwotę 190 mld zł. Donald Tusk: W ciągu 2 ostatnich lat wykonanie wydatków wzrosło ze 185 mld zł do 237 mld zł. Oznacza to o 52 mld więcej. Każdy głupi potrafi ciągle dolewać wody do dziurawego wiadra, mądry najpierw dziury pozatyka. Dlatego trudno słuchając Tuska nie złapać się za głowę, przestać zgrzytać zębami i nie zastanawiać się kto tu jest idiotą? Morawiecki dosypując pieniędzy do ochrony zdrowia znosił limity wizyt u specjalistów, wprowadzał darmowe leki dla seniorów, Tusk robiąc to samo wprowadza limity nie tylko na wizyty, ale także na badania, ogranicza darmowe leki dla seniorów i dzieci, wymusza zamykanie całych oddziałów szpitalnych.
Da się zrobić lepszy prezent opozycji przed wyborami? Na szczęście Aleksandra Kasprzak wie jak zaradzić problemom. Rozwiązanie jest proste niesłychanie — wystarczy głębiej sięgnąć podatnikom do kieszeni.
251 mln zł to jedna tysięczna budżetu NFZ. A ten ledwo zipie, jest zasuszony jak rodzyn. Jeśli tempo rosnących kosztów leczenia się utrzyma, to w 2040 roku zabraknie 171 mld zł na leczenie. Można by reanimować rodzyna, gdyby podlać go 18 mld zł poprzez zwiększenie składki zdrowotnej z 9 do 10 proc. Ale politycy się do tego nie garną. Woleliby błyszczeć swą dobroczynnością na charytatywnych streamach.
Reanimacja rodzyna polegająca na zalewaniu go morzem pieniędzy może doprowadzić do tego, że nie ożyje lecz zgnije. Ale przecież
Nie chodzi o to, że Łatwogang zrobił mało. Zrywy, streamy i WOŚP-y są spoko, ale jeszcze lepiej byłoby faktycznie coś zmienić. Inaczej zatrzymamy się na PR-owych ruchach celebrytów i coraz dziwniejszych licytacjach u Owsiaka (jak trening strzelecki z wiceministrem obrony narodowej lub zabytkowy głośnik z Sali Kongresowej).
Dzięki pieniądzom zebranym przez Łatwoganga, a także Owsiaka, udało się uratować kilka dodatkowych osób. Populistyczna, bezmyślna paplanina w mediach nie uratuje nikogo. Prawdą jest, że warto coś zmienić. Ale na Boga lub Lenina nie finansowanie! Kłamstwem jest, że socjalistyczny płatnik-monopolista kontraktujący usługi medyczne u działających na wolnym rynku „podmiotów” medycznych to rozwiązanie wręcz idealne. Aleksandra Kasprzak nie przypadkiem nawet nie próbuje wyjaśnić dlaczego mimo zwiększania nakładów pieniędzy ciągle brakuje, a pacjenci są zmuszeni korzystać z usług prywatnie. Przecież płacąc za usługi medyczne, których nie zapewnił NFZ, „zwiększają nakłady na ochronę zdrowia”! Warto by też było odpowiedzieć na pytanie dlaczego i tu, i tu przyjmują ci sami lekarze? Czyżby było ich za mało? Co da zwiększenie nakładów jeśli nie ma kto leczyć? A wkrótce nie będzie także czym, ponieważ nie da się oszczędzić na konserwacji i naprawach drogich urządzeń, one muszą pracować i zarabiać na siebie.
Towarzysze populiści! Dlaczego w Korei Północnej, gdzie przecież nie ma milionerów, ten system też nie działa?
PS.
Książkę Aleksandry Kasprzak dofinansowało ministerstwo od kultury i dziedzictwa narodowego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo jest to dzieło wybitne, gdyby nie to, że w owym czasie ministrem był Piotr Gliński.
Dywagacje
Są kraje gdzie system opieki zdrowotnej działa. Gdzie kolejki do lekarzy pierwszego kontaktu są krótkie, a na wizytę u specjalisty nie trzeba czekać miesiącami. I nie mam tu na myśli tutejeszego systemu. Mimo że do specjalisty mogę się dostać w przeciągu kilku dni. I pomijając fakt, że każda wizyta, czy to u lekarza, czy w szpitalu, kosztuje mnie $10 (słownie: dziesięć dolarów). Dlaczego w Polsce nie można zmienić systemu na taki, który działa? Przecież ściąga się od prymusa, a nie od matoła – jak mawiał kiedyś Jacek Fedorowicz.
A co komu z działającego systemu? Słyszałeś, żeby się któryś chełpił tym, że handel działa i w sklepach pełno towaru? Z dumą będą chwalić się redukcją kolejek i środkami jakie wpakowali jak wygrają bitwę o handel. Na razie zabronili handlować w niedziele, bo jest rozdział Kościoła od państwa, więc trzeba nagonić klientów kościołom.