Put in jail

Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że celem Putina nie jest zdobycie i okupacja Ukrainy, włączenie jej w skład Rosji, lecz zrównanie jej z ziemią, kompletne zniszczenie. Przy okazji Europa, a zwłaszcza Polska będzie musiała zmierzyć się z falą uchodźców na niespotykaną skalę. Oczywiście polski rząd zachował się tak, jak Putin oczekiwał. Zamiast przygotować się na falę uchodźców, zamiast zawczasu dostosować prawo do wyzwań, ponad półtora miliarda złotych przeznaczono dla zaprzyjaźnionych firm, by bez przetargu wybudowały na granicy z Białorusią nikomu niepotrzebny parkan. Można było bez trudu przewidzieć, że do szkół będą musiały pójść dzieci nie znające języka polskiego. Zamiast zadbać o to, by jak najszybciej poznały język Polski i zintegrowały się z polskimi koleżankami i kolegami, mikro ster od edukacji wysmażył ustawę wprowadzającą do polskiej szkoły stalinowsko-putinowskie standardy.

Andrzej Duda, któren jest p.rezydentem, zawetował ją nie dlatego, że jest szkodliwa, ale dlatego, że „ście apelowali”, a wicie rozumicie tera potrzebna jest nam jedność, zgoda, skupienie, bo inaczej znowu nam kasa z Unii koło nosa przejedzie. Tylko dlatego zdecydowałem się skierować do ponownego rozpatrzenia w Sejmie nowelę tzw. ustawy oświatowej. […] Ustawa wzbudzała duże kontrowersje i przyszło do mnie w tej sprawie wiele protestów i wiele wniosków z różnych środowisk, żeby zablokować te przepisy. […] Dzisiaj potrzebne są nam jedność, zgoda, skupienie się na sprawach bezpieczeństwa Polski, rozwiązania problemu uchodźców, który jest. Musimy działać razem, na scenie politycznej potrzebne są skupienie, zgoda, a nie dyskusja na tematy, które z tego punktu widzenia mają znaczenie marginalne. Dlatego postanowiłem to przeciąć. Oczywiście miałem wątpliwości, bo w dużej części zgadzałem się z rozwiązaniami, które zostały zaproponowane w tej ustawie. Cechą charakterystyczna p.rezydenta jest bowiem to, że nigdy nie ma wątpliwości gdy podpisuje lewą ręką co mu podsuną pod nos, a targają nim przy wetowaniu. Pewnie dlatego bardzo rzadko cokolwiek wetuje.

Było wystarczająco dużo czasu by przygotować się do tego, co dziś ma miejsce. Amerykanie już w listopadzie zeszłego roku ostrzegali, że Putin szykuje inwazję na Ukrainę. 19 listopada 2021 roku The Niew York Times pisał:

American and British intelligence are increasingly convinced that President Vladimir V. Putin of Russia is considering military action to take control of a larger swath of Ukraine, or to destabilize the country enough to usher in a more pro-Moscow government. [Amerykańskie i brytyjskie wywiady są przekonane, że prezydent Rosji Władimir W. Putin rozważa podjęcie działań militarnych w celu przejęcia kontroli nad większą częścią Ukrainy lub destabilizacji kraju na tyle, by wprowadzić bardziej promoskiewski rząd.]

Swawolny Mateuszek* podjął kroki. Oczywiście nie wewnątrz, lecz na zewnątrz. Dwa dni po informacji w języku language polskie media podały, iż

Polska przyłącza się do ofensywy dyplomatycznej USA. W niedzielę Mateusz Morawiecki odwiedził państwa bałtyckie. Ostrzegał przed możliwością całkowitego zamknięcia przez nasz kraj granicy z Białorusią. Wskazywał na ryzyko „testowania” przez Kreml na linii Bugu gwarancji bezpieczeństwa NATO. I tłumaczył, że kryzys na granicy to tylko część znacznie szerszej ofensywy Moskwy, obejmującej groźbę inwazji na Ukrainę.

Błogie nieróbstwo trwało do 4 marca. W tym dniu władza w osobie A. Sobonia postanowiła kiwnąć palcem i wydała rozporządzenie zgodnie z którym niektóre „podmioty” nie będą musiały płacić podatku VAT. Jakie podmioty? Lecznicze, jednostek samorządu terytorialnego, a także Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych.

Obniżoną stawkę podatku […] stosuje się pod warunkiem zawarcia pisemnej umowy między podatnikiem dokonującym dostawy towarów lub świadczącym usługi, […] z której wynika, że dostarczane towary lub świadczone usługi będą wykorzystane na cele związane z pomocą ofiarom skutków działań wojennych na terytorium Ukrainy.

Rozporządzenie z 4 marca noszące datę 3 marca obowiązuje od 24 lutego. Oznacza to, że jeśli podatnik uważa, że pomógł, to może z „podmiotem” podpisać umowę z datą wsteczną i dostać zwrot podatku. Jeśli ktoś uważa, że to otwiera pole do nadużyć, to powinien mieć na względzie, że chodzi głównie o podatników i podmioty zlokalizowane na terenach, gdzie partie rządzące cieszą się niesłabnącym poparciem. Więc to nie jest żadne nadużycie, lecz kolejny dowód na to, że partia troszczy się o zwykłych ludzi. A poza tym nawet dziecko rozumie, że obywatel nie musi, a nawet nie powinien wiedzieć z wyprzedzeniem jakie zasady obowiązują, co jest zgodne z prawem, a co nie, jaka jest wysokość podatków, składek i opłat. W stosownym czasie dowie się czy złamał już obowiązujące prawo, czy jeszcze nieobowiązujące i czy w związku z tym zostanie ukarany od razu czy w późniejszym terminie.

Putinowi udało się coś niewyobrażalnego. W pierwszym rzędzie udowodnił, że jest równie nieprzewidywalny i z równą pogardą traktuje prawo jak polski rząd. Za nic ma umowy i traktaty międzynarodowe, a Duma dumna jest z tego, że potrafi z polską szybkością przepchnąć dowolną ustawę. Dowiódł także, że do Rosji pasuje jak ulał biblijny opis** pewnego posągu:

Oto posąg bardzo wielki, o nadzwyczajnym blasku stał przed tobą, a widok jego był straszny. Głowa tego posągu była z czystego złota, pierś jego i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z miedzi, golenie z żelaza, stopy zaś jego częściowo z żelaza, częściowo z gliny.

Na pokaz bomba atomowa, najnowocześniejsze systemy rakietowe, samoloty, a w rzeczywistości zdezelowany sprzęt z czasów Związku Radzieckiego, nieudolni dowódcy, zdemoralizowana armia barbarzyńców mordująca cywilów, bo nawiązać różnorzędnej walkę z armią przeciwnika nie potrafi. Putin szantażuje bronią atomową, bo to jedyna groźna zabawka, jaką dysponuje. Zachód daje się szantażować, bo wydaje mu się, że wystarczy, jak w przededniu II Wojny Światowej, „nie drażnić pana Hitlera”, żeby do konfliktu nie doszło. Wzruszające jest przekonanie zachodnich polityków, że jeśli nie zamknie się nieba nad Ukrainą, nie uniemożliwi rosyjskim samolotom bombardowania osiedli mieszkaniowych, to Putin zostawi NATO w spokoju. Zrobi co zechce niezależnie od tego, czy będą go błagali na kolanach czy całowali po rękach. Przecież samo dostarczanie broni na Ukrainę już jest czynnym udziałem w konflikcie. Jemu nawet sankcje przypominają mu wypowiedzenie wojny.

Rosja, co Putinowi udało się właśnie zademonstrować, to kolos na glinianych nogach. Jedyną bronią jaką dysponuje, którą coś jest w stanie zdziałać, jest broń atomowa. Użyje jej wtedy, gdy uzna za stosowne. Zachód pozostaje w złudnym przekonaniu, że rzucając Putinowi na pożarcie ukraińskich cywilów, pozwalając równać z ziemią ukraińskie miasta, uchroni świat przed jej użyciem. Niestety, w tej sprawie nie ma nic do gadania.


* Swawolny był oczywiście Tadeuszek, a nie Mateuszek.  Na stronie „Wolne Lektury”, która wita prośbą o datek, wierszyk Stanisława Jachowicza straszy dzieci błędem ortograficznym.
** Księga Daniela 2:31-33, Biblia Tysiąclecia.

Dodaj komentarz


komentarze 4

  1. > „Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że celem Putina nie jest zdobycie i okupacja Ukrainy, włączenie jej w skład Rosji, lecz zrównanie jej z ziemią, kompletne zniszczenie. Przy okazji Europa, a zwłaszcza Polska będzie musiała zmierzyć się z falą uchodźców na niespotykaną skalę. Oczywiście polski rząd zachował się tak, jak Putin oczekiwał.”

    No, nie. 26 lutego rosyjska agencja (dez)informacyjna „Nowosti” opublikowała propagandowy artykuł o „zdobyciu Ukrainy”. Na serwerze umieszczono go równo o godz. 8-ej (czasu moskiewskiego), co oznacza, że publikacja była zaplanowana wcześniej. Wobec niepowodzenia akcji militarnej została ona usunięta z serwera, ale w internecie nic nie ginie: 
    https://web.archive.org/web/20220226224717/https://ria.ru/20220226/rossiya-1775162336.html
    Poniżej moje tłumaczenie tego tekstu, który doskonale odsłania prawdziwe przyczyny tej wojny i jej zamysł:

    Na naszych oczach rodzi się nowy świat. Operacja wojskowa Rosji na Ukrainie zapoczątkowała nową epokę – i to jednocześnie w trzech wymiarach. I oczywiście w czwartym, wewnętrznym rosyjskim. Zaczyna się nowy okres zarówno w ideologii, jak i w samym modelu naszego systemu społeczno-gospodarczego – ale o tym warto porozmawiać osobno nieco później.

    Rosja przywraca swoją jedność – przezwyciężono tragedię 1991 roku, tę straszliwą katastrofę w naszej historii, jej nienaturalne przesunięcie. Tak, wielkim kosztem, tak, poprzez tragiczne wydarzenia rzeczywistej wojny domowej, bo teraz bracia, rozdzieleni przynależnością do armii rosyjskiej i ukraińskiej, wciąż do siebie strzelają, ale już nie będzie Ukrainy antyrosyjskiej. Rosja przywraca swoją historyczną pełnię, jednocząc świat rosyjski, naród rosyjski – w całej swej całości Wielkorusów, Białorusinów i Małorusów. Gdybyśmy z tego zrezygnowali, gdybyśmy pozwolili, by tymczasowy podział trwał wieki, to nie tylko zdradzilibyśmy pamięć o naszych przodkach, ale zostalibyśmy przeklęci przez naszych potomków za dopuszczenie do rozpadu ziemi rosyjskiej.

    Władimir Putin, bez cienia przesady, wziął na siebie historyczną odpowiedzialność nie pozostawiając rozwiązania kwestii ukraińskiej przyszłym pokoleniom. Przecież potrzeba jej rozwiązania zawsze pozostawała głównym problemem Rosji – z dwóch kluczowych powodów. A sprawa bezpieczeństwa narodowego, czyli stworzenie antyrosyjskiej z Ukrainy i przyczółka Zachodu, by wywierać na nas presję, jest tylko drugim najważniejszym z nich.

    Pierwszym byłby kompleks ludzi na zawsze podzielonych, kompleks upokorzeń narodowych – kiedy dom rosyjski najpierw utracił część swoich fundamentów (Kijów), a potem został zmuszony do pogodzenia się z istnieniem dwóch państw i dwóch narodów, zamiast jednego. To oznaczałoby wybór: albo porzucić swoją historię zgadzając się z obłąkanymi wersjami, że „tylko Ukraina jest prawdziwą Rosją”, albo bezradnie zgrzytać zębami wspominając czasy, kiedy „utraciliśmy Ukrainę”. Powrót Ukrainy, czyli powrót do Rosji, byłby z każdą dekadą coraz trudniejszy – rekodowanie, derusyfikacja Rosjan i podżeganie ukraińskich Małorusów przeciwko Rosjanom nabierałoby rozpędu.

    Teraz ten problem zniknął – Ukraina wróciła do Rosji. Nie oznacza to, że jej państwowość zostanie zlikwidowana, ale zostanie zreorganizowana, przubudowana i przywrócona do naturalnego stanu części rosyjskiego świata. W jakich granicach, w jakiej formie zostanie ustalony sojusz z Rosją (poprzez ОДКБ i Unię Eurazjatycką czy Państwo Związkowe Białorusi i Rosji)? Zdecyduje się to po tym, kiedy w historii zapisze się koniec Ukrainy jako antyrosyjskiej. W każdym bądź razie okres rozłamu narodu rosyjskiego dobiega końca.

    I tu zaczyna się drugi wymiar nadchodzącej nowej epoki – dotyczy relacji Rosji z Zachodem. Nawet nie Rosji, ale rosyjskiego świata, czyli trzech państw: Rosji, Białorusi i Ukrainy, funkcjonujących pod względem geopolitycznym jako jedna całość. Relacje te wchodzą w nowy etap – Zachód widzi powrót Rosji do swoich historycznych granic w Europie. I jest tym głośno oburzony, choć w głębi duszy musi przyznać przed sobą, że nie mogło być inaczej.

    Czy ktoś w starych stolicach europejskich, w Paryżu i Berlinie, poważnie wierzył, że Moskwa zrezygnuje z Kijowa? Że Rosjanie na zawsze pozostaną podzielonym narodem? W tym samym czasie, kiedy Europa się jednoczy, kiedy elity niemieckie i francuskie próbują przejąć kontrolę nad integracją europejską od Anglosasów i zbudować zjednoczoną Europę? Zapominając, że zjednoczenie Europy stało się możliwe tylko dzięki zjednoczeniu Niemiec, co wydarzyło się zgodnie z dobrą (choć niezbyt mądrą) wolą Rosjan? Zamachnięcie sie po tym także na ziemie rosyjskie nie jest nawet szczytem niewdzięczności, ale geopolitycznej głupoty. Zachód jako całość, a tym bardziej Europa w szczególności, nie miał siły, by utrzymać Ukrainę w swojej strefie wpływów, a tym bardziej, by wziąć ją dla siebie. Żeby tego nie zrozumieć, trzeba by być po prostu geopolitycznymi głupcami.

    Dokładniej, była tylko jedna opcja: postawić na dalszy upadek Rosji, czyli Federacji Rosyjskiej. Ale fakt, że to nie zadziałało, powinien był być jasny dwadzieścia lat temu. A już piętnaście lat temu, po monachijskim przemówieniu Putina, nawet głusi usłyszeli – Rosja powraca.

    Teraz Zachód próbuje ukarać Rosję za to, że wróciła, że powstrzymała plany zysków jej kosztem, że niedopuszcza do ekspansji zachodniej przestrzeni na wschód. Chcąc nas ukarać Zachód uważa, że ​​stosunki z nim mają dla nas ogromne znaczenie. Ale od dawna tak nie było – świat się zmienił i dobrze to rozumieją nie tylko Europejczycy, ale także rządzący Zachodem Anglosasi. Żadna presja Zachodu na Rosję nie doprowadzi do niczego. Eskalacja konfrontacji przynosi straty po obu stronach, ale Rosja jest na nie gotowa moralnie i geopolitycznie. Ale dla samego Zachodu wzrost stopnia konfrontacji pociąga za sobą ogromne koszty – a główne nie są wcale ekonomiczne.

    Europa jako część Zachodu pragnęła autonomii – niemiecki projekt integracji europejskiej nie ma strategicznego sensu przy zachowaniu anglosaskiej kontroli ideologicznej, militarnej i geopolitycznej nad Starym Światem. I nie może się to udać, bo Anglosasi potrzebują kontrolowanej Europy. Ale Europa potrzebuje autonomii także z innego powodu – na wypadek samoizolacji państw (w wyniku narastających konfliktów wewnętrznych i sprzeczności) lub skupienia się na regionie Pacyfiku, gdzie przesuwa się geopolityczny środek ciężkości.

    Ale konfrontacja z Rosją, w którą Anglosasi wciągają Europę, odbiera Europejczykom nawet szansę na niepodległość – nie mówiąc już o tym, że w ten sam sposób Europa próbuje narzucać zerwanie z Chinami. Jeśli teraz atlantyści cieszą się, że „rosyjskie zagrożenie” zjednoczy blok zachodni, to w Berlinie i Paryżu nie mogą nie rozumieć, że tracąc nadzieję na autonomię projekt europejski po prostu upadnie w perspektywie średnioterminowej. Właśnie dlatego niezależni Europejczycy są teraz zupełnie niezainteresowani budowaniem nowej żelaznej kurtyny na swoich wschodnich granicach – zdając sobie sprawę, że zamieni się ona w zagrodę dla Europy, której stulecie (a dokładniej pół tysiąclecia) światowego przywództwa już minęło – ale wciąż możliwe są różne opcje jego przyszłości.

    Bo budowa nowego porządku światowego – i to jest trzeci wymiar bieżących wydarzeń – przyspiesza, a jego kontury są coraz wyraźniej widoczne przez poszerzający się parasol anglosaskiej globalizacji. Świat wielobiegunowy wreszcie stał się rzeczywistością – operacja na Ukrainie nie jest w stanie zmobilizować nikogo poza Zachodem przeciwko Rosji. Bo reszta świata doskonale widzi i rozumie, że ten konflikt między Rosją a Zachodem to jest odpowiedź na geopolityczną ekspansję atlantyków, to jest powrót Rosji do jej historycznej przestrzeni i jej miejsca w świecie.

    Chiny i Indie, Ameryka Łacińska i Afryka, świat islamu i Azja Południowo-Wschodnia – nikt nie wierzy, że Zachód rządzi światowym porządkiem, a tym bardziej ustala reguły gry. Rosja nie tylko rzuciła wyzwanie Zachodowi, ale pokazała, że ​​epokę zachodniej globalnej dominacji można uznać wreszcie za całkowicie zamkniętą. Nowy świat będzie budowany przez wszystkie cywilizacje i ośrodki władzy, oczywiście wspólnie z Zachodem (zjednoczonym lub nie) – ale nie na jego warunkach i nie według jego reguł.

    Czyli czego chce Putin to wiadomo i to się nie zmieniło. Zmieniły się tylko środki, jakimi chce swój cel osiągnąć.

    > „Rosja, co Putinowi udało się właśnie zademonstrować, to kolos na glinianych nogach. Jedyną bronią jaką dysponuje, którą coś jest w stanie zdziałać, jest broń atomowa.”

    Jestem jakoś dziwnie spokojny, że z tą bronią atomową może być tak samo, jak z resztą uzbrojenia. Że jest w takim stanie technicznym, jak reszta wojsk. Że wszystko, co było do ukradzenia zostało rozkradzione, a pieniądze na modernizację i choćby – konieczne – wymienianie plutonu w głowicach raz na dzisięć lat zostały zamienione na przeróżne pałace i nieruchomości za granicą.

    1. Uważam, że jedno nie przeczy drugiemu. Owszem, celem było „zjednoczenie”. Niestety, okazało się, że clown, narkoman i Putin wie co jeszcze Wołodymyr Zełenski nie spełnił pokładanych w nim nadziei i wyrósł na prawdziwego męża stanu i bohatera. Gdyby nie to, być może Ukraińcy nie witaliby Rosjan kwiatami, ale na pewno nie stawialiby tak zaciętego oporu. Gdy okazało się, że nie da się Ukrainy przyłączyć do macierzy w kilka dni postanowiono ją rzucić na kolana, zniszczyć, słowem уничтожить. I właśnie ten scenariusz jest teraz realizowany. Scenariusze widzę dwa. Albo Putin będzie nadal bombardował, niszczył wszystko jak leci dążąc do tego, żeby kamień na kamieniu nie został, albo uzna, że wystarczy, że Ukraina długo się nie podniesie i odpuści. Za pierwszym przemawia obrócenie w perzynę miast w republikach, które właśnie dekretem Putina stały się niepodległe. Zniszczy Ukrainę i zostawi ją sama sobie. Stalin odpowiada za śmierć głodową milionów Ukraińców, Putin miałby być gorszy? Przy okazji zagłodzi pół świata, bo ropa ropą, ale Ukraina jest głównym eksporterem zbóż (wraz z Rosją).

      Co do bomb być może masz rację. Niestety, nikt palcem nie kiwnie żeby to sprawdzić dopóki Putin nie zdecyduje, że trzeba komuś dać nauczkę. NATO nigdy nie rozpocznie III wojny światowej. Poczeka aż Rosjanie zaanektują Białoruś, Ukrainę, Litwę, Łotwę, Estonię, Polskę, Gruzję, (Węgry same dołączą) i inne kraje, ale III wojny nie wywoła. Bo tylko Rosja ma prawo robić co chce i wywoływać wojnę o dowolnym numerze w dowolnym miejscu na globie.

      1. > „Scenariusze widzę dwa. Albo Putin będzie nadal bombardował, niszczył wszystko jak leci dążąc do tego, żeby kamień na kamieniu nie został, albo uzna, że wystarczy, że Ukraina długo się nie podniesie i odpuści. Za pierwszym przemawia obrócenie w perzynę miast w republikach, które właśnie dekretem Putina stały się niepodległe. Zniszczy Ukrainę i zostawi ją samą sobie. Stalin odpowiada za śmierć głodową milionów Ukraińców, Putin miałby być gorszy?”

        To jest scenariusz znany z Czeczenii, ale tym razem najwyraźniej zabraknie mu rakiet, by to samo zrobić z Ukrainą.

        Dlatego obawiam się innego scenariusza. Wojnę, tak samo jak pożar, można kontrolować tylko do pewnego momentu. Potem wydarzenia toczą się same z siebie. Już mieliśmy rozbitego drona w Chorwacji, co było próbą zawiązania konfliktu z Serbią, zatem rozniecenia ognia na Bałkanach – wiadomo, czym to grozi. Tylko co doszło doszło do wymiany ognia w Górnym Karabachu. Teraz Iran wystrzelił rakiety na Ibril w Iraku, a przecież Bliski Wschód to beczka prochu. W mojej ocenie za tymi prowokacjami stoi Moskwa, która próbuje uczynić coś, co odwróci uwagę świata od Ukrainy, a przecież nie trzeba tłumaczyć, czym to się może skończyć. Nie jesteśmy całkiem bezpieczni. Ten pożar może przyjść i do nas, dlatego Putina trzeba powstrzymać teraz. Wszystkimi dostępnymi środkami.

        I jeszcze jedna refleksja – przykłady Ukrainy i Białorusi pokazują co się dzieje, kiedy nie wykorzystuje się nadarzających możliwości, krótkiego okienka czasowego. Myśmy takowe wykorzystali stawiając jednoznacznie na integrację z zachodem, ale gdybyśmy posłuchali różnych teoretyków jakiejś „trzeciej drogi”, których przecież nie brakowało? Gdybyśmy posłuchali tych, co twierdzili i wciąż twierdzą, że UE to drugi ZSRR?

        Bylibyśmy w takiej samej czarnej dziurze, w jakiej są nasi wschodni sąsiedzi.

        1. » I jeszcze jedna refleksja – przykłady Ukrainy i Białorusi pokazują co się dzieje, kiedy nie wykorzystuje się nadarzających możliwości, krótkiego okienka czasowego. Myśmy takowe wykorzystali stawiając jednoznacznie na integrację z zachodem, ale gdybyśmy posłuchali różnych teoretyków jakiejś „trzeciej drogi”, których przecież nie brakowało? Gdybyśmy posłuchali tych, co twierdzili i wciąż twierdzą, że UE to drugi ZSRR? »

          Tak, myśmy skorzystali. Teraz zaś robimy wszystko, żeby to zaprzepaścić wspierając Putina z całych sił. Śmialiśmy się z Wałęsy, który był za a nawet przeciw. PiS oparło na tej zasadzie całą swoja politykę. Tragedia polega na tym, że w tak potwornych czasach rządzą nami kompletni, choć niebywale cyniczni durnie. Niby wspierają Ukrainę, a de facto realizują politykę Putina.