Dotąd ci, którzy gardłowali za obecnością obcych wojsk na terenie Rzeczypospolitej Polskiej byli określani mianem targowiczan względnie zdrajców. Czasy się jednak zmienią. Dziś kilkanaście tysięcy obcych żołnierzy to gwarancja bezpieczeństwa i suwerenności, dlatego władza nie tylko zabiega o to, by było ich jak najwięcej, ale jeszcze funduje im pobyt. Radosław Sikorski nie ma wątpliwości, że w polskim interesie jest, żeby amerykańskich żołnierzy w Europie było jak najwięcej, a najlepiej w Polsce. […] My nie wnikamy w to skąd ci amerykańscy żołnierze mieliby przybyć. W Polsce będą mile widziani i umowa o statusie wojsk jest, uważamy, konkurencyjna dla Stanów Zjednoczonych, bo wspieramy ten pobyt z sumą 15.000 dolarów na żołnierza. W Polsce stacjonuje około 10.000 amerykańskich żołnierzy co kosztuje polskiego podatnika 150.000.000 dolarów czyli około 540.000.000 zł, ponad pół miliarda złotych. Do tego trzeba doliczyć finansowanie budowy i utrzymania baz, wyżywienia itp. W sumie to bez mała 2 mld zł. 2 miliardy za garstkę żołnierzy, którzy w razie konfliktu zbrojnego na niewiele się zdadzą, a Trump prędzej każe im zachować neutralność niż rzuci do walki z agresorem.
W Rzeczypospolitej Polskiej obecnie bez mała 500.000 osób pobiera emeryturę głodową, czyli w wysokości niższej niż najniższa. Gdyby rząd przeznaczył pieniądze, które płaci na utrzymanie obcego wojska, na wsparcie dla emerytów pobierających głodowe emerytury, to każdy z nich otrzymałaby około 300 zł miesięcznie więcej. Na pocieszenie należy wspomnieć, że dzięki waloryzacji emerytura Jarosława Kaczyńskiego wzrosła w tym roku o 570 zł, a najniższa emerytura jest wyższa o niecałe 100 zł. Zaprawdę godne to i sprawiedliwe jest, że w tym państwie bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Zaprawdę gorliwość z jaką państwo wyrównuje nierówności i walczy z ubóstwem jest godna podziwu.
W czasach minionych Telewizja Polska emitowała opowiadane przez Jana Kobuszewskiego „Bajki dla dorosłych”. Potem kabaret Potem prezentował „Bajki dla potłuczonych”. Kilka dni temu portal wyborcza.pl opublikował bajkę dla prenumeratorów, opowiedzianą przez profesora Marka Górę. Góra był współautorem wprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka reformy emerytalnej. Po przekształceniu Polski z socjalistycznego raju w normalny kraj, światli ludzie spostrzegli, że dotychczasowy repartycyjny system emerytalny wkrótce zawali się ze względu na demografię. Po prostu nie da się w nieskończoność rozmnażać. Liczba pracujących będzie więc spadać, a liczba emerytów rosnąć. To będzie generować coraz większe koszty, bo składek nie starczy na pokrycie wydatków i braki trzeba będzie uzupełniać z budżetu. Prof. Góra opowiada:
Rozwiązanie odpowiadające obecnej strukturze ludnościowej udało się zaprojektować i wprowadzić w: Szwecji, Polsce, Włoszech i Łotwie. W Polsce i w Szwecji nastąpiło to tego samego dnia, czyli 1 stycznia 1999 r. Podstawą tych rozwiązań jest system indywidualnych kont emerytalnych obejmujący całe społeczeństwo (w praktyce niestety z wyjątkami), których stany przekształcane są w strumień dożywotnich wypłat od dnia przejścia na emeryturę.
Reforma polegała na wprowadzeniu drugiego filaru — kapitałowego. Składkę emerytalną podzielono na dwie części. Jedna trafiała na indywidualne konto, druga jak dawniej do wspólnego worka, który także oparto na kapitale — im więcej składek odprowadzisz, tym większą emeryturę dostaniesz. Jak to zwykle w Polsce bywa system, który z założenia miał być powszechny wcale powszechny nie był, tchórzliwi politycy dla osobistych korzyści wyłączali zeń kolejne grupy zawodowe, a rolników w ogóle nie włączono pozostawiając KRUS.
Takie proste do zrozumienia i przejrzyste w swym funkcjonowaniu rozwiązanie nosi właśnie nazwę NDC [Non-financial Defined Contribution]. W Polsce NDC całkowicie zastąpiło poprzedni system emerytalny, który został zlikwidowany. Tak więc stosowane powszechnie określenie „reforma emerytalna z 1999 r.” jest w sumie mylące, jako że była to nie tyle reforma, co wymiana systemu emerytalnego.
Dziwne jest to, co pisze prof. Góra, ponieważ wprowadzone przez rząd Jerzego Buzka rozwiązanie zastąpiło poprzedni, repartycyjny system dodając doń filar kapitałowy. Niewiele ponad dekadę od „wymiany systemu” gigantyczny reformator Donald Tusk pozostawiając zasady dotyczące dwóch filarów drugi, kapitałowy, de facto zlikwidował. Składki znacjonalizował bez odszkodowania i ogołocił rynek z kapitału, ponieważ fundusze inwestowały w przemysł lokując składki w akcjach firm, których kondycja w dużym stopniu zależała od decyzji władz.
Ponieważ prof. Góra w artykule opowiadał o reformie, która została wywrócona przez rząd Tuska, więc redakcja pospieszyła z wyjaśnieniem.
Profesor Marek Góra (SGH) zaprojektował (wraz z Michałem Rutkowskim) funkcjonujący obecnie w Polsce (od 1999r) system emerytalny oparty na przejrzystej indywidualnej wymianie międzypokoleniowej.
Na czym polega owa „przejrzysta indywidualna wymiana międzypokoleniowa”? Ano na tym, że państwo od pracujących pobiera składkę emerytalną i przeznacza ją na wypłaty w miarę godnych świadczeń dla dzisiejszych emerytów. Przyszli emeryci pewni mogą być tylko wysokości składek płaconych dziś, a nie przyszłej emerytury, ponieważ jej wysokość zależna jest nie tyle od zgromadzonego przez nich kapitału, ile od sumy składek wpłacanych na bieżąco przez wszystkich pracujących. Celem reformy było bowiem odejście od systemu repartycyjnego. Dlatego dziś głodową i najniższą emeryturę w sumie pobiera niecały milion emerytów, dzięki Tuskowi za kilkadziesiąt lat głodowe emerytury będą otrzymywali wszyscy z wyjątkiem wybranych.
Polacy nigdy nie darzyli wielkim zaufaniem władzy. Nic dziwnego, z reguły była to władza narzucona. Po transformacji to zaufanie powoli zaczęło się odbudowywać. Kraj wychodził z kryzysu, przeprowadzano reformy. Owszem, nie dotrzymywano obietnic, preferowano jedne grupy społeczne kosztem innych, ale generalnie sprawy szły w dobrym kierunku. Rząd Cimoszewicza przygotował nową konstytucję, rząd Jerzego Buska cztery wielkie reformy. System emerytalny miał być finansowany z prywatyzacji, ale populiści o żadnej prywatyzacji nie chcieli słyszeć. Pogrobowcy bolszewików z tow. Leszkiem Millerem na czele, którzy przejęli władzę po Jerzym Buzku, dostrzegli wielki potencjał drzemiący w służbie zdrowia, więc czym prędzej powołali ogólnokrajową czapę, płatnika monopolistę z mnóstwem synekur do obsadzenia, a działanie systemu oparli na bliskim ich sercu systemie kontraktacji trzody chlewnej, który nie sprawdził się nigdy nigdzie. Nie miało to znaczenia, ponieważ system miał służyć beneficjentom, a nie pacjentom.
Kolejną reformę Buzka, system emerytalny, prawie do stanu z czasów realnego socjalizmu, cofnęli tak zwani liberałowie pod wodzą Donalda Tuska. Prawie, ponieważ likwidując jeden filar pozostawili rozwiązania obowiązujące dla dwóch. Jedynym autorskim pomysłem było podniesienie wieku emerytalnego. Rozwiązanie sensowne, ale wprowadzone nieudolnie, bez jakiejkolwiek kampanii informacyjnej i bez alternatywy — każdy miał pracować dłużej i kropka. A można było wprowadzić dobrowolność — przechodzisz na emeryturę według starych zasad, ale musisz się liczyć z niższym świadczeniem. Trzecią reformę, reformę oświaty, wywrócił rząd PiS-u. Niewybaczalna jednak jest nie tyle dewastacja systemu ochrony zdrowia, emerytalnego, edukacji, ile złamanie umowy społecznej, zniszczenie odbudowywanego z mozołem zaufania do władzy.
Co czeka Polki i Polaków? Wybory. Do wyboru są populiści antyeuropejscy i proeuropejscy. Ani jedni, ani drudzy nie są zainteresowani żadnymi zmianami, reformami i nie kiwną palcem dopóty, dopóki coś się nie zawali. Na razie udało się w Unii zaciągnąć kredyt na kilkaset miliardów złotych na zbrojenia, więc będzie co dzielić i za co ewentualnie kupować głosy.
Dywagacje