Prawdziwy przywódca kroczy na czele stada, wskazuje drogę i chroni. Nie otacza się potakiwaczami i klakierami, którzy utwierdzają go w przekonaniu o własnej wyjątkowości, lecz specjalistami, którzy potrafią wylać kubeł zimnej wody na zbyt pewny siebie łeb. Takie podejście zdaje egzamin, czego dowodem ostatnie wybory. Złożony z fachowców sztab wyborczy kandydata mającego wiele za uszami wykreował na prezydenta, a złożony z kolesi pogrzebał szanse faworyta. Który zresztą sam się do klęski przyczynił sprzeniewierzając się swoim własnym poglądom. Podobna sytuacja była w Krakowie, gdzie prezydent zamiast wytłumaczyć mieszkańcom dlaczego podjął korzystne z punktu widzenia ich zdrowia decyzje zmniejszające zanieczyszczenie, zaczął się z nich wycofywać rakiem. Nie mówiąc już o tym, że namawiał do korzystania z komunikacji miejskiej jednocześnie podnosząc ceny biletów i zmniejszając częstotliwość kursowania.
Jeśli przywódca nie ma pojęcia w którą stronę iść, zapowiada podjęcie działań po czym albo nie robi nic, albo wycofuje się, kluczy, to co to za przywódca? Prawdziwy lider nie ogląda się na sondaże, nie zmienia zdania pod publiczkę, lecz przekonuje ludzi do swoich racji, idei i porywa za sobą. Dlatego bardzo trudno nie nabawić się stanów lękowych gdy polski Donald idąc za przykładem bohaterskiego Donalda amerykańskiego co i rusz zmienia zdanie. Najpierw przekonywał, że każdy naród ma prawo do swoich interpretacji, choć decyzja prezydenta Zełenskiego narusza naszą wrażliwość historyczną i moim zdaniem niepotrzebnie znowu wynosi na dość niepokojący poziom kwestię różnic historycznych, różnych interpretacji.
Swoją drogą ile trzeba mieć w sobie i hipokryzji i tupetu, by gloryfikować polskich żołnierzy wyklętych, którzy — bywało — kolaborowali z wrogiem zewnętrznym i analogicznie jak władza ludowa walczyli z wrogiem wewnętrznym, czyli innymi Polakami? Nasza wrażliwość pozwala na składanie kwiatów na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych i tak zwanych „żołnierzy wyklętych”. Żołnierzy, którzy nie atakowali Rosjan, okupacyjnej Armii Czerwonej, lecz posterunki polskiej milicji. Dlaczego zabijanie Polaków przez Polaków jest bohaterstwem, a przez Ukraińców zbrodnią? Dlaczego o zbrodniach Rosjan, którzy mają na sumieniu wiele ofiar, panuje zmowa milczenia? Czy IPN bada i opisuje losy Polaków wywożonych do Rosji po wojnie? Przecież Polacy byli więzieni i umierali w łagrach jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku! To są „fakty autentyczne”! Może zamiast doktoryzować się na oczernianiu noblisty, który doprowadził do wycofania się okupacyjnych wojsk rosyjskich z Polski wreszcie zacząć odkłamywać 45 lat bratniej pomocy i współpracy? Ile osób zostało uznanych za zmarłych w wyniku postanowienia sądu? Ile było dramatów podobnych do opisanego przez cudem ocalałego? Czy chociaż symbolicznie zadośćuczyniono rodzinom?
Tusk najpierw przekonuje, że każdy naród ma prawo gloryfikować takich bohaterów jakich ma skoro nie ma innych, po czym zerknąwszy na sondaże zmienia zdanie o 180° i niczym Gowin nie czeszący się z tego, że głosował ‚za’ deklaruje, że choć sam mógłbym zareagować inaczej niż Karol Nawrocki, to rozumiem jego stanowisko i nie zamierzam go podważać. Paplanina typowa dla człowieka bez kręgosłupa, bez własnego zdania, który jest w stanie zaakceptować najgłupszą decyzję, najbardziej szkodliwe działanie licząc na poklask i uznanie. Mógłby zareagować, ale nie zareagował. Bo choć politykę zagraniczną, co wielokrotnie podkreślał, prowadzi rząd, to w tym konkretnym przypadku niech sobie z Zełenskim tę sprawę rozwiązuje Nawrocki. Rządu nie obchodzi jak to zrobią, bo premier chce mieć spokój. Owszem, jest resort zajmujący się dyplomacją, ale nie można od niego za dużo wymagać,
Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do Prezydentów @NawrockiKn i @ZelenskyyUa o bezpośrednią i szczerą rozmowę. Zanim emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy. To chyba oczywiste dla nas wszystkich.
Niestety, sam premier jest mistrzem w podsycaniu emocji i rujnowaniu współpracy. Choć w sejmie zbolałym głosem przestrzega przed brunatną falą, to sam przy każdej nadarzającej się sposobności dolewa oliwy do ognia. Ostatnio miały miejsce pokazowe deportacje Ukraińców, którzy popełnili drobne wykroczenia. Najpierw po koncercie Maxa Korża deportowano młodych Ukraińców za wywracania barierek i wtargnięcie na płytę Stadionu Narodowego. Potem wyrzucono ukraińskiego influencera, który wjechał samochodem na plaże nad Morskim Okiem w Tatrach. Ukrainiec, który złowił i wywiózł w bagażniku ogromnego świętego suma z warszawskiego jeziorka Balaton także został deportowany. Normalnie za takie czyny grożą niezbyt wysokie kary. W państwie, w którym Tusk przywraca praworządność, egzekwowaniem prawa zajmuje się sam osobiście. W przypadku Morskiego Oka na swoim profilu na X chełpił się, że nie tylko u Brauna (niem. brunatny) i innych, ale także u niego doszło do przebudzenia oburzenia. I to przebudzenie sprawiło, że w kąt poszły równość wobec prawa, prawo do sądu, obrony. Nie będą nam tu Ukraińcy po stadionie biegać, plaż samochodami rozjeżdżać, ryb łowić. Won za Don i żebym was tu więcej nie widział!
Coraz trudniej uwierzyć, że Tusk to realna alternatywa dla pisowskiego bezprawia. Z pojedynczych incydentów, z pojedynczych wyzwisk, z pojedynczych wyskoków medialnych, zaczyna robić się fala. Fala, która nie tylko upokarza przyzwoitych, uczciwych, patriotycznych Polaków, ale która zaczyna być niebezpieczna z punktu widzenia istoty Rzeczpospolitej — dowodził w Sejmie. Po spotkaniu w Londynie, na którym nie było przedstawiciela Polski wyprężył populistyczny muskuł i oznajmił, że on z Nawrockim to Polska, a z punktu widzenia Polski żadne ustalenia, w których Polska nie uczestniczy, nie będą przez nas respektowane, to znaczy nie będą nas zobowiązywały. Czy to oznacza, że jeśli Ukraina podpisze układ pokojowy z Rosją, to Polska go nie uzna? A jeśli przy odbudowie Ukrainy polskie firmy zostaną pominięte, to Tusk z Nawrockiem osobiście wjadą buldożerami?
Stado pozbawione przewodnika jest skazane na zagładę. Polska, zwłaszcza teraz, w obliczu toczącej się za miedzą wojny, potrzebuje przywódcy z prawdziwego zdarzenia. Tusk realizujący politykę opozycji, a więc pośrednio Putina, nie jest przywódcą, który bezpiecznie przeprowadzi kraj przez wzburzone fale wewnętrznych i zewnętrznych zagrożeń. Oczywiście Kaczyński i inni pomniejsi liderzy też nie są, ale oni starają się sprawiać wrażenie, że wiedzą czego chcą i do czego konsekwentnie dążą. Konia z rzędem temu, kto wie co jest celem koalicji paździerzowej. Lista zaniechań, zaniedbań, niespełnionych obietnic, zawiedzionych nadziei jest przerażająco długa.
Dzięki sprytowi Tuska do Polski napływają miliardy euro. Opozycja bez trudu przekona wyborców, że lepiej te pieniądze zagospodaruje. A Tusk nie zaoponuje…
Dywagacje
I tu jest pies pogrzebany. Brak prawdziwego lidera pogrąża kraj w chaosie. W Stanach to samo. Trump rządzi (jeśli jego poczynania można nazwać rządzeniem) właśnie przy pomocy chaosu i nawet jego wyznawcom trudno połapać się w którym kierunku kraj zmierza. W partii Demokratycznej lidera również ze swiecą szukać. Gubernator Kalifonii co prawda próbuje kreować się na takiego, ale póki co robi to bardzo nieudolnie. Jak na razie kraj stoi na rozdrożu i co będzie po kolejnych wyborach pozostaje zagadką. I to tyle z tej strony – jak mawiają Brytyjczycy – sadzawki.