Padają słowa

Teoretycznie lęk i strach to to samo. Praktycznie to zupełnie co innego. Najogólniej rzecz ujmując lęk to obawa przed czymś, często nieuzasadniona. Na przykład przed egzaminem, zabiegiem, spotkaniem. Strach z kolei to naturalna, instynktowna reakcja na zagrożenie. Podczas gdy lęk paraliżuje, strach mobilizuje umożliwiając działanie, na przykład ucieczkę. Zmorą współczesności są stany lękowe, czyli wyolbrzymione obawy, nieuzasadnione, nieadekwatne do sytuacji. Same lub w połączeniu z depresją mogą zaburzyć świadomość do tego stopnia, że niemożliwa staje się realistyczna ocena rzeczywistości. Człowiek zaczyna głęboko wierzyć w coś, co nigdy nie miało miejsca, w nie mające nic wspólnego z rzeczywistością wyimaginowane zagrożenie lub krzywdy.

Bardzo łatwo nabawić się stanów lekowych obserwując polską scenę polityczną i słuchając polityków. Od razu po zmianie ustroju wyborcy zostali pozbawieni wpływu na skład parlamentu. To oczywiste. Ci, którzy tworzyli zręby III Rzeczypospolitej przeżyli całe życie w PRL-u i znali tylko demokrację socjalistyczną z przewodnią rolą partii. Dla nich priorytetem był komfort rządzenia, a to mógł zapewnić tylko system partyjny i podporządkowana mu ordynacja preferująca wielkie ugrupowania. Stąd progi nie dopuszczające do wyboru przedstawicieli mniejszych ugrupowań i system preferujący większe. Jak to działa w praktyce okazało się w 2015 roku, gdy poparcie na poziomie niecałych 38% przełożyło się na 235 mandatów, czyli 51% w Sejmie. Nawet w demokracji socjalistycznej nie obowiązywał system, który przy poparciu na poziomie, wtedy nie będącym niczym nadzwyczajnym — 99,99% — dawałaby 200% mandatów.

Politycy mieli proste wytłumaczenie. Gdyby do parlamentu dostawali się ci, na których wyborcy oddali więcej głosów, to w Sejmie znalazłoby się dużo małych ugrupowań. Pojawiłby się problem z wyłonieniem większości rządzącej, a rozdrobnienie utrudniałoby podejmowanie decyzji. Na szczęście homo sovieticus, który przejął władzę po komunistach, nie wpadł na genialny w swojej prostocie pomysł, by zamiast parlamentu ustanowić dużo tańszą i skuteczniejszą dyktaturę. Przykład Nawrockiego, który miał zostać prezydentem dowodzi, że jeden światły człowiek na czele państwa jest w stanie zapewnić ład, porządek, dobrobyt i bezpieczeństwo. Tego nie zapewni 460 kłócących się na okrągło darmozjadów.

Dawniej co odważniejsi publicyści nieśmiało sugerowali, że w Polsce nie głosuje się ‚za’, lecz ‚przeciw’. Innymi słowy wyborcy nie głosują na tych, którym ufają, lecz na mniejsze zło. Dziś już nawet politycy zachęcają do głosowania na nich nie dlatego, że są dobrzy, mają plan, program, wiedzą co zrobić i jak, lecz dlatego, że ich przeciwnicy są gorsi. Tamci, czyli oni nic nie potrafią, my potrafimy wszystko. Cofniemy wszystkie zmiany, które wprowadzili i od razu wszystkim się poprawi. Tak nam dopomóż Bóg.

Największe lęki budzą pohukiwania przedstawicieli rządu, a zwłaszcza premiera. Od szefa rządu można bowiem oczekiwać działań, a nie apeli. Wydawać by się mogło, że jeśli ktoś popełnia przestępstwo, działa na szkodę państwa, kolaboruje z wrogiem, to powinien ponosić konsekwencje. Nic bardziej mylnego. Owszem, jeśli jakaś nastolatka dla żartu napisze w mediach społecznościowych, że planuje zamach na szkołę, to policja, przy wsparciu funkcjonariuszy z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Komendy Wojewódzkiej Policji natychmiast ją namierzy i od razu postawi zarzuty. Jeśli jednak zorganizowana grupa nie w mediach, lecz bezpośrednio pod numer alarmowy kieruje fałszywe zgłoszenia, służby dopiero po interwencji ministra lub premiera aresztują na pokaz parę płotek i… na tym sprawa się kończy. O zarzutach nie słychać.

Trudno nie lękać się w sytuacji, gdy służby w oparciu o fałszywe zgłoszenie mogą wejść z drzwiami do dowolnego mieszkania, a premier, któremu podlegają apeluje zamiast działać. Zbir rzucił się na sąsiada, a policjant zamiast interweniować perswaduje, przemawia mu do sumienia i rozsądku. — Źle robisz okładając sztachetą i kopiąc sąsiada, oj źle — tłumaczy. — Powinieneś natychmiast przestać, albowiem krzywdę możesz uczynić wielką.  Z podobnym apelem do tych, którzy działają na szkodę Polski zwrócił się w Sejmie premier. Według niego dzieją się rzeczy, padają słowa, pojawiają się idee, które są upokorzeniem dla każdego patrioty. Padają słowa w tej izbie, padają słowa w mediach, w debatach publicznych, które coraz częściej wskazują, że z pojedynczych incydentów, z pojedynczych wyzwisk, z pojedynczych wyskoków medialnych, zaczyna robić się fala. Fala, która nie tylko upokarza przyzwoitych uczciwych patriotycznych Polaków, ale która zaczyna być niebezpieczna z punktu widzenia istoty Rzeczpospolitej.

Skoro fala się robi, jeśli jest taka groźna to zadaniem rządu jest przeciwstawienie się jej, zapobieganie katastrofie. Nikt nie może pozostać obojętnym wobec tego, co coraz częściej słyszymy już nie ust politycznych chuliganów, ale z ust politycznych liderów opozycji. Nikt, poza władzą i podległymi jej instytucjami? Pamiętajcie — apeluje premier do posłów — te najgorsze katastrofy zaczęły się od słów, później incydentów, później to przeradzało się w fale. Wiecie kiedy to się przeradzało się w fale? Kiedy pozornie poważni politycy zaczynali używać tej argumentacji i tej retoryki. Jesteście w przededniu tego! Opamiętajcie się! Zatrzymajcie się! Jest jeszcze, jest jeszcze czas! Nieprawda panie premierze! Jako historyk wie pan doskonale, że to przeradzało się w fale tylko wtedy, gdy i tylko tam, gdzie władza przymykała na to oko, nie reagowała. Nic bowiem tak nie rozzuchwala jak bezkarność!

Jesteśmy Rzeczpospolitą! Najważniejsze są dla nas w tym politycznym wymiarze, czy powinny być, ideały republikańskie! Nie lustrowanie kto z jakiej rodziny pochodzi, tylko kto jak służy Rzeczpospolitej, kto przestrzega prawa, kto przestrzega równości obywateli wobec prawa! To są fundamenty każdej republiki, to są fundamenty Rzeczpospolitej! Fundamentem państwa prawa jest prawo właśnie i instytucje, które stoją na straży jego przestrzegania. Apelowanie do przestępców, żeby opamiętali się i przestali łamać prawo jest żałosne. Jest przejawem niemocy i bezradności.

Obywatel, który nie zgłosi przestępstwa musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Premier nie musi.

Dodaj komentarz