Ostre reakcje

Na początek dwie krzepiące wiadomości w uzupełnieniu wczorajszych rozważań. Pierwsza jest taka, że Antoni Macierewicz wreszcie usłyszał zarzuty. Nie za przygotowanie i przetłumaczenie na rosyjski raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, zerwanie kontraktu na francuskie helikoptery, włamanie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, prowadzenie komisji, której zadaniem było wykazanie, że katastrofa była zamachem i wiele innych mniej lub bardziej szkodliwych działań, lecz za „publiczne znieważenie kierownictwa Służby Kontrwywiadu Wojskowego i pomówienia o zachowanie mogące poniżyć te osoby w opinii publicznej”. Można publicznie działać na szkodę Polski, ale nie wolno złego słowa powiedzieć o kierownictwie.

Druga wiadomość jest jeszcze lepsza. Otóż mini ster (o!)brony Kosiniak-Kamysz zwinnie niczym tygrys wskoczył na mównicę sejmową i ryknął gromko, że żaden sprzęt wojskowy, żaden sprzęt wojskowy i żadna część tego sprzętu nie trafi na Ukrainę. Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, przez który jest realizowany program SAFE, finansuje tylko zakupy dla polskich sił zbrojnych i tak jest w ustawie i tak będzie realizowany! Wiele krajów nie wysyłało na wojnę swoich obywateli, lecz wynajmowało najemników, którzy walczyli w ich imieniu. W tym przypadku najemnikami walczącymi w imieniu Polski są Ukraińcy. Rozsądek podpowiada, że należy ich z całych sił wspomagać, by polscy żołnierze i obywatele nie ginęli na wojnie. Jednak oczekiwanie od polskich polityków, że będą kierowali się rozsądkiem, podejmą działania zapewniające bezpieczeństwo obywatelom poprzez usuwanie kosztem życia i zdrowia Ukraińców widma wojny, może być uznane za publiczne znieważenie kierownictwa państwa i pomówienia o zachowanie mogące poniżyć te osoby w opinii publicznej. Ewidentnie dla polskich polityków nie jest oczywiste, że im słabsza Rosja tym bezpieczniejsza Polska.

Dziennikarze Onet Wiadomości dostrzegli falę. Spostrzegawczość dziennikarzy Onetu w niczym nie ustępuje spostrzegawczości dziennikarzy Trybuny Ludu, którzy także dostrzegali falę tyle, że międzynarodową. Gdy któryś zachodni przywódca — głównie amerykański lub niemiecki — coś powiedział lub zrobił, Trybuna Ludu relacjonowała falę komentarzy publikowaną przez zaprzyjaźnione media. Na pierwszym miejscu cytowana była oczywiście rosyjska „Prawda”, a następnie czechosłowackie (wtedy to było jedno państwo) „Rudé právo”, wschodnioniemieckie (wtedy były to dwa państwa) „Neues Deutschland” czy węgierski „Népszabadság”. Na Iksie Donald Tusk napisał:

Ponieważ dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów, zwracam się publicznie do Prezydentów @NawrockiKn i @ZelenskyyUa o bezpośrednią i szczerą rozmowę. Zanim emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy. To chyba oczywiste dla nas wszystkich.

Według Onetu spotkało się to z ostrymi reakcjami. Jak domyślić się nietrudno wyłącznie przedstawicieli PiS-u. Przemysław Czarnek chciał wiedzieć, czy Tusk „jest premierem Polski czy zewnętrznym arbitrem? A może warto choć raz stanąć po stronie Polski tuż przed końcem rządów?” Jak się staje po stronie Polski? To proste. Wystarczy bezustannie krytykować polski rząd i już. Mateusz Morawiecki stwierdził, że „Wasza dyplomacja ma jedno oblicze — klękanie przed Brukselą i Berlinem. Co zatem mogło pójść nie tak?” To prawda, ponieważ nawet dziecko wie, że klękać należy przed Kaczyńskim, a przed Trumpem paść na twarz. Wtedy wszystko pójdzie tak, jak z płatka. Najbardziej przemyślaną i rozbudowaną reakcją może poszczycić się Jacek Sasin.

Szybko skończyło się rumakowanie Donalda Tuska, który twierdził, że to wyłącznie rząd prowadzi politykę zagraniczną. Dziś, gdy relacje Warszawa–Kijów znalazły się w kryzysie, apeluje, by Prezydent Karol Nawrocki przejął inicjatywę. Dobrze, że wreszcie dostrzegł własną bezradność.

Panie Tusk, dość dyplomatycznej szopki i pustych apeli. Zamiast błagać Zełenskiego o „rozmowę”, proszę nie przeszkadzać Prezydentowi, który broni polskiego interesu, pamięci i godności.

Polska pomogła Ukrainie jako jedna z pierwszych, ale pomoc nie oznacza zgody na banderowską narrację ani gloryfikowanie sprawców rzezi wołyńskiej. Czas na prawdę, wdzięczność i wzajemny szacunek.

To prawda, że Polacy udzielili Ukraińcom wsparcia i pomocy, ale działali w swoim dobrze pojętym interesie. Gdyby Ukraina padła mielibyśmy rosyjskie wojska tuż za miedzą. Warto wypominać tę pomoc tak długo, aż Ukraińcom wyjdzie bokiem. Takie zachowanie uwłacza jednak dumie Polaków, którzy nieśli bezinteresowną pomoc. Być może gdyby polscy politycy zachowywali się godnie, nie żądali na zmianę przeprosin i podziękowań, Zełenski nie nadałby oddziałowi walczącemu za ich i naszą wolność imienia Bohaterów UPA.

Łukasz Rzepecki z Konfederacji studiował, ale nie sądził. „Nie sądziłem, że w polityce międzynarodowej, gdy ktoś nam spluwa w twarz, sprawdzi się staroszkolna zasada: „nieważne, kto zaczął, macie sobie podać ręce”.” To by tłumaczyło nowoszkolną zasadę bratania się z Altenative für Deutschland. Z kimś trzeba skoro NSDAP już nie istnieje, a granicę na Odrze i Nysie narzuciła Armia Czerwona.

Sprawę celnie podsumował Stanisław Tyszka: „Ośmiesza pan i poniża nasze państwo takim wpisem, proszę to skasować”. Nie ośmiesza i nie poniża bezrefleksyjne domaganie się od walczącego narodu rozliczeń dawnych zbrodni, ekshumacji zwłok, na które w każdej chwili może spaść rosyjska rakieta, przeprosin, podziękowań i wdzięczności. A także odbieranie medalu. Co by dziś zrobili prawdziwi polscy patrioci oraz Karol Nawrocki, gdyby Duda medalu Zełenskiemu nie dał? Jak by go ukarali?

Błyskawiczna klęska w 1939 roku była spowodowana izolacją Polski na arenie międzynarodowej. Zamiast zjednywać sobie przyjaciół, na przykład Czechosłowację, która była gotowa połączyć siły w walce z Niemcami, wolała sięgnąć po Zaolzie. Dziś zamiast chuchać i dmuchać na Ukraińców utrzymujących Rosjan na dystans robią wszystko, by ich zniechęcić. I w tym kontekście Sasin ma rację. Niech wreszcie rząd zacznie prowadzić politykę zagraniczną z prawdziwego zdarzenia w interesie Polski i przestanie podlizywać się opozycji i Nawrockiemu (który miał zostać prezydentem).

Populizm może i przynosi jakieś profity w polityce krajowej, ale na arenie międzynarodowej jest zabójczy, czego dowodzi wykluczenie Polski ze spotkania w Londynie.

Doskonałym podsumowaniem wywołującej ostrą reakcję histerii będą słowa prezesa IPN Karola Nawrockiego, który w telewizji Republika w lipcu 2023 roku mówił tak: Uważam, że swoich bohaterów Ukraińcy mają prawo wybierać sobie sami, nawet jeśli dla nich bohaterem jest Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz. Polacy nie będą wybierać patronów ukraińskich ulic. To jest rzecz, do której jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej w Polsce nie roszczę sobie żadnych pretensji.

Pretensje rości sobie jako prezydent…

Dodaj komentarz