Jaka jest różnica między informacją o podobnych zdarzeniach w Polsce i zagranicą? Zasadnicza. Jeśli w Polsce dojdzie do wypadku, na przykład ktoś wjedzie po pijaku w ogrodzenie, to media podadzą najpierw jego wiek, później narodowość, a dopiero na końcu co się stało. Gdy do podobnego zdarzenia dojdzie zagranicą, na przykład ktoś wjedzie w tłum, to media poinformują, że sprawcą jest samochód. Dwa przykłady z ostatnich dni, oba z Interii. Pierwszy:
19-letni Ukrainiec, który mając niemal dwa promile alkoholu, wjechał w ogrodzenie posesji w Rudnikach, został wydalony z Polski.
Samochód wjechał w tłum w Berlinie — podały niemieckie media. W wyniku zdarzenia życie straciła jedna osoba, a 17 jest rannych.
Nie tylko wieku, ale nawet marki samochodu nie podano. Niemniej jednak podejrzewanie polskich mediów o podsycanie nienawiści na tle narodowościowym przez epatowanie narodowością osób wchodzących w konflikt z prawem jest nieuprawnione. Der Onet, der Interia i w ogóle der media nie dlatego nagłośniają każdy, nawet najdrobniejszy incydent z udziałem Ukraińców, żeby podsycać niechęć do nich sugerując, że tylko oni w Polsce popełniają przestępstwa. Użytkownicy mają prawo wiedzieć wszystko, a one spełniają tylko swoją informacyjną rolę. Z kolei Herr Tusk, który nie jest w stanie rozliczyć pisowskich aferzystów niebywale bezwzględny jest dla Ukraińców. Przy każdej okazji powtarza, że Ukraina walczy za nas, że w naszym interesie jest wspieranie jej, a jednocześnie ją pozbawia wsparcia militarnego, a uchodźców z niej wsparcia materialnego i derportuje ich pod byle pretekstem. Ręka w rękę z opozycją i usłużnymi mediami podsyca psychozę strachu. Niewątpliwie jednym z jego największych osiągnięć, które zapisze się złotymi zgłoskami na karatach historii, będzie zredukowanie poparcia dla uchodźców z Ukrainy z ponad 90% po wybuchu wojny do 42% obecnie. Ci, którzy twierdzą, że to osiągnięcie cieszy głównie Putina zapewne mają rację.
W mediach pracują ludzie ewidentnie nie ogarniający rzeczywistości, którym w głowie pomieścić się nie może, że w kraju może mieszkać więcej niż jedna nacja i epatowanie narodowością w negatywnym kontekście do niczego dobrego nie prowadzi. Rozumiejących to jest niewielu, większości ewidentnie wydaje się, że wszystkie rozumy pojadła. Bezmyślna pogoń za sensacją za wszelką cenę, wyolbrzymianie, robienie z igły wideł, z pchły słonia, to jedna strona medalu. Druga to bardzo słaba znajomość języka polskiego. Ktoś kto nie potrafi poprawnie wysławiać się nie jest w stanie poprawnie i zrozumiale niczego opisać. Wypowiedzi lub wpisy w mediach społecznościowych nie są relacjonowane, lecz interpretowane, często tendencyjnie i błędnie. Dlaczego w materiale informacyjnym wpis w medium społecznościowym lub wypowiedź omawia się zamiast po prostu zacytować?
Dzieci w przedszkolu wiedzą, a przynajmniej powinny wiedzieć, że można coś roztrzaskać na drobne kawałki lub rozszarpać na strzępy. Na portalu RMF24.pl najwidoczniej nie mają o tym pojęcia, ponieważ już w tytule informują, iż »Roztrzaskały giganta na strzępy. Pierwsze takie nagranie z udziałem orek«. Autorka Joanna Potocka zapewne nie ma wpływu na tytuł, ale na treść już tak. Wygląda na to, że naoglądała się filmów fantasy i naczytała Tolkiena, bo pomyliła orkę z orkiem.
Zarejestrowane zachowanie orków polegało na tym, że jedna z nich stabilizowała martwego mola, a druga — z dużą siłą — uderzała w niego, rozbijając go na drobne części.
Miłośnicy Tolkiena wiedzą, że orkowie nie mają nic wspólnego z orkami. Kolejną nieznośną manierą jest używanie słownictwa militarno-zbójnickiego. Polityk nie krytykuje, nie wyraża się o niepochlebnie, lecz albo hejtuje, albo bije w kogoś lub uderza. Na przykład »Tusk uderza w Nawrockiego. „Szokująca decyzja. Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach”«. O czym mamy pamiętać? Że uderzył w Nawrockiego? »Kurski uderza w Morawieckiego. „Realizuje niemiecki plan podboju Europy”«. Kto realizuje plan? Kurski czy Morawiecki? »Trump znów uderzył w dziennikarkę. „To była ściema”. Reakcja sali? Wymowna«. Ktoś mógłby nie zwrócić uwagi na wymowną reakcję polegającą na tym, że na sali zapanowała cisza. Aż dziw bierze, że w informacji o pobiciu 15-letniego chłopca przez ośmiu drabów nie wspomniano o „wymownej reakcji świadków”, którzy nie zareagowali wcale. Na portalu Rzeczpospolitej Michał Szułdrzyński zastanawia się »Dlaczego PiS tak mocno bije w Morawieckiego? Stawką jest przyszłość prawicy i władza po wyborach« Jak widać informowanie nie polega na podawaniu suchych faktów, lecz na takim ich preparowaniu, by wywołały określone emocje. Tylko źli biją i uderzają. Dobrzy głaszczą i przytulają. Na przykład Stanowski przytulił milion od rządu PiS…




Kolejną zmorą jest granie na emocjach przez okraszanie rzeczowników przymiotnikami. Nic, pożar, wypadek, katastrofa, trzęsienie ziemi, powódź, tornado, nie jest takie jakie jest, lecz jest groźne, tragiczne, śmiertelne itp. Napady, pobicia, morderstwa z kolei z reguły są zuchwałe lub brutalne. Ale nie tylko, ponieważ według portalu RMF24 w Kijowie brutalny był poranek — »Kijów w płomieniach. Brutalny poranek po kolejnym ataku Rosji«. Sensację robi się dosłownie ze wszystkiego. W sieci ma miejsce mniej lub bardziej sensowna i kulturalna wymiana zdań i już jest gotowy materiał na co najmniej pięć reklam — „Fala komentarzy…”
Wreszcie używanie formy oznaczającej coś zaplanowanego do zrobienia, co nie zostało zrobione. Na przykład według zapewnień premiera prąd z pierwszej elektrowni jądrowej miał popłynąć w roku 2020, ale do dziś nie płynie. Kilka dni temu Onet doniósł, że lekarze zaplanowali przeoczenie poważnego zawału — »Poważny zawał miał zostać przeoczony przez lekarzy. Pacjentkę przyjął Dawid Kacprzyk«. Co w tym niezwykłego, że przyjął? Zawał potwierdziła sekcja zwłok. Takie potwierdzenie możliwe jest dopiero po przeoczeniu go.
Ewidentnie chodzi o to, by za wszelką cenę zrobić z lekarza kozła ofiarnego i zdjąć odpowiedzialność z tych, którzy odpowiedzialne, wymagające ogromnej wiedzy i doświadczenia stanowisko powierzyli niekompetentnemu młokosowi bez specjalizacji. Nie robiono afery, nie rozdzierano szat, gdy
Elżbieta przez pięć dni chodziła z zawałem serca, bo lekarka, która zrobiła jej EKG, nie poznała się na wyniku, uznając, że to tylko chwilowy spadek formy. Gdy nie było poprawy, przepisała kobiecie antybiotyk i wysłała do okulisty. Kiedy 86-latka w końcu trafiła do szpitala, na pomoc było już za późno.
Sprawa młodego lekarza obnażyła patologie systemu. Dla setek jeśli nie tysięcy pacjentów wizyta na SOR-ze grozi śmiercią lub kalectwem. Opryskliwi lekarze zmuszani do użerania się z pijanymi, mającymi pierwszeństwo, agresywnymi pacjentami, nie są w stanie poprawnie złożyć złamania, zdiagnozować schorzenia. Pacjent ma szczęście jeśli zostanie odesłany do szpitala, gdzie być może znajdzie się pod fachową opieką. Jeśli będzie miał pecha, to albo zostanie kaleką, albo rozpocznie życie wieczne.
Dlaczego wyrobnicy klawiatury traktują czytelników z wyższością, a wręcz z pogardą? Dlaczego manipulują i narzucają im punkt widzenia nawet nie swój, lecz wydawcy który ich zatrudnia? Skandalem nie jest młody, zarabiający krocie niekompetentny lekarz bez doświadczania. Skandalem jest patologiczny system i to, że premier Donald Tusk miał zreformować służbę zdrowia już ponad 20 lat temu i do tej pory tego nie zrobił.
Dywagacje
Nieczęsto się zdarza, aby osoby, które nigdy ze sobą się nie spotkały, utrzymujące luźny kontakt przez internet, miały identyczne poglądy niemal na każdy temat. Tak jest przynajmniej w moim przypadku. Pod tym co napisałeś powyżej podpisuję się „obiema ręcami”.
I to mnie nieco martwi, bo któregoś dnia może Ci się znudzić przeglądanie się w lustrze i stracę Czytelnika.