Media to potęga. Coraz większa bez dwóch zdań. Z jakąż rzetelnością i obiektywnością podają wszelkie możliwe informacje! Z jakimż zapałem do znudzenia wałkują jedne tematy lub wydarzenia inne bagatelizując lub pomijając! Niedawno miał miejsce wypadek. Nie był to zwykły wypadek jakich wiele, był to tragiczny wypadek, ponieważ samochód śmiertelnie potrącił rowerzystę. Doniosły o tym media właśnie, a wiadomość szybko zniknęła.
W miejscowości Mizerka niedaleko Sochaczewa (Mazowieckie) doszło w sobotę do poważnego wypadku. Zginął rowerzysta potrącony przez kierowcę samochodu osobowego. Na miejscu lądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Decyzją Sądu Rejonowego w Przemyślu, najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie tymczasowym 36-latek, który podejrzany jest o spowodowanie wypadku w Wapowcach, w wyniku którego śmierć poniósł rowerzysta. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia.
Tak było także 23 kwietnia około godziny 13.20 na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej, gdzie samochód zjechawszy na przeciwległy pas wjechał na rowerzystę. Tragedia jakich niestety zdarza się zbyt wiele, jednak w tym wypadku media dostały amoku. Niemal każdy portal opisywał wypadek, czyli zdarzenie, co najmniej na kilka sposobów. Okazało się, że choć rowerzysta nie był szerzej znany, to był wyjątkowy, święty nieomal, wręcz cudotwórca. Jego śmierć stała się dla mediów żyłą złota, doskonałą okazją do poświęcenia mu całej masy tekstów zilustrowanych jeszcze większą masą reklam. Wcześniej nie pisano o nim praktycznie wcale. Dostał się na listy lewicy na odczepnego — na pierwszym miejscu umieszczono Włodzimierza Czarzastego, jego na ostatnim. Czarzasty dostał 22.332 głosy, a on 40.579 i niewiele brakowało by Czarzasty znalazł się poza Sejmem. W grudniu portal wyborcza.pl informował, że policja i prokuratura przygląda się zrzutkom, które organizował.
Jest coś obrzydliwego w obecnym wzmożeniu mediów, które tragiczną informację ilustrują reklamami majtek i innych wesołych gadżetów. Jeszcze bardziej obrzydliwa jest postawa Karola Nawrockiego na co dzień pogardzającego komuchami, który pośmiertnie odznaczył posła Lewicy Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Za co? Za niedostrzeżone i niedocenione wcześniej „wybitne osiągnięcia w działalności publicznej”. Żeby dostać order od Dudy, a teraz od Nawrockiego, trzeba albo należeć do PiS-u lub przysłużyć się w jakiś sposób prawicy, albo mieć właściwy światopogląd, w ostateczności zginąć nagle w tragicznych okolicznościach.
Dzień po tragicznej śmierci Łukasza Litewki zmarł Andrzej Olechowski. Był jednym z trzech założycieli Platformy Obywatelskiej zmarginalizowanym przez Tuska obawiającego się konkurencji. Informacja o jego śmierci najwidoczniej nie gwarantowała wpływów z reklam, więc praktycznie przeszła bez echa. Olechowski wielokrotnie krytykował Nawrockiego, więc przez niego także został kompletnie zignorowany. Tusk z kolei, który błahostce potrafi poświęcić rozbudowany wpis, tym razem był bardzo powściągliwy.
Odszedł Andrzej Olechowski, polityk, dyplomata, jeden z „trzech tenorów” Platformy Obywatelskiej. Niech spoczywa w pokoju.
W tych dniach miało miejsce także inne, tym razem radosne wydarzenie, które wprowadziło media i nie tylko media w stan amoku. Oto białoruski dyktator Alexandr Łukaszenka, zgodził się wymienić przebywających w Polsce sabotażystów na przetrzymywanych w łagrach więźniów politycznych. W ten sposób wolność odzyskał więziony, a w zasadzie torturowany w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze Andrzej Poczobut. I zaczęło się. Media z szybkością karabinu maszynowego wypuszczają coraz to nowe materiały o Polaku, który czuje się Białorusinem i chce wrócić na Białoruś. Wzmożenia dostali także czołowi polscy politycy na wyścigi przypisując sobie zasługi. Rzucił robotę w kąt i pogalopował witać więźnia sam premier Donald Tusk, wicepremier Radosław Sikorski i pomniejsi ministrowie. Mini ster (o!)brony Władysław Kosiniak-Kamysz ujawnił, że do „odbicia” Poczobuta „by nie doszło”, gdyby wcześniej nie doszło do odbicia między innymi Evana Gershkovicha, dziennikarza „The Wall Street Journal” i Paula Whelana, byłego żołnierza piechoty morskiej USA oskarżonych w Rosji o szpiegostwo i skazanych na wieloletnie więzienie. Bez tamtych decyzji, bez decyzji kilkanaście miesięcy temu, nie byłoby odbicia Andrzeja Poczobuta — wyjaśnił Kosiniak-Kamysz. Mógł pójść dalej i zdradzić, że bez skazania ich na długoletnie więzienie nie byłoby kogo odbijać, ale nie poszedł.
Decyzję Łukaszenki o zwolnieniu kilku więźniów z obozu przypisał sobie także Karol, który miał zostać prezydentem, Nawrocki. Okazało się, że już we wrześniu 2025 roku odbył poważną dyskusję z Donaldem Trumpem na ten temat, o której dotąd wyniośle milczał. Wynikiem tej dyskusji było odwołanie Nicolása Maduro z funkcji prezydenta Wenezueli, zaatakowanie Iranu i uwolnienie Poczobuta. Bo to był proces, a ten proces był wzmocniony przede wszystkim moją dyskusją z prezydentem Trumpem i w istocie rozpoczął się już we wrześniu 2025 roku. Jako nowo zaprzysiężony prezydent Polski zwróciłem się do prezydenta Trumpa o to, aby nie zapomniał o Polaku, który jest w więzieniu i aby we wszystkich negocjacjach z reżimem białoruskim podnosił tę kwestię. No i Trump pamiętał i przy każdej okazji podnosił, podnosił, aż wreszcie podniósł, więc to też okazja, żeby tu, z Dubrownika, powiedzieć jeszcze raz wszystkim Polakom, że nasz partner, nasz strategiczny sojusznik USA, na czele z prezydentem Trumpem dowożą tych zobowiązań, o których dyskutujemy podczas naszych bilateralnych spotkań. O czym dyskutujemy dowiecie się jak dowieziemy.
11 listopada ubiegłego roku Andrzej Poczobut został przez Karola Nawrockiego odznaczony Orderem Orła Białego. Wtedy Karol Nawrocki ani słowem nie zająknął się o „dyskusjach” z Donaldem Trumpem. A przecież spotkał się z nim 3 września. Tydzień później,
11 września, po rozmowach z delegacją powiązaną z administracją prezydenta USA, Aleksander Łukaszenka wypuścił z więzień 52 więźniów politycznych. Wśród uwolnionych znalazło się trzech Polaków oraz ośmiu współpracowników TV Belsat. Jednak Andrzej Poczobut nie został objęty tym gestem. Polskie MSZ wciąż podejmuje działania, aby zapewnić jego uwolnienie.
To może sugerować, że z prezydentem Trumpem z ramienia Nawrockiego dyskutował Batyr, którego Trump nie znał i dlatego wtedy nie doszło do uwolnienia Poczobuta. O którym zapewne jeszcze usłyszymy, ponieważ jeśli odmówi przyjęcia odznaczenia z rąk Batyra, to media prawicowe dostaną histerii, a postępowe będą go wychwalać pod niebiosa, a jak przyjmie, to odwrotnie. Tak czy owak będzie do czego doklejać reklamy.
Dywagacje
Powiedz proszę co sprawia że USA postrzegane są przez sporą liczbę Polaków jako sojusznik? Skąd ta dziwna sympatia do państwa za oceanem, a wręcz wrogość do sąsiadów za przysłowiową miedzą?
A jeśli chodzi o media, to amerykańskie też żyją głównie sensacją. Tylko reklam jest jakby mniej…
Miłego weekendu Ci życzę.
Myślę, że za żelazna kurtyną tworzyliśmy sobie wyidealizowany obraz Ameryki jako kraju mlekiem i miodem płynącego. Niebagatelną rolę odegrała także propaganda amerykańska, dużo bardziej skuteczna od nachalnej, siermiężnej rodzimej. Wyświetlane u nas w kinach i telewizji filmy gloryfikowały wspaniałe ichnie wolności i swobody i pokazywały inny świat, bogaty, szczęśliwy. Chociażby telefon w każdym domu bywało, że kilka, na który u nas trzeba było czekać latami. Albo mieszkanie. Oni sobie dom po prostu kupowali lub wynajmowali, bo ich było stać. Myśmy książeczki zakładali i dziesięciolecia oczekiwali. Zadowoleni ludzie, bogaci, pełni optymizmu i co najważniejsze wolni tam i smutni, bez perspektyw, zniewoleni tu. Tam wszystko fine, tu do dupy. Oni pokazywali sukcesy i osiągnięcia, my ucisk chłopa, wyzysk robotnika i skrzeczącą rzeczywistość. Dziś, przy otwartych granicach w Hamerykę wierzą jeszcze tylko ci, którzy nie wyściubiają nosa poza gumno, a jeśli nawet przekroczyli granicę, to była to przeważnie granica gminy.
Teraz prawdę obnażył Trump ze swoją bandą oślizłych lizusów i bańka prysła. Tak bezczelny, bezwstydny kult jednostki, taka obrzydliwa służalczość i wiernopoddańczość amerykańskich elit dla wielu jest szokiem. Dla innych z kolei szokiem jest tym bardziej obrzydliwe, że dobrowolne uwielbienie dla Trumpa wśród polskich elit, dorównujące a nawet przewyższające uwielbienie dla Stalina. Dyktatorzy nie biorą się z znikąd, bez wsparcia klakierów byliby nikim. W Polsce mamy dwóch czołowych kandydatów i kilku pomniejszych.