No i po ciszy

No i pierwszą turę wyborów mamy za sobą. Zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego nad Karolem Nawrockim nie jest spektakularne. Wręcz przeciwnie, jest kompletną klęską i źle wróży na drugą turę. Trzeba tu dostrzec i docenić pozytywną rolę, jaką odegrała lewica, a zwłaszcza Adrian Zandberg, autor sukcesu wyborczego PiS-u z 2015 roku. Z gębami pełnymi lewicowych frazesów o ciężkiej doli biednych i wykluczonych Biejat ręka w rękę z Zandbergiem pracowali na zwycięstwo Nawrockiego. Nie można oczywiście nie odnotować wkładu niedoszłego absolwenta Collegium Humanum Szymona Hołowni. On jednak chociaż poszedł po rozum do głowy i od razu poparł Trzaskowskiego. Zandberg i Biejat dotąd nie zdobyli się na to, co tylko potwierdza obawę, że bliżej im do obywatelskiego kandydata PiS-u niż kandydata koalicyjnej Platformy Obywatelskiej.

Zaskakujące jest spore poparcie dla Sławomira Mentzena oraz Grzegorza Brauna. Gdy ich elektoraty w drugiej turze przerzucą głosy na Nawrockiego, to Rafał Trzaskowski nie ma najmniejszych szans, bo nawet poparcie Biejat, Zandberga i Hołowni nie da mu zwycięstwa. Po raz kolejny liderzy kanapowych partii pokazali brak klasy. Troje członków koalicji, krytycznych wobec PiS, odżegnujących go od czci i wiary, połączyło siły w małostkowości. Okazali się ludźmi małymi, dla których ważniejsza jest własna kariera i osobiste korzyści niż dobro kraju. Wystartowali w wyborach, w których nie mieli żadnych szans z pełną świadomością, że w ten sposób mogą zniweczyć szanse kandydata koalicji, której są członkami.

Głoszone przez Zandberga i Biejat lewicowe brednie przyprawiają od mdłości. Zwłaszcza, że większość ich postulatów praktycznie całkowicie pokrywa się z banialukami głoszonymi przez narodowych socjalistów z PiS-u. Dobitnie o tym świadczy prawie cztery razy wyższe poparcie dla Mentzena. Jeśli na szeroko pojętą prawicę chce głosować prawie 90% wyborców, a na lewicę ledwie 10%, to upieranie się przy lewicowych postulatach nosi znamiona utraty kontaktu z rzeczywistością. Nawet do dzieci powoli już zaczyna docierać, że żeby państwo mogło jednym dać, to wpierw musi innym, a w zasadzie wszystkim zabrać. Oczywiście nie do wszystkich. Niektórzy dalej wierzą, że politycy rozdają swoje pieniądze.

Wybory obnażyły także fałszywość przekonania, że jeśli feministki postawią na swoim i wszyscy lewicowi, lewicujący i zniewieściali dziennikarze będą na każdym kroku kaleczyli język na siłę stosując karkołomne feminatywy, jak ministra, profesora i podobne, to odmieni to los kobiet. Kobiety oddające głos na Nawrockiego, Mentzena, Brauna pokazały dobitnie co o tym sądzą. Psim obowiązkiem dziennikarza jest posługiwać się nienaganna polszczyzną, a nie na siłę ją zmieniać, poprawiać wbrew zasadom.

To nie krasnoludki, ale dorośli, w pełni świadomi ludzie uznali, że powierzenie losu kraju w ręce Nawrockiego, Mentzena czy Brauna to wcale nie jest głupi pomysł. pozostaje żyć nadzieją, że w drugiej turze oprzytomnieją.

Dodaj komentarz


komentarze 2