Swego czasu Jan Pietrzak w monologu podczas występu z kabaretem Elita zacytował Franca Fiszera (1860-1937), że w Polsce nie będzie porządku dopóki nie rozstrzela się 100.000 szubrawców. Na pytanie co w sytuacji gdy tylu nie uda się znaleźć Fiszer odparł, że nic nie szkodzi, bo w razie czego dobierze się z uczciwych. W 2020 roku podczas recitalu w w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski jeszcze raz nawiązał do Fiszera „akcentując” według autora relacji.
— Sto lat temu był sobie Franc Fiszer, który pochodzi z kręgu, z którego ja się wywodzę. Trochę pijak, trochę filozof, trochę żartowniś. Mówił: nie będzie porządku w Polsce, jeśli się nie rozstrzela 750 tys. łajdaków. A jak tylu nie ma? Nic nie szkodzi. To się dobierze z uczciwych. Minęło sto lat i mamy ten sam problem! — akcentował Jan Pietrzak, ku uciesze publiczności.
Ponieważ Pietrzaka najpierw porwały idee komunizmu, więc zapisał się do PZPR, a potem PiS-u, więc go wspierał z całych sił, więc rzetelny recenzent nie mógł pozostawić tego „akcentu” bez komentarza.
Czy to jeszcze żart czy już mowa nienawiści?
Pytanie przytomne i jakże na czasie zważywszy na wieloletnią polską tradycję tolerowania i wręcz nagradzania oszustw i przekrętów. Sfałszowałeś podpisy na listach poparcia? Nie szkodzi, w nagrodę możesz bez przeszkód startować w wyborach, a jak cię wybiorą, czeka cię bezkarność i gratyfikacja pieniężna od podatników. Przypisałeś głosy jednego kandydata drugiemu? Są kraje w których z o wiele błahszych powodów unieważnia się wybory i rozpisuje nowe. W bantustanie w środku Europy takie błahostki jak błędy i fałszerstwa wyborcze nie mają wpływu na wynik wyborów, co zostanie wykazane takim ponownym przeliczeniem głosów, żeby tę tezę potwierdzić. Zasada „nieważne kto jak głosuje, ważne kto liczy głosy” została znowelizowana. Teraz „nie ma znaczenia kto jak głosuje, bo i tak nikt głosów ani uczciwie nie policzy, ani rzetelności liczenia nie zweryfikuje”.
Wirtualna Polska ujawniła właśnie, że prokuratura pod wodzą Adama Bodnara działała ręka w rękę z neosędziami z nielegalnej izby Sądu Najwyższego. To dowodzi, że pozbywanie się z prokuratury pisowskich nominatów i rozliczenia ślimaczą się nie dlatego, że Adam Bodnar chce aby wszystko odbywało się zgodnie z prawem, lecz dlatego, że nie chce, by pisowskim nominatom spadł choćby włos z głowy. A K. Nawrocki, co przyznał sam Jarosław Kaczyński, jest przecież pisowskim nominatem. Dlatego już
Pierwsza opinia prokuratury — skierowana do SN 16 czerwca, pod którą podpisany jest Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk, działający z upoważnienia Adama Bodnara — nie odnosi się do protestu bezpośrednio wniesionego przez Romana Giertycha, ale do protestu wyborcy, który posłużył się wzorem udostępnionym przez posła.
Co wynika z pisma prokuratury? […] zajmuje stanowisko co do zasadności zarzutów zawartych w proteście. W stanowisku nie dość, że prokuratura proponuje pozostawienie jednego z takich protestów „bez dalszego biegu”, to jeszcze nie pozostawia właściwie suchej nitki na zawartej w nim argumentacji. A skoro takie działa prokuratura wystawia przeciwko jednemu z tych kilkudziesięciu tysięcy, to w praktyce wystawia recenzję im wszystkim.
W czym problem?
Podstawowy zarzut jest taki, że protest nie spełnia podstawowych wymogów określonych w art. 321 § 3 w związku z art. 82 § 1 Kodeksu wyborczego. Pismo nie zawiera konkretnych, udokumentowanych zarzutów ani wskazania dowodów na ich poparcie, a wnoszący protest powinien sformułować w nim zarzuty oraz przedstawić lub wskazać dowody, na których opiera swoje zarzuty.
Prokuratura Bodnara nie wyjaśnia jak wyborca ma udowodnić zaliczenie głosów oddanych na jednego kandydata na poczet drugiego. Dla „bodnarowców” to ewidentnie nie ma najmniejszego znaczenia, bo celem jest udowodnienie, że można bezkarnie fałszować wybory. Nawet jeśli fałszerstwa zmienią wynik, to koalicja paździerzowa zrobi wszystko, by to nie wyszło na jaw. Bo najważniejsze jest domknięcie systemu, przygotowanie gruntu pod przyszłe rządy PiS-u. Oczywistą oczywistością sprawnego rządu jest stabilna, najlepiej konstytucyjna, większość w sejmie i własny prezydent. Ostatnie wybory pokazały, że pierwszy cel jest w zasięgu ręki, a Tusk pierwszy pogratuluje zwycięzcom. Zadaniem na dziś jest przekonanie wyborców, że wystawanie w wielogodzinnych kolejkach do urn mija się z celem, bo wynik będzie zgodny z ustaleniami, a nie wolą wyborców. Dlatego nadrzędnym celem jest teraz utwierdzenie wyborców w orzekonaniu, że wybory w Polsce już nie są uczciwe, a wyniki wcale nie odzwierciedlają ich woli.
Otwarte pozostaje pytanie jaki sens miał ten zryw wyborczy, po co było zastępować sprawną, choć autorytarną władzę kłócącymi się niezgułami, którzy nie potrafią ani dogadać się ze sobą, ani przypilnować porządku. Szydło, Morawiecki, Duda byli marionetkami kierowanymi przez animatora, który pilnował, by podążali w wyznaczonym kierunku. Tusk nie wie co chce osiągnąć, w którą stronę iść, więc pilnuje tylko by nie narazić się zbytnio Kaczyńskiemu. Nie tylko mówi językiem PiS-u, ale także realizuje jego program. Choć na granicy z Niemcami nic się nie dzieje, to zgodnie z wytycznymi PiS-u wprowadza kontrole graniczne jednocześnie nie reagując na niezgodne z prawem wybryki samozwańczych strażników granicznych Bąkiewicza.
Franc Fiszer przekonywał, że w Polsce nie poprawi się dopóty, dopóki nie rozstrzela się 100.000 nieuczciwych. Prawda jest taka, że w Polsce strzela się do uczciwych. Ich bowiem jest zdecydowanie łatwiej namierzyć. Nieuczciwość już od dawna uważana jest za cnotę i nagradzana.
Dywagacje