Portal wyborcza.pl potwierdził coś charakterystycznego dla Polski, co daje się zauważyć od dziesięcioleci, a obecnie przybrało wręcz niepokojące rozmiary. Zanim jednak do tego przejdziemy odnotujmy dla porządku bardzo ważny, wręcz przełomowy głos niedoszłego premiera Piotra Glińskiego, który na iksie napisał, że
Przegrana Orbana na Węgrzech, to oczywiście większe ryzyko zamienienia UE w niemiecki kołchoz. Nic dziwnego, że cieszą się z tego Tusk i komuch Czarzasty. Ale czy cieszą się Polacy, czy chcą wylądować w niemieckim landzie, w postaci parobków?
Dlaczego nikt głośno i wyraźnie nie zapyta Kaczyńskiego i jego akolitów czy Polacy wolą być w niemieckiej Unii czy, tak jak Węgry, w rosyjskiej strefie wpływów? Przez bez mała pół wieku Polska nie była niemieckim landem lecz radziecką republiką ludową. Jaka jest według Glińskiego i innych prawicowych myślicieli alternatywa? Anglicy nie chcieli być niemieckimi parobkami i bardzo tego żałują. Węgry Orbána postawiły na współpracę z Rosją, zafundowały sobie rosyjskie standardy i w kilkanaście lat z jednego z bogatszych państw byłych demoludów stały się jednym z najbiedniejszych krajów Unii. Tymczasem Polska dzięki przynależności do Unii i trzymaniu się od Rosji z daleka, znalazła się w pierwszej dwudziestce najbogatszych krajów świata. I to niejako wbrew władzy, która deklarując wsparcie dla przedsiębiorczości, repolonizację i inne podobne populistyczne zaklęcia, jednocześnie rzuca jej kłody pod nogi. Węgrzy wybrali sobie Orbána, poszli po rozum do głowy i pogonili go. Polacy wybrali sobie Kaczyńskiego i robią wszystko, by zaprzepaścić to, co osiągnęli.
Zanim zajmiemy się odkryciem Wyborczej odnotujmy jeszcze dla porządku, że niektórzy redaktorzy stracili kontakt z rzeczywistością. Ewidentnie wydaje im się, że wszystkie rozumy pojedli. Otóż w materiale zatytułowanym »Skandal podczas obrad Sejmu. Poseł Konfederacji wyciągnął flagę ze swastyką« czytamy, iż
Poseł Konfederacji Konrad Berkowicz podczas wystąpienia na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie zaprezentował flagę Izraela z naniesionym symbolem swastyki.
Zapewne każdy wie co to jest swastyka i jak wygląda chociażby z podręczników do historii. Tymczasem materiał zilustrowano zdjęciem posła trzymającego izraelską flagę z narysowaną na niej swastyką, która została… rozmazana. Aż dziw bierze, że użyto pełnej nazwy, a nie opisowej — krzyż z powyginanymi ramionami — względnie swa*tyka. Kompletny brak konsekwencji. Tak czy owak pogratulować czujności! Otwarte pozostaje pytanie czy godło Mongolii także zostałoby ocenzurowane przez łebskich redaktorów? Tak bardzo wolnym mediom tęskno do cenzury, że z rozpaczy cenzurują się sami gdzie popadnie? Dowodem kompletnego odjazdu jest znajdujący się w tym samym materiale filmik, na którym widać swastykę w pełnej krasie, nie rozmazaną.
Wróćmy wreszcie do głównego tematu. Już w PRL-u brak uczciwości był tolerowany, a po transformacji wręcz uzyskał ochronę prawną. W państwie, w którym okazja czyniła złodzieja i kombinował praktycznie każdy, najbardziej podejrzani byli uczciwi. Sprzyjało temu nawet prawo, które było tak skonstruowane, że trzeba było je łamać, żeby w miarę normalnie funkcjonować. Pierwszy z brzegu przyziemny przykład. Gdy pojawiła się telewizja satelitarna władza ludowa pozwoliła obywatelom z niej korzystać, ale trzeba było uzyskać pozwolenie. Warunkiem jego uzyskania było posiadanie anteny satelitarnej, jednak aby móc ją zakupić trzeba było… mieć zezwolenie na korzystanie z telewizji satelitarnej. Teraz państwo toleruje nieuczciwość dopóty, dopóki nieuczciwi nie wzbogacą się dostatecznie. Wtedy szeroko rozkłada ręce w geście bezradności, albowiem z reguły wszystko jest zgodne z prawem i procedurami. Jeśli skala jest dostatecznie duża, władza sięga do kieszeni podatników żeby pokryć straty oszukanym, ponieważ przeważnie nie udaje się odzyskać ani grosza od oszustów. Gdy jednak uczciwemu z przyczyn losowych powinie się noga, nie zapłaci haraczu na czas, to nie ma zmiłuj. Zostanie przeczołgany, sponiewierany, zniszczony i wyciśnięty jak cytryna.
Uprzywilejowaną pozycję nieuczciwych dostrzegł i opisał właśnie portal wyborcza.pl. Wyobraźmy sobie, że mamy mieszkanie. Z jakichś przyczyn stoi puste, więc postanawiamy je wynająć. I tu wkracza polskie państwo z polskim prawem, które nie chroni uczciwego właściciela, lecz nieuczciwego najemcę. Wynika to stąd, że bezmyślni, pozbawieni wyobraźni populiści pod publiczkę tworzą przepisy, które nie tylko umożliwiają nadużycia, ale wręcz do nich zachęcają. W omawianym przypadku
osoba, która nie pracuje, nie płaci czynszu, nie ponosi żadnych konsekwencji i świadomie wykorzystuje przewlekłość procedur, żyjąc na koszt właścicielki. Co więcej, im dłużej odmawia wyprowadzki, tym lepsza jest jej pozycja: rośnie jej szansa na mieszkanie socjalne, a właścicielce rosną długi. Przepisy, które miały chronić lokatorów w rzeczywistej potrzebie, stały się narzędziem dla osób, które uczyniły z cudzej własności sposób na życie, i które system za to nagradza.
Wystarczy jednak, że zdesperowany właściciel weźmie sprawy w swoje ręce, wejdzie siłą do swojego mieszkania i wywali nieuczciwego lokatora, żeby państwo zademonstrowało mu swą potęgę. Bo lokator nie musi płacić, a gdy po kilku latach wreszcie uda się uzyskać nakaz sądowy, może go spokojnie zlekceważyć. Ale niech no tylko właściciel spróbuje nie zapłacić podatku w terminie, to szybko przekona się jak niezwykle to państwo potrafi być sprawne.
Dla lokatora racjonalną strategią staje się więc: nie wyprowadzać się, nie płacić i czekać. Ten system nagradza osobę, która łamie umowę, narusza cudze prawo własności i świadomie przedłuża stan bezprawny — a karze właściciela, który postępuje zgodnie z prawem. To stoi w sprzeczności z fundamentalną zasadą porządku prawnego: że prawo nie może tworzyć zachęt do jego łamania. Ochrona lokatorów jest potrzebna. Ale ochrona, która premiuje nadużycie kosztem prawa własności, przestaje być ochroną — staje się okazją dla nieuczciwych. To system, który premiuje nieuczciwość.
O przepisach wprost zachęcających do składania wniosków zmierzających do wyrzucenia bliskiego z mieszkania pod pretekstem przemocy wielokrotnie była już tu mowa. Procedura jest bezpieczna i nic nie kosztuje, więc co szkodzi spróbować? A nuż się uda. Sąd bowiem wydaje postanowienie w takim samym trybie jak na przykład w sprawie nabycia spadku. Teoretycznie przesłuchuje świadków, ale w zasadzie istnieje domniemanie winy — to „stosujący przemoc” musi udowodnić, że jej nie stosował, a zarzuty są wyssane z palca. Co prawda fałszywe oskarżenia są karalne, ale „w obronie należy zbierać dowody niewinności.”
Niewykluczone, że wkrótce nieuczciwi lokatorzy połączą obie metody i będą składali wnioski o zobowiązanie właściciela stosującego przemoc do zostawienia ich w spokoju. Zgodnie z instrukcją ministrostwa od sprawiedliwości wniosek można złożyć
zarówno wtedy, gdy osoba doznająca przemocy domowej i osoba stosująca przemoc domową zamieszkują razem, jak i wtedy, gdy nie zamieszkują razem
Przemoc domową można stosować na wiele sposobów, także
Gdy osoba stosująca przemoc domową nęka osobę doznającą przemocy domowej za pomocą środków komunikacji elektronicznej na odległość, wzbudzając u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia lub istotnie narusza jej prywatność
Nic tak nie wzbudza poczucia zagrożenia, poniżenia i udręczenia jak próby wyegzekwowania zaległych opłat i żądanie opuszczenia mieszkania.
Dywagacje