Nie ma chirurgii, jest karetka

Nie ulega wątpliwości, że ochrona zdrowia znalazła się wreszcie w dobrych rękach. Ministerka Izabela Leszczyna jest pewna, że jest dobrze, a dzięki niej będzie jeszcze lepiej. Na przykład tabletka dzień po jest w Polsce dostępna aż w tysiąc dwustu aptekach! Na 11,5 tysiąca aptek i 1100 punktów aptecznych, czyli w co dziesiątej. Jeśli to nie jest sukces, to co nim jest? Poza tym nie jest prawdą, że w Polsce brakuje lekarzy. W Polsce nie brakuje lekarzy, w Polsce jest po prostu zła organizacja pracy. Wystarczy lekarzy poprzesuwać ze szpitali do przychodni, pozamykać część oddziałów szpitalnych i wszystko zacznie działać jak w szwajcarskim zegarku.

Pacjent wymaga interwencji chirurga? W nowym systemie karetka zawiezie go prędziutko do szpitala w sąsiednim powiecie, w którym jest oddział chirurgiczny. Jednocześnie w drugą stronę popędzi karetka z rodzącą kobietą, bo w tym szpitalu akurat jest porodówka. Dwie kolejne karetki będą wiozły pacjentów kardiologicznych z dwóch sąsiednich powiatów. To nie są żarty. To są przedstawione przez Izabellę Leszczynę pomysły na naprawę systemu ochrony zdrowia, które zdradziła Konradowi Piaseckiemu.

Do lekarzy trzeba czekać w długich kolejkach? Do działania SOR-ów też są zastrzeżenia? Jest za mało lekarzy? Bzdura! Mamy naprawdę dobrych lekarzy i — uwaga! — wcale nie mamy ich jakoś bardzo za mało. My po prostu źle… [Piasecki nie byłby sobą, gdyby nie przerwał wtrącając swoje trzy grosze.] Ja to bardzo dokładnie sobie sprawdzałam. Według Izby Lekarskiej, ona ma najlepsze dane, mamy 156 tysięcy lekarzy wykonujących zawód. Na 37 milionów to wychodzi mniej więcej 4,2 lekarza na 1000 mieszkańców. To jest powyżej, a na pewno nie poniżej średniej unijnej. W Belgii, Francji, Wielkiej Brytanii, Luksemburgu jest mniej lekarzy na 1000 mieszkańców. Dlaczego w takim razie zamykane są oddziały szpitalne? To proste. Jeśli w NFZ-cie na przyszły rok przeznaczamy, i ten plan był układany oczywiście od właściwie, od początku roku układa się plan finansowy na rok kolejny. Jeśli przeznaczamy 20 miliardów złotych na lekarzy rodzinnych, tak to nazwijmy, 17 miliardów na specjalistyczną opiekę, czyli idzie pan do kardiologa, diabetologa, endokrynologa, ale do poradni, a prawie 100 miliardów na szpitale, to znaczy, że dlatego ta ochrona zdrowia jest niewydolna bo szpitale są najdroższe i na całym świecie jest już tak, że cały szereg zabiegów, leczenie w ogóle pacjentów, odbywa się w szpitalach tylko wtedy, kiedy to jest konieczność, kiedy stan pacjenta jest naprawdę ciężki. 

Jeśli nie do szpitali, to gdzie pacjenci mają trafiać? No jak to? Mamy POZ-ty, czyli lekarzy rodzinnych i mamy specjalistów w tych poradniach. I ci specjaliści w tych poradniach przeprowadzą konieczne zabiegi. Z pewnością znaczna część zabiegów, także chirurgicznych, może być wykonywana w szpitalu jednodniowym. Dlaczego te szpitale są takie drogie? Ponieważ 24 godziny na dobę musi tam być cały zespół — lekarz, czyli najdroższy pracownik medyczny, pielęgniarka i cały szereg innych zawodów medycznych. Jest na to prosty sposób! 11 lipca spotykam się ze starostami, z dyrektorami szpitali powiatowych i nie tylko, z marszałkami i przedstawiam im rekomendacje i pewną koncepcję, w którą będą mogły wejść szpitale dobrowolnie, ale koncepcję, która pokazuje jak możemy lepiej zorganizować lecznictwo szpitalne, a potem robić to, co wszyscy nazywają odwróconą piramidą świadczeń. Jeśli mamy dwa szpitale powiatowe obok siebie i w tym jest chirurgia i w tym chirurgia, w tym porodówka i w tym porodówka, w tym pediatria i w tym pediatria, to nie ma szans żeby to się nam spinało, te szpitale walczą o lekarza i wtedy lekarzy jest za mało. Jeśli się podzielimy i te dwa szpitale się dogadają ze sobą — ty masz porodówkę a ja będę miał chirurgię, ty masz kardiologię, ja będę miał pediatrię, wtedy nie będziemy walczyć o tych lekarzy i wtedy ten lekarz nie będzie tak umęczony i umordowany znajdzie czas, mam nadzieję, żeby porozmawiać 5 minut z pacjentem, spojrzeć mu w oczy i powiedzieć: panie Piasecki, operacja się udała jest okej.

Jak to miałoby wyglądać w praktyce? Ano właśnie tak, jak opisano na wstępie. Potrzebna pomoc chirurga, pacjent jedzie sobie wygodnie karetką kilkadziesiąt kilometrów do sąsiedniego powiatu. Za darmo, bo na NFZ.  A jak kilku pacjentów będzie potrzebowało transportu? O to Piasecki nie zapytał, bo nie po to zaprasza do studia gości, żeby ich dopytywać, tylko żeby im przerywać. Oprócz tego że, tak jak powiedziałam, koncepcja jest absolutnie dobrowolna, mamy sporo bonusów, które zachęcą do wejścia w ten projekt, ale w szpitalu, w którym była do tej pory chirurgia i jej nie będzie, jest karetka, która natychmiast ma pacjenta który wymaga jednak zabiegu, którego nie da się zrobić w tym szpitalu, przewozi go do następnego, naprawdę, to są odległości często 40, 50 km i da się to zrobić, na całym świecie tak jest, to dlaczego u nas może nie być? I jeszcze jedno zdanie. Ja nie chcę likwidować żadnego szpitala w Polsce powiatowego, one wszystkie są potrzebne, tylko muszą zaspokajać potrzeby, które są. A co z lekarzami, którzy stracą pracę z powodu zamknięcia ich oddziału? Jak to co? Ruszą dupę i pojadą do sąsiedniej miejscowości, bo przecież lekarze podróżują, nawet taki u państwa był jeden program, o jednym onkologu, co to objeżdża całe województwo. Lekarze potrafią się przemieszczać ze szpitala do szpitala robią to także dzisiaj.

Jeśli ktoś pyta dlaczego z ochroną zdrowia jest źle, to ja mówię że ona jest źle zorganizowana i zrobię wszystko żeby to naprawić. Jednym z problemów są tak zwane nadwykonania, czyli świadczenie usług medycznych ponad limit, za które NFZ nie płaci, bo nie, choć powinien. Można postawić śmiałą tezę, że absolwent żłobka winą za taki stan rzeczy obarczyłby NFZ, który liczbę zakontraktowanych usług pobiera z sufitu, dlatego jedna placówka „nadwykonuje”, a druga „niedowykonyuje”. Dla Leszczyny jest oczywiste, że wina nie leży po stronie NFZ-tu, lecz nieprawidłowego rozlokowania lekarzy. W jednych szpitalach mamy nadwykonania, ale w innych nie wykonywany jest tak zwany ryczałt! To znowu znaczy, że mamy ten, te, te, szpitale źle zorganizowane. Bo tam gdzie nie ma, gdzie nie jest wykonany ryczałt, czyli mają niedowykonania, tak to nazwijmy, no, ale my ten szpital musimy utrzymać! Musimy utrzymać tam lekarzy, pielęgniarki… Ryk Piaseckiego, który zgłosił pomysł racjonalizatorski, żeby przesuwać pacjentów ze szpitali z nadwykonaniami do szpitali z niedoykonaniami zagłuszył dalszą wypowiedź. Okazało się, że przesuwanie pacjentów jest niedopuszczalne, ponieważ pacjent ma prawo iść do najlepszego lekarza, najlepszego szpitala i ma prawo wybrać. Znaczy ja nie mogę strumienia pacjentów przekierować, myślę że bardziej możemy zarządzić no właśnie kadrą medyczną i… A wszystkiemu, jak nietrudno się domyślić, winien jest PiS, który okradł NFZ z pieniędzy budżetowych.

Słuchając bajań Izabeli Leszczyny trudno nie odnieść wrażenia, że podczas gdy jej pryncypał obiecuje gruszki na wierzbie, ona mydli mu oczy. Ewidentnie nie chodzi o to, by pacjenci mieli ułatwiony dostęp do lekarza, mogli bez trudu uzyskać pomoc, kupić lek. Chodzi o to, by Tusk był kontent. Wszystkie rządy bezpardonowo walczą z kolejkami, a prawda jest taka, że kolejki to integralny, by nie rzec kluczowy element systemu. Dowód? Rozporządzenie z 2005 roku „w sprawie kryteriów medycznych, jakimi powinni kierować się świadczeniodawcy, umieszczając świadczeniobiorców na listach oczekujących na udzielenie świadczenia opieki zdrowotnej”.

To, co proponuje Leszczyna to pudrowanie trupa. Bez zmian systemowych jej pomysły stanowią preludium do całkowitej zapaści systemu i ludzkich tragedii. Wody płodowe odeszły, kobieta wymaga natychmiastowej pomocy, a jedna karetka wiezie pacjenta 50 km na odział chirurgiczny, druga 36 km na onkologiczny. Trzeciej nie ma bo przecież utrzymanie karetek i kierowców wbrew pozorom też kosztuje.

Dodaj komentarz