Mówimy Trump, a w domyśle pokój

Najpierw wielbiono Lenina, a gdy władzę przejął Stalin, całą miłość przelano na niego. Oczywiście nie oznaczało to, że Lenin poszedł w zapomnienie. Po prostu musiał nieco przesunąć się robiąc miejsce równie genialnymu przywódcy. Imieniem Stalina, jeszcze za jego życia, nazywano miasta, place, skwery, ulice. Poeci opiewali jego dokonania, pisarze opisywali jego geniusz, studenci pisali prace magisterskie o nim, a potem doktoryzowali się z jego biografii. Nawet nasza wielka poetka, Wisława Szymborska, nie ukrywała jak wielki ból sprawiła jej śmierć ukochanego przywódcy.

Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,
brak pewności jest nadzieją, towarzysze…
Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć
muszę czytać z pochylonych głów. […]

Oto Partia, ludzkości wzrok.
Oto Partia, siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.

Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak.

Po śmierci Stalina partia powróciła do wielbienia Lenina i nieco zmieniła nastawienie uznając kult jednostki za coś niepożądanego. W dalszym ciągu można było doktoryzować się pisząc pochlebnie o Leninie, ale krytycznie o Stalinie. Encyklopedia PWN (wyd. I, Warszawa 1969) biogram skróciła do zaledwie kilku informacji i zakończyła stwierdzeniem, że

Autorytet S. przerodził się w kult jego osoby; naruszane były leninowskie normy życia partyjnego w radź. i międzynar. ruchu robotn., łamana była praworządność socjalist.; podstawową krytykę działalności S. przeprowadziły Zjazdy KPZR XX (1956) oraz XXII (1961).

Ponad siedemdziesiąt lat później kult jednostki wrócił w swojej najohydniejszej odsłonie w kraju, w którym nikt by się go nie spodziewał, w Sanach Zjednoczonych. To, co się tam dzieje jasno pokazuje, że dyktatorzy nie utrzymaliby się przy władzy bez oślizłych oportunistów, nadskakiwaczy i zwykłych dorobkiewiczów. Bolszewicy pierwsi odkryli, że najwierniejsi z wiernych to ci towarzysze, którzy nigdy niczego by nie osiągnęli, ludzie bez doświadczenia, kompetencji, pozbawieni skrupułów, a także skazańcy gnijący w więzieniach za pospolite przestępstwa. Zawdzięczając wszystko władzy stanowią jej zaplecze i są jej najgorliwszymi obrońcami.

Donald Trump odrobił lekcję i otoczył się miernotami. Wsparli go pozbawieni skrupułów miliarderzy, którzy oczekują w zamian przymykania oczu na — użyjmy eufemizmu — nieprawidłowości oraz strumienia pieniędzy z rządowych zamówień. Z drugiej strony czy da się kraj, w którym praktycznie każdy ma broń, przekształcić w dyktaturę? Jasne, że można na niezadowolonych zrzucać osobiście fekalia z samolotu, pacyfikować protesty za pomocą wojska i służb specjalnych, ale terror może też doprowadzić do upadku kraj zamieszkały przez ludzi nawykłych do swobód. Poza tym istnieje ogromna różnica między kultem jednostki w Związku Radzieckim i Stanach Zjednoczonych. W Rosji przywódca udawał zaskoczonego i zawstydzonego uwielbieniem sugerując, że to oddolna inicjatywa wdzięcznego ludu. W Stanach przywódca sam siebie wielbi, a klakierzy  tylko utwierdzają go w przekonaniu o wyjątkowości i geniuszu.

Po wojnie kult jednostki w Związku Radzickim przybrał absurdalne rozmiary, a narzucone przez towarzyszy ze wschodu polskie władze prześcigały się w wielbieniu wielkiego przywódcy. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom ludu pracującego miast i wsi, który domagał się godnego uczczenia śmierci bohatera światowego proletariatu, przemianowano Katowice na Stalinogród. I oto 65 lat później, w 2018 roku polski p.rezydent, którym był Andrzej Duda, nie czekając na śmierć wielkiego przywódcy ogłasza światu pomysł zbudowania w Polsce Fortu Trump. Gdy Trump po raz drugi wygrywa wybory prawdziwi polscy patrioci w miejsce flag z sierpem i młotem i portretów Stalina wkładają na głowy charakterystyczne czapeczki i urządzają w Sejmie pokaz klakierstwa i wiernopoddaństwa. Jakby tego było mało chłopek-roztropek w randze wicepremiera i ministra od o!brony zapowiada, że wybuduje Fort Trump w Bolesławcu.

W czasach dawniejszych współpraca Polski ze Związkiem Radzieckim była modelowa, Polska Rzeczpospolita Ludowa była związana ze swoim sojusznikiem nierozerwalnymi więzami przyjaźni, a obecność Armii Czerwonej dawała gwarancję jej niezależności i suwerenności. W czasach obecnych modelowa jest współpraca ze Stanami Zjednoczonymi, Rzeczpospolitą Polską łączą z sojusznikiem nierozerwalne więzy przyjaźni, a obecność armii amerykańskiej stanowi gwarancję jej wolności i niezależności. Członek rządu uważa, że nie polski rząd, polskie wojsko, polskie służby lecz Stany Zjednoczone są gwarantem polskiego bezpieczeństwa. Jesteśmy modelowym sojusznikiem, to często jest podkreślane w moich kontaktach sekretarzem wojny Petem Hegsethem, słyszałem to i w Warszawie, i w Waszyngtonie, w Pentagonie, słyszałem to w Brukseli. Polska jest wymieniana na pierwszym miejscu jako modelowy sojusznik i nic w tym względzie się nie zmienia. Nie ma gwarancji bezpieczeństwa dla NATO i Europy bez Stanów Zjednoczonych, nie ma siły Stanów Zjednoczonych bez ich obecności w NATO — dowodzi Kosiniak-Kamysz.

Oczywiście za tę „modelową współpracę” Kosiniaka z Kamyszem zapłacą polscy podatnicy.

Szacunkowy koszt inwestycji to około 2 mld zł. — Do tego jeszcze pół miliarda z samorządu województwa i wspólnej partycypacji ze strony amerykańskiej i polskiej — dodał szef MON.

2 miliardy złotych za wazelinę, dzięki której Kosiniaka-Kamysza po główce głaszczą i w Stanach, i w Europie, i w Polsce, a niewykluczone, że po cichu także i w Moskwie. Czy jednak nie jest bezczelnością chełpienie się wydatkami na obce wojska, na które nie ma się żadnego wpływu, które mogą zostać w każdej chwili odwołane lub w kluczowym momencie zachowają się biernie? Wielu poetów opiewało Stalina. Kiedy towarzysze klakierzy z PiS-u i PSL-u wykorzystają spuściznę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Tadeusza Hołuja, Wisławy Szymborskiej? W wierszu Bogusława Koguta „Przed mauzoleum Lenina” wystarczy zmienić tytuł na na przykład „Przed Fortem Trump”, bo nawet liczba liter się zgadza: „pięć liter w czarnym marmurze, a to jest cały nasz wiek.” Kosiniak-Kamysz mógłby za Gałczyńskim powtarzać

Przysięgam, Polska nie będzie już słaba,
Niech lśni blaskiem stu lamp
Oto nowe stulecie, a tylko jedna sylaba:
Trump.

Ci, którzy chełpili się, że dzięki nim Polska powstała z kolan, przed Trupem runęli na twarz…

Dodaj komentarz