Misja pokojowa

Rozbił się samolot. Nie ten i nie tam. Inny gdzie indziej, konkretnie w dziewiczej dżungli zamieszkanej przez ludożerców. W samolocie jak to w samolocie, podróżowali różni ludzie, między innymi Anglik, Niemiec, Francuz, Polak, Rosjanin. Ledwo po katastrofie rozbitkowie przyszli do siebie, a już zostali otoczeni przez zbrojny w dzidy oddział tubylców i zaprowadzeni do wioski z imponującym zestawem kotłów w centrum. Najwidoczniej zawczasu przygotowano się na przyjęcie gości. Sam wódz wyszedł na spotkanie rozbitków oblizując się dyskretnie.
— Witajcie — zagaił. — Nasza są ludzie cywilizowane. Dlatego wasza ma jedno życzenie, które spełnimy. Czego pan sobie życzy? — zwrócił się do Anglika.
— Proszę o przesłanie jej królewskiej mości wyrazów szacunku od wiernego poddanego.
— To wszystko?
— Tak.
Wódz skinął na łącznościowca, który natychmiast włączył tam-tamy i rozpoczął transmisję.
— A pan? Czego pan sobie życzy? — zwrócił się do Niemca.
— Kufel dobrze schłodzonego piwa i golonkę z kapustą.
— Nic więcej?
— Nic.
— Wódz skinął na tubylca w białym czepku. Po chwili przed Niemcem pojawiła się zamówiona potrawa i olbrzymi kufel piwa.
I tak po kolei wszyscy wyrażali życzenia, które natychmiast były spełniane. Wreszcie przyszła kolej na Rosjanina.
— A wy towarzyszu, czego sobie życzycie?
— Ja bym chciał, żebyście mnie wodzu kopnęli w dupę.
— Ja pytam was poważnie.
— A ja poważnie odpowiadam. To jest moje życzenie.
— Czyli mam was kopnąć w dupę? — upewnił się wódz.
— Da! — upewnił go Rosjanin.
Wódz wziął ogromny rozmach i kopnął Rosjanina tak, że ten przeleciał przez całą wioskę i wylądował w krzakach. Gdy stamtąd wyszedł wyszarpnął zza pazuchy kałasznikowa i jedną długą serią wyeliminował wszystkich ludożerców przy okazji dziurawiąc kotły. Zszokowani rozbitkowie, pogodzeni ze swoim losem, nuże czynić mu wyrzuty i pytać dlaczego wcześniej ich nie uwolnił skazując na poniżenie i stres.
— Nie mogłem! — wyjaśnił Rosjanin. — Rosjanie nie są agresorami, nigdy nie prowadzili wojen zaborczych. Jeśli interweniują, to tylko pokojowo! Jak by wyglądała Rosja, jak ja bym wyglądał gdybym pozwolił sobie na niesprowokowaną interwencję zbrojną?!

Dodaj komentarz


komentarze 2

    1. W latach siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych, nie pomnę kiedy (czas tak szybko pędzi), krążyła cała seria dowcipów, w których opowiadano o Ruskim, Polaku, Angliku itp.  Wykorzystałem jeden z nich. Pomyślałem, że warto go przypomnieć, bo jest na czasie jak nigdy.