Mamy F-16, mamy mieć F-35

Porozmawiajmy o F31.
Myśliwiec wielozadaniowy robiący Twoim myślom piekło na ziemi.

Bo to się zwykle tak zaczyna… czasem słońce czasem deszcz.
Czasami jesteś szczęśliwy, częściej nie. Normalna sinusoida nastrojów.
Im dalej w życie tym bardziej sytuacje stają się złożone. Powoli narasta skumulowany stres.
U niektórych ludzi powoduje to powolne wzrastanie amplitudy sinusoidy. Najpierw smutki są smutniejsze. Powoli nie chce się wstawać do dalszej walki, sen przynosi ukojenie, rano kawka jakoś napędzi.
Nie piszę tutaj o nagłych tragediach typu śmierć kogoś bliskiego, co natychmiast potrafi wprowadzić w stan głębokiej depresji.

Aż nagle, niespodziewanie, coś fajnego się dzieje. Jest dobrze, jest miło. Wszystko się układa. Och jak przyjemnie. Och – jeszcze przyjemniej! Och – to teraz mogę wszystko naprawić, wszystko zrobić, wszystko osiągnąć! Ależ pięknie teraz będzie!!!

A potem już właściwie nie wiesz co i po co robisz, w efekcie policja zawozi Cię na Izbę Przyjęć, prowadzą Cię na Oddział Zamknięty i mądry pielęgniarz mówi – tu nie ma wariatów, tu są tylko chorzy. Szybko zasypiasz po pierwszej w życiu dożylnej dawce haloperidolu i budzisz się we wszechświecie równoległym do rzeczywistości, którą znałeś.
Co w niej jest najgorsze?
Już nigdy nie będziesz ufać swoim emocjom.

Zapraszam do AMA = ask me anything; z tym, ze zastrzegam sobie prawo do odmówienia pewnych odpowiedzi.

Dodaj komentarz


komentarzy 13

      1. Chętnie, ale nie jestem z nimi w tak zażyłych stosunkach. To kolega syna i wiem tylko tyle, co mi powiedział syn, czyli tylko tyle, że choruje i że ma przechlapane. Próbował zacząć samodzielne życie, ale nic z tego nie wyszło, wrócił do domu. Jakby tego było mało u ojca zdiagnozowano raka.

        1. Oby.watel: Chętnie, ale nie jestem z nimi w tak zażyłych stosunkach. To kolega syna i wiem tylko tyle, co mi powiedział syn, czyli tylko tyle, że choruje i że ma przechlapane. Próbował zacząć samodzielne życie, ale nic z tego nie wyszło, wrócił do domu. Jakby tego było mało u ojca zdiagnozowano raka.

          A ile on ma lat w ogóle? Bo u mnie to się zaczęło już mocno objawiać gdzie miałem własną rodzinę. No tak, w razie drastycznego pogorszenia i jakby mnie żona kopła w de – to zawsze też mogę wrócić do mamusi – ale jakoś tego nie chcę.

  1. Mam jeszcze jedno pytanie, mam nadzieję, że nie za bardzo osobiste. Z ustawionym leczeniem czujesz się dobrze i czujesz się sobą- że tak to ujmę? Bo to jest ogromny problem chorych, których ja znam- leki nie pomagają, albo pomagają, ale dają kijowe skutki uboczne. Albo chorzy czują się po nich jakoś tak okradzeni z własnej osobowiści. Ma-sa-kra!

    1. Z ustawionym leczeniem czujesz się dobrze i czujesz się sobą- że tak to ujmę?

      Długo trwało, zanim „shrink” trafił w odpowiedni koktajl. Ale wreszcie od lat jest remisja. Za to w szafeczce mam odnawiany na bieżąco flakonik awaryjnych małych dawek ketrelu. Jak już całkiem przestaję sobie ufać – zażywam wieczorem, dobrze po tym zasypiam – i rano dzwonię do specjalisty.

      Bo to jest ogromny problem chorych, których ja znam- leki nie pomagają,

      Niestety, jest pewna całkiem spora grupa tak zwanych „lekoodpornych”. Dlatego się szuka nowych środków. Przykładowo kiedyś ketrel miał refundację tylko na schizofrenię, więc płaciliśmy jak za zboże. Od lat już na F31 też jest refundowany – bo też pomaga. Wracając do lekoodpornych – miałem wątpliwą przyjemność poznać takiego na oddziale. Wizje pająków zjadających członka a więc po nim drapanie do krwi; defekacja do łóżka – Poznań odsyłał jako ciężki przypadek do Gniezna na permanentny pobyt, Gniezno sobie nie bardzo radziło więc odsyłało do Poznania – niech mundre profesury się martwią… Nie widziałem, by ktokolwiek z rodziny go odwiedzał.

      > Albo chorzy czują się po nich jakoś tak okradzeni z własnej osobowiści.

      To jest zupełnie jeszcze inny problem. Ja po tym tyję!!! Ja po tym jestem zamulony/a. Ja tego nie będę brać – bo w końcu w sumie nie potrzebuję!!!!

       

  2. Najpierw myślałam, że to tekst o samolotach dla armii- człowiek przed kawą jest stupido! 😉
    Dzięki za tekst na ważny temat. Mam tylko jedno pytanie: czy wiesz, kiedy zaczęła się choroba? Potrafisz określić taki moment, kiedy zaczęła się zmiana. Interesuje mnie to, bo mam chyba więcej chorych psychicznie znajomych, niż normalnych- cokolwiek to znaczy. I nikt z nas nie potrafi powiedzieć, kiedy się pierwsze symptomy pojawiły. Chyba byliśmy od zawsze trochę inni.

    1. Według opinii lekarza prowadzącego moja należy do typu endogennego – wewnętrznego. Czyli „zawsze” tam była. I czekała na nawarstwianie się różnych spraw. Właśnie w odróżnienia od egzogennych – które wybuchają nagle na przykład na skutek śmierci bliskiej osoby. Albo wygrania milionów w totka.

      Komponent genetyczny jest jak najbardziej obecny w F31 – choć to nie jest tak proste, jak się wydawało na początku. Nie udało się zidentyfikować żadnego konkretnego genu. Mówi się o predyspozycjach na skutek kombinacji różnych genów. Możesz ich nie mieć – i zachorować. Możesz mieć – i nie zachorować na poziomie leczenia klinicznego. Taka sprawa…

          1. Forni: Dziękuję Ci za odpowiedzi.

            Suplement od Tao… Tak się dziś stao w mojej dalszej rodzinie, że udzielam Ci porady odnośnie znajomych Twoich. Jeśli tylko możesz – nie dopuść, by zadarli ze środowiskiem lekarskim, jak to zrobili moi. Tak byli niezadowoleni z różnej nie-psychiatrycznej diagnostyki, że polecieli swego czasu do mediów. Potem Fakt dumnie ogłosił, że rozwiązał problem. Czytaj, skontaktował z jakimś szarlatanem, co nic nie pomógł. I dostali wilczy bilet.

            Jakiś czas temu mój shrink też starał się pomóc, bo i takie problemy się w końcu stały; też spotkał się z cichym oporem. Dzisiaj właśnie „odmówił dalszej współpracy” mimo moich próśb. Ma zajęte terminy, szukać kogoś innego albo dzwonić po pogotowie – ale ono zawiezie do innego szpitala…

            Otrzymujesz od świata tylko to, na co sobie zapracujesz.