Podobno istnieją ludzie, którzy potrafią czytać w myślach. Dzięki ich zdolnościom wiadomo, iż pewien indyk myślał o niedzieli, ale tak się pechowo złożyło, że w sobotę mu łeb ścieli. Niestety nie wiadomo, co obrońcy zwierząt wtedy pomyśleli. Wiadomo natomiast, że niektóre karpie domagały się przyspieszenia wigilii. Nie spełniono tego skądinąd słusznego postulatu, ale na pocieszenie zdecydowano się uczynić ją świętem państwowym. Żeby było śmieszniej karpie zawdzięczają to tym, którzy z ogromną troską pochylają się nad ciężą dolą ludu pracującego miast i wsi i którzy, gdyby mogli, wzorując się na rozwiązaniach z powieści „Pinokio”, zrobiliby czwartek dniem wolnym, a tydzień składałby się z sześciu czwartków i niedzieli.
Wielu polityków i prawników przekonuje, że nie może być pobłażliwości dla sędziów, którzy wiedzieli, że zostali powołani do nielegalnych organów z naruszeniem prawa, a mimo to się na to godzili. Nie dotyczy to polityków, którzy ochoczo dali się wybrać chociażby do nielegalnej ponoć KRS i bez mrugnięcia okiem pobierają wynagrodzenie. Warto zapamiętać nazwiska bezkompromisowych bojowników o praworządność, którym pecunia non olet: Kamila Gasiuk-Pihowicz i Robert Kropiwnicki z Koalicji Obywatelskiej, Tomasz Zimoch z Polski 2050 i Anna Maria Żukowska z Lewicy. Koalicja chętnych.
Wracając do karpi zauważyć wypada, że wielu użytkowników wprost domaga się, by ich trzymać krótko za pysk i nie pozwalać na wiele. A ponieważ tak uważają też i politycy, więc nie sądy i trybunały, nie prawo, lecz prywatne firmy w coraz większym stopniu w oparciu o swoje regulaminy, politykę informacyjną i algorytmy decydują jakie treści w mediach są dopuszczalne, a jakie nie. Ci sami ludzie, którzy nieba by przychylili ludowi pracującemu i modlącemu się wszędzie wietrzą hejt i domagają się cenzury prewencyjnej. Przy czym, i to jest sedno, hejtem jest to, co oni uważają za hejt. Dlatego nie mają nic przeciwko blokowaniu konkurentów politycznych, ale usuwanie treści publikowanych przez nich samych uważają za zamach na wolność słowa.
Faktycznie, słowa potrafią ranić, zabijać. Ale czy walka z nimi za pomocą knebla i zastraszania odnosi skutek? Ze słowem zawzięcie walczono w systemach totalitarnych. Żaden dzierżymorda nie ścierpi zagrażających mu, czyli nieprawomyślnych wypowiedzi, sądów, opinii. Dlaczego w krajach teoretycznie demokratycznych walczy się ze słowem totalitarnymi metodami? Dlaczego nie można opracować jasnych zasad co wolno mówić, a czego mówić nie wolno i dlaczego? I konsekwentnie karcić tych, którzy je łamią? Politycy i pismaki (bo wspomaganych sztuczną inteligencją wyrobników klawiatury i mikrofonu dziennikarzami nazywać nie sposób), zamiast uprawiać logomachię, oburzać się na czyjąś „niedopuszczalną” ich zdaniem wypowiedź, przekonywać, że „takich słów używać nie wolno”, winni zająć się tłumaczeniem i przekonywaniem do swoich racji. Dlaczego tego nie robią? Bo oburzają się na pokaz, a w głębi duszy podzielają poglądy, które krytykują? To tłumaczy dlaczego bez żadnych oporów przyjmują godziwie wynagradzane posadki w nielegalnych organach i wchodzą w szemrane interesy i piszą artykuły na zamówienie.
Niektórzy są przeszczęśliwi, gdy kogoś, kogo nie lubią, spotka jakaś przykrość. Na przykład jego post zostanie skasowany lub on sam zostanie zbanowany, do czego często sami się przyczyniają. Gdy jednak ich spotka to samo, uważają to za rażącą niesprawiedliwość. W filmie „Jesień Czejenów (Cheyenne Autumn)” jest scena, w której trzech dżentelmenów grało w karty. Jeden z nich oszukiwał — schował jedną kartę. Wtedy jeden z oszukanych przytomnie zauważył, że jeśli zastrzelą oszusta, to „nie będzie z kim grać”. Podobnie było na jednym forum. Tętniło życiem dopóty, dopóki zamiast polemik i dyskusji niektórzy nie zaczęli domagać się usuwania wpisów tych użytkowników, którzy mieli inne zdanie niż oni. Ponieważ gospodarz także tak uważał, więc najpierw zostali ci, którzy zgadzali się we wszystkim ze sobą, a potem i oni zniknęli, bo ile można potakiwać, popierać i zgadzać się z czcigodnym przedmówcą? Forum istnieje do dziś, a jego gospodarz dyskutuje sam ze sobą. Z rzadka pojawia się największy zwolennik pozbywania się użytkowników zawzięcie polemizujących by przytaknąć gospodarzowi, poprzeć go i utwierdzić w przekonaniu.
Gdy czyjś post zostanie wycięty lub użytkownik zbanowany, wielu przekonuje, że to przecieżprywatna firma, więc ma prawo robić co chce. To przeważnie z nich wywodzą się zwolennicy tezy, że od siły argumentów ważniejszy jest argument siły, więc donoszą gdzie tylko się da, domagając się stanowczej reakcji. I często spotykają się ze zrozumieniem, gdy moderator lub administrator także niewiele rozumie, nie jest w stanie odróżnić ironii, sarkazmu, kpiny on prawdziwych poglądów, albo woli dmuchać na zimne, bo nigdy nie wiadomo kto do czego się przyczepi. Jeśli ktoś bierze na poważnie postulat przyznania Trumpowi nagrody Nobla za zakończenie ośmiu wojen, w tym wojny klonów, gwiezdnych wojen, wojny o pokój, wojny światów i wielu innych to… wolność słowa na pewno nie jest zagrożona. A jeśli ktoś zrobi literówkę i zamiast Trump napisze Trup lub pajac prezydencki, to tego tolerować nie wolno.
Z powodu nawału pilnych spraw rodzinno-zdrowotnych zmuszony jestem na tym poprzestać i omówienie innych, równie ważkich problemów odłożyć do jutra. Przy okazji życzę wszystkim cierpiącym na nieżyty, zapalenia i inne przypadłości zarówno psychiczne jak i fizyczne, a także tym, którzy już są po wizycie w placówce służby zdrowia, jak i tym, których to dopiero czeka, szybkiego powrotu do zdrowia lub do siebie. Względnie i tego, i tego.
Dywagacje
Cokolwiek by Panu nie dolegało – życzę rychłego powrotu do zdrowia (i do siebie również)…
Dziękuję serdecznie z całego serca. Jak byłem mały marzyłem o tym, by być starszy. I to marzenie o dziwo spełniło się. Teraz, jak jestem starszy marzę o tym, żeby być młodszy i… nie zanosi się. Na dodatek świat stanął na głowie. Dawniej młodym dziewczynom mówiłem ‚cześć’, a starszym paniom ‚dzień dobry’. Teraz młode dziewczyny mówią mi ‚dzień dobry’, a starsze panie ‚cześć’…