List szatana z ziemi

Przeglądając stare szpargały… Mam nadzieję, że nikomu nie trzeba tłumaczyć, że nie są to zmrużone oczy lecz stare zapiski, wycinki gazet itp. No więc przeglądając stare szpargały, pamiątki po ojcu, znalazłem wycięty z gazety przekład fragmentu „Listów szatana z ziemi” Marka Twaina. Mark Twain to pseudonim Samuela Langhorne Clemensa (1835—1910). Listy powstały tuż przed śmiercią autora, przygotowane do wydania w formie książki zostały w 1939 roku, ale wydane zostały dopiero w 1963 roku. Polskie wydanie zostało wydane w 1966 roku i nie jest chętnie wznawiane.

Z wstępu dowiadujemy się, że ostatnio amerykańska firma wydawnicza „Harper and Row” wydała liczący prawie 400 stron druku tom pism Twaina pt. „Letters from the Earth” („Listy z ziemi”) w dużej części publikowanych po raz pierwszy, o tomie tym pisał krytyk amerykański Ben F. Fuson, że „większość zebranego tu dynamitu stanowić będzie nowość dla przeciętnego czytelnika, który nie bardzo świadom jest gorzkiego pesymizmu Twaina lub jego rabelaisowskiego zacięcia… Rzecz nieodzowna dla wszystkich, konieczna wszędzie, z wyjątkiem bardzo małych i bardzo purytańskich czytelni”. Z tego tomu wzięli jeden z listów i zamieścili jego przekład, a ja chcę go ocalić od zapomnienia. Niestety, przekładowca, czyli tłumacz, nie jest nigdzie wymieniony. Nie znam także ani nazwy czasopisma, z którego pochodzi tekst, ani daty wydania. Sąsiedztwo innych wycinków sugeruje, że była to pierwsza połowa lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Mark Twain

Listy z ziemi

List III

Zauważyliście już, że istota ludzka to curiosum. W dawnych czasach człowiek miał (i zużył je, i wyrzucił) setki religii. Dziś ma ich również setki, a co roku puszcza jeszcze w obieg co najmniej ze trzy nowe. Mógłbym tę liczbę zwielokrotnić i wciąż nie mijać się z prawdą.

Jedna z głównych religii nazywana jest chrześcijaństwem. Zainteresuje was jej zarys. Wyłożona jest szczegółowo w księdze zawierającej dwa miliony słów, zwanej Starym i Nowym Testamentem. Ma ona również inną nazwę — Słowo Boże. Albowiem chrześcijanie wierzą, że każde słowo tej księgi podyktowane było przez Boga — tego, o którym już wspominałem.

Biblia zbudowana jest głównie z fragmentów starszych biblii, które przeżyły, swe dni, a potem rozsypały się w proch. Stąd wyraźnie brak jej oryginalności. Trzy czy cztery wymienione w niej najbardziej imponujące i podniosłe wydarzenia pochodzą z biblii wcześniejszych: wszystkie jej najlepsze przykazania i zasady postępowania też pochodzą z tamtych biblii. Są w niej tylko dwie rzeczy nowe: piekło i to osobliwe niebo, o którym już wam opowiadałem.

Cóż mamy uczynić? Jeśli uwierzymy wraz z ludźmi, że ich Bóg stworzył te okrucieństwa, spotwarzymy go. Jeśli uwierzymy, że ludzie wymyślili je sami — ich spotwarzamy. W obu przypadkach dylemat nie jest przyjemny, ponieważ żadna ze stron nie uczyniła nam nic złego.

Dla świętego spokoju stańmy po jednej stronie. Przyłączmy siły nasze do ludzi, a na niego zrzućmy całe to niesławne brzemię — niebo, piekło, Biblię i całą resztę. Nie wydaje się to słuszne, nie wydaje się sprawiedliwe, a jednak, jeśli zastanowić się nad tym niebem, tak miażdżąco przeładowanym wszystkim co odrażające dla istoty ludzkiej, to czyż możemy uwierzyć, że wymyślił je sam człowiek? A kiedy przyjdzie opowiedzieć wam o piekle, przekonacie się. że miejsce to jeszcze straszniejsze i skłonni będziecie powiedzieć: „Nie, człowiek nie stworzył czegoś takiego, ani dla siebie samego, ani dla nikogo innego: po prostu — nie mógłby”.

Owa niewinna Biblia opowiada o Stworzeniu. Czego? Wszechświata? Tak, wszechświata. W sześć dni!

Bóg to uczynił. Nie nazywał tego wszechświatem: ta nazwa jest nowoczesna. Cała jego uwaga skupiona była na świecie. Skonstruował go w pięć dni… A potem? Jeden dzień tylko zabrało mu stworzenie dwudziestu milionów słońc i osiemdziesięciu milionów planet!

Na co były potrzebne według jego pomysłu? Żeby dostarczać światła dla tego małego —- jak zabawka — świata. To był cały cel. Nie miał innego. Jedno z tych dwudziestu tysięcy słońc (to najmniejsze) miało świecić za dnia, reszta miała wspomóc jeden z niezliczonych księżyców wszechświata, złagodzić “ ciemność nocy.

Wierzył on, oczywiście, iż te jego świeżo sporządzone niebiosa z chwilą gdy słońce zajdzie pierwszego dnia za horyzontem — usiane będą diamentami kroci mrugających gwiazd. Ale w istocie na czarnym sklepieniu nie mrugnęła ani jedna gwiazda aż do trzech i pół lat po spełnieniu tego pamiętnego tygodnia skrzętnej pracowitości*). Potem pojawiła się jedna gwiazda, samotna i jedyna, i zaczęła migotać. W trzy lata później pojawiła się następna. Te dwie migotały razem przez przeszło cztery lata, zanim trzecia przyłączyła się do nich. Pod koniec pierwszego stulecia nie było nawet dwudziestu pięciu gwiazd migających na bezmiernej pustyni ciemnych niebios. W końcu tysiąclecia nie dość jeszcze było gwiaizd na odpowiednie widowisko. Pod koniec miliona lat tylko połowa dzisiejszego ,,wystroju” posyłała swe światło ku granicom widoczności teleskopów, a drugi milion lat minął zanim reszta ,,dodała do koloru”, jak mówią pospolicie przy kartach. Ponieważ jednak nie było w tym czasie teleskopów. ich pojawienie się nikt nie zauważył.

Już od trzystu lat chrześcijański astronom wie, że jego Bóstwo nie stworzyło gwiazd w tych skrzętnych sześciu dniach. Ale chrześcijański astronom nie rozwodzi się nad tym. Nie czyni tego również i ksiądz.

W swej Księdze Bóg nie szczędzi pochwał swym potężnym dziełom i nazywa je największymi imionami, jakie znaleźć potrafi, podkreślając w ten sposób swe zdecydowane i uzasadnione upodobanie wielkości. Jednakże stworzył owe miliony olbrzymich słońc, żeby oświetlały to drobne, malutkie ciało niebieskie, zamiast nakazać małemu słońcu tego niebieskiego ciała, żeby mu służyło. Wymienia on w swej Księdze Arcturusa — przypominacie sobie Arcturusa: byiliśmy tam kiedyś, to jedna z nocnych lamp tej ziemi! — ten gigantyczny glob, pięćdziesiąt tysięcy razy większy, niż słońce tej ziemi, które w porównaniu z nim przypomina melon przy katedrze.

Jednakże szkółka niedzielna wciąż uczy dziecko, że Arcturus stworzony został po to, żeby pomóc oświetlać tę ziemię, a dziecko rośnie i wierzy w to nadal nawet po stwierdzeniu, że wszelkie prawdopodobieństwo przemawia przeciw temu.

Według Księgi i jej sług, wszechświat liczy zaledwie sześć tysięcy lat. Dopiero w ciągu ubiegłego stulecia dociekliwe umysły badaczy wykryły, że wiek jego bliższy jest stu milionów.

W ciągu owych Sześciu Dni Bóg stworzył człowieka i inne zwierzęta.

Stworzył mężczyznę i kobietę i umieścił ich w przyjemnym ogrodzie wraz z innymi stworzeniami. Żyli tam przez jakiś czas wszyscy w zgodzie, w zadowoleniu i w kwitnącej młodości. Potem nastąpił kłopot. Bóg przestrzegł mężczyznę i kobietę, że nie wolno im jeść owocu z pewnego drzewa. I dodał przy tym jak najdziwniejszą uwagę: powiedział, że jeśli zjedzą z tego drzewa, na pewno umrą. Dziwna to uwaga z tego względu, że nie mogli przecież wiedzieć co śmierć oznacza, jeśli jej próbki nigdy nie widzieli.

Dokończenie jutro.


*) Światło najbliższej gwiazdy (61 Cygni) wędruje ku Ziemi trzy i pół roku z szybkością 186.000 mil na sekundę. Arcturus świecił przez 200 lat zanim stał się widoczny z Ziemi. Dalsze gwiazdy stopniowo stawały się widoczne po tysiącach i tysiącach lat. (przyp. Mark Twain). W rzeczywistości 61 Cygni to gwiazda podwójna odległa od Ziemi o ponad 11 lat świetlnych. Najbliższa jest Proxima Centauri, odległa o nieco ponad 4 lata świetlne.

Dodaj komentarz