Już znajdował się na pieszym

Szymon Hołownia wystartował w wyborach na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Poniósł sromotną porażkę. Teraz zmarnował szansę, by pokazać, że nie wypadł sroce spod ogona, że jest mężem stanu i podołałby zadaniu, że w kolejnych wyborach warto na niego postawić. Mógł zgodnie ze scenariuszem nakreślonym przez prawników objąć tymczasowo urząd prezydenta, przyjąć ustawy naprawiające wymiar sprawiedliwości, na czele ze swoją „ustawą incydentalną” i dopiero po zatwierdzeniu wyników, albo rozpisaniu nowych wyborów przez Sąd Najwyższy w nie budzącym wątpliwości składzie zwołać Zgromadzenie Narodowe i zaprzysiąc prezydenta-elekta. Niestety stchórzył.

Startując w wyborach kreował się na twardziela. Zdecydowałem się wystartować przeciwko kandydatom Tuska i Kaczyńskiego, ponieważ premier potrzebuje mieć w Pałacu partnera, a nie podwykonawcę albo sabotażystę. To nie jest miejsce dla drugoligowej figury z PO lub PiS. Ponieważ wyborcy pokazali mu środkowy palec, więc obraził się na Polskę i postanowił za wszelką cenę umieścić w pałacu prezydenckim drugoligową figurę z PiS, będącą nie tylko podwykonawcą, ale także sabotażystę. Wczoraj na stronie Kancelarii Sejmu pojawiała się informacja, że

W poniedziałek, 7 lipca marszałek Sejmu Szymon Hołownia podpisał postanowienie ws. zwołania Zgromadzenia Narodowego w celu złożenia przysięgi przez nowo wybranego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Zgromadzenie Narodowe odbędzie się w sali posiedzeń Sejmu 6 sierpnia br. o godz. 10.00.

Wcześniej postanowienie o zwołaniu zgromadzenia postanowił skonsultować z przedstawicielami PiS-u i PSL-u — Adamem Bielanem, Jarosławem Kaczyńskim i Michałem Kamińskim. W tym celu udał się o pierwszej w nocy do mieszkania Adama Bielana. Dla niezorientowanych — Bielan nie mieszka na Bielanach lecz na Białym Kamieniu (Mokotów). Tam marszałek Sejmu, któremu marzył się fotel prezydenta, a który stchórzył gdy marzenie choć na chwilę mogło się ziścić, doszedł do porozumienia, którego następstwem było podpisanie poniedziałkowego postanowienia.

Na tym być może zakończy się historia marszałka Sejmu, który najpierw postanowił dołączyć do koalicji montowanej przez Tuska, potem wystartować przeciwko kandydatom Tuska i Kaczyńskiego, a teraz mizdrzy się do Kaczyńskiego.Potwierdza tym samym, że jest zwykłym karierowiczem, który dla osobistych korzyści jest w stanie nie tylko kupić dyplom, ale i knuć z przeciwnikami politycznymi. W sążnistym wpisie „wyjaśniającym” deklaruje, że z raz obranej drogi kariery nie zejdzie, bo robi to dla dobra Polski. Swego czasu przekonywał, że trzeba teraz mieć jaja, żeby pójść i wygrać z oszustem, a później pokazać oszustowi, jak powinno robić się politykę, demokrację w Polsce, teraz z oszustem knuje demonstrując wszem wobec i każdemu z osobna jak się robi politykę nie mając jaj.

Więc chcecie mi powiedzieć, że darcie się „a wy przez osiem lat” z jednej strony, i „a wy, niemiecka koalicjo”, z drugiej, od czego czasu robi się mniej, a pieniędzy w portfelach i spokoju w sercach na pewno nie robi się więcej — jest OK? A rozmowa z przywódcami dwóch śmiertelnie skłóconych Polsk, tak by sprawdzić, co i jak można dla wspomnianej Polski zrobić — to zdrada, hańba, i to OK nie jest?

Zostanę przy swoim zdaniu. Polaryzacja, która ma właśnie przedśmiertne drgawki (obozy obu wielkich przywódców „pogodzi” za chwilę brunatna, proruska, antysemicka nowa „trzecia droga”), nie jest lekarstwem, jest rakiem naszej polityki. A ja polityce oddałem pięć lat swojego życia, zdrowia i rodziny nie po to, by mówić Wam tylko rzeczy, które chcecie usłyszeć i za które dostanę lajeczki. Ale również i te, które, zwłaszcza w ciężkich, niepewnych czasach, powiedzieć po prostu trzeba.

Jak my, naród, odwdzięczymy się honorowemu oddawcy życia, który dla nas tak się poświęca za nasze pieniądze? Oczywiście jak w przypadku kolegium tumanum, tak i teraz niczym rasowy polityk idzie w zaparte deklarując, że knuć nie przestanie, lecz będzie się lepiej kamuflował.

Ale wyjaśniam i uprzedzam: tak, jak rozmawiam z najważniejszymi politykami rządzącej koalicji (czasem w miejscach ich zamieszkania, o porach znacznie późniejszych niż 21.30), tak zamierzam też spotykać się i rozmawiać z liderami opozycji. Także poza moim gabinetem, gdy tak akurat układa się dzień pracy. Choć przyznaję: następnym razem lokalizacje tych spotkań będę wybierał mądrzej.

Chaos i zamieszanie potęguje Donald Tusk, który niestety premierem jest mizernym. Mało robi, za to wiele gada, że zrobi. Zamiast po prostu od razu zastąpić niekompetentnych ministrów kompetentnymi miesiącami ględzi o rekonstrukcji rządu. Spuśćmy więc zasłonę milczenia na nieudolnego premiera i współtwórcę trzeciej drogi, która okazała się piątą kolumną i zajmijmy się czymś innym. Na przykład ciekawostką z zupełnie innej beczki. Otóż wbrew powszechnie panującemu przekonaniu we Wrocławiu pieszy nie ma pierwszeństwa wtedy, gdy znajduje się na pasach, lecz wtedy, gdy znajduje się na innym pieszym.

Sytuacja zaczęła się od poważnego, ale jednak wykroczenia. Jak informuje wrocławska policja, poruszające się radiowozem policjantki podczas patrolu zauważyły, że osoba kierująca BMW nie ustąpiła pierwszeństwa pieszemu, który już znajdował się na pieszym. Taryfikator za takie przewinienie przewiduje 1500 zł mandatu oraz 15 punktów karnych. Oczywiście policjantki postanowiły wymierzyć karę za to zagrażające bezpieczeństwu złamanie przepisów. I zapewne mocno się zdziwiły.

Nas, w przeciwieństwie do nich, nic już nie dziwi.

 

Dodaj komentarz