Z jednej strony publicyści rozdzierają szaty ubolewając, że rosną podziały, antyimigranckie, a zwłaszcza antyukraińskie nastroje, z drugiej przy każdej okazji podsycają je i intensyfikują. Nigdy, przenigdy nie podadzą suchej informacji, że ktoś kogoś okradł lub pobił. Muszą, bo tak rozumieją obowiązek informacyjny, podać narodowość i wiek sprawcy. Dzięki temu obce, zwłaszcza rosyjskie służby mają ułatwione zadanie, ponieważ wystarczy, że brudną robotę odwalą cudzymi rękami, a pożyteczni idioci nagłośnią narodowość sprawców, a nie mocodawców.
Kanalizowanie niechęci ma długą, sięgającą PRL-u tradycję. Wtedy nie było migrantów, a obywatele Związku Radzieckiego nigdy (oficjalnie) nie popełniali przestępstw w Polsce, więc eksponowano głównie brak zatrudnienia i wiek. To pozwalało osiągnąć właściwy wydźwięk propagandowy — o proszę, niebieski ptak, nie chce mu się pracować więc okrada lub napada uczciwych ludzi.
Niektóre media nawet nie kryją się z tym, że mają Polaków za kompletnych idiotów. Bo jak inaczej traktować poradę, by w czasie ponad trzydziestostopniowych upałów nie otwierać okien, ponieważ w ten sposób w mieszkaniu zamiast dwudziestu kilku stopni będzie tyle samo co na zewnątrz, ponad trzydzieści? Z artykułu zatytułowanego »Polacy popełniają błąd w czasie upałów. Może pogorszyć sytuację w mieszkaniu« dowiedzieć się można, iż
Eksperci podkreślają, że otwieranie okien w ciągu dnia może przynieść odwrotny efekt i doprowadzić do wzrostu temperatury w domu.
Brakuje informacji, że także otwarcie lodówki nie schłodzi mieszkania. Choć to, że lodówka by chłodzić wewnątrz grzeje na zewnątrz nie dla wszystkich jest oczywiste. Wystarczy pomacać ją z tyłu, żeby się o tym przekonać. Jak nie schłodzi mieszkania otwarta lodówka, nawet włączona na pełną moc, tak nie schłodzi go także żadne inne urządzenie podłączone do prądu nie oddające ciepła na zewnątrz.
Trudno przejść obojętnie wobec wspólnej nagonki polskich mediów i polityków na prezydenta Ukrainy. Obrzucany jest błotem, hejtowany (dziś się nie krytykuje, dziś się hejtuje), ponieważ popełnił z ich punktu widzenia niewybaczalną zbrodnię — zdecydował nie biorąc pod uwagę „polskiej wrażliwości”. Ukraińska wrażliwość w ogóle się nie liczy, albowiem polscy panowie uważają, że dzicy nie mają wrażliwości. Co ciekawe przedstawiciele polskich władz, z premierem i Nawrockim na czele to, co robią i mówią czynią wyłącznie w polskim interesie narodowym. Nie ukrywają, że inne kraje powinny brać z nich przykład i też dbać o polski interes. Szczególnie władze Ukrainy powinny swoje działania podporządkować temu jednemu, nadrzędnemu celowi. A przede wszystkim liczyć się z polską wrażliwością. Bić się w swoje piersi, tak jak my bijemy się w ich, mówić o swoich przewinach, ale o naszych nie wspominać. Polacy bowiem do swoich potrzeb dostosowali nawet biblijną modlitwę — odpuście nam nasze winy, bo my nigdy nie odpuszczamy.
Dobrze by było wreszcie powściągnąć pychę i spokornieć odpowiedziawszy sobie na pytanie dlaczego po przyłączeniu Polski do sięgającej od morza do morza Litwy jeden i drugi naród popadł w ponad stuletnią niewolę? Na sojuszu z Polakami nie tylko Litwini wyszli jak Zabłocki na mydle. Ukraińców, Białorusinów i inne nacje wchodzące w skład Rzplitej też Polacy traktowali z wyniosłą pogardą i wielokrotnie wystawiali do wiatru. Pobłażliwość dla zaprzańców i zdrajców i pogarda dla patriotów ma wielowiekową tradycję. Już w XVI wieku Kochanowski zauważył, że Polacy nie wyciągają lekcji z historii, nie uczą się na błędach. Co się zmieniło przez bez mała pół tysiąca lat?
Trzeba naprawdę pozjadać wszystkie rozumy, żeby z jednej strony twierdzić, że Ukraińcy walczą w naszym imieniu, że dzięki nim Polska jest bezpieczna i nie ma Ruskich na karku, a z drugiej wypominać udzieloną pomoc i uzależniać dalsze wsparcie od spełnienia określonych warunków. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać widząc chłopka-roztropka w randze wicepremiera i ministra o!brony deklarującego, że Ukraina nie dostanie zdezelowanych, wycofywanych z eksploatacji dziewięciu MiG-ów, bo nie podzieliła się z Polską technologią dronową. Tymczasem od Belgów Ukraińcy dostaną pół setki F-16.
Ja zaproponowałem, myślę, że bardzo też partnerskie podejście, MiG-i za drony. Ukraińcy na początku przyjęli to i nie zrealizowali, więc nie ma MiG-ów dla Ukrainy, bo nie ma dronów, czy zdolności dronowych dla Polski — oznajmił Kosiniak-Kamysz. Trudno zgadnąć czy mini ster ma za durniów Ukraińców czy Polaków? Wy nam dacie złoto, a my kilka par butów do podzelowania. Wy nam dajcie najnowocześniejszą technologię, a my wam damy w zamian kilka zdezelowanych maszyn przeznaczonych na złom. A żebyście nie czuli się pokrzywdzeni podpiszemy z wami umowę na ich modernizację i serwis na korzystnych (dla nas) warunkach.
Ukraina, czego niezbyt kumaci polscy politycy nie chcą dostrzec i przyjąć do wiadomości, mimo wojny jest w niektórych dziedzinach dużo sprawniej funkcjonującym krajem niż Polska. W ciągu zaledwie kilku lat opracowała technologię i wdrożyła produkcję dronów stając się w tej dziedzinie światową potęgą i wyprzedzając Stany Zjednoczone. Uniezależniła się także od dostaw obwarowanych zakazami i ograniczeniami rakiet opracowując i produkując własne. Czym może poszczycić się Polska? Prywatne firmy doskonalą i wdrażają nowe technologie, a państwowe, kontrolowane przez polityków, za ogromne pieniądze będą „rozwijać produkcję” licencyjną. Znowu, jak w latach dziewięćdziesiątych, Polska zmieni się w wielką montownię przestarzałego sprzętu. Ale nie może być inaczej, skoro na naukę przeznacza się dużo mniej niż wynoszą dopłaty do rolników i górników.
Rozumiem nastroje, ale mając na uwadze strategiczne bezpieczeństwo Polski, nie przyłożę ręki do podsycania tych napięć w relacjach polsko-ukraińskich — deklaruje premier polskiego rządu. — W długoterminowym interesie Polski jest budowanie relacji z Ukrainą na wizji przyszłości. Jak w praktyce będzie wyglądało „nieprzykładanie ręki” zdradza wiceszef kancelarii premiera Jakub Stefaniak. Jeżeli w przygotowywanym przez ukraińskie władze Panteonie znajdzie się miejsce na przykład dla Stefana Bandery, to mamy działania, które mogą stanowić odbicie lustrzane, natomiast to na pewno nie będzie służyło dobrym relacjom historycznym polsko-ukraińskim. Tłumacząc to na bardziej zrozumiały język możemy w odwecie strzelić sobie w stopę, a nawet w kolano, ale to na pewno nie poprawi naszej kondycji.
Jeśli deklaruje się deeskalację, nieprzykładanie ręki, to się nie eskaluje, nie przykłada ręki, nie stosuje zasady oko za oko. Zanim zacznie się rozliczać innych z ich historii należy rozliczyć się z własnej.
Dywagacje
Talk is cheap – mawiają tutejsi, a tutejszy prezydent potwierdza tę regułę niemal codziennie. Odnoszę wrażenie, że polski premier i jego drużyna starają mu się dorównać.
Jestem coraz bardziej przerażony tym, co się dzieje. Tusk nad niczym nie panuje, fala przemocy narasta, prokuratura ściga za nazywanie Batyra Shrekiem i odmawia wszczęcia postępowania w sprawie publikacji przez prosektora ze Szpitala Południowego bez zgody rodzin zdjęć z sekcji zwłok zamieszczanych w serwisach społecznościowych z absurdalnym uzasadnieniem, że ich „publikacja miała charakter edukacyjny”, prokuratorzy grają Żurkowi na nosie, rozliczani są wyłącznie członkowie Platformy…