Kontynuując dzielenie się zawartością starych szpargałów nie można pominąć bardzo istotnego elementu jakim w owych czasach była cenzura. Konstytucja Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w artykule 71 gwarantowała wolność słowa oddając obywatelom w pacht powielacze i krótkofalówki.
1. Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji.
2. Urzeczywistnieniu tej wolności służy oddanie do użytku ludu pracującego i jego organizacji drukarni, zasobów papieru, gmachów publicznych i sal, środków łączności, radia oraz innych niezbędnych środków materialnych.
Jak widać konstytucja Rzeczpospolitej Ludowej tak zabraniała stosowania cenzury jak konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej zabrania zawierania małżeństw przez pary jednopłciowe. Troska o zapewnienie obywatelom wolności słowa była tak wielka, że powołano specjalną instytucję, Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, której zadaniem było z jednej strony pilnowanie pełnej swobody wypowiedzi, a z drugiej by ktoś czegoś nie chlapnął. Bo wolność wolnością, wicie rozumicie, ale nie możecie nieodpowiedzialnie mleć ozorem. Dlatego, zgodnie z dekretem z dnia 5 lipca 1946 r. o utworzeniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, nie wolno wam
a) godzić w ustrój Państwa Polskiego,
b) ujawniać tajemnic państwowych,
c) naruszać międzynarodowych stosunków Państwa Polskiego,
d) naruszać prawa lub dobrych obyczajów
e) wprowadzać w błąd opinii publicznej poprzez podawanie wiadomości niezgodnych z rzeczywistością.
Są dwa podstawowe rodzaje cenzury. Pierwszy, to cenzura prewencyjna. Taka obowiązywała w PRL-u. Wszystkie publikacje, programy radiowe i telewizyjne przed publikacją lub emisją musiały zostać zatwierdzone przez Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Zdarzało się, że czasem coś umknęło uwadze cenzorów jak na przykład…. okładka płyty Skaldów „Szanujmy wspomnienia”. W sklepach pojawiła się ze starym, pasującym do tytułu, podkolorowanym zdjęciem rodzinnym. Cenzura nie dostrzegła w tym niczego nagannego, jednak zapewne jakiś zaangażowany aparatczyk narobił rabanu, bo zdjęcie przedstawiało rodzinę wodza rewolucji, Władimira Iljicza Uljanowa, znanego szerzej jako Lenin. Płytę czym prędzej wycofano ze sklepów i przygotowano nową szatę graficzną.
Skaldowie mieli szczęście, że nie skończyło się dla nich gorzej. Śpiewający po angielsku zespół Savana na przykład w połowie lat osiemdziesiątych nagrał singla dla Tonpressu (The man from the bar / Girl of my dreams) i płytę dla Aristonu. Ponieważ władza nie patrzyła przychylnym okiem na „promowaniu kultury anglosaskiej”, więc następną płytę chcieli nagrać po polsku. Nagrali kilka piosenek, a jedna z nich trafiła nawet na Listę Przebojów Programu Trzeciego i natychmiast z niej zniknęła. Dlaczego? Bo nosiła tytuł „Przyszedł zły”, a cenzorowi tytuł skojarzył się z nowym Sekretarzem Generalnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Michaiłem Gorbaczowem, który właśnie wtedy zastąpił na stanowisku zmarłego nagle Konstantina Czernienkę. Skojarzenie cenzora zakończyło karierę zespołu, ponieważ lud pracujący, który był właścicielem wszystkiego — od sal koncertowych po wytwórnie płytowe — uniemożliwił mu występy i nagrywanie płyt.
Cenzura prewencyjna jest zakazana przez konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej (art. 54). Tyle, że o tym, co nie zostało upublicznione nikt się nie dowie. Dlatego Solidarność wywalczyła zaznaczanie wszelkich ingerencji cenzury w prasie, ale dopiero po transformacji ustrojowej zniesiono ją praktycznie całkowicie. I powoli zaczęto wprowadzać tylnymi drzwiami pod różnymi pretekstami jej drugi rodzaj, czyli cenzurę represyjną, polegającą na tym, że po rozpowszechnieniu utwór może być skonfiskowany, a jego autor pociągnięty do odpowiedzialności karnej lub administracyjnej. Na Zachodzie, w państwach demokratycznych, które wolność słowa mają na sztandarach, a także i u nas, dominowała i dominuje cenzura religijna i obyczajowa. A o ewentualnym działaniu cenzury prewencyjnej po prostu się nie dowiemy.
Co cenzura ma wspólnego ze szpargałami? Ano chociażby to, że dziś można by próbować zainteresować sprawą któreś medium, a wtedy nawet szukanie sprawiedliwości w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej groziło konsekwencjami. Można było napytać sobie biedy zwykłym pismem jeśli dało się zbyt wielki upust frustracji i rozgoryczeniu. A jeśli na dodatek opisana sytuacja sugerowała, że sojuznik (Союз Советских Социалистических Республик) nie był wcale taki idealny jak przedstawiała to propaganda, to kłopoty były murowane. No bo jak to? Zbrodniarze nazistowscy tworzyli obozy koncentracyjne w czasie wojny, a w Związku Radzieckim takie obozy też nie tylko istniały, ale istnieją do dziś i przetrzymywani w nich są także Polacy? Głoszenie takich kłamstw nie może ujść bezkarnie.
Nawiasem mówiąc czy to nie dziwne, że niemiecki Lager to obóz, Konzentrationslager to obóz koncentracyjny, a rosyjski лагерь [łagier] czyli też obóz, to po prostu łagier, a nie obóz? Określenie концлагерь, łagier koncentracyjny, w ogóle w Polsce nie funkcjonowało. Czy to nie ma aby na celu ocieplenia wizerunku zbrodniarzy ze wschodu? Niemcy zbrodniarze męczyli ludzi w obozach koncentracyjnych, a ludzie radzieccy, zwani pieszczotliwie sowietami nie. Jeśli już, to przetrzymywali ich w łagrach, nawet koncentracyjnych, a nie w obozach, bo to przecież nie to samo. W łagrach nie palono ludzi żywcem. Humanitarnie męczono ich tak długo, aż sami marli naturalną śmiercią. Na przykład przebijano pępek, haczykiem wyciągano wnętrzności, przybijano do stołu i kazano biegać wokół. Ofiara biegała i śmiała się, bo wywlekane flaki łaskotały ją, po czym padała i umierała w konwulsjach ku uciesze cywilizowanych Rosjan.
Ten przydługawy i pozornie nie mający związku ze szpargałami wstęp ma na celu przybliżenie związku wydarzeń sprzed lat ze Związkiem Radzieckim. Choć w maszynopisie dla ostrożności nie wspomniano wprost o czym mowa, to nie wpadł w łapy funkcjonariuszy podczas rewizji i nie został zniszczony tylko dzięki temu, że posiadał kilka kopii. Później zamieszczę wspomniane pismo do Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, którego efektem była wizyta funkcjonariuszy, a także „uznanie za zmarłego postanowieniem Sądu Grodzkiego”, czyli „akt zgonu”. Konzentrationslager można było przeżyć, w to, że ktoś przeżyje sojuszniczy концлагерь nie wierzył nikt, nawet władza ludowa.
Zapraszam (jutro) do lektury „Historii jednej tragedii”. Zachowałem oryginalną pisownię i formę.
Dywagacje