Historia jednej tragedii

Historia jednej tragedji

Osoby:
Przyjaciel A.
Przyjaciel B.
Osobnik X.

Rzecz dzieje się współcześnie.

Historia jednej tregedii

Przyjaciel A wpadł w nieszczęście: został napadnięty. Osobnik X, jako bliski krewny, pospieszył z pomocą na jaką tylko mógł się zdobyć, działając w konspiracji. Tak się jakoś złożyło, że pomoc ta nie podobała się przyjacielowi B. Kazał go przytrzymać, a następnie, opierając się na denuncjacji, nawet ukarać, zmuszając do ciężkiej pracy w swoich posiadłościach bez wynagrodzenia i w warunkach bytowych o bardzo nizklm stopniu kulturalnym.

Tak upłynęło 10 lat… Długich dziesięć lat Istnienia (bo życiem tego nazwać nie można) i pracy… Dziesięć lat bez żadnych wieści o rodzinie, o chorej żonie — z uczuciem krzywdy za nie popełnione winy…

Któregoś dnia, w 11-tym roku po opisanym wydarzeniu, przyjaciel B oświadczył, że w całej tej sprawie zaszła pomyłka i że osobnik X jest wolny, może rozporządzać sobą jak chce — zostać tu na stałe, obierając dowolne, bez ograniczeń miejsce zamieszkania, lub wracać do rodziny.

Nie zastanawiając się nad pytaniem, oświadczył się za powrotem do rodziny, Po odczekaniu jeszcze 9 miesięcy, które dłużyły się jak całe lata, został repatriowany…

Za pośrednictwem pewnego punktu oparcia odnalazł żonę: wyniszczoną, schorowaną, bezzębą staruszkę… Wprawdzie i sam X nie mógł się pochwalić posiadaniem uzębienia, ale stracił je w zupełnie odmiennych warunkach — poprostu od zetknięcia się szczeki z twardą pięścią jednego ze śledczych (było ich koleino czterech, śledztwo trwało 9 miesięcy).

Pobyt X w charakterze gościa trwał nie długo. Po krótkim odpoczynku trzeba było szukać środków do życia. Udaje się więc do dawnego pracodawcy, lecz otrzymuje odpowiedź odmowną „z powodu braku miejsca” (mimo, że stosunek służbowy w oparciu o przepisy ustawowe nigdy nie został rozwiązany).

Udaje się więc X w innym kierunku — w kierunku przyznania renty (ma poza sobą staż pracy wynoszący 48 lat), lecz i tu przychodzi odpowiedź odmowna, a to z tego powodu, że w ostatnim 10-leciu po wyzwoleniu, w chwili uzyskania praw do renty starczej w Polsce Ludowej nie pracował…

Zmuszony udać się do Sądu, X sprawę wygrał i uzyskał prawo do renty (10 lat obozu Sąd zaliczył do czasu pracy w Polsce Ludowej). Ale trudności się jeszcze nie skończyły. Dla ustalenia wysokości renty trzeba dostarczyć dowody o wysokości ostatnich zarobków… Zadanie nie wykonalne, ponieważ w obozie za pracę nic nie płacono. Wobec tego Wydział Rent przyjął najniższą dopuszczalną kwotę 500 zł i od tego wymierzył rentę 200 zł mies… To miało być zaopatrzenie na starość za blizko 50 lat pracy. Żadnych tłumaczeń nie przyjęto. Sprawę wtłoczono w sztywne ramki paragrafów, w których ona nigdy się nie zmieści, bo nie może się zmieścić, bo wymaga innego, specjalnego potraktowania:

Toż gdyby nie było pracy konspiracyjnej, nie było by 10 lat obozu z jego następstwami (inwalidztwo, stwierdzone już w obozie)… Czy X ma żałować, że na ochotnika wciągnął się do konspiracji zamiast wcześniej uciec na zachód i zdobyć (u dawnego pracodawcy, jak to uczynili inni koledzy) dobrze płatną posadę, mieszkanie… Uniknąć w ten sposób poniewierki, o jakiej lepiej nie wspominać. Czy ma tego żałować? X tego nie żałuje, mimo że ciężkie ma życie, że po macoszemu potraktowany jest przez przyjaciela A, dla którego poniósł tyle poniewierki. Wierzy jeszcze w sprawiedliwość. A gdyby w przyszłości zaszła by podobna potrzeba — uczynił by to samo.

Nasuwa się tutaj jeszcze takie rozumowanie: praca przymusowa bezpłatna, oparta na wyroku — jest usprawiedliwiona nawet w ustroju socialistycznym. Ale z chwilą uchylenia wyroku przymus pracy bezpłatnej nie obowiązuje, a pobrana w tym czasie — winna być honorowana. Pytanie tylko przez kogo? Przez Przyjaciela A, czy przez Przyjaciela B. (art. 7 p. 4 Dekretu daje wyjaśnienie).

Dziś Osobnik X ma już 73 lat (licząc w tym 10 obozowych). Zaopatrzenia emerytalnego otrzymuje 530 zł. Na utrzymanie dwu starych osób nie wystarcza. Musi więc jeszcze pracować. Praca jego już i bardzo uciążliwa i mało wydajna… Sytuacja przykra, ale czy bez wyjścia?

 ★ ☭ ★ ☭ ★

Kilka słów komentarza. Chodzi o dekret z 25 czerwca 1954 roku o powszechnym zaopatrzeniu emerytalnym pracowników i ich rodzin. Choć nie powinno nastręczać trudności rozszyfrowanie postaci tragedyji, to na wszelki wypadek wyjaśnię, że X to główny bohater, działacz zbrojnego podziemia w czasie II wojny, przyjaciel A to Polska Rzeczpospolita, która wtedy już była Ludowa niczym pewne stronnictwo, a na początku, jeszcze jako Rzeczpospolita Polska, chętnie wydawała swoich obywateli swojemu samozwańczemu przyjacielowi B, którym był oczywiście niezawodny sojusznik — Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Rzecz dzieje się „współcześnie” i choć nie ma daty, to podane dane pozwalają dokładnie umiejscowić ją w czasie. Był to rok 1961.

Dodaj komentarz