Gorzkie słowa i spięcie

Wyrobnicy pióra i mikrofonu nie śpią dniami i nocami, żeby czytelnicy byli doskonale poinformowani. Niektóre, zwłaszcza poważne, opiniotwórcze media, są tak szybkie w informowaniu o zdarzeniach, że nie mają czasu nawet na weryfikację nazwisk osób, o których piszą. Na przykład portal Dziennika Gazety Prawnej zamieścił arcyciekawy artykuł zatytułowany »Ostra reakcja wdowy po Krzysztofie Krawczyku. „Nie szpanuj moim mężem”«. Otóż okazuje się, o czym zapewne nie wszyscy wiedzą, że

Nie milkną echa spięcia Mariana Lichtaman i menadżera Krzysztofa Krawczyka, czyli Andrzeja Kosmali. Obaj nie szczędzili sobie gorzkich słów. Teraz głos zabrała wdowa po artyście, czyli Ewa Krawczyk. Przerwała milczenie i zamieściła wpis w mediach społecznościowych. Z jej ust również padły mocne słowa.

Problemem nie jest kategoria słów, lecz to, że do końca nie wiadomo czy osoba, z którą doszło do spięcia to ta sama osoba, z którą toczy się spór. Wydaje się bowiem, że Koza i Kozak to dwa różne nazwiska, ale widocznie nie dla opiniotwórczych mediów. Spięcie Mariana Lichtaman i menadżera w następnym akapicie przeradza się w spór z Marianem Lichtmanem:

Spór między Andrzejem Kosmalą a Marianem Lichtmanem trwa od wielu lat. Ostatnio konflikt przybrał na sile. Menadżer Krzysztofa Krawczyka zamieścił w sieci archiwalne nagranie z udziałem artysty ożywione za pomocą sztucznej inteligencji.

Ponieważ menadżer Krawczyka zamieścił w sieci nagranie, więc — jak było do przewidzenia —

Niedługo później zwyzywał w sieci Mariana Lichtamana.

Ponieważ zwyzywano Lichtamana, więc odpór dał Lichtman:

Wywołany do tablicy Marian Lichtman długo milczał, ale w końcu zabrał głos. Nazwał Kosmalę „potworem”, nie szczędził również gorzkich słów pod adresem Ewy Krawczyk.

Wdowa widząc gorzkie słowa skierowane pod swoim adresem skierowała swoje w kierunku ich autora:

Marianie, nie szpanuj moim mężem. Zajmij się swoją rodziną, a nas zostaw w spokoju. […] Nie pozwolę na szkalowanie dobrego imienia Krzysztofa poprzez opowiadanie nieprawdziwych historii o jego rzekomej chorobie alkoholowej.

I słusznie. Po co opowiadać nieprawdziwe historie, skoro można prawdziwe?

W młodości Krzysztof Krawczyk słynął z hulaszczego trybu życia. Lata największej popularności piosenkarza obfitowały w seks, alkohol, narkotyki, niewierność i imprezowanie.

Jedno jest pewne, niezaprzeczalne i raczej nie budzi wątpliwości — na pewno chodzi o Krawczyka, a nie Krawczuka, ponieważ żona Krawczuka ma na imię Barbara, a nie Ewa.

Inny opiniotwórczy portal opisał mrożącą krew w żyłach historię pewnej Rosjanki, która przyjechawszy do Polski i udawszy się do kina przeżyła szok nie dowierzając własnym kubkom smakowym. O co chodzi? O sprawę kluczową i tak ważną, że każdy szanujący się portal musi poświęcić jej uwagę. Aż dziw bierze, że do tej pory premier milczy. Otóż popcorn na słono to skandal i hucpa. Kto to widział! Pani Anastasii po prostu nie mieści się to w głowie. To tak jakby ktoś ruskie, a obecnie ukraińskie pierogi jadł z cukrem. Putin by czegoś takiego nie dotknął nawet kijem.

Anastasia pracuje jako dziennikarka, interesuje się językiem polskim i uczy się go z pasji. Regularnie odwiedza też nasz kraj. Choć wiele rzeczy nad Wisłą bardzo jej się podoba, jest jedna, której nie potrafi zrozumieć. — Popcorn na słono. Polacy, dlaczego? Dlaczego robicie popcorn na słono? To jest po prostu masakra dla mnie — powiedziała w podcaście „Nieobcy”. Jak wyjaśnia, jej doświadczenia z Rosji i Niemiec są zupełnie inne. — Ja mieszkałam w Rosji, mieszkałam w Niemczech. Taki standardowy popcorn jest na słodko z cukrem. Dlatego w polskich kinach nigdy nie pachnie popcornem, bo nikt tego nie kupuje — dodała.

Pod jej wynurzeniami pojawiło się mnóstwo komentarzy, które doskonale nadawały się do zacytowania i ozdobienia reklamami.

To oczywiście nie jedyny materiał na czasie. Z innego, zatytułowanego »Pokrywkę kładzie się odwrotnie. Już zawsze będziesz tak robić« dowiedzieć się można, że na pokrywce skrapla się para wodna, więc należy ją na blacie stawiać odwrotnie. Wystarczy gorącą pokrywkę pewnym ruchem złapać i szybkim ruchem obrócić, a skroplona para nie zdąży nakapać na blat. Genialne w swojej prostocie! Warto jednak ten genialny trick przećwiczyć na zimnych pokrywkach, ponieważ można bardzo łatwo poparzyć się podczas odwracania i odkładania odwróconej gorącej pokrywki na blat.

Jeśli pokrywkę można, a nawet należy stawiać obok siebie obróconą na blacie, to z telefonem tego robić nie wolno, ponieważ grozi to poważnymi konsekwencjami. »Nie kładź telefonu na stole. Naukowcy ostrzegają przed konsekwencjami«. Oczywiście nie chodzi o konsekwencje prawne. Jak dotąd trzymanie telefonu na stole nie jest zakazane. Po prostu

Nawet jeśli z niego nie korzystasz, telefon leżący obok może pogarszać koncentrację i odciągać uwagę. Badania pokazują, że sam widok smartfona wystarczy, by mózg pracował mniej efektywnie.

Stawianie telefonu pod stołem w sąsiednim pokoju ma tę zaletę, że gdy zadzwoni trzeba będzie wstać i przespacerować się w celu odebrania, co wpłynie korzystnie na zdrowie i poprawi kondycję fizyczną.

Warto na koniec zwrócić uwagę na jedną z reklam towarzyszących rewelacjom i zbawiennym radom. Chodzi o cudowne urządzenie, które powieszone na ścianie w pokoju w cudowny sposób schłodzi zawarte w nim powietrze.

A co zaskakuje najbardziej? Nie musisz go montować. Podłączasz do gniazdka i rusza, nawet jeśli wynajmujesz, nawet jeśli nie możesz wiercić w ścianie. Stawiasz go tam, gdzie chcesz i kiedy chcesz, bez dzwonienia do nikogo.

Tylko ktoś, kto wagarował na lekcjach fizyki uwierzy, że urządzenie pobierający energię z sieci w cudowny sposób zamiast pogrzać pomieszczenie schłodzi je. Nawet ktoś, kto wierzy w cuda zanim zainwestuje w gustownie opakowany wiatrak powinien przekonać się czy to działa. Aby to sprawdzić wystarczy poprosiwszy sąsiadów o przechowanie produktów z zamrażalnika, otworzyć go na oścież, wstawić do niego wiatrak i włączyć lodówkę na pełną moc. Jeśli w wyniku tego eksperymentu temperatura w pomieszczeniu wzrośnie, to zamiast wydawać pieniądze na urządzenie, które nie działa, bo mu na to nie pozwala fizyka, lepiej włożyć rano do zamrażalnika kilka butelek z wodą (nie należy nalewać pod nakrętkę, ponieważ ulegną rozerwaniu) i gdy w nocy zrobi się za gorąco postawić je przed wiatrakiem. To ma większy sens, jest tańsze i pozwoli uniknąć rozczarowań.

Media to potęga, a reklama dźwignią handlu. Czy jednak zachęcanie do kupna produktów, które nie spełnią pokładanych w nich nadziei jest etyczne?

Dodaj komentarz


komentarze 2

  1. Chyba się zgodzisz, że codzienna lektura informacji (po polsku: news) serwowanych przez media trąci masochizmem. Bo przecież wiadomo, czego się można spodziewać, wiadomo, że stosunek „śmieci” do tego co użyteczne wynosi jakieś dziewięć do jednego. A jednak codziennie zerkamy do rozmaitych portali, w nadziei chyba na cud. Że w końcu przestaniemy być pouczani jak należy interpretować wypowiedzi czy zachowania innych. Że w końcu teksty będą pisane poprawną polszczyzną (tu akurat jest nadzieja, bo sztuczna inteligencja wydaje się lepiej pisać po polsku niż niektórzy żurnaliści). Nawet reklamy tak mi nie przeszkadzają (bo ktoś przecież za publikacje musi płacić), jak panosząca się łopatologia. Nóż się w kieszeni otwiera, gdy czytam jak mam rozumieć to co ktoś miał na myśli, gdy powiedział to co powiedział. Wybacz ten w pewnym sensie bełkot, ale czułem potrzebę upuszczenia pary.

    1. Kiedyś uznałem, że na politykę szkoda czasu, nie interesowałem się tym, co się w kraju dzieje. Skutek był taki, że straciłem pracę. Gdybym interesował się pewnie bym się lepiej zabezpieczył wiedząc, że bezrobocie przekroczyło 15% i rośnie. Teraz co prawda jest już „po ptokach”, mimo to z rozpędu staram się być na bieżąco. Jednak wyłowienie jakiejś przydatnej, a co ważniejsze nie zmanipulowanej informacji staje się coraz trudniejsze. Bandyci dla kilku dolarów więcej robili straszne rzeczy, pismaki dla kilku reklam więcej nie cofną się przed niczym. W pionierskich czasach Gazeta Wyborcza grubą kreską oddzielała informację od komentarza. Teraz informacja jest podawana w taki sposób, by odbiorca od razu wiedział co o sprawie myśleć. Każdy rzeczownik jest uzupełniany przymiotnikiem, żeby czytelnik od razu wiedział, że wypadek był „tragiczny”, słowa „mocne”, „ostre”, „niedopuszczalne”, „skandaliczne” itp.