Fallout okiem malkontenta

Wczoraj dałem upust frustracji ogólnej, dziś skupię się na szczegółach, by wyjaśnić co mnie drażni, sprawia zawód, denerwuje… Czy denerwuje i drażni to nie to samo? Nieważne. Lubię fantastykę naukową, ale mam umysł ścisły i zwracam uwagę na nielogiczności, przekłamania, absurdy, sprzeczności i temu podobne drobiazgi. Można to uznać za czepialstwo, ale nic na to nie poradzę, że z wiekiem staję się bardziej wyczulony zwłaszcza, że widząc jakąś ewidentną głupotę zaczynam zgrzytać zębami, a to im szkodzi. Oczywiście dzieje się tak tylko wtedy, gdy fabuła jest nudnawa i przewidywalna.

To nie jest tak, że oglądam filmy ze szkłem powiększającym i suwmiarką tropiąc wszelkie niedociągnięcia. Nic z tych rzeczy. Za dobry uważam ten film, który wciąga, czyli ciekawi, a fabuła nie jest przewidywalna. W „Gwiezdnych wrotach” można przyczepić się dosłownie do wszystkiego, a mimo to z przyjemnością obejrzałem wszystkie 214 odcinków głównej serii i 100 „Atlantydy”. Zrezygnowałem dopiero przy „Wszechświecie”. Nie tylko ja zresztą, żona też odmówiła oglądania po kilku odcinkach. Chodzi o to, by niedoróbki, błędy, nieścisłości, a nawet absurdy były maskowane wartką akcją i ciekawą opowieścią tak, by widz skupiał się na tym co się dzieje, przeżywał razem z bohaterami i nie miał czasu na kontemplowanie szczegółów tła.

Akcja Fallouta rozgrywa się w alternatywnej rzeczywistości w Stanach Zjednoczonych lat sześćdziesiątych. Świadczy o tym między innymi wygląd samochodów, czarno-białe telewizory, stroje i uczesania. Okazuje się jednak, że to nie są lata sześćdziesiąte XX wieku, lecz siedemdziesiąte XXI. Los Angeles jest na naszych oczach bombardowane bombami atomowymi. Akcja zostaje wznowiona 219 lat później i odtąd teraźniejszość będzie przeplatać się z przeszłością. Pierwsze zdziwienie musi budzić fakt, że wojna atomowa bardzo dobrze wpływa na długowieczność, ponieważ ludzie żyją 200 lat i dłużej. Drugie to połączenie odbiorników lampowych, komputerów sterowanych taśmami perforowanymi z jednej strony z maszynami wyposażonymi w sztuczną inteligencję i pancerzami wspomaganymi z drugiej. Komputery sterowane przez wpisywanie komend z klawiatury obok autonomicznych robotów, sterowanych głosem.

Serial jest pełen bezsensownej, absurdalnej przemocy. Krew leje się strumieniami. W Uploadzie wybuchały ludziom głowy, więc tu też muszą. Wystarczy wbić człowiekowi w karku jakiś gadżet i pokręcić pokrętłem, żeby wymazać mu pamięć, móc nim sterować i zdetonować głowę. Oprócz tego roi się od potworów, które ryczą szeroko rozdziawiając paszcze z wielkimi zębiskami i są bardzo krwiożercze. Słabością tego typu filmów jest to, że choć nie ma żadnych fabryk, upraw, to nowiutkiej odzieży, amunicji, sprzętu, żywności i ludzi nigdy nie brakuje. Innym zgrzytem jest żądza pieniądza. Przed wojną wielkie korporacje zamierzały zarobić na budowie schronów i wojnie atomowej, po wojnie ludzie też chcą być bogaci. Po co? Żeby objąć w posiadanie więcej skażonego terenu? Co z bogactwa na nienadającej się do życia pustyni? Albo na ograniczonej powierzchni podziemnych schronów, zwanych kryptami?

Głównymi bohaterami są Cooper Howard, który był aktorem, a po wojnie został gulem, ponieważ nie ma nosa, Lucy MacLean, Maximus i kilka innych osób przewijających się przez cały serial. Jeśli generalnie do gry aktorskiej nie można mieć zastrzeżeń, to Ella Purnell w roli Lucy MacLean psuje cały nastrój. Nie dlatego, że jest słodką, naiwną idiotką, tylko dlatego, że gra fatalnie. Uśmiecha się głupkowato w najmniej odpowiednich momentach, a zdziwienie lub przestrach odgrywa wytrzeszczając oczy i rozdziawiając usta. Im bardziej zdziwiona lub przerażona, tym bardziej gęba rozdziawiona i oczy wytrzeszczone. Jak można zagrać przerażenie twarzą pokazała mała Teagan Meredith grająca Janey Howard, córkę Coopera Howarda.

Denerwują śmieszne niedoróbki. Na przykład w szóstym odcinku pierwszego sezonu facet z jednym okiem na środku nosa wkłada normalne okulary z dwom szkłami i czyta z kartki patrząc pomiędzy nimi znad oprawki tym jednym, nieuzbrojonym okiem (6 odcinek 1 sezonu). O niezbyt dokładnym dopasowaniu mimiki dwuocznej twarzy do jednego oka nawet nie warto wspominać. Ani promptodawca, ani sztuczna inteligencja nie popisali się zbytnio. Latające maszyny podobne do helikopterów także latają tylko dzięki AI, ponieważ w rzeczywistości natychmiast zaryłyby w piasku. Zimna fuzja dająca praktycznie nieograniczoną energię, to świecąca drobinka w fiolce, która wstawiona w odpowiednie miejsce sprawia, że w przeźroczystym zbiorniku z wodą pojawiają się bąbelki i łuk elektryczny. Elementem superzasilania jest także dioda, jedna jedyna na świecie. Nikt nie wie jaką rolę odrywa w tym procesie.

Fabuła sprowadza się do podróżowania przez pustkowie. Lucy MacLean wyruszyła na poszukiwanie tatusia, Cooper Howard przemierza bezdroża w poszukiwaniu żony i córki. Towarzyszy im od czasu do czasu Maximus, który nie wie gdzie ma iść, co robić i z kim. Ponieważ i on i Lucy są dobrzy, więc nie potrafią rozprawić się z mordercami, którzy odpowiadają za potworne zbrodnie. Lucy chce ojca postawić przed sądem, a w ostateczności rzuca mu się na szyję. Jeśli pierwszy sezon dawał jakieś nadzieje, to drugi pozbawił złudzeń. Ewidentnie nie chodzi o sens, lecz o możliwość ciągnięcia opowieści tak długo, jak tylko się da. Szczytem absurdu jest pojedynek Maximusa, odzianego we wspomagany pancerz, z potworem w finałowym odcinku drugiego sezonu. Zanosi się na dalszą, długą, pełną przygód i krwi podróż. Co prawda Lucy znalazła i tatusia, i narzeczonego, ale zawsze znajdzie się coś, czego należy poszukać. Zwłaszcza, że posiała gdzieś gustowny, niebieski kombinezon i paraduje w żółtej sukni na ramiączkach, co sprawia, że na pustyni jest trudno dostrzegalna. Być może dowiemy się jak się staje gulem i dlaczego gulom odpada nos i marszczy się skóra. Niewykluczone, że zamiarem twórców było oddanie klimatu postapokaliptycznego świata z przymrużeniem oka, ale to przymrużenie nie bardzo wyszło. Nie każdy pęka ze śmiechu widząc kogoś, kto potknął się i wywrócił.

Na koniec teoria spiskowa. Donald Trump zapoczątkował ruch MAGA, czyli make America great again. Swoją drogą kiedy Ameryka była wielka i skarlała do tego stopnia, że teraz trzeba jej wielkość odbudowywać? Tak czy siak na razie Trump czyni ją malutką. Czy w Falloucie celowo w pewien sposób nawiązano do tego ruchu? W ósmym odcinku drugiego sezonu na tablicy ogłoszeń można dostrzec plakat, a na nim następujące hasła:
„What can I do to build a better America?” — „Co mogę zrobić by zbudować lepszą Amerykę?”
Have purpose, have patience — Miej cel, bądź cierpliwy
Get involved — Angażuj się
Cleanliness is godliness — Schludność to pobożność
Hard work is happy work — Ciężka praca to szczęśliwa praca (w starszej wersji: Arbeit macht frei)
Stay fit, stay focused — Trzymaj formę, bądź skoncentrowany
We’re all in this together — Wszyscy jesteśmy w tym razem

Współczesne filmy epatują przemocą, prześcigają się w jak najbardziej efektownym i realistycznym przedstawianiu zabijania, z lubością pokazują obcinanie rąk, nóg, głów, ociekają krwią. Na szczęście nie pokazują skrawka biustu czy nie daj Boże innego miejsca na ciele człowieka, dzięki czemu kręgosłup moralny dzieci jest niezagrożony. Oczywiście bywają także filmy, w których praktycznie nie ma przemocy, ale generalnie i jedne i drugie są coraz głupsze, a humor bywa na tak żenująco niskim poziomie, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Albo, czego nie da się wykluczyć, ja tetryczeję i gorzknę coraz bardziej…

Dodaj komentarz


komentarzy 6

  1. No widzisz a dla mnie Diuna zupełnie nie działa jeżeli chodzi o głównych bohaterów. Doceniam bardzo widowisko audio wizualne, ale ja nie widzę między Paulem a Chani grama chemii. Oboje są miałcy i nieciekawi a ich los dla mnie obojętny.

    Co do humoru to wszystkie sekwencję z Thadeusem, który zmienia się w bóg jeden wie co, są dla mnie przezabawne. A pies wcale nie był taki bezużyteczny przyprowadził Maxa i Tadka.

    1. Ja czytałem książkę, może dlatego jestem tak pozytywnie nastawiony. Wydaje mi się, że niektóre aspekty w filmie nie zostały dostatecznie wyjaśnione, a dla mnie są oczywiste, bo wyjaśnione zostały w książce.

      Howard to jedyna perła w tym serialu, on w zasadzie go ratuje. W zasadzie czekałem na sceny z nim.

      Jeśli lubisz takie postapokaliptyczne klimaty to rzuć okiem na „Defiance”. Dopiero zacząłem oglądać. Nie jest to mistrzostwo świata, ale krwi nie brakuje choć z racji wykorzystywanej technologii nie sika tak efektownie, a i fabuła jak dotąd jest nawet ciekawa. No i jest aż osiem różnych ras, które różnią się od siebie tylko fakturą skóry i kolorem oczu.

  2. Jeżeli odbiłeś się od humoru to nic dziwnego, że ci całość nie podeszła. Ja po prostu uwielbiam taki czarny, absurdalny humor. Za to bolą mnie zęby na każdym polskim kabarecie. To już kwestia indywidualna.
    Za to co do fabuły to ja uważam, że tam są warstwy, że nie jest to tylko brutalna nawalanka, ale opowieść o końcu świata. Kto podpalił świat, dlaczego to zrobił oraz może najważniejsze, w którym dokładnie momencie ten świat się skończył.

    1. Obejrzałem ten serial od początku do końca i też chciałbym móc znaleźć coś, dzięki czemu mógłbym uznać, że nie straciłem czasu. Przyznam, że jeśli pierwszy sezon mnie nawet wciągnął, to ostatnie odcinki drugiego oglądałem pod przymusem tylko po to, żeby nie napisać głupot pastwiąc się 🙂 nad serialem. Oglądając Diunę nie zastanawiałem się nad tym, że ornikoptery są bez sensu, bo fabuła trzymała poziom i człowiek skupiał się na śledzeniu losów bohaterów, a nie na drobiazgach. W Falloucie był czas na konstatację, że to coś, niby helikopter, niby samolot, nie ma prawa latać.

      Mógłbym poprosić o próbkę tego humoru? Owszem było kilka zabawnych scen, jak choćby bezużyteczny pies, który przyniósł kapelusz zamiast torby, ale nie naliczyłem ich zbyt dużo.

  3. Rozumiem, że treść nie przypadła Ci do gustu. Jest to rzeczywiście dość specyficzne połączenie nihilizmu, czarnego humoru i brutalnej przemocy. Ale przynajmniej moim zdaniem nie można nie docenić walorów kinematograficznych – prawdziwe scenografie, animatroniki zamiast samego CGI, wspaniała ścieżka muzyczna. Sceny z Vegas z Lucky 38 wyglądają lepiej niż nie jeden film. No i sam Cooper Howard będący kręgosłupem opowieści dla mnie jest świetnie napisaną postacią.

    1. Humor jest dla mnie niedostępny, także odniesienia do gier są dla mnie nieczytelne. Na dodatek nie przemawia do mnie fabuła. Odnoszę wrażenie, że jest tylko dodatkiem do efektów specjalnych i scen przemocy. Potrafisz wytłumaczyć dlaczego odwiedziwszy magazyn z bronią Maximus walczy ze szponami śmierci na pięści?

      Ale generalnie chodziło mi o szerszy problem — epatowanie przemocą i bestiami i coraz głupsza fabuła. Nie martwi Cię to?